O matko, Perry to w szczególności nie chciała, żeby wszystkie urocze zwierzaki zostały uśpione tylko dlatego, że szukały jedzenia (a jak powszechnie wiadomo, była to zwykła, podstawowa potrzeba fizjologiczna!!!!). Ale, ale, na szczęście, to było tylko teoretyzowanie, a poczciwe kapibary grzecznie skubały sobie trawkę i liście kapusty na swoim wybiegu, uff. Zdecydowanie bezpieczniej było skupić myśli na fakcie, że Pixie miała w swoim posiadaniu SKUTER. -
Serio, nie wiedziałam! - odpowiedziała Wallace, która była wielkim trzpiotem z głową wiecznie w chmurach i myśli o niebieskich migdałach przychodziły jej łatwiej niż… no, na przykład zauważenie vespy na podjeździe domu Fontainów. Tak naprawdę mogła mijać te vespę z sześćdziesiąt dziewięć razy, odwiedzając Griffina, ale… no, jakoś jej umknęła. -
I zjemy pizzę, i napijemy się Apperola… Prawdziwy włoski expierence - rozmarzyła się Perry. Chyba właśnie tak działała magia manifestacji, chciała gdzieś wyjechać, a tu wyjazd przyjeżdżał do niej. No ale wracając do tego drinka… -
A ten Apperol to dopiero jak wrócimy z przejażdżki, bo wiadomo, piłeś, nie jedź, odpowiedzialność ważna sprawa i tak dalej - wyjaśniła i nawet pokiwała głową z przekonaniem, bo odpowiedzialnym trzeba było być, jeśli w przyszłości planowało się zostać kimś ważnym i otworzyć własną lecznicę weterynaryjną.
Najpierw joga z pieskami, a potem przejażdżka? Brzmiało jak… -
Deal! - pokiwała głową z entuzjazmem, bo bardzo, ale to bardzo jarała się na samą myśl, że nie będzie musiała zmuszać Griffina do uczestnictwa w jodze ze szczeniaczkami. Zamiast tego udało jej się namówić jego siostrę. Ha! Na szczeniaczki jednak miała nadejść odpowiednia pora, bo teraz Perry słuchała o skautowej przeszłości wyżej wymienionej i aż poczuła lekkie ukłucie zazdrości, no bo nie miała pojęcia, że koło nosa przeszło jej aż tyle amazing aktywności! Od razu wyobraziła sobie małą Pixie w uroczych warkoczykach, rozkładającą namiot, żeby zdobyć kolejną odznakę... Słodkie, no. -
Wow, musisz mieć super wspomnienia, ja w tym czasie szlajałam się za moją starszą siostrą i jej kumplem, śpiewając im "Zakochana para", a ty robiłaś naprawdę pożyteczne rzeczy, wow, wow, wow - gadała dalej, nie przerywając ani na moment. Miała nadzieję, że Pixie "to" nie przeszkadzało. "To", czyli fakt, że Wallace ciągle miała coś do powiedzenia… Albo "to", że właśnie wpadła na dziwny pomysł i oczywiście, że chciała się nim od razu podzielić. -
Ej… Może powinniśmy piec ciasteczka z THC i sprzedawać studentom, myślisz, że to dobry pomysł na biznes? Tak mi teraz przyszło do głowy jak powiedziałaś o tym pieczeniu i sprzedawaniu ciasteczek, hehe - wyszczerzyła się szeroko. W sumie - to wcale nie był taki zły plan na start! Mogłyby wreszcie zacząć
uczciwie zarabiać pieniądze na swoje potrzeby. Znaczy, no... prawie uczciwie. Ciekawe, jak nazwałyby swój biznes?
Two girls, one cookie? Omagaddd, to jest złe.
Czerwone pandy są mega słodkie! Ta informacja wyrwała Perry z rozmyślań. -
Mają przesłodkie pyszczki! - odparła natychmiast, a chwilę później oczy Wallace rozbłysły na wieść o kolejnych zwierzakach. -
Żółwie świńskie?! Widziałam! Mają takie śmieszne noski… ryjki. Buzie. Jeju! - zaśmiała się i zaczęła iść ramię w ramię z Pix w stronę wybiegu dla pingwinów. O kurczę, a pomysł z insektarium i ogrodem botanicznym? Wchodziła w to jak nóż w masło, dzik w dym (?), dzik w sosnę… I tak dalej. Poszłaby z Pixie po prostu wszędzie, nawet wyprowadzać karaczany na spacer. O ile można było wyprowadzać karaczany na spacer. -
Kurczę, no pewnie, wszystko brzmi zajebiście! - ożywiła się, a zaraz zdała sobie sprawę, że ich lista wspólnych atrakcji ciągle ROSŁA! -
Ale mamy dużo planów, Pixie! Normalnie zaraz się w tobie zakocham za te wszystkie wspólne wypady, hehe… - palnęła zupełnie bezmyślnie i… z opóźnieniem do niej dotarło, co właśnie powiedziała i jak dwuznacznie to zabrzmiało, ups. NO I SIĘ ZACZERWIENIŁA. -
To znaczy... zakocham się tak, wiesz! Jak w człowieku! Super osobie! Koleżance! Hmmpfpmff... przepraszam, chyba powinnam po prostu przestać mówić… - zaczęła się tłumaczyć, sama w sumie nie wiedziała, po co i dlaczego? O Boże, DLACZEGO chciała zapaść się pod ziemię?! Jeju, dlaczego.
Na szczęście, dokładnie w tym momencie zatrzymały się przy wybiegu dla pingwinów. Jeden z pingwinków właśnie stracił równowagę i z głośnym pluśnięciem wpadł do wody. Do góry brzuszkiem. Hahaha! Znaczy, o nie. -
O, zobacz, pingwin! - i cyk, taktyczna zmiana tematu. Perry mogła odetchnąć i udawać, że jej twarz wcale nie miała koloru dojrzałego pomidora, nie?
pixie 