Strona 1 z 1

We just have to deal with each other

: wt wrz 01, 2026 4:23 pm
autor: Elijah Nightingale
#1
You're not ever gonna know me | outfit
Elijah doskonale wiedział, że Nerissa pracowała w tym klubie. Znał ten fakt od dawna. Po prostu nigdy nie miał powodu, żeby wykorzystać tę wiedzę. Należał raczej do tych tajemniczych, zaszywających się w prywatnej loży ekscentrycznych dżentelmenów, którzy spędzali czas samotnie, obserwując klubowe życie, racząc się dobrą whisky i czasem spotykając się z klientami, by omówić szczegóły transakcji. Nie schodził na parkiet. Nie mieszał się w to, co działo się piętro niżej, chyba że interesy wymagały jego interwencji.
Kryształowa szklanka w jego dłoni odbijała kolorowe światła sączące się z parkietu poniżej, ale sam alkohol pozostawał w niej nietknięty od dłuższej chwili. Wolał obserwować, niż pić – to była jedna z niewielu rozrywek, których nie musiał dzielić z nikim innym. Nie miał pojęcia, czy Whitelaw domyślała się, kim był, gdy tamtego dnia wypowiedział jej imię zaraz przed jej wyjściem. W końcu nie zdradził jej tego podczas ich pierwszego spotkania twarzą w twarz. Co było w tym najzabawniejsze: nawet go nie planował. Sytuacja z kopertą była zwykłym przypadkiem, splotem okoliczności, na który nie miał żadnego wpływu. Nie miał w planach zbliżać się do kobiety. Płaciła długi swojego brata na czas, a tylko to się dla niego liczyło. Coś jednak się w nim zmieniło po tamtym spotkaniu. Zaintrygowała go. Pamiętał dokładnie, jak długo utrzymywała kontakt wzrokowy, zanim w końcu przeniosła go na otoczenie – dłużej, niż większość ludzi, którzy stawali przed nim po raz pierwszy, świadomi, kim naprawdę był. Nie wiedział jeszcze, czy było to spowodowane jej pewnością siebie, a może lepiej byłoby to nazwać brakiem rozsądku, ale cenił sobie towarzystwo ludzi, którzy się go nie bali. Było to interesujące, niemal pobudzające doświadczenie.
Lokal, do którego ją wtedy zaciągnął, żeby wyjaśnili sobie pewne tematy, co prawda należał do niego, ale nie mieszkał tam ani jednego dnia. Wynajmował je klientom lub dłużnikom, żeby mieć ich na oku, żeby wykorzystać tę sposobność na własną korzyść. Gdy jego współlokatorka się wyprowadziła, znalazł się tam przypadkiem. Musiał ogarnąć kilka niedomkniętych tematów, w tym zabrać z apartamentu wszystkie fanty, które mogłyby wpaść w niepowołane ręce. Kilka rzeczy spalił. Resztę oddał komuś, kto nie zadawał pytań. Nie było w tym nic sentymentalnego – lubił zachowywać wokół siebie porządek. Nie pojawił się tam od tego czasu, więc Nerissa nie mogła go nawet niefortunnie spotkać na klatce, choć obiecał jej wtedy, że jeszcze się zobaczą.

Ten dzień właśnie nadszedł.

Mężczyzna się nudził. Potrzebował trochę rozrywki. Nie zamierzał co prawda zapraszać tu kobiety, żeby dla niego zatańczyła, ale żeby uciąć sobie pogawędkę. Odkryć wszystkie karty. Pokazać jej, z kim tak naprawdę miała do czynienia i do kogo z taką swobodą pyskowała tego dnia. Nie był zły. Nie chciał jej skrzywdzić ani nastraszyć. Chciał jednak zobaczyć jej reakcję. Dlaczego w ogóle planował się ujawnić? Właśnie teraz? Po prawie czterech latach od tego, jak Nerissa stała się jego dłużniczką? Może potrzebował nowych bodźców. Czegoś świeżego. Ostatnie tygodnie upływały mu w niemal identycznym rytmie – spotkania, telefony, znowu spotkania. Nawet dla kogoś, kto cenił sobie kontrolę ponad wszystko, taka monotonia zaczynała ciążyć. Kasy w końcu nie potrzebował – spał na niej. Sumy, które kobieta mu wysyłała, nie wystarczyłyby nawet na jedną butelkę whisky, która teraz stała na stole w pomieszczeniu. Ściągał z niej pieniądze dla zasady.
Wstał więc niespiesznie z drogiej, skórzanej kanapy, która była cała dla niego, podszedł do drzwi i poinformował ochroniarza pilnującego wejścia do loży, że chciałby wykupić czas tancerki Nerissy na całą noc, a kwota nie grała roli. Jeśli kobieta się zjawi, ma zostać wpuszczona bez podejrzeń, ale nie zamierzał ujawniać, od kogo padło zaproszenie. Nie martwił się zresztą, że będzie to stanowić jakikolwiek problem – był dość ważnym klientem tego miejsca, żeby jego prośby traktowano z należytą dyskrecją.
A gdy rosły mężczyzna udał się wykonać polecenie, Elijah wrócił do pomieszczenia, stanął przy ogromnym oknie z widokiem na resztę klubu i z zadziornym uśmieszkiem spoglądał na klubowe życie toczące się pod jego nogami. Nie spieszył się. Miał przed sobą całą noc, a cierpliwość nigdy nie należała do jego słabości.

Nerissa Whitelaw