Strona 1 z 1

into an otter dimension

: wt wrz 01, 2026 10:28 pm
autor: Perry Wallace
002.
Minęły dwa tygodnie od sobotniej (powiedzmy, że to była sobota) gorączki makaronowej nocy, no i od tamtego czasu sytuacja Perry odrobinkę się skomplikowała. Miał być wyjazd i wielkie godzenie się z Paige, a zamiast tego… cóż, pokłóciły się tak bardzo, że nastąpił ROZPAD MIESZKANIOWY i Wallace była właśnie w trakcie przeprowadzki do Nory, swojej drugiej przyjaciółki. Sprawa z Paige była definitywnie przegrana, przynajmniej na ten moment, bo ex-friend zablokowała ją na Instagramie, co jak wiadomo, było najwyższą tego rodzaju zniewagą. Na dodatek Griffin ostatecznie wyjechał ze swoimi kolegami z uczelni i nawet nie mogła mu ponarzekać na obecną sytuację osobiście (no bo kto chciał rantować przez smsy przez pół wieczora, bo na pewno nie Griffin, którego szczytem wylewności było wysłanie kiss emoji xD). Skan-dal, chujemujedzikiewęże, łakamakafą. No ale na szczęście, dziś u boku Perry była Pixie - spacerowały po urokliwych alejkach zoo już od pół godzinki, każda z kubeczkiem ulubionego napoju w dłoni. Perry piła swoją ulubioną, mrożoną kawę z cynamonem, mlekiem owsianym i syropem klonowym, jakby kogoś to interesowało. Wyglądało na to, że misja ZAPOMNIEĆ O PAIGE szła jej całkiem nieźle, ale to wcale nie było takie trudne, gdy co chwila mijały jakieś fantastyczne zwierzątka i pokazywały je sobie nawzajem palcami. O, na przykład teraz dotarły do wybiegu dla kapibar… Jezu, jakie one były przesłodkie! - Zazdroszczę jej, że sobie tu po prostu siedzi i ma wszystko gdzieś. Żadnych kłótni z przyjaciółkami, żadnych przeprowadzek, żadnych studiów… Chcę być jak ona, Pix. Zostanę kapibarą - stwierdziła nagle Perry, opierając się o barierki i wskazując podbródkiem na wielką kapibarę, która akurat siedziała sobie w wodzie z taką miną, jakby opanowała wszystkie sekrety wszechświata i wiedziała, dokąd nocą tuptał jeż.

No i kapibara nagle wstała, wylazła na brzeg, zatrzymała się dokładnie naprzeciwko nich i… puściła głośnego, rozdzierającego ciszę bąka. Chwilę później odwróciła się od dziewcząt tyłem i zaczęła żuć liść, jakby nic wielkiego się nie stało. No bo w sumie to była prawda, nic wielkiego się nie stało, ale Perry i tak rozdziawiła buzię ze słomką w ustach. Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy ten dźwięk na pewno wydobył się z tego majestatycznego… yyy… gryzonia, czy może to Pixie pękła ze śmiechu, ale nie - to na sto procent była kapibara. - Okej, cofam to, jednak nie chcę być kapibarą - parsknęła, po czym zakryła usta dłonią i wybuchła cichym śmiechem. - Jeju, Pixie, widziałaś to? Ona dosłownie podeszła, żeby podsumować moje życie i na nas pierdnąć! Czy to jest jakiś znak od losu?! - zaśmiała się Wallace, po czym upiła kolejny łyk kawy i pokręciła głową z niedowierzaniem, bo… no serio? Nawet kapibara nie pochwalała ilości dram w jej życiu! A może… po prostu oceniała wybór mleka do kawy przez Perry? Eh, nikt nie znał myśli kapibary. - Dobra, chodźmy znaleźć wydry, chcę zobaczyć, jak bawią się kamykami - machnęła ręką na kapibarę i ruszyła do przodu, wkładając na nos okulary przeciwsłoneczne. - Mówiłam ci, że kolekcjonuję kamyki? Kocham kamyki - dodała chwilę później. - Ej, a wiesz, że wydry mają specjalne kieszonki w skórze pod pachami, gdzie chowają swój ulubiony kamyk? Ja bym tam chyba chowała batoniki - spytała po chwili, rzucając Pixie szybkie spojrzenie.

pixie 🐛

into an otter dimension

: śr wrz 02, 2026 4:31 pm
autor: pixie fontaine
003.
Niektóre bąki potrafią być zaskakująco szybkie - w locie osiągają około 30 km/h 🐝

Nie miała pojęcia o tym, że Perry jeszcze bardziej pokłóciła się z Paige. Nie były ze sobą aż tak blisko, a brat o niczym jej nie wspomniał. Za to zarejestrowała, że Griffin faktycznie wyjechał ze swoimi kolegami, żeby połazić po górach i - jak żartowali jego kumple - odpocząć od dziewczyn.
Pixie nie mogła jednak pozwolić na to, żeby Wallace spędzała końcówkę wakacji całkiem sama. A że miała trochę wolnego czasu przed wyjazdem ze swoimi ziomkami nad jezioro Muskoka, postanowiła dotrzymać jej towarzystwa. Jedną z atrakcji miał być właśnie wspólny wypad do zoo. Miały też wybrać się na jogę z pieskami, ale to zostawiły sobie na następną okazję.
Chyba wolałabym, żeby żyły sobie na wolności — stwierdziła, przyglądając się kapibarom, które kręciły się po wybiegu, zupełnie nie przejmując się gapiącymi na nich ludźmi. Miały totalnie wywalone jaja. Dosłownie, bo jedna z nich obróciła się na plecy, żeby wytarzać się w piasku. To nie tak, że w zoo było im źle, ale na pewno chciałby sobie pohasać po — Dalej nie pogodziłaś się z Paige? — zapytała trochę zmartwiona, że to tak długo trwa. Liczyła na to, że sytuacja w końcu rozejdzie się po kościach, ale najwyraźniej wszystko stanęło w miejscu. Oprócz samej Perry, która była w trakcie przeprowadzki, o czym Fontaine nie miała zielonego pojęcia. Wszystko ją jakoś omijało, ale też nie była taka, żeby wściubiać nosa w nieswoje sprawy.
Pociągnęła mrożoną herbatę przez słomkę, przyglądając się poczynaniom innej kapibary, która wylazła z wody na brzeg i zaszczyciła ich głośnym pierdem. Wszyscy zaczęli rechotać i Pix też nie potrafiła powstrzymać uśmiech, szczerząc się do Wallace.
A co? Też takie puszczasz? — sprzedała jej kuksańca w bok i odepchnęła się od barierki, ruszając w stronę miejsca, gdzie miały pozachwycać się wydrami. — Bąki ludzka rzecz. Chociaż to owad, co nie? Wiedziałaś, że bąki potrafią namierzać ofiarę po zapachu? Dlatego zawsze wyglądają tak, jakby się na kogoś uwzięły — rzuciła ciekawostką, nie zważając na to, że Perry może nie był zainteresowana. Właściwie nigdy nie brała tego pod uwagę, po prostu lubiła dzielić się wiedzą na temat insektów. Jeśli ktoś miał to gdzieś, no to musiał to po prostu zaakceptować. A właściwie zaakceptować samą Pixelozę.
Przeszły przez kolejną alejkę i już w oddali można było dostrzec wybieg z dużym zbiornikiem wodnym, który łączył się z częścią lądową z trawą i kamieniami. Wydry spędzają w wodzie dużo czasu, więc musiały mieć do dyspozycji jakiś staw czy inny basen.
Nie mówiłaś — weszła jej w słowo, kiedy Perry tylko wspomniała o kamykach. — Griffin też nic się nie chwalił, że jego dziewczyna ma zajawkę na kamienie. Dużą masz kolekcję? Pokaż zdjęcia! — podłapała natychmiast. Uwielbiała, kiedy ludzie coś zbierali! — No wiem, że mają kieszonki! I trzymają się za łapki podczas jak odpoczywają w wodzie, żeby nie oddalić się od siebie z prądem. To strasznie urocze — westchnęła nieco rozmarzona, jak już znalazły się przy wybiegu, a im oczom ukazały się wspomniane zwierzątka. — Popatrz, tamte też się trzymają! — wskazała palcem na dryfujące wyderki, chociaż tutaj nie musiały obawiać się, że zostaną porwane przez nurt. Pix nie dbała również o to, że nie ładnie było tak pokazywać paluchem, no bo kto przejmowałby się takimi rzeczami, kiedy było się podjaranym i totalnie podekscytowanym?

Perry 🦦

into an otter dimension

: pt wrz 04, 2026 2:32 pm
autor: Perry Wallace
Znając życie, na jogę z pieskami wybiorą się już po powrocie Pixie znad jeziora Muskoka i bardzo możliwe, że w tym czasie Perry zdąży już w pełni przeprowadzić się do nowego lokum i rozpocząć NOWĄ ERĘ w swoim życiu (i nie będzie to countryside clean girl era, jakby co). - Też o tym często myślę, jak tu jestem - odpowiedziała i westchnęła. A musicie wiedzieć, że Wallace pojawiała się w zoo dość często, bo studiowała prawo weterynarię. - W sensie, jasne, fajnie, że mają tu opiekę, weterynarzy i nikt na nie tu nie poluje, ale... kurczę, wyobrażasz sobie być taką wydrą i nie móc po prostu odpłynąć w siną dal jakąś dziką rzeką? - rozmarzyła się, bo teraz chyba zmieniła zdanie i nie chciała już być kapibarą tylko wydrą (później będzie chciała zostać papużką falistą, a potem kotem, kiedyś też chciała zostać jeżem). Pociągnęła łyk swojej ulubionej kawusi i przeniosła wzrok z tarzającej się w piasku kapibary na Pixie. Eh, Paige… Eh, brutalna rzeczywistość. - Nie, pokłóciłyśmy się jeszcze bardziej i mam czas do końca września na wyprowadzkę, bo to mieszkanie jej cioci - wyjaśniła szczerze. No, oczywiście, że Pixie o tym nie wiedziała (dzięki czemu Perry mogła jej powiedzieć!), ale to chyba znaczyło, że Griffin nie rozgłaszał faktów z życia prywatnego swojej dziewczyny na prawo i lewo i… po prostu był dobrym, lojalnym chłopakiem, który szanował jej prywatność nie? Dziesięć punktów dla Gryffindoru Griffina.

Przejdźmy do kapibarowych bączków. - Może kapibara po prostu wyczuła we mnie bratnią duszę - zaśmiała się na pytanie Pixie. Kurde, niby wiedziała, że bąki to rzecz ludzka, ale jakoś tak podświadomie nie chciała, żeby Pixie sobie pomyślała, że Perry była jakaś… yyy… śmierdząca albo leniwa (tak leniwa, że niby zbijała bąki, hehe). No i chwilę później Fontaine uraczyła Wallace kolejną ciekawostką o owadach i Perry nie mogła się nie uśmiechnąć! To było ich trzecie spotkanie sam na sam, a sympatia do Pixie tylko i wyłącznie ROSŁA! Perry uwielbiała MĄDRE osoby, albo chociaż takie z prawdziwą pasją. - Czekaj, czekaj, czyli mówisz, że jak jakiś bąk leci prosto na mnie, to nie dlatego, że mam pecha, tylko po prostu podoba mu się mój zapach? Czy może jednak mam pecha, bo zapamiętał, jak pachnę? Ej, a na bąki też masz uczulenie?! - wyrzuciła z siebie szybko, bo była BARDZO zainteresowana. Nawet insektami, a to znaczyło że akceptowała Pixelozę w stu procentach.

Zaraz znalazły się przy wydrach i Pixie wyraziła zainteresowanie kamykami Perry, przez co dziewczynie aż rozbłysły oczy z ekscytacji. Rzadko kto wykazywał zainteresowanie kamykami. Marzeniem Perry było, żeby ktoś jej rzucił ładny kamyk pod nogi i spytał "Ej, to twój kasztan kamyk?". Mega romantyczne. - O kurczę, noooo sporo ich mam! - odpowiedziała, po czym wyjęła telefon z kieszeni i odblokowała ekran, żeby pokazać Pixie najbardziej aktualne zdjęcie kolekcji. - Patrz. Ten jest z plaży nad jeziorem… A ten z wyjazdu na biwak… A ten ukradłam z czyjegoś ogródka… - zaczęła po kolei wskazywać na kamienne okazy prezentujące się na fotce. - Jak chodzimy z Griffinem na spacery z pieskami, to szukamy razem kamyków. W ogóle mają dla mnie dużą wartość sentymentalną, wiesz? Każdy to jakaś historia - stwierdziła, a zaraz schowała telefon z powrotem do kieszeni, bo dokładnie w tym momencie zaczęły przyglądać się słodkim wyderkom. - Awww! - wyrwało się z ust Perry, gdy tylko zobaczyła dryfujące zwierzątka, które wskazała jej Pixie. - Trzymają się za łapki, I can’t… - zawiesiła głos, wpatrując się w wydry z zachwytem. Oparła dłoń na barierce i przechyliła głowę na bok. - Ej, a myślisz, że one się kiedyś sprzeczają o to, który kamyk jest ładniejszy? Albo że jedna podkrada drugiej ten najlepszy, jak tamta nie patrzy? - dodała po chwili z pełną powagą, no bo… no, interesowała się kamykami, nie? No i chciała wiedzieć.

pixie 🐝

into an otter dimension

: pt wrz 04, 2026 6:42 pm
autor: pixie fontaine
Zastanowiła się przez chwilę nad pytaniem Perry. No właśnie, nie mogła sobie wyobrazić tego braku poczucia wolności. To naprawdę cudowne, że zwierzęta były tutaj bezpieczne (chociaż chyba nie do końca, bo za kilka dni okaże się, że ktoś ich nie dopilnował i zwieją z tego zoo lol), bo miały zapewnione jedzenie, opiekę i wszystko, czego potrzebowały do życia, ale przecież nadal nie było to ich naturalne środowisko. Nie mogły po prostu ruszyć przed siebie, kiedy tylko miały na to ochotę. Nie mogły wybrać sobie miejsca, w którym chciałyby spędzić resztę dnia, ani odejść gdzieś dalej, kiedy coś im się nie spodobało. Z drugiej strony, pewnie dla wielu z nich ten wybieg był całym światem, jaki znały. Pomyślała też o tym, że dokładnie to samo robiła przecież mrówkom i karaczanom, więc chyba wychodziła na lekką hipokrytkę. Jednym zwierzętom współczuła zamknięcia, a inne sama chętnie trzymała w niewielkich pojemnikach, zapewniając im jedzenie i odpowiednie warunki. Niby różnica była spora, ale zasada pozostawała podobna.
Myślę, że większość z tych zwierząt nie zna życia w dziczy. Pewnie wiele z nich urodziło się tutaj — stwierdziła, bo jasne, były też takie, które zostały specjalnie sprowadzone do zoo, ale mnóstwo gatunków rozmnażało się już na miejscu. — Więc dla nich to pewnie nie jest nawet kwestia tego, że zabrano im wolność. One po prostu nie wiedzą, czym ta wolność jest — dodała i na moment jeszcze raz spojrzała na wybieg z kapibarami, próbując wyobrazić sobie, co właściwie czułoby takie zwierzę, gdyby tak otworzyć przed nim wszystkie bramy i pozwolić mu odejść. Pewnie część uciekłaby bez zastanowienia. A reszta? Może po prostu zostałaby tam, gdzie znała każdy kąt, każdą miskę i każdą osobę, która przynosiła jej jedzenie.
Posmutniała, słysząc, że Wallace jeszcze bardziej pokłóciła się z przyjaciółką. W dodatku doszło to rozłamu i musiała wyprowadzić się z mieszkania, co musiało być strasznie kłopotliwe.
Bardzo mi przykro, Pers — posłała jej pokrzepiający uśmiech. — Chcesz pogadać o tym, co zaszło? — dopytała ostrożnie, bo nie chciała wywierać na niej żadnej presji. — I gdybyś potrzebowała pomocy z przeprowadzką, to daj znać. Co prawda na vespie nie przewiozę ci żadnych rzeczy, ale mogę pomóc je nosić z samochodu Griffina — dodała nieco entuzjastycznej. Miała dużo dobrych chęci i lubiła pomagać innym.
O kurde, z tym, czy była uczulona też na bąki, to ją trochę zagięła i wprawiła w konsternację, bo Pix nie znała odpowiedzi! A przecież zawsze musiała ją na wszystko mieć!
A wiesz, że bardzo możliwe? Nigdy żaden mnie nie użarł. Ich jady zawierają podobne biała i enzymy, więc istnieje prawdopodobieństwo, że mój układ odpornościowy zareagowałby podobnie — stwierdziła po głębszym namyśle. — Ale za mną raczej tak się nie uganiają. Chyba nie pachę tak ładnie, jak ty — wyszczerzyła się i zerknęła w telefon Perry, kiedy ta zaczęła pokazywać jej zdjęcia kamieni.
Totalni rozumiała jej fascynację! Wallace miała na ich punkcie takiego fioła, jak ona na insekty. I Pixie bardzo się to podobało. Oglądała z zaciekawieniem wszystkie fotki, jednocześnie dowiadując się, że każdy kamień miał swoją historię.
Jak chcesz, to możemy następnym razem pójść gdzieś, gdzie poszukamy jakichś super kamieni — zaproponowała luźno, bo nie chciała przecież zajmować miejsce swojego brata, z którym do dziewczyna wybierała się na takie poszukiwania. — Znam fajne miejsce przy klifach, tam będzie ich mnóstwo — dodała jeszcze, nie mając pojęcia, czy Perry nie miała już okazji zwiedzać tych rejonów z Griffem.
Wydry morskie rzeczywiście używają kamieni jako narzędzi do rozbijania muszli i innych twardych pokarmów, przechowując je w specjalnej fałdzie skóry pod pachą, ale czy kłóciły się o to, który z nich jest ładniejszy? Trudno stwierdzić.
Wolę myśleć, że lubią się nimi wymieniać. Trochę jak kartami Pokemonów — zażartowała i przechyliła się przez barierę, żeby lepiej przyjrzeć się zwierzętom. Były przesłodkie, to trzeba przyznać! — Gdzie teraz? — zapytała, rozglądając się po alejkach. Miały jeszcze tyle do zobaczenia!

Perry 🦦

into an otter dimension

: ndz wrz 06, 2026 12:12 am
autor: Perry Wallace
O kurde, no tak, większość tych zwierzątek urodziła się w niewoli i od małego były przyzwyczajone do tego, że człowiek przynosił im miskę pod sam nos… To było bardzo smutne. - Eh, pewnie jakby je wypuścić na wolność, to by się już nie odnalazły, tak samo jak w "Madagaskarze", pamiętasz "Madagaskar"? - rzuciła Perry pod nosem, bo akurat przypomniała sobie ten fajoski film animowany, gdzie czwórka zwierzaków-przyjaciół z nowojorskiego zoo nagle wylądowała na dzikiej plaży i… no, kurde, każdy wiedział, co było dalej. - Jeju, pewnie nawet nie wiedziałyby skąd wziąć jedzonko, tak samo jak lew Alex… - westchnęła. Alex jako jedyny drapieżnik w grupie serio miał najgorzej z całej czwórki na tej wyspie, choć ostatecznie przerzucił się na sushi, co było genialnym wyjściem z sytuacji! W sumie Alex, Gloria, Marty i Melman chyba całkiem spoko odnaleźli się w nowej rzeczywistości...? Wyglądało na to, że jednak niezbyt dobrze zapamiętała ten film, hehehe. - Mam nadzieję, że są chociaż szczęśliwe - skwitowała Perry, kątem oka obserwując wybieg z kapucynkami, który minęła razem z Pixie w drodze do wydr. Kapucynki akurat radośnie skakały po gałęziach i rozkosznie się bawiły, więc nie było im chyba aż tak źle, co nie?

A potem jak bumerang powrócił temat Paige. - Dzięki, Pix, jesteś kochana, serio - zaczęła Perry z wdzięcznością, uśmiechając się ciepło do Fontaine. - Ale o Paige wolę dzisiaj nie gadać, okej? Jak zacznę o tym rozmyślać, to popsuję nam ten super dzień, a naprawdę wolę się skupić na… wydrach, na przykład - skinęła dłonią, w której wciąż ściskała kubek z mrożoną kawą, i wskazała na dryfujące w wodzie słodziaki. A co do przeprowadzki… - Ale z tą pomocą przy przeprowadzce to cię trzymam za słowo, bo mam w ciul szpargałów - zaśmiała się, no i właśnie w tym momencie do niej dotarło, co właściwie powiedziała Pixie! NA VESPIE NIE MOGŁA PRZEWIEŹĆ ŻADNYCH RZECZY?! OMAGAAA! - Czekaj, czekaj… ty masz VESPĘ?! - wypaliła i złapała Pixie za ramię. Fontaine naprawdę miała vespę i Wallace nie zauważyła jej wcześniej, odwiedzając Griffina tyle razy?!?!? Była ślepa czy co??? - Proszę cię, powiedz, że kiedyś mnie na niej przewieziesz! Wyobrażasz to sobie? Ja z tyłu, w jakimś kasku… trzymająca cię w pasie… ZRÓBMY TO! Tuż po jodze z pieskami - trajkotała, ucieszona od ucha do ucha. No po prostu… WOW!

Wydry, vespy, pieski z jogą… joga z pieskami… Osy? Bąki? - Będę cię chronić przed pszczołami, osami i bąkami w takim razie, słowo harcerza, którym nigdy nie byłam. A ty byłaś? - obwieściła, jakby właśnie zgłosiła się na osobistego ochroniarza Fontaine. Co prawda, tak realnie patrząc, w starciu z rozwścieczoną osą Perry mogła co najwyżej pomachać ręką albo nogą i spróbować zdzielić owadziątko pustym kubkiem po kawie, ale liczyły się intencje, prawda?

No i znowu Perry nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Pixie była amazin, bo chciała zabrać ją na spacer i szukać z nią ładnych kamieni, jejuńciu. - Przy klifach? Wchodzę w to! - zgodziła się z entuzjazmem Wallace. Sama niezbyt często tam bywała, bo to to trochę za daleko, żeby zabierać tam pieski ze schroniska na zwykły spacer, dlatego propozycja jej nowej koleżanki brzmiała zajeeeefajnie. Tak samo jak to, że wydry wymieniały się kamykami jak kartami Pokemonów. WOW. - Trade’y brzmią super, podoba mi się ta teoria - zaśmiała się. Upiła kolejny łyk kawusi, ale zaraz rozległo się głośne siorbanie, bo z jej kawy zostały resztki na dnie. Wyrzuciła kubek do kosza nieopodal i zawiesiła na moment wzrok na końcu alejki, próbując zwizualizować sobie w głowie mapę zoo. - Chciałabym zobaczyć jeszcze czerwone pandy, pingwiny i dzikie koty… Lubię je odwiedzać - urwała, w dalszym ciągu intensywnie rozmyślając. - Tu blisko są pingwiny, więc proponuję najpierw pingwiny, a potem zobaczymy. A ty co byś chciała jeszcze zobaczyć? - zagadnęła, po czym uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła Pixie za rękę w kierunku wybiegu dla pingwinów, który faktycznie znajdował się tuż za rogiem.

pixie 🐝