Big Kahuna rzecze: ciepły wiatr spienione goni fale...
: wt wrz 01, 2026 9:03 am
idę ponurkować na przypale!
Zaciszna plaża, na jednej z mniejszych wysp na Hawajach, była idealnym miejscem, żeby pobyć samemu. Co prawda izolacja, jaką Max sobie zafundował, trwała już kilka lat, ale mimo wszystko dawno nie był w domu. A domem była właśnie plaża i woda... To nie tak, że Toronto nie było domem, po prostu brakowało mu miejsca, w którym się urodził. Brakowało mu też sceny... Właśnie w takich chwilach jak ta Max łapał się na tym, że pokuta, którą sam sobie wyznaczył, przestawała dawać mu poczucie odpoczynku i bezpieczeństwa, a zaczynała być niesprawiedliwą karą. Samotność, którą obudował swoje rany, przestała przynosić ukojenie.
Nic też dziwnego, że trochę spontanicznie wykupił bilet na Hawaje i poleciał odwiedzić rodzinę i zostać z nimi kilka tygodni. Od dawna nic go nie trzymało. Może pieniądze płynące z patentów na iluzje nie były jakieś wybitnie wielkie, ale wystarczały na naprawdę wygodne życie. Dobrze, że jak był na szczycie, to większość kasy inwestował.
Szybko też się okazało, że chociaż czas spędzany z rodziną, siostrzeńcami i bratankami był bardzo wesoły, to też bardzo wyczerpujący i angażujący. A Max potrzebował też czasu na to, by przemyśleć decyzje, które się w jego sercu rodziły.
Dzisiaj wstał jeszcze przed świtem i po cichu wymknął się z domu. Zapakował sprzęt do nurkowania i deskę surfingową na mały samochód terenowy bez dachu, po czym ruszył na ulubioną plażę. Plan był prosty: posurfować, zapolować na rybę, rozpalić ognisko, zjeść śniadanie jak za dawnych czasów i pozwolić Makani przewietrzyć głowę i ułatwić decyzje.
W trakcie nadchodzącego świtu powoli rozpalał ognisko na plaży i szykował maskę i harpun na swoje małe polowanie.
Neia Delacroix
Zaciszna plaża, na jednej z mniejszych wysp na Hawajach, była idealnym miejscem, żeby pobyć samemu. Co prawda izolacja, jaką Max sobie zafundował, trwała już kilka lat, ale mimo wszystko dawno nie był w domu. A domem była właśnie plaża i woda... To nie tak, że Toronto nie było domem, po prostu brakowało mu miejsca, w którym się urodził. Brakowało mu też sceny... Właśnie w takich chwilach jak ta Max łapał się na tym, że pokuta, którą sam sobie wyznaczył, przestawała dawać mu poczucie odpoczynku i bezpieczeństwa, a zaczynała być niesprawiedliwą karą. Samotność, którą obudował swoje rany, przestała przynosić ukojenie.
Nic też dziwnego, że trochę spontanicznie wykupił bilet na Hawaje i poleciał odwiedzić rodzinę i zostać z nimi kilka tygodni. Od dawna nic go nie trzymało. Może pieniądze płynące z patentów na iluzje nie były jakieś wybitnie wielkie, ale wystarczały na naprawdę wygodne życie. Dobrze, że jak był na szczycie, to większość kasy inwestował.
Szybko też się okazało, że chociaż czas spędzany z rodziną, siostrzeńcami i bratankami był bardzo wesoły, to też bardzo wyczerpujący i angażujący. A Max potrzebował też czasu na to, by przemyśleć decyzje, które się w jego sercu rodziły.
Dzisiaj wstał jeszcze przed świtem i po cichu wymknął się z domu. Zapakował sprzęt do nurkowania i deskę surfingową na mały samochód terenowy bez dachu, po czym ruszył na ulubioną plażę. Plan był prosty: posurfować, zapolować na rybę, rozpalić ognisko, zjeść śniadanie jak za dawnych czasów i pozwolić Makani przewietrzyć głowę i ułatwić decyzje.
W trakcie nadchodzącego świtu powoli rozpalał ognisko na plaży i szykował maskę i harpun na swoje małe polowanie.
Neia Delacroix