Strona 1 z 3

into an otter dimension

: wt wrz 01, 2026 10:28 pm
autor: Perry Wallace
002.
Minęły dwa tygodnie od sobotniej (powiedzmy, że to była sobota) gorączki makaronowej nocy, no i od tamtego czasu sytuacja Perry odrobinkę się skomplikowała. Miał być wyjazd i wielkie godzenie się z Paige, a zamiast tego… cóż, pokłóciły się tak bardzo, że nastąpił ROZPAD MIESZKANIOWY i Wallace była właśnie w trakcie przeprowadzki do Nory, swojej drugiej przyjaciółki. Sprawa z Paige była definitywnie przegrana, przynajmniej na ten moment, bo ex-friend zablokowała ją na Instagramie, co jak wiadomo, było najwyższą tego rodzaju zniewagą. Na dodatek Griffin ostatecznie wyjechał ze swoimi kolegami z uczelni i nawet nie mogła mu ponarzekać na obecną sytuację osobiście (no bo kto chciał rantować przez smsy przez pół wieczora, bo na pewno nie Griffin, którego szczytem wylewności było wysłanie kiss emoji xD). Skan-dal, chujemujedzikiewęże, łakamakafą. No ale na szczęście, dziś u boku Perry była Pixie - spacerowały po urokliwych alejkach zoo już od pół godzinki, każda z kubeczkiem ulubionego napoju w dłoni. Perry piła swoją ulubioną, mrożoną kawę z cynamonem, mlekiem owsianym i syropem klonowym, jakby kogoś to interesowało. Wyglądało na to, że misja ZAPOMNIEĆ O PAIGE szła jej całkiem nieźle, ale to wcale nie było takie trudne, gdy co chwila mijały jakieś fantastyczne zwierzątka i pokazywały je sobie nawzajem palcami. O, na przykład teraz dotarły do wybiegu dla kapibar… Jezu, jakie one były przesłodkie! - Zazdroszczę jej, że sobie tu po prostu siedzi i ma wszystko gdzieś. Żadnych kłótni z przyjaciółkami, żadnych przeprowadzek, żadnych studiów… Chcę być jak ona, Pix. Zostanę kapibarą - stwierdziła nagle Perry, opierając się o barierki i wskazując podbródkiem na wielką kapibarę, która akurat siedziała sobie w wodzie z taką miną, jakby opanowała wszystkie sekrety wszechświata i wiedziała, dokąd nocą tuptał jeż.

No i kapibara nagle wstała, wylazła na brzeg, zatrzymała się dokładnie naprzeciwko nich i… puściła głośnego, rozdzierającego ciszę bąka. Chwilę później odwróciła się od dziewcząt tyłem i zaczęła żuć liść, jakby nic wielkiego się nie stało. No bo w sumie to była prawda, nic wielkiego się nie stało, ale Perry i tak rozdziawiła buzię ze słomką w ustach. Przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy ten dźwięk na pewno wydobył się z tego majestatycznego… yyy… gryzonia, czy może to Pixie pękła ze śmiechu, ale nie - to na sto procent była kapibara. - Okej, cofam to, jednak nie chcę być kapibarą - parsknęła, po czym zakryła usta dłonią i wybuchła cichym śmiechem. - Jeju, Pixie, widziałaś to? Ona dosłownie podeszła, żeby podsumować moje życie i na nas pierdnąć! Czy to jest jakiś znak od losu?! - zaśmiała się Wallace, po czym upiła kolejny łyk kawy i pokręciła głową z niedowierzaniem, bo… no serio? Nawet kapibara nie pochwalała ilości dram w jej życiu! A może… po prostu oceniała wybór mleka do kawy przez Perry? Eh, nikt nie znał myśli kapibary. - Dobra, chodźmy znaleźć wydry, chcę zobaczyć, jak bawią się kamykami - machnęła ręką na kapibarę i ruszyła do przodu, wkładając na nos okulary przeciwsłoneczne. - Mówiłam ci, że kolekcjonuję kamyki? Kocham kamyki - dodała chwilę później. - Ej, a wiesz, że wydry mają specjalne kieszonki w skórze pod pachami, gdzie chowają swój ulubiony kamyk? Ja bym tam chyba chowała batoniki - spytała po chwili, rzucając Pixie szybkie spojrzenie.

pixie 🐛

into an otter dimension

: śr wrz 02, 2026 4:31 pm
autor: pixie fontaine
#
003.
Niektóre bąki potrafią być zaskakująco szybkie - w locie osiągają około 30 km/h 🐝
Nie miała pojęcia o tym, że Perry jeszcze bardziej pokłóciła się z Paige. Nie były ze sobą aż tak blisko, a brat o niczym jej nie wspomniał. Za to zarejestrowała, że Griffin faktycznie wyjechał ze swoimi kolegami, żeby połazić po górach i - jak żartowali jego kumple - odpocząć od dziewczyn.
Pixie nie mogła jednak pozwolić na to, żeby Wallace spędzała końcówkę wakacji całkiem sama. A że miała trochę wolnego czasu przed wyjazdem ze swoimi ziomkami nad jezioro Muskoka, postanowiła dotrzymać jej towarzystwa. Jedną z atrakcji miał być właśnie wspólny wypad do zoo. Miały też wybrać się na jogę z pieskami, ale to zostawiły sobie na następną okazję.
— Chyba wolałabym, żeby żyły sobie na wolności — stwierdziła, przyglądając się kapibarom, które kręciły się po wybiegu, zupełnie nie przejmując się gapiącymi na nich ludźmi. Miały totalnie wywalone jaja. Dosłownie, bo jedna z nich obróciła się na plecy, żeby wytarzać się w piasku. To nie tak, że w zoo było im źle, ale na pewno chciałby sobie pohasać po — Dalej nie pogodziłaś się z Paige? — zapytała trochę zmartwiona, że to tak długo trwa. Liczyła na to, że sytuacja w końcu rozejdzie się po kościach, ale najwyraźniej wszystko stanęło w miejscu. Oprócz samej Perry, która była w trakcie przeprowadzki, o czym Fontaine nie miała zielonego pojęcia. Wszystko ją jakoś omijało, ale też nie była taka, żeby wściubiać nosa w nieswoje sprawy.
Pociągnęła mrożoną herbatę przez słomkę, przyglądając się poczynaniom innej kapibary, która wylazła z wody na brzeg i zaszczyciła ich głośnym pierdem. Wszyscy zaczęli rechotać i Pix też nie potrafiła powstrzymać uśmiech, szczerząc się do Wallace.
— A co? Też takie puszczasz? — sprzedała jej kuksańca w bok i odepchnęła się od barierki, ruszając w stronę miejsca, gdzie miały pozachwycać się wydrami. — Bąki ludzka rzecz. Chociaż to owad, co nie? Wiedziałaś, że bąki potrafią namierzać ofiarę po zapachu? Dlatego zawsze wyglądają tak, jakby się na kogoś uwzięły — rzuciła ciekawostką, nie zważając na to, że Perry może nie był zainteresowana. Właściwie nigdy nie brała tego pod uwagę, po prostu lubiła dzielić się wiedzą na temat insektów. Jeśli ktoś miał to gdzieś, no to musiał to po prostu zaakceptować. A właściwie zaakceptować samą Pixelozę.
Przeszły przez kolejną alejkę i już w oddali można było dostrzec wybieg z dużym zbiornikiem wodnym, który łączył się z częścią lądową z trawą i kamieniami. Wydry spędzają w wodzie dużo czasu, więc musiały mieć do dyspozycji jakiś staw czy inny basen.
— Nie mówiłaś — weszła jej w słowo, kiedy Perry tylko wspomniała o kamykach. — Griffin też nic się nie chwalił, że jego dziewczyna ma zajawkę na kamienie. Dużą masz kolekcję? Pokaż zdjęcia! — podłapała natychmiast. Uwielbiała, kiedy ludzie coś zbierali! — No wiem, że mają kieszonki! I trzymają się za łapki podczas jak odpoczywają w wodzie, żeby nie oddalić się od siebie z prądem. To strasznie urocze — westchnęła nieco rozmarzona, jak już znalazły się przy wybiegu, a im oczom ukazały się wspomniane zwierzątka. — Popatrz, tamte też się trzymają! — wskazała palcem na dryfujące wyderki, chociaż tutaj nie musiały obawiać się, że zostaną porwane przez nurt. Pix nie dbała również o to, że nie ładnie było tak pokazywać paluchem, no bo kto przejmowałby się takimi rzeczami, kiedy było się podjaranym i totalnie podekscytowanym?

Perry 🦦

into an otter dimension

: pt wrz 04, 2026 2:32 pm
autor: Perry Wallace
Znając życie, na jogę z pieskami wybiorą się już po powrocie Pixie znad jeziora Muskoka i bardzo możliwe, że w tym czasie Perry zdąży już w pełni przeprowadzić się do nowego lokum i rozpocząć NOWĄ ERĘ w swoim życiu (i nie będzie to countryside clean girl era, jakby co). - Też o tym często myślę, jak tu jestem - odpowiedziała i westchnęła. A musicie wiedzieć, że Wallace pojawiała się w zoo dość często, bo studiowała prawo weterynarię. - W sensie, jasne, fajnie, że mają tu opiekę, weterynarzy i nikt na nie tu nie poluje, ale... kurczę, wyobrażasz sobie być taką wydrą i nie móc po prostu odpłynąć w siną dal jakąś dziką rzeką? - rozmarzyła się, bo teraz chyba zmieniła zdanie i nie chciała już być kapibarą tylko wydrą (później będzie chciała zostać papużką falistą, a potem kotem, kiedyś też chciała zostać jeżem). Pociągnęła łyk swojej ulubionej kawusi i przeniosła wzrok z tarzającej się w piasku kapibary na Pixie. Eh, Paige… Eh, brutalna rzeczywistość. - Nie, pokłóciłyśmy się jeszcze bardziej i mam czas do końca września na wyprowadzkę, bo to mieszkanie jej cioci - wyjaśniła szczerze. No, oczywiście, że Pixie o tym nie wiedziała (dzięki czemu Perry mogła jej powiedzieć!), ale to chyba znaczyło, że Griffin nie rozgłaszał faktów z życia prywatnego swojej dziewczyny na prawo i lewo i… po prostu był dobrym, lojalnym chłopakiem, który szanował jej prywatność nie? Dziesięć punktów dla Gryffindoru Griffina.

Przejdźmy do kapibarowych bączków. - Może kapibara po prostu wyczuła we mnie bratnią duszę - zaśmiała się na pytanie Pixie. Kurde, niby wiedziała, że bąki to rzecz ludzka, ale jakoś tak podświadomie nie chciała, żeby Pixie sobie pomyślała, że Perry była jakaś… yyy… śmierdząca albo leniwa (tak leniwa, że niby zbijała bąki, hehe). No i chwilę później Fontaine uraczyła Wallace kolejną ciekawostką o owadach i Perry nie mogła się nie uśmiechnąć! To było ich trzecie spotkanie sam na sam, a sympatia do Pixie tylko i wyłącznie ROSŁA! Perry uwielbiała MĄDRE osoby, albo chociaż takie z prawdziwą pasją. - Czekaj, czekaj, czyli mówisz, że jak jakiś bąk leci prosto na mnie, to nie dlatego, że mam pecha, tylko po prostu podoba mu się mój zapach? Czy może jednak mam pecha, bo zapamiętał, jak pachnę? Ej, a na bąki też masz uczulenie?! - wyrzuciła z siebie szybko, bo była BARDZO zainteresowana. Nawet insektami, a to znaczyło że akceptowała Pixelozę w stu procentach.

Zaraz znalazły się przy wydrach i Pixie wyraziła zainteresowanie kamykami Perry, przez co dziewczynie aż rozbłysły oczy z ekscytacji. Rzadko kto wykazywał zainteresowanie kamykami. Marzeniem Perry było, żeby ktoś jej rzucił ładny kamyk pod nogi i spytał "Ej, to twój kasztan kamyk?". Mega romantyczne. - O kurczę, noooo sporo ich mam! - odpowiedziała, po czym wyjęła telefon z kieszeni i odblokowała ekran, żeby pokazać Pixie najbardziej aktualne zdjęcie kolekcji. - Patrz. Ten jest z plaży nad jeziorem… A ten z wyjazdu na biwak… A ten ukradłam z czyjegoś ogródka… - zaczęła po kolei wskazywać na kamienne okazy prezentujące się na fotce. - Jak chodzimy z Griffinem na spacery z pieskami, to szukamy razem kamyków. W ogóle mają dla mnie dużą wartość sentymentalną, wiesz? Każdy to jakaś historia - stwierdziła, a zaraz schowała telefon z powrotem do kieszeni, bo dokładnie w tym momencie zaczęły przyglądać się słodkim wyderkom. - Awww! - wyrwało się z ust Perry, gdy tylko zobaczyła dryfujące zwierzątka, które wskazała jej Pixie. - Trzymają się za łapki, I can’t… - zawiesiła głos, wpatrując się w wydry z zachwytem. Oparła dłoń na barierce i przechyliła głowę na bok. - Ej, a myślisz, że one się kiedyś sprzeczają o to, który kamyk jest ładniejszy? Albo że jedna podkrada drugiej ten najlepszy, jak tamta nie patrzy? - dodała po chwili z pełną powagą, no bo… no, interesowała się kamykami, nie? No i chciała wiedzieć.

pixie 🐝

into an otter dimension

: pt wrz 04, 2026 6:42 pm
autor: pixie fontaine
Zastanowiła się przez chwilę nad pytaniem Perry. No właśnie, nie mogła sobie wyobrazić tego braku poczucia wolności. To naprawdę cudowne, że zwierzęta były tutaj bezpieczne (chociaż chyba nie do końca, bo za kilka dni okaże się, że ktoś ich nie dopilnował i zwieją z tego zoo lol), bo miały zapewnione jedzenie, opiekę i wszystko, czego potrzebowały do życia, ale przecież nadal nie było to ich naturalne środowisko. Nie mogły po prostu ruszyć przed siebie, kiedy tylko miały na to ochotę. Nie mogły wybrać sobie miejsca, w którym chciałyby spędzić resztę dnia, ani odejść gdzieś dalej, kiedy coś im się nie spodobało. Z drugiej strony, pewnie dla wielu z nich ten wybieg był całym światem, jaki znały. Pomyślała też o tym, że dokładnie to samo robiła przecież mrówkom i karaczanom, więc chyba wychodziła na lekką hipokrytkę. Jednym zwierzętom współczuła zamknięcia, a inne sama chętnie trzymała w niewielkich pojemnikach, zapewniając im jedzenie i odpowiednie warunki. Niby różnica była spora, ale zasada pozostawała podobna.
— Myślę, że większość z tych zwierząt nie zna życia w dziczy. Pewnie wiele z nich urodziło się tutaj — stwierdziła, bo jasne, były też takie, które zostały specjalnie sprowadzone do zoo, ale mnóstwo gatunków rozmnażało się już na miejscu. — Więc dla nich to pewnie nie jest nawet kwestia tego, że zabrano im wolność. One po prostu nie wiedzą, czym ta wolność jest — dodała i na moment jeszcze raz spojrzała na wybieg z kapibarami, próbując wyobrazić sobie, co właściwie czułoby takie zwierzę, gdyby tak otworzyć przed nim wszystkie bramy i pozwolić mu odejść. Pewnie część uciekłaby bez zastanowienia. A reszta? Może po prostu zostałaby tam, gdzie znała każdy kąt, każdą miskę i każdą osobę, która przynosiła jej jedzenie.
Posmutniała, słysząc, że Wallace jeszcze bardziej pokłóciła się z przyjaciółką. W dodatku doszło to rozłamu i musiała wyprowadzić się z mieszkania, co musiało być strasznie kłopotliwe.
— Bardzo mi przykro, Pers — posłała jej pokrzepiający uśmiech. — Chcesz pogadać o tym, co zaszło? — dopytała ostrożnie, bo nie chciała wywierać na niej żadnej presji. — I gdybyś potrzebowała pomocy z przeprowadzką, to daj znać. Co prawda na vespie nie przewiozę ci żadnych rzeczy, ale mogę pomóc je nosić z samochodu Griffina — dodała nieco entuzjastycznej. Miała dużo dobrych chęci i lubiła pomagać innym.
O kurde, z tym, czy była uczulona też na bąki, to ją trochę zagięła i wprawiła w konsternację, bo Pix nie znała odpowiedzi! A przecież zawsze musiała ją na wszystko mieć!
— A wiesz, że bardzo możliwe? Nigdy żaden mnie nie użarł. Ich jady zawierają podobne biała i enzymy, więc istnieje prawdopodobieństwo, że mój układ odpornościowy zareagowałby podobnie — stwierdziła po głębszym namyśle. — Ale za mną raczej tak się nie uganiają. Chyba nie pachę tak ładnie, jak ty — wyszczerzyła się i zerknęła w telefon Perry, kiedy ta zaczęła pokazywać jej zdjęcia kamieni.
Totalni rozumiała jej fascynację! Wallace miała na ich punkcie takiego fioła, jak ona na insekty. I Pixie bardzo się to podobało. Oglądała z zaciekawieniem wszystkie fotki, jednocześnie dowiadując się, że każdy kamień miał swoją historię.
— Jak chcesz, to możemy następnym razem pójść gdzieś, gdzie poszukamy jakichś super kamieni — zaproponowała luźno, bo nie chciała przecież zajmować miejsce swojego brata, z którym do dziewczyna wybierała się na takie poszukiwania. — Znam fajne miejsce przy klifach, tam będzie ich mnóstwo — dodała jeszcze, nie mając pojęcia, czy Perry nie miała już okazji zwiedzać tych rejonów z Griffem.
Wydry morskie rzeczywiście używają kamieni jako narzędzi do rozbijania muszli i innych twardych pokarmów, przechowując je w specjalnej fałdzie skóry pod pachą, ale czy kłóciły się o to, który z nich jest ładniejszy? Trudno stwierdzić.
— Wolę myśleć, że lubią się nimi wymieniać. Trochę jak kartami Pokemonów — zażartowała i przechyliła się przez barierę, żeby lepiej przyjrzeć się zwierzętom. Były przesłodkie, to trzeba przyznać! — Gdzie teraz? — zapytała, rozglądając się po alejkach. Miały jeszcze tyle do zobaczenia!

Perry 🦦

into an otter dimension

: ndz wrz 06, 2026 12:12 am
autor: Perry Wallace
O kurde, no tak, większość tych zwierzątek urodziła się w niewoli i od małego były przyzwyczajone do tego, że człowiek przynosił im miskę pod sam nos… To było bardzo smutne. - Eh, pewnie jakby je wypuścić na wolność, to by się już nie odnalazły, tak samo jak w "Madagaskarze", pamiętasz "Madagaskar"? - rzuciła Perry pod nosem, bo akurat przypomniała sobie ten fajoski film animowany, gdzie czwórka zwierzaków-przyjaciół z nowojorskiego zoo nagle wylądowała na dzikiej plaży i… no, kurde, każdy wiedział, co było dalej. - Jeju, pewnie nawet nie wiedziałyby skąd wziąć jedzonko, tak samo jak lew Alex… - westchnęła. Alex jako jedyny drapieżnik w grupie serio miał najgorzej z całej czwórki na tej wyspie, choć ostatecznie przerzucił się na sushi, co było genialnym wyjściem z sytuacji! W sumie Alex, Gloria, Marty i Melman chyba całkiem spoko odnaleźli się w nowej rzeczywistości...? Wyglądało na to, że jednak niezbyt dobrze zapamiętała ten film, hehehe. - Mam nadzieję, że są chociaż szczęśliwe - skwitowała Perry, kątem oka obserwując wybieg z kapucynkami, który minęła razem z Pixie w drodze do wydr. Kapucynki akurat radośnie skakały po gałęziach i rozkosznie się bawiły, więc nie było im chyba aż tak źle, co nie?

A potem jak bumerang powrócił temat Paige. - Dzięki, Pix, jesteś kochana, serio - zaczęła Perry z wdzięcznością, uśmiechając się ciepło do Fontaine. - Ale o Paige wolę dzisiaj nie gadać, okej? Jak zacznę o tym rozmyślać, to popsuję nam ten super dzień, a naprawdę wolę się skupić na… wydrach, na przykład - skinęła dłonią, w której wciąż ściskała kubek z mrożoną kawą, i wskazała na dryfujące w wodzie słodziaki. A co do przeprowadzki… - Ale z tą pomocą przy przeprowadzce to cię trzymam za słowo, bo mam w ciul szpargałów - zaśmiała się, no i właśnie w tym momencie do niej dotarło, co właściwie powiedziała Pixie! NA VESPIE NIE MOGŁA PRZEWIEŹĆ ŻADNYCH RZECZY?! OMAGAAA! - Czekaj, czekaj… ty masz VESPĘ?! - wypaliła i złapała Pixie za ramię. Fontaine naprawdę miała vespę i Wallace nie zauważyła jej wcześniej, odwiedzając Griffina tyle razy?!?!? Była ślepa czy co??? - Proszę cię, powiedz, że kiedyś mnie na niej przewieziesz! Wyobrażasz to sobie? Ja z tyłu, w jakimś kasku… trzymająca cię w pasie… ZRÓBMY TO! Tuż po jodze z pieskami - trajkotała, ucieszona od ucha do ucha. No po prostu… WOW!

Wydry, vespy, pieski z jogą… joga z pieskami… Osy? Bąki? - Będę cię chronić przed pszczołami, osami i bąkami w takim razie, słowo harcerza, którym nigdy nie byłam. A ty byłaś? - obwieściła, jakby właśnie zgłosiła się na osobistego ochroniarza Fontaine. Co prawda, tak realnie patrząc, w starciu z rozwścieczoną osą Perry mogła co najwyżej pomachać ręką albo nogą i spróbować zdzielić owadziątko pustym kubkiem po kawie, ale liczyły się intencje, prawda?

No i znowu Perry nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Pixie była amazin, bo chciała zabrać ją na spacer i szukać z nią ładnych kamieni, jejuńciu. - Przy klifach? Wchodzę w to! - zgodziła się z entuzjazmem Wallace. Sama niezbyt często tam bywała, bo to to trochę za daleko, żeby zabierać tam pieski ze schroniska na zwykły spacer, dlatego propozycja jej nowej koleżanki brzmiała zajeeeefajnie. Tak samo jak to, że wydry wymieniały się kamykami jak kartami Pokemonów. WOW. - Trade’y brzmią super, podoba mi się ta teoria - zaśmiała się. Upiła kolejny łyk kawusi, ale zaraz rozległo się głośne siorbanie, bo z jej kawy zostały resztki na dnie. Wyrzuciła kubek do kosza nieopodal i zawiesiła na moment wzrok na końcu alejki, próbując zwizualizować sobie w głowie mapę zoo. - Chciałabym zobaczyć jeszcze czerwone pandy, pingwiny i dzikie koty… Lubię je odwiedzać - urwała, w dalszym ciągu intensywnie rozmyślając. - Tu blisko są pingwiny, więc proponuję najpierw pingwiny, a potem zobaczymy. A ty co byś chciała jeszcze zobaczyć? - zagadnęła, po czym uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła Pixie za rękę w kierunku wybiegu dla pingwinów, który faktycznie znajdował się tuż za rogiem.

pixie 🐝

into an otter dimension

: ndz wrz 06, 2026 9:35 pm
autor: pixie fontaine
Pokiwała energicznie głową, dając znać, że pamiętała Madagaskar. Kto nie znałby tej bajki? Każdy ją znał! Faktycznie zdobycie jedzenia w mieście mogło być dla większości zwierząt problematyczne. Gorzej, jak większe drapieżniki zaczęłyby rzucać się na ludzi, wtedy to byłaby istna masakra! Na pewno poszłyby do odstrzału i zostałyby od ręki uśpione, a tego nikt by nie chciał.
— Na pewno są tutaj bezpieczne — dodała, ale trudno stwierdzić, czy były szczęśliwe. Ale skoro nie znały innego życia, to raczej tak! A przynajmniej Pixie wolała myśleć w ten sposób. Nie było jednak wątpliwości co do tego, że nie działa im się tutaj żadna krzywda.
Uniosła ręce w obronnym geście, kiedy Perry oznajmiła, że nie chciała rozmawiać o Paige. Fontaine doskonale to rozumiała. Zresztą nie powinna wścibiać nosa w nieswoje sprawy. Nie były tak blisko, a Wallace wcale nie musiała mieć ochoty na zwierzenia. O takich sprawach mogła opowiadać Griffinowi, który był jej chłopakiem, więc Pix musiała to po prostu uszanować, żeby przypadkiem nie ni wyjść na jakąś natrętną laskę.
— Nie wiedziałaś, że mam vespę? — zdziwiła się, bo ta często stała na podjeździe pod domem, ale w sumie Perry mogła nie zwrócić na nią uwagi albo pomyśleć, że należy do kogoś innego. — No jasna sprawa, że cię przewiozę! Koniecznie musimy pojechać na jakieś wybrzeże, żeby poczuć się jak we Włoszech — dodała, bo to właśnie stamtąd pochodziły te słynne skuter. Dlaczego więc nie zrobić sobie małej Italii gdzieś w okolicach Toronto? — Dobra, najpierw joga z pieskami, a potem przejażdżka — zgodziła się i to brzmiało jak doskonały plan na spędzenie końcówki lata w mieście. A właściwie końcówki wakacji przed rokiem akademickim, bo lata prawie było za pasem.
Roześmiała się głośno, kiedy Wallace zastrzegła, że będzie chronić ją przed różnymi owadami. To oznaczało, że musiałaby spędzać z nią czas dwadzieścia cztery na siedem, żeby faktycznie mieć na nią oko, bo przecież Pixie nie znała dnia ani godziny, kiedy coś ją zaatakuje.
— Prawdziwa z ciebie bohaterka — sprzedała jej kuksańca w bok. — Należałam za dzieciaka do skautów. W sumie całkiem fajnie to wspominam. Jeździliśmy na obozy i zdobywaliśmy odznaki za różne zasługi. Na przykład za sprzątanie szlaków. Albo za posługiwanie się nożem. I za wolontariat z pieczeniem ciasteczek, które potem sprzedawaliśmy sąsiadom — wyjaśniła, jak to mniej więcej wyglądało. Oczywiście tych odznak za osobiste osiągnięcia było znacznie więcej i bardzo trudno było zdobyć je wszystkie. Fontaine nigdy to się nie udało.
Zbieranie kamieni przy klifach mogły połączyć z przejażdżką vespą! To akurat świetnie się zgrywało. Już nie mogła doczekać się aż znajdą jakieś ciekawe materiały do kolekcji Wallace. Pix pewnie poczuje presję, ale to dopiero, jak faktycznie będzie chciała zaimponować dziewczynie jakimś wyjątkowym kamieniem o nietypowym kształcie czy zabarwieniu.
— Czerwone pandy są mega słodkie! Wyglądają trochę jak koty! Pingwiny też chcę zobaczyć. Ja chciałabym jeszcze zajrzeć do wombatów i żółwi świńskich. Widziałaś je kiedyś? Naprawdę maj ryjki jak świnki! — podekscytowała się i już miała wyciągnąć z telefon, ale po co psuć Perry wrażenie, jak mogła zobaczyć je na żywo? — Szkoda, że nie mają tutaj insektarium, ale jakbyś miała kiedyś ochotę, to możemy skoczyć kiedyś do ogrodu botanicznego. Miałam tam w zeszłym roku praktyki i jest tam mnóstwo gatunków owadów, o których wcześniej czytałam tylko w książkach — zaproponwowała, kiedy ramię w ramię ruszyły w stronę wybiegu dla pingwinów.

Perry 🦦

into an otter dimension

: wt wrz 08, 2026 8:46 pm
autor: Perry Wallace
O matko, Perry to w szczególności nie chciała, żeby wszystkie urocze zwierzaki zostały uśpione tylko dlatego, że szukały jedzenia (a jak powszechnie wiadomo, była to zwykła, podstawowa potrzeba fizjologiczna!!!!). Ale, ale, na szczęście, to było tylko teoretyzowanie, a poczciwe kapibary grzecznie skubały sobie trawkę i liście kapusty na swoim wybiegu, uff. Zdecydowanie bezpieczniej było skupić myśli na fakcie, że Pixie miała w swoim posiadaniu SKUTER. - Serio, nie wiedziałam! - odpowiedziała Wallace, która była wielkim trzpiotem z głową wiecznie w chmurach i myśli o niebieskich migdałach przychodziły jej łatwiej niż… no, na przykład zauważenie vespy na podjeździe domu Fontainów. Tak naprawdę mogła mijać te vespę z sześćdziesiąt dziewięć razy, odwiedzając Griffina, ale… no, jakoś jej umknęła. - I zjemy pizzę, i napijemy się Apperola… Prawdziwy włoski expierence - rozmarzyła się Perry. Chyba właśnie tak działała magia manifestacji, chciała gdzieś wyjechać, a tu wyjazd przyjeżdżał do niej. No ale wracając do tego drinka… - A ten Apperol to dopiero jak wrócimy z przejażdżki, bo wiadomo, piłeś, nie jedź, odpowiedzialność ważna sprawa i tak dalej - wyjaśniła i nawet pokiwała głową z przekonaniem, bo odpowiedzialnym trzeba było być, jeśli w przyszłości planowało się zostać kimś ważnym i otworzyć własną lecznicę weterynaryjną.

Najpierw joga z pieskami, a potem przejażdżka? Brzmiało jak… - Deal! - pokiwała głową z entuzjazmem, bo bardzo, ale to bardzo jarała się na samą myśl, że nie będzie musiała zmuszać Griffina do uczestnictwa w jodze ze szczeniaczkami. Zamiast tego udało jej się namówić jego siostrę. Ha! Na szczeniaczki jednak miała nadejść odpowiednia pora, bo teraz Perry słuchała o skautowej przeszłości wyżej wymienionej i aż poczuła lekkie ukłucie zazdrości, no bo nie miała pojęcia, że koło nosa przeszło jej aż tyle amazing aktywności! Od razu wyobraziła sobie małą Pixie w uroczych warkoczykach, rozkładającą namiot, żeby zdobyć kolejną odznakę... Słodkie, no. - Wow, musisz mieć super wspomnienia, ja w tym czasie szlajałam się za moją starszą siostrą i jej kumplem, śpiewając im "Zakochana para", a ty robiłaś naprawdę pożyteczne rzeczy, wow, wow, wow - gadała dalej, nie przerywając ani na moment. Miała nadzieję, że Pixie "to" nie przeszkadzało. "To", czyli fakt, że Wallace ciągle miała coś do powiedzenia… Albo "to", że właśnie wpadła na dziwny pomysł i oczywiście, że chciała się nim od razu podzielić. - Ej… Może powinniśmy piec ciasteczka z THC i sprzedawać studentom, myślisz, że to dobry pomysł na biznes? Tak mi teraz przyszło do głowy jak powiedziałaś o tym pieczeniu i sprzedawaniu ciasteczek, hehe - wyszczerzyła się szeroko. W sumie - to wcale nie był taki zły plan na start! Mogłyby wreszcie zacząć uczciwie zarabiać pieniądze na swoje potrzeby. Znaczy, no... prawie uczciwie. Ciekawe, jak nazwałyby swój biznes? Two girls, one cookie? Omagaddd, to jest złe.

Czerwone pandy są mega słodkie! Ta informacja wyrwała Perry z rozmyślań. - Mają przesłodkie pyszczki! - odparła natychmiast, a chwilę później oczy Wallace rozbłysły na wieść o kolejnych zwierzakach. - Żółwie świńskie?! Widziałam! Mają takie śmieszne noski… ryjki. Buzie. Jeju! - zaśmiała się i zaczęła iść ramię w ramię z Pix w stronę wybiegu dla pingwinów. O kurczę, a pomysł z insektarium i ogrodem botanicznym? Wchodziła w to jak nóż w masło, dzik w dym (?), dzik w sosnę… I tak dalej. Poszłaby z Pixie po prostu wszędzie, nawet wyprowadzać karaczany na spacer. O ile można było wyprowadzać karaczany na spacer. - Kurczę, no pewnie, wszystko brzmi zajebiście! - ożywiła się, a zaraz zdała sobie sprawę, że ich lista wspólnych atrakcji ciągle ROSŁA! - Ale mamy dużo planów, Pixie! Normalnie zaraz się w tobie zakocham za te wszystkie wspólne wypady, hehe… - palnęła zupełnie bezmyślnie i… z opóźnieniem do niej dotarło, co właśnie powiedziała i jak dwuznacznie to zabrzmiało, ups. NO I SIĘ ZACZERWIENIŁA. - To znaczy... zakocham się tak, wiesz! Jak w człowieku! Super osobie! Koleżance! Hmmpfpmff... przepraszam, chyba powinnam po prostu przestać mówić… - zaczęła się tłumaczyć, sama w sumie nie wiedziała, po co i dlaczego? O Boże, DLACZEGO chciała zapaść się pod ziemię?! Jeju, dlaczego.

Na szczęście, dokładnie w tym momencie zatrzymały się przy wybiegu dla pingwinów. Jeden z pingwinków właśnie stracił równowagę i z głośnym pluśnięciem wpadł do wody. Do góry brzuszkiem. Hahaha! Znaczy, o nie. - O, zobacz, pingwin! - i cyk, taktyczna zmiana tematu. Perry mogła odetchnąć i udawać, że jej twarz wcale nie miała koloru dojrzałego pomidora, nie?

pixie 🐝

into an otter dimension

: wt wrz 08, 2026 11:44 pm
autor: pixie fontaine
Wybrzeże, Vespa, pizza i Apperol brzmiały naprawdę jak prawdziwy włoski wypad. Wcale nie musiały lecieć do Rzymu czy innej Wenecji, żeby poczuć się jakby naprawdę tam były. Oczywiście Pix najbardziej cieszyła się na spędzanie (znowu!) czasu z Perry. Mogłaby nawet oddać jej ostatni kawałek pizzy, a wiadomo, że normalny, szanujący się człowiek nie robi takich rzeczy. No chyba że kogoś lubi. A Fontaine zdecydowanie lubiła Wallace. Jako koleżankę, naturalnie! No i jako dziewczynę swojego brata. Zawsze warto mieć dobre stosunki z przyszłą bratową, prawda? To znaczy relacje! Żadne stosunki-stosunki w dosłownym znaczeniu tego słowa.
— Właśnie miałam ci powiedzieć, że ten Apperol to chyba będziesz pić sama, ale możemy zwieńczyć nim całą... — randkę, dokończyła w myślach. Jaką, do cholery, randkę? Czy ciebie, Pix, do reszty pojebało? — Przygodę? — dokończyła ostrożnie, szczerząc się przy tym głupio. Nie była durna, to dlaczego przy Wallace zachowywała się jak skończona idiotka?
Wyjęła telefon, żeby zapisać sobie przypomnienie o jodze z pieskami. Nie, żeby miała taką kiepską pamięć, ale nie chciała, żeby nałożyło się to z jakimiś jej innymi planami. Wolała od strzału zarezerwować sobie czas dla Perry, niż później robić podmianki i kombinować.
— Co ty gadasz, przecież to brzmi jak super dzieciństwo! — odparła natychmiast, bo przecież każdy, kto miał rodzeństwo robił podobne rzeczy. Harcerstwo było raczej obowiązkiem, ale Fontaine i tak miło wspominała tamten okres swojego życia. To oczywiście nie oznaczało, że nie szlajała się nigdzie z braćmi i siostrą. Do tej pory zdarzało jej się rzucać wzmianki o zakochaniu, kiedy dostrzegała na szyi Mili kolejną malinkę.
Zamyśliła się na moment. Pomysł na biznes ze sprzedawaniem ciasteczek z THC sam w sobie był świetny. Gorzej, jak wszystko wyszłoby na jaw.
— Wydaje mi się, że miałybyśmy nieźle przesrane na uniwerku, gdyby ktoś dotarłby do źródła — parsknęła śmiechem. To chyba nie było zbyt rozsądne. Chociaż z drugiej strony... możemy to przekminić. Ale ja nie mam aż takich znajomości, żeby kupować marihuanę w tak dużej ilości — dodała konspiracyjnym tonem. Zwykle miała tyle, co dla własnego użytku. A może by tak zasadzić kilka krzaczków w ogrodzie?
Żołądek wywrócił jej się na lewą stronę, kiedy Perry powiedziała, że normalnie zaraz się w niej zakocha. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zamiast tego zastygła z miną skretyniałego karpia. Całkowicie zapomniała o ryjach żółwi świńskich i w ogóle o wszystkim. Ocknęła się dopiero po tym jak Wallace się niestety zreflektowała.
— No tak, jak w człowieku! — przytaknęła natychmiast, czując jak policzki płoną jej żywym ogniem. Perry też się zarumieniła, bo pewnie zdała sobie sprawę z tego, że palnęła taką straszną głupotę. — Jasne, że jak w człowieku — pokiwała głową, totalnie kumając, o czym właśnie mówiła.
O, zobacz, pingwin!
Pix od razu spojrzała we wskazanym kierunku. Faktycznie po wybiegu łaził sobie jeden, a za nim pojawiły się kolejne. Obserwowała je w absolutnej ciszy, zdając sobie sprawę, że jeśli zaraz czegoś nie powie, to nadyma się jak ciotka Marge z Harry'ego Pottera i odleci w pizdu.
— Kamyk może być pingwinim odpowiednikiem pierścionka zaręczynowego. Samiec może przynosić samicy kamyki, a ona, jeśli już zaakceptuje jego zaloty, wykorzystują je przy budowie gniazda — wypaliła pierwszą ciekawostkę, jaka przyszła jej do głowy. I to jeszcze o kamykach! No patrzcie ją, jak się wstrzeliła, skubana!

Perry 🐧

into an otter dimension

: sob wrz 12, 2026 12:35 am
autor: Perry Wallace
Perry często łapała się na tym, że wizja odległej przyszłości z Griffinem była dla niej dość… hm, rozmyta. Albo mglista. Ślub, bycie czyjąś żoną albo zostanie bratową Pixie? Moooże jako mała dziewczynka marzyła o księżniczkowej sukni z długim welonem i odjazdowym przyjęciu, ale teraz? Teraz wolałaby jechać do Afryki, żeby ratować małe słonie, niż wyobrażać sobie siebie samą w pieluchach, o ile w ogóle miałaby kiedyś dzieci z Griffinem. To wszystko wydawało się takie… cóż, abstrakcyjne. - Czekaj, a ty w ogóle lubisz Apperol? Może masz jakiegoś innego ulubionego drinka? - spytała nagle. - Ja na przykład lubię Sex on the Beach - dodała zupełnie bezceremonialnie, a gdy tylko te słowa opuściły jej usta… cóż, znów nie wiedziała, dlaczego w ogóle to powiedziała. Jakby… dlaczego akurat ten drink?! Jak na zawołanie w jej głowie pojawiła się wizja plaży nudystów i Wallace musiała kilkukrotnie zamrugać oczami, żeby jak najszybciej wymazać ten widok spod powiek, Jezus Maria.

No dobra, chwilę później Perry uznała, że jej dzieciństwo spędzone z Abby wcale nie było takie złe, co nie? Razem piekły ciasto w mikrofalówce, gdy chciały przekąsić coś małego przed kolacją… zaplatały sobie warkoczyki… oglądały "Zmierzch"… No, sporo się teraz nazbierało przez około dwadzieścia lat życia. - No dobra, też mam co wspominać, nie będę narzekać! Zawsze mogłam przecież dorastać w jakimś znacznie gorszym miejscu, z gorszym rodzeństwem - przyznała z uśmiechem i nawet kiwnęła głową kilka razy dla potwierdzenia swoich słów. No bo w sumie mogła trafić o wiele gorzej, prawda? Mogła uciekać przed rodzeństwem, które podpalało jej ulubione pluszaki, albo wychować się na jakiejś ponurej wsi bez dostępu do miejskiej infrastruktury. Masakra.

A wracając do tematów związanych z THC… - Musiałybyśmy się naprawdę dobrze kamuflować - kontynuowała swoje rozważania, mimo że pomysł brzmiał absolutnie głupio, nielegalnie i nierozsądnie, ale… eee… kusił! I to bardzo. - I zasadzić kilka krzaczków? Albo znaleźć jakieś normalnego dilera - dalej rozmyślała na głos. - Może kiedyś znowu sobie zapalimy i po prostu uznamy to za świetny plan na biznes - dodała i puściła Pixie pers(efońs)kie oczko.

Matkoo, ależ to była niezręczna sytuacja, ta z tym zakochaniem się, Jezu. A jeszcze bardziej niezręczne były rozmyślania Perry, która zamiast gorzko żałować za swoją lekkomyślność, zaczęła się zastanawiać, czy Pixie w ogóle byłaby w stanie kiedykolwiek się w niej zakochać. - Tak, jasne, jak w człowieku! - zawtórowała Pixie, a z jej miny można było odczytać tylko jedno wielkie "DUUUH!". Wywróciła zabawnie oczami i uśmiechneła się lekko, bo czemu by nie, zwłaszcza, że Pixie szybko zmieniła temat i uratowała ich rozmowę kolejną ciekawostką, tym razem o kamyczkach i pingwinkach. Perry, oczywiście, doskonale o tym wiedziała, bo uwielbiała zwierzątka lubiące bawić się kamyczkami i chciała wiedzieć o nich wszystko. - Och, a wiesz, że jak samiec nie może znaleźć odpowiedniego kamyka, to po prostu podkrada go sąsiadowi? - stwierdziła, przyglądając się temu samemu pingwinkowi, który chwilę wcześniej wpadł do wody i właśnie z trudem wygramolił się na brzeg. - Ty się lepiej dobrze zastanów, czy na pewno chcesz iść ze mną szukać nowych kamyków na klifach, bo ci ukradnę wszystkie najładniejsze! - zaśmiała się wesoło, mimo że policzki dalej miała w kolorze buraczkowym. - Chyba że mi się po prostu oświadczysz tym najładniejszym? - dodała jeszcze i od razu ją zamurowało, nie? OŚWIADCZYSZ?! - Jak przyjaciółce!!!! - poprawiła się gwałtownie. Na litość boską, czy jej własny język ZAWSZE musiał wyprzedzać myśli?! Dlaczego za każdym razem musiała mówić szybciej niż przetwarzała to głowa?!

Nagle na wybiegu pojawił się pracownik zoo i rozpoczął pokazowe karmienie pingwinów. Wokół barierek od razu pojawił się tłum ludzi z telefonami w dłoniach, a Perry jakoś ich wszystkich wcześniej… cóż, nie zauważyła, lol. Wow.

pixie 🐝

into an otter dimension

: sob wrz 12, 2026 2:52 pm
autor: pixie fontaine
Były zdecydowanie za młode, żeby przejmować się ślubami i planowaniem całego życia z drugą osobą. O ile Perry miała już z kim myśleć o przyszłości, bo przecież była w szczęśliwym związku z Griffinem, to Pixie nie poznała jeszcze nikogo, z kim mogłaby robić takie dalekosiężne plany. Czy narzekała z tego powodu? Nie. Właściwie nie miała nawet na co narzekać. Jej życie było całkiem w porządku takie, jakie było! Chociaż wiadomo, że fajnie byłoby mieć kogoś do kochania. Takiego kogoś naprawdę swojego. Osobę, której można byłoby opowiadać o wszystkim, zasypiać obok niej i budzić się przy niej, a przy okazji mieć pewność, że nie jest to mama, tata, rodzeństwo albo jedna z przyjaciółek. Rodzina i znajomi byli ważni, jasne, ale jednak trochę inaczej. Nie zmieniało to jednak faktu, że na ślub miała jeszcze mnóstwo czasu. Właściwie chyba nigdy nawet poważnie nie zastanawiała się nad tym, czy w ogóle chciałaby kiedyś wyjść za mąż. Nie była to rzecz, którą musiała sobie teraz rozstrzygać. Mogła przecież spokojnie odłożyć takie rozkminy na później, kiedy będzie starsza, mądrzejsza i może trochę bardziej ogarnięta życiowo. Jeśli w ogóle będzie wtedy chciała brać ślub. Na razie zdecydowanie nie był to problem dzisiejszej Fontaine. Dzisiaj miała znacznie ważniejsze rzeczy na głowie. Na przykład oglądanie pingwinów!
— Chyba nie mam ulubionego drinka — powiedziała, zupełnie nie wyłapując, że Perry wspomniała akurat o tym, że lubiła seks na plaży. Kto wmyśla takie drinki? Blow Job, Pornstar Martini, Screaming Orgasm... No co trzeba mieć w głowie, żeby wpaść na coś takiego? — Lubię Apperola! I piwo. I musujące wina. Wcale nie muszą być jakieś z górnej półki — dodała, bo jakby nie patrzeć, była przecież studentką. Może nie biedną, ale wciąż na utrzymaniu rodziców.
Jej też mogło przytrafić się dużo gorsze dzieciństwo. I chyba ogólnie rodzina, bo mogła zostać zaadoptowana przez jakąś patologię. Miała w życiu naprawdę dużo szczęścia, że Fontaine'owie podjęli taką, a nie inną decyzję. Kto wie, co teraz działoby się z Pix? Może musiałaby kraść, żeby jej inni starzy mieli na ćpanie i chlańsko?
— Poczekaj, czy ty właśnie zasugerowałaś, że masz ochotę znów się ze mną upalić? O rany, stworzyłam potwora — zaśmiała się, ale bez złośliwości. Każdy normalny człowiek wiedział, że w jaraniu trawy nie było nic złego! Fontaine daleko było do uzależnienia, ale lubiła puścić sobie dymka przed snem. I po zajęciach. I czasem z rana, jak był weekend. No dobra, może miała mały problem. Malutki. Niegroźny! — Wrócimy do naszego narkotykowego planu biznesowego jak będziemy w bardziej ustronnym miejscu — dodała konspiracyjnym tonem. W pobliżu kręciło się zdecydowanie za dużo ludzi!
Trochę pogubiła się w tym całym zakochaniu. To który był synem kogo? Dobrze, że udało im się ustalić, że Perry mogłaby się zakochać w Pixie jak w człowieku. No to było przecież zupełnie normalne, prawda? Każdy tak się zakochiwał w innych ludziach. Nawet Mt. Joy śpiewali well, I guess i'll have to fall in love with strangers.
— O nie! Pingwiny są złodziejami? To trochę im ujmuje — stwierdziła, ale to nie była prawda. Dalej były słodkie i kochane. Fontaine miała ochotę złapać jednego i ścisnąć go tak mocno, aż wypłyną mu oczy. — Ale ja dla ciebie chcę zbierać te kamienie, głupku — zaśmiała się, słysząc, że Wallace mogłaby jej podkradać znaleziska. Chciała jeszcze coś dodać, ale wtedy Perry wspomniała o oświadczynach i żołądek Pix wywrócił się na lewą stronę. — Takim z napisem love? — podłapała żart, ale zaraz skrzywiła się na to, co właśnie powiedziała. — No jasne, codziennie przecież oświadczam się swoim przyjaciółkom! — pokiwała zbyt entuzjastycznie głową. Kłamstwo. Żadnej nigdy nie prosiła o rękę. A może powinna? Może tak robiły przyjaciółki, a ją coś ominęło? I zaraz... czy Perry właśnie określiła ją mianem przyjaciółki?! Nie, żeby miała coś przeciwko, ale jakoś kompletnie się tego nie spodziewała.
Zacisnęła usta w wąską linię z tej całej niezręczności i podrapała się po karku, udając, że jest bardzo, ale to bardzo zainteresowana tym, co właśnie działo się na wybiegu dla pingwinów.
— Będą robić jakieś sztuczki? — zerknęła niepewnie na Wallace. — Reagują na jakieś konkretne komendy i sygnały? — dopytała, jakby dziewczyna była jakąś pingwinową specjalistką.

Perry 🐧