Strona 1 z 1

My wife. My table. My seat.

: śr wrz 02, 2026 12:15 am
autor: Lenny Richardson
004.
Nastała cisza.
Ta przed burzą, niebezpieczna, w której człowiek stawał się najgorszą wersją siebie.
Była to ta sama chwila, w której ręka Richardsona nabrała ciężkości tuż nad papierem i jak akrobata lawirowała na linie emocji, wciąż nie wyznaczając jeszcze ostatecznego kierunku. Dłoń złowieszcza, ale wciąż ostrożna — niepewna, czy zawiśnie w dole wzdłuż ciała, czy może ruszy rauszem w gości obok.
W zamian za agresję, do której rzadko się posuwał (chyba że za zgodą w łóżku), przeklął jednak obscenicznie, pewien tego, że ostatnie głoski dotarły aż do przechodzącego obok niego kelnera, który obrócony nagle w kierunku stolika Lenny’ego, przez krótką chwilę nadział się na strzałę jego wzroku, a następnie — spłoszony — przyspieszył kroku, umykając na zaplecze.
Tchórz,
zastygło w jego głowie, ale nie dotarło nigdzie konkretnie. Rzuciło się w eter, bo Lenny miał wątpliwość co do tego, czy myśli teraz o sobie, czy o nim.
Na wszelki wypadek wyprostował plecy.
...i wtedy Yonaka… — wymruczał pod nosem, próbując ułożyć jeden z wersów powieści na głos, by nabrać tym samym większego skupienia. Zamiast jednak uzyskać oczekiwany efekt, wykreślił nerwowo ostatnie słowo, zdając sobie sprawę z tego, że właśnie zaciągnął imię zasłyszane obok siebie.

Niech to szlag.

Dalsze pisanie przy ożywionej rozmowie nietaktownego mężczyzny i coraz bardziej ratującej się przed nim kobiety w stoliku obok wydawało się niemożliwością. Wymiana zdań obcych mu ludzi wbrew jego woli wcierała się w jego uszy aż do momentu, gdy powiedział sobie: Dość!
Ostatni raz przesunął spojrzeniem w kierunku zamieszania. Te cholerne głosy przerwały rozważania Lennarta o powieści akurat w najbardziej kluczowym momencie, gdy głowa budowała konstrukt kolejnego rozdziału, chcąc wykręcić pointę. Był bliżej prawdy, niż sam ksiądz na kazaniu, a mimo tego czuł, jak ta rozpada mu się we wciąż mrowiących palcach. Opuścił pióro na kartkę notatnika, zatrzaskując go gwałtownie.
Mógł się tarzać w tym dyskomforcie, albo mógł znaleźć sensowne rozwiązanie — wybrał drugą z opcji. Trzymając się kurczowo pierwszego lepszego pomysłu, jaki tylko zaświtał mu w głowie, przemknął za plecami nieznajomego i stanął tuż obok niego, przy jego krześle. Z ręką na oparciu.
Notatnik znów trzasnął, tym razem ze złowieszczym plaśnięciem lądując tuż przed twarzą nachylonego nad stolikiem mężczyzny.
Siedzisz na moim miejscu — zaczął twardo, nie przywiązując wagi do tego, z kim realnie ma do czynienia. Mógł to być nawet umięśniony osiłek: póki jednak ten sam umięśniony osiłek przerywał mu proces twórczy, Lenny był dostatecznie zdeterminowany do tego, by stawić temu opór.
…obok mojej żony — dodał, z długiej litanii nieznajomych dawno już orientując się, że nie są parą, ani kimś szczególnie dla siebie ważnym, więc podobne kłamstwo z jego strony miało szansę zaistnieć, pomimo tego, że zmienił lokalizację zaledwie o metr i przez cały ostatni czas był w zasięgu wzroku nieznajomych. Mężczyzna przy stoliku obok był tak skoncentrowany na sobie i swoich potrzebach, że z pewnością nie zauważył skąd nadszedł Lenny. I czy w ogóle tu wcześniej był.
Spóźniłem się? — dodał do kobiety, przerzucając na nią wzrok i podbijając tym samym wiarygodność własnej historii.

Yonaka Levin