Iron Hart(ley)
: wt wrz 01, 2026 11:40 pm
Rodzina była najważniejsza.
Tę dewizę Hartleyowie skrupulatnie wpajali swoim synom od najmłodszych lat. I choć Ethan nie zawsze z rodzicami się zgadzał, robiąc wszystko, by się od nich uniezależnić, to ostatecznie i tak skończył w Toronto, wypełniając ich życzenie.
Z tym, że Sullivan wrócił, a to oznaczało, że główny argument rodzicieli legł w gruzach — przestał odczuwać już brzemię odpowiedzialności za ich ród i nie musiał sięgać wysoko postawionej przez brata poprzeczki.
Po powrocie Sully’ego cała ich uwaga została przeniesiona właśnie na syna marnotrawnego. Dociekania w sprawie związku jego i Cherry w tym czasie ustały, niemniej Ethan musiał uporządkować sprawy związane ze swoją firmą. Mężczyzna nie był świadomy całego tego bajzlu i skali zagrożenia, przez które brat niemal stracił życie, więc męczyły go wyrzuty sumienia. Te dwa lata temu, kiedy pojawiły się pierwsze problemy, nie chciał zagłębiać się w tę sprawę przez zwyczajną obawę przed porażką. Chcąc nie chcąc, finalnie i tak został z niczym, choć zupełnie nie połączył faktów, że śmierć Sullivana miała z tym związek.
Nawet, jeśli bracia wyjaśnili sobie wszystko, czuł się częściowo odpowiedzialny za ostatnie wydarzenia. I dlatego nadal słuchał się rodziców oraz budował wspólny front, dbając o ich nazwisko.
Ostatnio dużo się wokół niego działo, potrzebował więc złapać trochę oddechu. Podobnie, jak Sully, na którego została zrzucona kolejna bomba w formie artykułu związanego z powrotem do Ade. Z tego, co Ethan się orientował, dziewczyna potrzebowała czasu na oswojenie się ze wszystkim, a zwrócenie na siebie uwagi mediów wcale w tym nie pomagało. Wystarczyły dwa całkiem niewinne zdjęcia ich wsiadających do żółtego ferrari oraz chwytliwy nagłówek, żeby wywołać kolejną burzę.
Wiedząc to, co wiedział, wcale nie dziwił się, że Adeline musiała sobie wszystko ułożyć w głowie. Co więcej, znał ten model działania i był przekonany, że koniec końców między nimi się ułoży. Nawet, jeśli teraz na chwilę uciekła do Włoch.
Wyjście na trening było idealną okazją, żeby trochę się rozluźnić i przewietrzyć głowę od nadmiaru wrażeń. A dla mężczyzny nie było nic lepszego niż założenie rękawic.
Ubrany w luźną koszulkę i krótkie spodenki, właśnie sięgał do buta, którego oparł o ławeczkę, żeby poprawić wiązanie, i zerknął na przygotowującego się do treningu brata.
— No dobra, staruszku, sprawdźmy jaką masz formę — rzucił, finalnie się prostując i zakładając leżące obok łapy bokserskie, by po chwili wejść na ring.
Kilka serii trafnych, pełnych werwy uderzeń zgodnych z wydawanymi przez Ethana komendami zrobiło na nim całkiem dobre wrażenie, które skwitował krótkim: — Nieźle. — Dopiero po dłuższej chwili skupienia postanowił zagadnąć, i przy okazji odrobinę wytrącić Sullivana z równowagi, żeby nie miał zbyt łatwo. — Jak tam Clem? Widziałem na insta, że się dobrze bawi — zaczął ostrożnie, niedbałym tonem głosu.
Sullivan Hartley
Tę dewizę Hartleyowie skrupulatnie wpajali swoim synom od najmłodszych lat. I choć Ethan nie zawsze z rodzicami się zgadzał, robiąc wszystko, by się od nich uniezależnić, to ostatecznie i tak skończył w Toronto, wypełniając ich życzenie.
Z tym, że Sullivan wrócił, a to oznaczało, że główny argument rodzicieli legł w gruzach — przestał odczuwać już brzemię odpowiedzialności za ich ród i nie musiał sięgać wysoko postawionej przez brata poprzeczki.
Po powrocie Sully’ego cała ich uwaga została przeniesiona właśnie na syna marnotrawnego. Dociekania w sprawie związku jego i Cherry w tym czasie ustały, niemniej Ethan musiał uporządkować sprawy związane ze swoją firmą. Mężczyzna nie był świadomy całego tego bajzlu i skali zagrożenia, przez które brat niemal stracił życie, więc męczyły go wyrzuty sumienia. Te dwa lata temu, kiedy pojawiły się pierwsze problemy, nie chciał zagłębiać się w tę sprawę przez zwyczajną obawę przed porażką. Chcąc nie chcąc, finalnie i tak został z niczym, choć zupełnie nie połączył faktów, że śmierć Sullivana miała z tym związek.
Nawet, jeśli bracia wyjaśnili sobie wszystko, czuł się częściowo odpowiedzialny za ostatnie wydarzenia. I dlatego nadal słuchał się rodziców oraz budował wspólny front, dbając o ich nazwisko.
Ostatnio dużo się wokół niego działo, potrzebował więc złapać trochę oddechu. Podobnie, jak Sully, na którego została zrzucona kolejna bomba w formie artykułu związanego z powrotem do Ade. Z tego, co Ethan się orientował, dziewczyna potrzebowała czasu na oswojenie się ze wszystkim, a zwrócenie na siebie uwagi mediów wcale w tym nie pomagało. Wystarczyły dwa całkiem niewinne zdjęcia ich wsiadających do żółtego ferrari oraz chwytliwy nagłówek, żeby wywołać kolejną burzę.
Wiedząc to, co wiedział, wcale nie dziwił się, że Adeline musiała sobie wszystko ułożyć w głowie. Co więcej, znał ten model działania i był przekonany, że koniec końców między nimi się ułoży. Nawet, jeśli teraz na chwilę uciekła do Włoch.
Wyjście na trening było idealną okazją, żeby trochę się rozluźnić i przewietrzyć głowę od nadmiaru wrażeń. A dla mężczyzny nie było nic lepszego niż założenie rękawic.
Ubrany w luźną koszulkę i krótkie spodenki, właśnie sięgał do buta, którego oparł o ławeczkę, żeby poprawić wiązanie, i zerknął na przygotowującego się do treningu brata.
— No dobra, staruszku, sprawdźmy jaką masz formę — rzucił, finalnie się prostując i zakładając leżące obok łapy bokserskie, by po chwili wejść na ring.
Kilka serii trafnych, pełnych werwy uderzeń zgodnych z wydawanymi przez Ethana komendami zrobiło na nim całkiem dobre wrażenie, które skwitował krótkim: — Nieźle. — Dopiero po dłuższej chwili skupienia postanowił zagadnąć, i przy okazji odrobinę wytrącić Sullivana z równowagi, żeby nie miał zbyt łatwo. — Jak tam Clem? Widziałem na insta, że się dobrze bawi — zaczął ostrożnie, niedbałym tonem głosu.
Sullivan Hartley