O kurde, no tak, większość tych zwierzątek urodziła się w niewoli i od małego były przyzwyczajone do tego, że człowiek przynosił im miskę pod sam nos… To było bardzo smutne. -
Eh, pewnie jakby je wypuścić na wolność, to by się już nie odnalazły, tak samo jak w "Madagaskarze", pamiętasz "Madagaskar"? - rzuciła Perry pod nosem, bo akurat przypomniała sobie ten fajoski film animowany, gdzie czwórka zwierzaków-przyjaciół z nowojorskiego zoo nagle wylądowała na dzikiej plaży i… no, kurde, każdy wiedział, co było dalej. -
Jeju, pewnie nawet nie wiedziałyby skąd wziąć jedzonko, tak samo jak lew Alex… - westchnęła. Alex jako jedyny drapieżnik w grupie serio miał najgorzej z całej czwórki na tej wyspie, choć ostatecznie przerzucił się na sushi, co było genialnym wyjściem z sytuacji! W sumie Alex, Gloria, Marty i Melman chyba całkiem spoko odnaleźli się w nowej rzeczywistości...? Wyglądało na to, że jednak niezbyt dobrze zapamiętała ten film, hehehe. -
Mam nadzieję, że są chociaż szczęśliwe - skwitowała Perry, kątem oka obserwując wybieg z kapucynkami, który minęła razem z Pixie w drodze do wydr. Kapucynki akurat radośnie skakały po gałęziach i rozkosznie się bawiły, więc nie było im chyba aż tak źle, co nie?
A potem jak bumerang powrócił temat Paige. -
Dzięki, Pix, jesteś kochana, serio - zaczęła Perry z wdzięcznością, uśmiechając się ciepło do Fontaine. -
Ale o Paige wolę dzisiaj nie gadać, okej? Jak zacznę o tym rozmyślać, to popsuję nam ten super dzień, a naprawdę wolę się skupić na… wydrach, na przykład - skinęła dłonią, w której wciąż ściskała kubek z mrożoną kawą, i wskazała na dryfujące w wodzie słodziaki. A co do przeprowadzki… -
Ale z tą pomocą przy przeprowadzce to cię trzymam za słowo, bo mam w ciul szpargałów - zaśmiała się, no i właśnie w tym momencie do niej dotarło, co właściwie powiedziała Pixie! NA VESPIE NIE MOGŁA PRZEWIEŹĆ ŻADNYCH RZECZY?! OMAGAAA! -
Czekaj, czekaj… ty masz VESPĘ?! - wypaliła i złapała Pixie za ramię. Fontaine naprawdę miała vespę i Wallace nie zauważyła jej wcześniej, odwiedzając Griffina tyle razy?!?!? Była ślepa czy co??? -
Proszę cię, powiedz, że kiedyś mnie na niej przewieziesz! Wyobrażasz to sobie? Ja z tyłu, w jakimś kasku… trzymająca cię w pasie… ZRÓBMY TO! Tuż po jodze z pieskami - trajkotała, ucieszona od ucha do ucha. No po prostu… WOW!
Wydry, vespy, pieski z jogą… joga z pieskami… Osy? Bąki? -
Będę cię chronić przed pszczołami, osami i bąkami w takim razie, słowo harcerza, którym nigdy nie byłam. A ty byłaś? - obwieściła, jakby właśnie zgłosiła się na osobistego ochroniarza Fontaine. Co prawda, tak realnie patrząc, w starciu z rozwścieczoną osą Perry mogła co najwyżej pomachać ręką albo nogą i spróbować zdzielić owadziątko pustym kubkiem po kawie, ale liczyły się intencje, prawda?
No i znowu Perry nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Pixie była amazin, bo chciała zabrać ją na spacer i szukać z nią ładnych kamieni, jejuńciu. -
Przy klifach? Wchodzę w to! - zgodziła się z entuzjazmem Wallace. Sama niezbyt często tam bywała, bo to to trochę za daleko, żeby zabierać tam pieski ze schroniska na zwykły spacer, dlatego propozycja jej nowej koleżanki brzmiała zajeeeefajnie. Tak samo jak to, że wydry wymieniały się kamykami jak kartami Pokemonów. WOW. -
Trade’y brzmią super, podoba mi się ta teoria - zaśmiała się. Upiła kolejny łyk kawusi, ale zaraz rozległo się głośne siorbanie, bo z jej kawy zostały resztki na dnie. Wyrzuciła kubek do kosza nieopodal i zawiesiła na moment wzrok na końcu alejki, próbując zwizualizować sobie w głowie mapę zoo. -
Chciałabym zobaczyć jeszcze czerwone pandy, pingwiny i dzikie koty… Lubię je odwiedzać - urwała, w dalszym ciągu intensywnie rozmyślając. -
Tu blisko są pingwiny, więc proponuję najpierw pingwiny, a potem zobaczymy. A ty co byś chciała jeszcze zobaczyć? - zagadnęła, po czym uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła Pixie za rękę w kierunku wybiegu dla pingwinów, który faktycznie znajdował się tuż za rogiem.
pixie 