Funny Seeing You Here
: wt wrz 01, 2026 11:30 pm
02.
Recepcja miała tę szczególną właściwość, że niezależnie od pory dnia zawsze wyglądała, jakby właśnie wydarzyło się tam coś, czego nikt nie zdążył jeszcze uporządkować. Telefon dzwonił po raz trzeci w ciągu kilku minut, ktoś z administracji zostawił na blacie plik dokumentów, który najwyraźniej miał trafić zupełnie gdzie indziej, a przy stanowisku pielęgniarskim piętrzyły się kubki po kawie w ilości sugerującej, że połowa personelu zdążyła już zaliczyć co najmniej dwie przerwy, których oficjalnie nie było.
Harris stał oparty biodrem o krawędź biurka, przeglądając coś na tablecie, podczas gdy jedna z pielęgniarek przekopywała się przez stos papierów.
– Powiedz mi, że to nie jest kolejna zmiana grafiku – odezwał się w końcu, nie podnosząc wzroku znad ekranu.
– To nie kolejna zmiana grafiku.
Podniósł wzrok.
– Brzmisz jak ktoś, kto właśnie ma mi powiedzieć, że jest.
– To tylko lista sal i…
– I? – Harris w końcu zerknął na nią z nieprzekonanym wyrazem twarzy.
– I zmienili przydział. – Tym razem to Ruth nie podnosiła wzroku znad tabelki, którą był zainteresowany, ale w końcu podała mu kartkę. – Sala cztery idzie na dziewiątą, siódemka na jedenastą, a dwunastka ma zostać wolna do czasu zakończenia dezynfekcji.
Harris rzucił okiem na dokument.
– Kto to zatwierdził?
– Nikt.
– Świetnie.
– Ale podobno ma być zatwierdzone.
– Jeszcze lepiej.
Pielęgniarz stojący po drugiej stronie stanowiska parsknął śmiechem, nie odrywając wzroku od komputera. Harris spojrzał na niego znad kartki, ale zanim zdążył coś odpowiedzieć, usłyszał swoje imię z drugiego końca korytarza.
– Masz może chwilę?
– To zależy. – Morgan odłożył kartkę razem z tabletem i odwrócił się w stronę mężczyzny powoli idącego w stronę biurka.
– Od czego?
– Od tego, czy zaraz poprosisz mnie o przysługę.
– Poproszę.
– W takim razie nie.
Śmiech przeszedł przez stanowisko pielęgniarskie, a Harris pokręcił głową z rozbawieniem. Zgranie się z zespołem szpitala nie zajęło mu bardzo długo, choć nie do końca jeszcze pamiętał imiona swoich znajomych po fachu. Za to wiedział, z kim może zażartować i gdzie nie zostawić kubka z kawą, jeżeli chciał go ponownie znaleźć.
– Niech ci będzie. O co chodzi?
Ale nie usłyszał odpowiedzi.
Jego wzrok przesunął się ponad ramieniem lekarza w stronę otwartych podwójnych drzwi prowadzących na ER. Najpierw zauważył tylko sylwetkę. Drobną, częściowo przysłoniętą przez przechodzącego pracownika, pojawiającą się na końcu korytarza i znikającą za rogiem. Przez moment nie zwrócił na nią większej uwagi. Szpital był pełen ludzi, których nie znał. Pacjentów, rodzin, studentów, personelu z innych oddziałów.
A jednak coś w sposobie, w jaki się poruszała, sprawiło, że spojrzał ponownie.
Znajome. Nie potrafił jeszcze powiedzieć, dlaczego.
Tylko tyle, że znał tę sylwetkę.
I że zdecydowanie nie spodziewał się jej tutaj zobaczyć.
– Przepraszam, muszę, ehm... – Rozproszył się i spojrzał na mężczyznę przed sobą. – Wrócimy do tematu. Znajdę cię za jakąś godzinę, dobra? – Poklepał go po ramieniu i ominął po prawej ruszając w stronę oddziału. Musiał się tylko upewnić…
Cobie Takeda
Recepcja miała tę szczególną właściwość, że niezależnie od pory dnia zawsze wyglądała, jakby właśnie wydarzyło się tam coś, czego nikt nie zdążył jeszcze uporządkować. Telefon dzwonił po raz trzeci w ciągu kilku minut, ktoś z administracji zostawił na blacie plik dokumentów, który najwyraźniej miał trafić zupełnie gdzie indziej, a przy stanowisku pielęgniarskim piętrzyły się kubki po kawie w ilości sugerującej, że połowa personelu zdążyła już zaliczyć co najmniej dwie przerwy, których oficjalnie nie było.
Harris stał oparty biodrem o krawędź biurka, przeglądając coś na tablecie, podczas gdy jedna z pielęgniarek przekopywała się przez stos papierów.
– Powiedz mi, że to nie jest kolejna zmiana grafiku – odezwał się w końcu, nie podnosząc wzroku znad ekranu.
– To nie kolejna zmiana grafiku.
Podniósł wzrok.
– Brzmisz jak ktoś, kto właśnie ma mi powiedzieć, że jest.
– To tylko lista sal i…
– I? – Harris w końcu zerknął na nią z nieprzekonanym wyrazem twarzy.
– I zmienili przydział. – Tym razem to Ruth nie podnosiła wzroku znad tabelki, którą był zainteresowany, ale w końcu podała mu kartkę. – Sala cztery idzie na dziewiątą, siódemka na jedenastą, a dwunastka ma zostać wolna do czasu zakończenia dezynfekcji.
Harris rzucił okiem na dokument.
– Kto to zatwierdził?
– Nikt.
– Świetnie.
– Ale podobno ma być zatwierdzone.
– Jeszcze lepiej.
Pielęgniarz stojący po drugiej stronie stanowiska parsknął śmiechem, nie odrywając wzroku od komputera. Harris spojrzał na niego znad kartki, ale zanim zdążył coś odpowiedzieć, usłyszał swoje imię z drugiego końca korytarza.
– Masz może chwilę?
– To zależy. – Morgan odłożył kartkę razem z tabletem i odwrócił się w stronę mężczyzny powoli idącego w stronę biurka.
– Od czego?
– Od tego, czy zaraz poprosisz mnie o przysługę.
– Poproszę.
– W takim razie nie.
Śmiech przeszedł przez stanowisko pielęgniarskie, a Harris pokręcił głową z rozbawieniem. Zgranie się z zespołem szpitala nie zajęło mu bardzo długo, choć nie do końca jeszcze pamiętał imiona swoich znajomych po fachu. Za to wiedział, z kim może zażartować i gdzie nie zostawić kubka z kawą, jeżeli chciał go ponownie znaleźć.
– Niech ci będzie. O co chodzi?
Ale nie usłyszał odpowiedzi.
Jego wzrok przesunął się ponad ramieniem lekarza w stronę otwartych podwójnych drzwi prowadzących na ER. Najpierw zauważył tylko sylwetkę. Drobną, częściowo przysłoniętą przez przechodzącego pracownika, pojawiającą się na końcu korytarza i znikającą za rogiem. Przez moment nie zwrócił na nią większej uwagi. Szpital był pełen ludzi, których nie znał. Pacjentów, rodzin, studentów, personelu z innych oddziałów.
A jednak coś w sposobie, w jaki się poruszała, sprawiło, że spojrzał ponownie.
Znajome. Nie potrafił jeszcze powiedzieć, dlaczego.
Tylko tyle, że znał tę sylwetkę.
I że zdecydowanie nie spodziewał się jej tutaj zobaczyć.
– Przepraszam, muszę, ehm... – Rozproszył się i spojrzał na mężczyznę przed sobą. – Wrócimy do tematu. Znajdę cię za jakąś godzinę, dobra? – Poklepał go po ramieniu i ominął po prawej ruszając w stronę oddziału. Musiał się tylko upewnić…
Cobie Takeda