Damn, I hate bein' sober
: śr wrz 02, 2026 4:14 pm
Potknęła się na korytarzu, więc automatycznie wyciągnęła dłoń, żeby przytrzymać się framugi uchylonych drzwi do łazienki. Muzyka dudniła, a przez nią przebijał się głos Kanye West, towarzysząc rozbujanym w salonie studentom. Kolorowe światła przemykały po przyciemnionych ścianach domu Delta Kappa Epsilon, w którym od dobrych pięciu godzin trwała jedna z większych imprez w tym roku. Kurtka zsunęła się z drobnego ramienia Nei, ale nie wypuściła kubka z drinkiem, chociaż chwiała się lekko na wysokich szpilkach. Parsknęła cicho, lekko rozbawiona i obejrzała się na Pixie, która przecież musiała iść kawałek za nią.
Przesunęła się, ocierając bokiem o ścianę i naparła dłonią na drzwi, nawet nie siląc się na to, aby zapukać. Sytuacja była pilna i bardzo musiała skorzystać z toalety. W środku jakiś mięśniak (którego o dziwo nie kojarzyła) lizał się z brunetką w czerwonych spodniach i kremowej koszulce na ramiązka. Nie był to zbyt dobrze dobrany outfit, co od razu rzuciło się jej w oczy. Przez chwilę zastanawiała się czy typek da się wywalić, ale kiedy tak dłużej mu się przyglądała, uwieszona na drzwiach, tym coraz mocniej dochodziła do wniosku, że jednak chyba go zna.
— Ej, Osa — zawołała, unosząc kąciki ust w zadowolonym uśmiechu. Sięgnęła po Pixie i przyciągnęła ją do siebie, obejmując dziewczynę za ramiona. — Patrz, misiu. Osa wkłada rękę w majtki laski, która nie wygląda jak Pola — powiedziała głośno, po czym uniosła kubek do ust i w dwóch łykach dopiła jego zawartość, a potem oblizała usta i cisnęła plastikowym naczyniem gdzieś w stronę kosza. Zdusiła beknięcie i wróciła wzrokiem na parkę przy umywalkach. Pola była dziewczyną Osy od dwóch lat i uważano ich za dobraną parę, taką której rozstanie, szczególnie przez zdradę, byłoby małym uniwersyteckim skandalem, a mówiąc w skrócie — Osa dostałby wizerunkowo nieźle po dupie. Być może i Polę kochał, kto wie. Przynajmniej tak pomyślała Neia, kiedy Osa trochę zesztywniał i to nie w tym miłym znaczeniu, po czym zaczął się odsuwać od brunetki, a ta zmierzyła go zaskoczonym spojrzeniem.
— Wypierdalać w pięć sekund, to nic nie powiemy, prawda Pix? — mruknęła Delacroix, sięgając do torebki, żeby wyjąć z niej skręta. Dalej obejmowała rudą, więc miała tylko jedną rękę wolną, ale jak dobrze się skupiła, to nie tylko pieczołowicie przylizała bibułkę, ale i podpaliła odpowiednią końcówkę zapalniczką w kotki.
— Dwa… — mruknęła po tym, jak się zaciągnęła. Sięgnęła po skręta i powoli wypuściła dym spomiędzy warg. — Czekaj, skarbie — powiedziała cicho, pomiędzy odliczaniem i paleniem, próbując cofnąć dłoń, żeby puścić już Pixie i podzielić się z nią blantem. Wyciągnęła go w jej stronę i patrzyła na nią spod długich, sztucznych rzęs, aż ta go od niej nie wzięła. Osa i jego dupa na boku coś tam mówili, ale nawet ich nie słuchała.
— Cztery…
W końcu się ruszyli, chociaż nie wyglądali na zachwyconych, a wtedy Neia dobiegła pokracznie do drzwi i zatrzasnęła je, po czym przekręciła zamek i w tym samym tempie pobiegła skorzystać z toalety, absolutnie nie krępując się tego robić przy Pixie, tym bardziej, że to nie był pierwszy raz. Kiedy już siedziała miała okazję nad czymś się zastanowić.
— Ale z niego szmata. Pewnie by mu to uszło na sucho, bo jest facetem — zauważyła i przekręciła oczami, wyraźnie niepocieszona, że tak wyglądały sprawy. — A jak laska się puszcza, to jest kurwą — dodała, co uważała za świętą prawdę tak czy siak, chciała sobie tylko ponarzekać. Poza tym chyba sama była trochę puszczalska, chociaż ona nigdy w życiu by tak tego nie nazwała. Jak to kiedyś Frytka powiedziała: była kobietą wyzwoloną.
pixie fontaine
Przesunęła się, ocierając bokiem o ścianę i naparła dłonią na drzwi, nawet nie siląc się na to, aby zapukać. Sytuacja była pilna i bardzo musiała skorzystać z toalety. W środku jakiś mięśniak (którego o dziwo nie kojarzyła) lizał się z brunetką w czerwonych spodniach i kremowej koszulce na ramiązka. Nie był to zbyt dobrze dobrany outfit, co od razu rzuciło się jej w oczy. Przez chwilę zastanawiała się czy typek da się wywalić, ale kiedy tak dłużej mu się przyglądała, uwieszona na drzwiach, tym coraz mocniej dochodziła do wniosku, że jednak chyba go zna.
— Ej, Osa — zawołała, unosząc kąciki ust w zadowolonym uśmiechu. Sięgnęła po Pixie i przyciągnęła ją do siebie, obejmując dziewczynę za ramiona. — Patrz, misiu. Osa wkłada rękę w majtki laski, która nie wygląda jak Pola — powiedziała głośno, po czym uniosła kubek do ust i w dwóch łykach dopiła jego zawartość, a potem oblizała usta i cisnęła plastikowym naczyniem gdzieś w stronę kosza. Zdusiła beknięcie i wróciła wzrokiem na parkę przy umywalkach. Pola była dziewczyną Osy od dwóch lat i uważano ich za dobraną parę, taką której rozstanie, szczególnie przez zdradę, byłoby małym uniwersyteckim skandalem, a mówiąc w skrócie — Osa dostałby wizerunkowo nieźle po dupie. Być może i Polę kochał, kto wie. Przynajmniej tak pomyślała Neia, kiedy Osa trochę zesztywniał i to nie w tym miłym znaczeniu, po czym zaczął się odsuwać od brunetki, a ta zmierzyła go zaskoczonym spojrzeniem.
— Wypierdalać w pięć sekund, to nic nie powiemy, prawda Pix? — mruknęła Delacroix, sięgając do torebki, żeby wyjąć z niej skręta. Dalej obejmowała rudą, więc miała tylko jedną rękę wolną, ale jak dobrze się skupiła, to nie tylko pieczołowicie przylizała bibułkę, ale i podpaliła odpowiednią końcówkę zapalniczką w kotki.
— Dwa… — mruknęła po tym, jak się zaciągnęła. Sięgnęła po skręta i powoli wypuściła dym spomiędzy warg. — Czekaj, skarbie — powiedziała cicho, pomiędzy odliczaniem i paleniem, próbując cofnąć dłoń, żeby puścić już Pixie i podzielić się z nią blantem. Wyciągnęła go w jej stronę i patrzyła na nią spod długich, sztucznych rzęs, aż ta go od niej nie wzięła. Osa i jego dupa na boku coś tam mówili, ale nawet ich nie słuchała.
— Cztery…
W końcu się ruszyli, chociaż nie wyglądali na zachwyconych, a wtedy Neia dobiegła pokracznie do drzwi i zatrzasnęła je, po czym przekręciła zamek i w tym samym tempie pobiegła skorzystać z toalety, absolutnie nie krępując się tego robić przy Pixie, tym bardziej, że to nie był pierwszy raz. Kiedy już siedziała miała okazję nad czymś się zastanowić.
— Ale z niego szmata. Pewnie by mu to uszło na sucho, bo jest facetem — zauważyła i przekręciła oczami, wyraźnie niepocieszona, że tak wyglądały sprawy. — A jak laska się puszcza, to jest kurwą — dodała, co uważała za świętą prawdę tak czy siak, chciała sobie tylko ponarzekać. Poza tym chyba sama była trochę puszczalska, chociaż ona nigdy w życiu by tak tego nie nazwała. Jak to kiedyś Frytka powiedziała: była kobietą wyzwoloną.
pixie fontaine