Strona 1 z 2

nie wiem

: śr wrz 02, 2026 5:41 pm
autor: phoenix moonstone
you alright?

Od kilku godzin siedział przed komputerem; powodem, przez który wpatrywał się w ekran nie była jednak jego p r a c a. Skończywszy zlecenie wcześniej, nie spieszył się z tym, aby rozpocząć kolejne; czuł się na tyle zmęczony, że jego jedyną potrzebą było znalezienie sobie mało wymagającego zajęcia.
Niewiele myśląc i koncentrując się głównie na odpoczynku, odpalił GTA VI; zaledwie parę osób wiedziało, że to on stał za wyciekiem gry, ale Phoenix nie zamierzał szczególnie przejmować się konsekwencjami, bo możliwość zagrania skutecznie wynagradzała mu całe związane z tym ryzyko. Poza tym, skoro Rockstar nie chciał, aby ktokolwiek uzyskał dostęp, chyba powinien lepiej pilnować swojej własności, prawda?
Kiedy usłyszał charakterystyczny dźwięk otwierającego się zamka, który zwiastował przybycie Amia, oderwał się od gry. Poderwawszy się z miejsca, uśmiechnął się szeroko, podszedł do ukochanego i zarzucił mu ręce na szyję, aby skraść mu pocałunek. 一 Cześć, skarbie 一 przywitał się, kładąc rękę na policzku chłopaka.
Wydawało mu się, że to będzie normalny dzień; że spędzą go tak, jak zawsze, ale gdy tylko zobaczył Amina coś przestało pasować. Elementy nie wskoczyły na właściwe miejsce, ale Moonstone nie znał konkretnej przyczyny.
Przyglądał się partnerowi uważnie, co samo w sobie nie było do niego podobne 一 Phoenix zazwyczaj nie przykładał wagi do szczegółów, bo nie potrafił skupić się wystarczająco długo na analizie zmiennych. Tym razem jednak g a p i ł się i interpretował. Niestety, finalnie nie udało mu się dojść do żadnych wniosków, dlatego postanowił zapytać (a raczej zarzucić reżysera niekończącą się liczbą pytań). 一 Jesteś chory? 一 wypalił, bowiem to było jego pierwszym podejrzeniem. Nim chłopak zdążył jakkolwiek zareagować, podszedł do niego i dotknął jego czoła (trudno stwierdzić, czy czuł ulgę czy jeszcze większą panikę, kiedy uzmysłowił sobie, że temperatura cała Al-Maliki była w normie). 一 Coś nie tak w pracy? 一 kontynuował snucie domysłów zamiast dać dojść partnerowi do słowa. Może miał problem z terminami? Albo któryś z głupich aktorów stał się nieznośny?
Już chciał zaproponować, że rozwiąże problem i zniszczy karierę każdego, kto będzie przeszkadzał, gdy pomyślał o czymś dużo gorszym. Samo wyobrażenie scenariusza sprawiło, że wnętrzności Moonstone'a zacisnęły się boleśnie. 一 Znów miałeś wypadek? Co z Twoją rodziną? 一 Z każdą kolejną sekundą był coraz bardziej przerażony, bo wkładał sobie do głowy naprawdę tragiczne scenariusze. 一 Amin, powiedz, co się dzieje 一 jęknął, po czym wreszcie zamilkł, dając szansę dojść ukochanemu do głosu.

Amin Al-Maliki

nie wiem

: śr wrz 02, 2026 8:24 pm
autor: Amin Al-Maliki
I am not.

Dostał podejrzany telefon od matki, która prosiła, żeby spróbował urwać się wcześniej z pracy, bo będą mieli ważnych gości. Wiedział, że to oznaczało wiele pracy, którą kobieta i jego siostry muszą włożyć w przygotowanie domu, czyli zrobienie generalnych porządków na szybko oraz przygotowanie potraw na specjalne okazje. Ich rodzina słynęła z gościnności i wszystko zawsze musiało być idealne.
Nie chciał jej rozczarować, więc stanął na rzęsach, żeby wyjść jak najwcześniej i jeszcze zdążyć do sklepu, aby kupić trochę przekąsek i napoi. Nie miał pojęcia, że niedługo stanie się głównym gwoździem programu we własnym domu. Wjechał do garażu, wypakował zakupy i wszedł wewnętrznymi drzwiami na górę. Najpierw spotkał siostrę, którą z głupkowatym uśmiechem wzięła do niego zgrzewkę napojów i uciekła do kuchni.
— Leila, czekaj — zawołał za nią, marszcząc brwi trochę zdziwiony. Zazwyczaj dziewczyna witała się jak człowiek i trochę go to zaciekawiło. Potem przyszła matka, z którą Amin przywitał się pozdrowieniem i ucałował ją w policzek. Kobieta wzięła od niego torbę i poczekała aż zdejmie buty i pójdzie z nią w ślad za Leilą.
— Nie chciałam mówić przez telefon, ale teraz wolę cię uprzedzić. Ojciec zaprosił rodzinę Hakim, która zostanie w mieście aż do twojego ślubu z Ranyą — powiedziała, ostatnie kilka słów wypowiadając jakby ciszej i zerkając kątem oka na Amina niepewnie. Mężczyzna zmarszczył brwi, a potem zatrzymał się przy kuchennym blacie, z palcami na drugim guziku koszuli, którą planował zdjąć w drodze do łazienki i wrzucić do kosza na pranie. Spojrzał na matkę wnikliwie i przeciągnął chwilę ciszy, przez chwilę mając nadzieję, że ta przyzna się do żartu. Kiedy nic takiego się nie stało, nabrał powoli powietrza w płuca, zerknął szybko w stronę salonu, dopiero teraz słysząc głosy rozmawiających tam osób.
— Dzisiaj podjęli decyzję? — zapytał w końcu spokojnie, wracając wzrokiem do kobiety. Kiwnęła głową, dodając jeszcze, że rozmowy trwają od kilku tygodni, ale to dzisiaj ostatecznie się na to umówili, podczas spotkania na żywo. Skinął lekko głową na znak, że rozumie. Musiał wiedzieć jeszcze jedną rzecz.
— Ile mam czasu? — zapytał trochę ciszej, a matka po chwili odłożyła torbę, ale nie wzięła się za rozpakowywanie zakupów. Nigdy nie była za aranżowanymi małżeństwami i chociaż tego nie kryła, to nie sprzeciwiała się decyzjom ojca Amina, szczególnie że akurat ta kwestia wyjątkowo mocno leżała mu na sercu. Nie chodziło o sam fakt wydania dzieci, a o zagrania wizerunkowe i polityczne, dzięki którym umacniał pozycję całej rodziny. Znał Ranę, chociaż głównie z opowieści i zdjęć. Kobieta była starsza od niego o rok, owdowiała przed dwoma laty, bezdzietna, pochodząca z jednej z największych i najpotężniejszych irackich rodów. Z tego co kojarzył była wykształcona i spokojna i chociaż nie można było powiedzieć, że była brzydka, to tak czy siak nie mogła być przecież w typie Amina. Matka chyba to podejrzewała, tym bardziej trudno było jej o tym mówić.
Trzy miesiące.
Taki był wyrok.
Późnym wieczorem, kiedy już udało mu się wyrwać z domu, siedział w aucie przed budynkiem, w którym mieszkał Nix i zastanawiał się jak mu o tym powiedzieć. Czy był w ogóle dobry sposób, aby powiedzieć o czymś takim miłości swojego życia? Przyłożył dłoń do swoich ust i przetarł je, starając się trzymać nerwy na wodzy. Kilka chwil później był już u niego w mieszkaniu i nawet nie pamiętał drogi, jaką przebył, żeby się tam znaleźć. Musiał wyglądać na naprawdę zmartwionego, na pewno pobladł, bo zauważył, że Nix zaczął się o niego martwić i zadawać pytania.
— Nie, nie było wypadku. W pracy też ok — powiedział mechanicznie, głosem wypranym z emocji. Nie był pewien czy Phoenix w ogóle go słucha. Zadbał o zdjęcie butów, po czym przepłukał kubek, który był w zlewie i odłożył go na suszarkę, nawet nie przykładając uwagi, że w ogóle to robił. Wiedział, że musi powiedzieć o wszystkim, ale z jakiegoś powodu podświadomie odkładał ten moment. W końcu Nix go ponaglił, a on powoli ujął jego dłoń i zaprowadził go do salonu, gdzie usiedli na kanapie.
— Przepraszam, że ostatnio przekonywałem cię do tego, że znowu zignoruję plany ojca i wtedy ten odpuści. Wszystko poszło nie tak — powiedział w końcu, pod koniec trochę się plącząc, bo właściwie nie miał żadnego planu. Trzymał go cały czas za rękę, chociaż chyba bardziej żeby dodać sobie odwagi, niż wesprzeć jego, sam nie wiedział. — Ustalili termin na za trzy miesiące. Byłem wtedy w pracy, a jak wróciłem, to oni już tam byli. Ranya i jej rodzice, matka zdążyła mnie tylko szybko uprzedzić.

phoenix moonstone

nie wiem

: śr wrz 09, 2026 1:12 pm
autor: phoenix moonstone
Wykluczanie kolejnych opcji sprawiało, że stawał się coraz bardziej niepewny i zdenerwowany. Nie odrywał od partnera ponaglającego spojrzenia, bowiem widząc problem, koncentrował się na jak najszybszym pozbyciu się jego źródła, aby Amin znów był radosnym i spokojnym mężczyzną. 一 Kochanie 一 szepnął cicho, starając się okazać zrozumienie i wsparcie potrzebne do wyjawienia prawdy.
Kiedy jednak ją odkrył i kiedy dotarło do niego, co się stało, zachłysnął się powietrzem i poczuł silny, obezwładniający ból. Zdenerwowanie ustąpiło miejsca panice; Moonstone był pewien, że w promieniu wielu kilometrów było słychać, jak wieść łamała mu serce.
一 Co? 一 spytał, desperacko pragnąc usłyszeć, że to jedynie słabej jakości żart. Nie dowierzał, że to j u ż; nie zgadzał się, aby Amin 一 j e g o Amin 一 był przymuszony do ślubu z jakąkolwiek kobietą. Kto normalny wyznawał takie zasady? Jak to możliwe, że w dwudziestym pierwszym wieku to było l e g a l n e? 一 Nie 一 powiedział, robiąc krok do tyłu. 一 Nie 一 powtórzył, zagryzając mocno dolną wargę. Nie zakodował momentu, w którym pojawiły się na niej krople krwi, bo był zbyt przejęty analizowaniem sytuacji.
Uświadamiając sobie, że jego odsunięcie się mogło mieć również metaforyczny wymiar, podszedł do reżysera i wtulił się w jego ciało.一 Musimy wyjechać 一 postanowił tonem nie pozostawiającym pola do dyskusji. 一 Spakujemy najpotrzebniejsze rzeczy i zwiejemy. Oni nie mogą mi cię zabrać 一 kontynuował, nerwowo poszukując dobrego rozwiązania, które chyba nie istniało.
Nie godził się na ślub; choć od dawna miał świadomość, że taki dzień może nadejść, dogłębnie bolało go to, że bliscy reżysera byli aż tak ślepi na jego realne potrzeby. Cierpiał, bo na włosku wisiało jego całe życie; bał się momentu, w którym będzie zmuszony dzielić ukochanego z obcą babą, która oficjalnie będzie miała do niego większe prawa.
Presja sprawiała, że wpadał na coraz głupsze pomysły i gotów był posunąć się do ostateczności, których na pewno nie zrobiłby kiedykolwiek indziej. 一 Zaszantażuję twojego ojca. Zmuszę go, żeby się od ciebie odpieprzył 一 Snuciu planów towarzyszyło pogłębiające się łamanie się głosu.
Phoenix zaciskał mocno powieki, starając się powstrzymać napływające łzy.
P o z y t y w n i e.
Musiał myśleć pozytywnie, bo tylko to, mogło ich uratować; musiał skupić się na ucieczce, bo tylko dzięki niej będą mogli być r a z e m. 一 Może gdzieś pod Toronto? Zaszyjemy się na jakimś zadupiu, gdzie cię nie znajdą. 一 Nawet jeśli pomysł wymagał zerwania kontaktów również z bliskimi Phoenixa, haker był na to gotowy, bo nikt nie był ważniejszy niż Amin.

Amin Al-Maliki

nie wiem

: czw wrz 10, 2026 2:25 pm
autor: Amin Al-Maliki
Przerażało go to, co działo się z Nixem i nie dlatego, że bardzo się denerwował (chociaż też), bo zdarzało mu się reagować na różne rzeczy bardzo emocjonalnie, ale dlatego, że tym razem sprawa naprawdę była poważna i Amin zaczął się obawiać, że może mu się nie udać nad nim zapanować w taki sposób, w jaki robił to do tej pory.
Sam był zapędzony w ślepą uliczkę i zaczynał się czuć, jakby urządzono na niego polowanie. Chyba musiał pogodzić się z tym, że przegrał, tylko nie miał pojęcia jak. Z całego serca chciał być z Phoenixem i kochał go od lat i to z nim pragnął spędzić całe życie i zestarzeć się, a potem umrzeć szczęśliwym. A co, jeżeli to nie było mu pisane? To nie jego świat, nie mógł zrobić niczego co skrzywdziłoby jego rodzinę i naraziło ją na poważne kłopoty, z których nie będzie łatwo wyjść, o ile w ogóle będzie to możliwe.
— Nix — powiedział cicho, łagodnie, ale z troską, bo kiedy tylko zobaczył krew na jego wardze poczuł jak spada na niego ogromny ciężar. Co mógł zrobić? Jak go uspokoić? Nawet on sam — osoba, która zawsze znajdowała wyjście z sytuacji i potrafiła w trzy sekundy rozwiązać każdy problem — miał problemy ze znalezieniem jakichkolwiek pozytywów i z zapewnieniem go, że będzie dobrze. A wszystko dlatego, że tym razem było inaczej. Tym razem po prostu nie było wyjścia z tej sytuacji, i tak za długo to wszystko odwlekał.
— Phoenix — powtórzył odrobinę głośniej, kiedy ten się od niego odsunął. Uniósł nieco dłonie, jakby chciał go przytrzymać, ale nie zrobił tego, bo przecież nie mógł go do niczego zmusić. Zaraz jednak Nix zmienił zdanie i sam się zbliżył, a wtedy reżyser objął go od razu i przytulił do siebie mocno, chcąc go pocieszyć (i może siebie samego też). Nie miał nic dobrego do powiedzenia i wiedział, że każde słowo, które zaraz wypowie zaboli go tak mocno, że trudno będzie mu oddychać.
— Posłuchaj. Może trzeba wziąć pod uwagę, że nie ma dobrej opcji na ucieczkę od tego — zaczął, unosząc dłonie, żeby objąć twarz mężczyzny i zwrócić na siebie całą jego uwagę. — Rozumiesz co mam na myśli? Będzie podobnie, po prostu zamieszkam z Ranyą. Będziemy się widywać regularnie i tak nie mógłbym pokochać nikogo oprócz ciebie — wyjaśnił, pokazując mu, że być może wcale nie muszą uciekać, bo jakoś się ułoży bez wywracania ich życia (a przynajmniej życia Nixa) do góry nogami. Zachowają pracę, przyjaciół, kontakt z bliskimi i nie będą musieli żyć jak zbiegowie, martwiąc się każdą kolejną chwilą.
Pogładził kciukami jego policzki, zaglądając w brązowe oczy i naprawdę gdyby mógł, to chciałby patrzeć już tylko w nie. Własne, zielone, oczy odziedziczył po matce, ale wiedział, że kryła się za tym smutna historia, którą cała rodzina przykryła milczeniem. Też o tym nie mówił, ale kto wiedział, to wiedział. Mimo wszystko Al-Maliki byli traktowani z szacunek, dzięki swojej pozycji, którą dalej sukcesywnie umacniali. Jeżeli on przyzna się do swojej orientacji lub odmówi małżeństwa z innego (fałszywego) powodu, to nie tylko on będzie miał kłopoty, ale cała linia krwi. Czy był gotowy na takie poświęcenie? Czy był gotowy ryzykować nawet własne życie? Czy miał pewność, że Nixowi nic nie będzie grozić? Wydawało mu się, że małżeństwo, chociaż nie było opcją idealną, było najlepszą, jaką mieli.

phoenix moonstone

nie wiem

: wt wrz 22, 2026 7:09 pm
autor: phoenix moonstone
Zmuszał się do patrzenia na Amina, ale nie docierały do niego wypowiadane słowa. Był w swoim świecie, który składał się z najgorszych możliwych scenariuszy. Czym sobie na to zasłużył? Dlaczego taki los spotkał akurat ich? Czy to przez to, że tak beztrosko okradał ludzi? Jeśli to była jego kara, to chyba nie mogło być gorzej.
Kiedy przeprocesował propozycję reżysera, poczuł się tak, jakby mężczyzna wymierzył mu siarczysty policzek.
一 Co? 一 spytał, po czym potrząsnął głową.
Nie, nie, nie.
To nie mogła być prawda.
To musiał być k o s z m a r, z którego się nie obudził.
Na siłę musiał sprawdzić, czy to na pewno nie sen, dlatego sięgnął do swojego ramienia i uszczypnął się boleśnie. Ból rozszedł się po jego ciele, uświadamiając mu, że to wcale nie mara senna, a najprawdziwsza prawda. Naprawdę nadszedł dzień, w którym ojciec Amina chciał zmusić go do małżeństwa, a sam reżyser zdawał się to potulnie akceptować. 一 O czym ty mówisz? 一 dodał, łudząc się, że to jedynie żart (nieśmieszny, bo nieśmieszny, ale wciąż ż a r t). Gdyby nie znał ukochanego, byłby skłonny uwierzyć, że to tylko głupie droczenie się, po którym obaj wybuchną śmiechem i padną w swoje ramiona.
Niestety, Al-Maliki chyba nigdy nie zachowywał się w ten sposób i gdy był już poważny, to trudne sytuacje naprawdę miały miejsce. 一 Jak ty sobie to wyobrażasz? Niby jak będzie podobnie? 一 potrząsnął, nie wierząc, że te słowa naprawdę padły. 一 Najpierw wymaga od ciebie ożenienia się, a co zrobisz, jak zażąda dzieci? 一 zauważył trafnie, po czym odsunął się nieco, by lekko uderzyć partnera w pierś. 一 Wtedy też będzie podobnie? Ja będę tutaj, a ty będziesz wykonywał małżeńskie obowiązki? Kurwa mać, Amin 一 Samo wyobrażenie ukochanego w ramionach innej osoby wywołało nieprzyjemny ścisk wnętrzności; przez ciało Moonstone'a przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a zawartość żołądka cofnęła się do gardła.
Jego zdaniem gorzej być nie mogło; uważał, że tracił miłość swojego życia, która akceptowała rozkazy starszego mężczyzny, który zatrzymał się swoją mentalnością w średniowieczu. 一 I co będzie potem, co? 一 załkał, jeszcze raz uderzając w klatkę piersiową mężczyzny. 一 Będziesz miał jedno, drugie, trzecie dziecko? Co zrobimy, jak będziesz musiał się nimi opiekować? Kogo wybierzesz, jak będą chore albo będą musiały jechać na trening? 一 kontynuował, nie mogąc poradzić sobie z najczarniejszym scenariuszem, który właśnie się ziszczał.
Zrobiwszy parę kroków wstecz, rozkleił się i osunął na ziemię. To on chciał mieć z Aminem dzieci, to on chciał z nim mieszkać na stałe i to on pragnął wieść z nim życie, które przypadało żonie.
To on pragnął być pierwszym wyborem.

Amin Al-Maliki

nie wiem

: wt wrz 29, 2026 1:17 pm
autor: Amin Al-Maliki
Amin nie patrzył na to, jak na karę. Na pewno nie było to przyjemne i wiedział, że Nix będzie czuł się z tym równie źle. To był bardzo delikatny temat już od dawna, dla Amina zaczął się jeszcze zanim poznał Phoenixa. Wcześniej, odkąd tylko skończył szkołę średnią, nasłuchał się o wczesnym ślubie, bo właśnie taki spotkał jego ojca i matkę. Odłożył to jednak na czas studiów, a potem budowania kariery zawodowej i były to na tyle poważne wymówki, że ojciec gryzł się w język i czekał.
Tym razem było inaczej.
Nie tylko nie miał już podobnej wymówki, bo studia ukończył, a zawodowo stał w pewnym punkcie i miał już swoje lata na karku. Dla niektórych osób w jego rodzinie stał się już kimś w rodzaju starego kawalera. Oprócz tego pojawiła się umowa, która idealnie wpasowywała się w potrzeby jego rodziny i wiedział, że tym razem ojciec nie ustąpi. Doszli do momentu, którego w pewien sposób obaj się spodziewali. Amin zawsze próbował robić dobrą minę do złej gry i obiecywać, że jakoś to ogarnie, ale gdzieś w głębi siebie wiedział, że nadejdzie moment, w którym zostanie postawiony pod ścianą i nie będzie miał możliwości ucieczki.
Spojrzał na poczynania Nixa i pospiesznie sięgnął ręką do jego ramienia, żeby nie pozwolić mu się dalej szczypać i rozmasować obolałe miejsce.
— Nie rób tak — mruknął pospiesznie, ale łagodnie, marszcząc lekko brwi z zatroskania. Już widział, że reakcja na jego słowa była kiepska. Przejmował się tym i bał, że to będzie dla Nixa po prostu za dużo. Wcale by się nie zdziwił, tym bardziej obawiał się tego, co wydarzy się w najbliższym czasie i tego, co partner miał mu do powiedzenia.
Wpatrywał się w niego, milcząc. Słuchał go i właściwie nawet nie był pewien co odpowiedzieć i jak sobie z tym poradzić. Nix obawiał się, że po ślubie mogą pojawić się dzieci i miał w tym rację. Amin nie potrafiłby odmówić kobiecie, którą poślubi, dzieci. Miał wtłoczone wręcz w głowę to, że żonie należą się dom, finansowe zabezpieczenie i dzieci. Więcej nie potrafiłby jej dać, bo wszystko inne miał już Moonstone.
— Proszę, zrozum. Nie mam już gdzie ani w co uciec. Dam jej pieniądze, dzieci jeżeli będzie chciała, ale i tak nie będę w stanie dać jej niczego więcej, bo całą uwagę i całą moją miłość daję i będę dawał tobie — powiedział, sięgając po jego dłoń, którą przed chwilą czuł na swojej piersi i uniósł ją do ust, żeby ją pocałować. Nie chciał go stracić i czuł paniczne przerażenie na samą myśl. To z nim chciał spędzić resztę życia i żałował, że nie jest kimś, kto mógłby odważnie go poślubić i mieć w tym wsparcie swojej rodziny.
Opuścił dłonie, kiedy Amin znowu uderzył go w klatkę piersiową i powoli wypuścił wstrzymywane w płucach powietrze. Nie wiedział co jeszcze powiedzieć i jak go uspokoić, jak przekonać że będą mogli dalej się spotykać, że nic się nie zmieni. Nie był już nawet pewien czy sam w to wierzy. Pokręcił powoli głową, jakby chciał zaprzeczyć, jakby chciał powiedzieć, że oczywiście wybierze jego, zawsze. Tylko czy na pewno tak będzie, kiedy jego dziecko zachoruje? Albo kiedy będzie czegoś potrzebować od własnego ojca?
— Phoenix, proszę — powiedział tylko cicho, a kiedy ten zsunął się na ziemię, zareagował błyskawicznie, dopadając do niego i pospiesznie sadzając na kanapie. Usiadł obok i objął go mocno, bo chciał mu dawać oparcie zawsze i wszędzie. Chciał ukoić jego nerwy i nie mógł znieść, że ten ledwo się trzymał. Serce go bolało. Kochał go i chciałby widzieć go zawsze szczęśliwego. To, co się działo, jawiło się jak koszmar na jawie.
— Nie chodzi tylko o nas — powiedział cicho i chociaż miał wyrzuty sumienia i najbardziej zależało mu na Nixie, to nie znaczyło, że był w stanie pogrążyć swoją rodzinę i skazać ją na życie w cieniu jego samolubnych decyzji. Obawiał się napiętnowania, obawiał się nawet o coś więcej i nie miał pojęcia jak wytłumaczyć to Nixowi. Nie chciał wciągać go w mroczne strony życia w jego rodzinie, ale być może będzie musiał.

phoenix moonstone

nie wiem

: wt paź 06, 2026 5:34 pm
autor: phoenix moonstone
Wyrwał mu swoją dłoń i posłał wściekłe spojrzenie. 一 Czy ty się, kurwa, słyszysz? 一 warknął, nie potrafiąc uwierzyć, że słowa naprawdę padły na głos. Potrząsał głową, przyglądając się Aminowi, ale wszystko wskazywało na to, że to naprawdę się działo; że prowadzili rozmowę, która łamała serce Phoenixa. 一 Twój świetny plan zakłada, że będę siedział tu i cierpliwie czekał aż skończyć pieprzyć swoją żonę? Ja pierdolę, Amin, postradałeś zmysły? 一 nie krył rozgoryczenia i smutku. Bolało go to, że rozmawiali o przyzwoleniu na zdradę; że jak gdyby nigdy nic reżyser chciał planować niewygodną przyszłość, która opierałaby się na podwójnym życiu. 一 Co jeszcze mam zaakceptować? To kwestia czasu aż będziesz wpadał rzadziej i rzadziej, bo pochłoną cię obowiązki 一 prychnął.
Nie wyobrażał sobie bycia zastąpionym, ale brał pod uwagę rozwiązanie. Bo przecież to on miał być tym drugim; tym nieoficjalnym i skrywanym światem, który nie mógł konkurować z r o d z i n ą. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej niedobrze mu było; im intensywniej analizował, tym bardziej przerażony był tym, że, w przeciwieństwie do żony, w sytuacji kryzysowej był n i k i m.
Miał świadomość tego, że taki dzień mógł nadejść, ale mimo wszystko reagował t r a g i c z n i e; zamiast wsparcia, okazywał rozgoryczenie. Zamiast postarać się z r o z u m i e ć, ubolewał nad tym, że ich szansa na szczęście zniknęła. Bo jakie to było szczęście, gdy już zawsze gdzieś tam będzie obca kobieta?
Znalazłszy się na podłodze, skulił się i płaczem dawał upust nagromadzonym emocjom. Niestety, to także zostało mu uniemożliwione; Moonstone rozumiał troskę Amina, ale zrozumienie bynajmniej nie sprawiało, że gotów był wpaść mu w ramiona. 一 Jakbym cię nie znał, pomyślałbym, że jesteś zajebiście wyrachowany. Wiesz, o co mnie prosisz? 一 skwitował, tym samym odrzucając prośbę. Drażniło go to, że Amin nie dawał mu przestrzeni; choć zazwyczaj (zawsze) nie miał niczego przeciwko czułości, tak teraz potrzebował dystansu i nie chciał, aby jego partner go ograniczał.
Bolały go słowa; jego serce krwawiło, bo właśnie zniknęła jego stabilność oraz poczucie bezpieczeństwa, które dawał mu związek z reżyserem. Tak bardzo nienawidził życia; czuł się tak fatalnie, że nie potrafił filtrować głupich pomysłów, które wpadały mu do głowy.
一 No to, kurwa, o co? Oświeć mnie, bo nienawidzę, jak mówisz zagadkami 一 W innych okolicznościach na pewno żałowałby, że odzywał się do niego w ten sposób, ale teraz miał w sobie zbyt wiele negatywnych emocji, nad którymi nie potrafił zapanować.

Amin Al-Maliki

nie wiem

: śr paź 07, 2026 5:23 pm
autor: Amin Al-Maliki
Szczerze powiedziawszy Amin był przerażony.
Nie miał pojęcia co zrobić i powiedzieć, żeby naprawić sytuację, bo w zasadzie chyba nie bardzo można było ją jakkolwiek poprawić. Było beznadziejnie i czuł ogromne poczucie winy, strach i stres, zastanawiając się czy lada chwile Nix nie każe mu wypierdalać. Próbował bliskości fizycznej, bo zazwyczaj to właśnie tak poprawiał humor Phoenixowi, ale jak widać w momencie, w którym to on sam był źródłem problemu, to nie działało. Właściwie mógł to przewidzieć, ale poziom zdenerwowania był tak wysoki, że trudno było mu nawet zebrać myśli.
Zorientował się, że Nix nie chciał mieć go w tym momencie blisko. Powinien był zauważyć to wcześniej, ale kiedyś już się odsunął, poczuł się tylko jeszcze bardziej bezradny. Nie był nauczony jak radzić sobie z podobnymi problemami, w jego domu rodzinnym najczęściej udawało się, że problemów nie ma i o ile nikt nie umierał, to starano się przejść do porządku dziennego i rozładować sytuację zmianą tematu lub scenerii. Amin po prostu starał się jak mógł, aby do problemów między nim, a Nixem nie dopuszczać i to całkiem sprawnie u nich działało. Aż do teraz.
Nagle wstał i ruszył do kuchni, tylko kątem oka zerkając cały czas na Nixa, który został na kanapie. Zabrał się za przygotowywanie herbaty, myśląc tylko o zadanym pytaniu. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć i jak odpowiedzieć i był strasznie rozkojarzony, jakby nagle przez głowę przechodziło mu tysiąc myśli, chociaż na co dzień, zarówno prywatnie, jak i zawodowo, potrafił ogarnąć nie tylko siebie, ale i innych.
Teraz nie potrafił ogarnąć herbaty, bo nagle nie mógł znaleźć opakowania z suszonymi liśćmi prosto z Iraku. Ten aromat działał na niego dobrze, a teraz nawet nie mógł napić się ulubionego naparu. Odetchnął głęboko i oparł dłonie na blacie, zamykając na chwilę oczy. Policzył do trzech i znowu odetchnął, czując jak szybko wali mu serce, jakby chciało wyskoczyć z piersi.
— O moją rodzinę — powiedział w końcu, nie mając pojęcia czy to w ogóle będzie dla Nixa ważne. Wydawało mu się, że on oczekiwał od niego poświęcenia, przyznania się do wszystkiego i może pokazania, że to on jest najważniejszy, nawet jeżeli miałby ponieść największą cenę. — Nie potrafię im tego zrobić. Potem musielibyśmy zniknąć i cały czas patrzeć w przeszłość, czy przypadkiem nas nie znajdzie, bo gdyby znalazła, to zostałbyś sam i… Tego też nie potrafię ci zrobić — mówił, wyjmując dwie szklanki, a potem przetrząsając szafkę po szafce w poszukiwaniu herbaty.
W końcu ją znalazł i wyciągnął drżącymi dłońmi. Zanim nasypał liście do kulki do zaparzania, rozsypał również część po blacie, a nawet podłodze. A co więcej, nawet nie drgnął, żeby od razu posprzątać. Po prostu zalał kulkę w kubku wrzątkiem i sięgnął po cukiernicę. Miał wrażenie, że jednocześnie to wszystko robi, ale jakby ciało nie należało do niego, nie mówiąc już o umyśle i samych myślach.
— Nie wiem czemu myślałem, że to się uda — szepnął do siebie, marszcząc brwi. Był taki samolubny, kiedy postanowił być z Nixem. Samolubny i beznadziejnie zakochany. Tylko co teraz, skoro sama miłość nie wystarczy? Kiedy herbata naciągnęła, przełożył kulkę do drugiej szklanki i znowu zalał wrzątkiem. — Przepraszam.
Nawet nie wiedział za co dokładnie przepraszał. Za dzisiaj, za to, że postawił go w takiej sytuacji, czy może za to, co miało się jeszcze wydarzyć i że nie miał aż tak dużych jaj, żeby coś zrobić. Nawet nie miał pojęcia co. Nie mógł tym razem odrzucić zaręczyn, bo wszystko już wisiało na włosku. Nie chciał się żenić, nie chciał ranić Nixa. — Jeżeli tego nie zrobię, moja rodzina straci wszystko, a jeżeli przyznam się dlaczego tego nie chcę zrobić, jedynym sposobem, żeby zachowali twarz i nie ponieśli biznesowych i wizerunkowych konsekwencji będzie pozbycie się mnie.

phoenix moonstone

nie wiem

: czw paź 08, 2026 12:50 pm
autor: phoenix moonstone
Potrząsnął głową, odnosząc wrażenie, że Al-Maliki skupiał się na wszystkich poza nimi. Wychowując się w domu, w którym matka nie ingerowała przesadnie w jego wybory miłosne (mógł wskazać tylko jeden raz, gdy wyraziła niepokój, że chłopak nie był dla niego), nie potrafił wyobrazić sobie, że w rodzinie reżysera obowiązywały inne reguły. — Amin… — jęknął.
Nie był na tyle okrutny, aby powiedzieć o tym na głos, ale przeszło mu przez myśl, że partner robił z siebie męczennika; że chciał dźwigać na barkach ciężar odpowiedzialności za dobrobyt całej rodziny, co na pewno nie mogło się skończyć dobrze.
Ponadto, uważał, że podejście ojca, który zmuszał swoje dziecko do związku było o b r z y d l i w e i gdyby tylko miał taką możliwość, na pewno powiedziałby mu, co o tym myślał prosto w twarz. — Nie jestem specjalistą, ale to twoje życie, nie ich. Naprawdę chcesz poświęcić… — urwał, bo nagle w jego gardle pojawiła się gula, która uniemożliwiała mu kontynuowanie.
Widząc, że chłopak przechodzi do kuchni, odpuścił; zresztą, wiedział, że również nie był osobą, która mogła podejmować decyzje za ukochanego, dlatego zamilkł i również dał mu przestrzeń (bo przecież na pewno nie był jedyną osobą, która jej potrzebowała).
Poprawiwszy swoją pozycję na kanapie, ukrył twarz w dłoniach; z uwagi na swoją naturę miał ogromny problem z zebraniem myśli — aby je uporządkować potrzebował porozmawiać o problemie z kimś jeszcze — oczywistym wyborem był jego brat bliźniak — ale z wiadomych względów nie chciał dzwonić do niego już teraz.
Z pozycji i rozmyślania o przyszłości w najczarniejszych scenariuszach wyrwał go głos ukochanego; po przeprocesowaniu słów, Phoenix uniósł głowę i zdawał się dostrzec coś, co umykało reżyserowi. — Amin — powiedział, praktycznie natychmiast podłapując ideę. Upatrywał w niej szansę; bazując na informacjach, które dostarczył mu partner, postrzegał rozwiązanie jako najlepsze wyjście z gównianej sytuacji.
Zależało mu na jak najszybszym przekazaniu rozwiązania reżyserowi, dlatego podniósł się z kanapy i ruszył do kuchni. Napędzany nadzieją i wiarą, że jego pomysł był cudownym remedium na całe zło, ujął dłoń Amina i uśmiechnął się niepewnie. — W takim razie pozbądźmy się ciebie — zaproponował, a żeby partner nie zrozumiał go niewłaściwie, doprecyzował: — Znam ludzi, którzy nam pomogą. Upozorujemy twoją śmierć i wyjedziemy gdzieś, gdzie nikt nie będzie chciał zrobić ci krzywdy — wyjawił, przygryzając wewnętrzną część policzka. Widział to wyraźnie; wyobrażał sobie, jak żyją na jakiejś wsi, gdzie, paradoksalnie, nie będą musieli ukrywać się przed całym światem. — Możemy nawet wtajemniczyć twoją matkę, skoro i tak podejrzewa, że… — urwał, sugestywnie przesuwając spojrzeniem między nimi.
Domyślał się, że śmierć na pewno skrzywdziłaby jego bliskich, lecz czy mimo wszystko nie była rozwiązaniem najmniej bolesnym z dostępnych? Dla Phoenixa właśnie tak było, dlatego kurczowo uczepił się pomysłu i wierzył, że przekona do niego również ukochanego.

Amin Al-Maliki

nie wiem

: sob paź 10, 2026 8:23 am
autor: Amin Al-Maliki
Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia co zrobić i czego tak do końca chciał. To jasne, że kochał Phoenixa i chciał spędzić z nim resztę życia, a nie chciał żenić się z wybraną przez ojca kobietą, ale kochał też swoją rodzinę i chociaż z ojcem mógł mieć skomplikowaną relację, to jeszcze była jego matka i liczne rodzeństwo oraz dalsza rodzina, z którą Amin też był blisko. Nie wiedział jak to wszystko ogarnąć, żeby nie musieć wybierać po prostu mniejszego zła. Czuł się tak strasznie zagubiony i bezradny i chyba ostatni raz przeżywał coś takiego w liceum, kiedy musiał wybierać pomiędzy tym, co wypada i co według jego rodziny jest w normie, a swoimi własnymi uczuciami, które zresztą dopiero co wtedy odkrywał.
Usłyszał swoje imię i przerwał mieszanie herbaty Nixa, zamierając na chwilę i zerkając kątem oka na zbliżającego się mężczyznę. Był bardzo niepewny i dalej nie wiedział jak się zachować, chociaż na szybko próbował odnaleźć równowagę i przyjąć bardziej zdecydowaną, mocniejszą postawę. Bo jeżeli nie on, to kto? Powoli przesunął szklankę z gorącym napojem w stronę partnera, a sam przekręcił się i oparł plecami o blat, podnosząc na niego wzrok, gdy mówił.
Na jego twarzy odmalowało się zdziwienie. Plan, o którym mówił Moonstone był tak niespodziewany i jednocześnie szalony, że Amin musiał kilka razy powtórzyć go w myślach, żeby w ogóle zrozumieć jak to by miało wyglądać. Zostawiłby całą rodzinę, całe miasto, pracę i przyjaciół, wszystko co znał. Czy był gotów na takie poświęcenie? Na ukrywanie się przez resztę życia? Czy Nix na pewno wiedział co proponuje i czy też był gotowy na coś takiego? Prawda była taka, że w tym układzie Nix mógłby odejść w dowolnym momencie, wrócić do Toronto i żyć tak, jak wcześniej (gdyby nie potrafił dalej żyć z Aminem w ukryciu), a on nie. Dla Al-Maliki to byłby permanentny koniec tego co znał i jak żył. Nie byłoby dla niego już drogi powrotnej, nie mógłby przejść przez spalony post, a pozorując swoją śmierć spaliłby go doszczętnie.
— Jesteś pewien, że… — zaczął niezbyt pewnym tonem, ale zaraz usłyszał o swojej matce i nagle pokręcił głową. — Nie. Ona nie może wiedzieć. Jeżeli ojciec by się dowiedział i domyślił, że ona wiedziała, to… Nie, to jest szalone, Nix — mówił dalej, bo kiedy wyobraził sobie ile osób cierpiałoby, myśląc że nie żyje, to przeszedł go dreszcz strachu i wstydu. Nie był w stanie przełknąć nawet kilku łyków herbaty, więc stał tak jak słup, z dłońmi oplecionymi wokół swoich przedramion i dalej analizował jak taki plan wyglądałby w praktyce.
— Co to za ludzie? — zapytał po chwili, kiedy zmusił się, żeby trochę ochłonąć. To była chyba pierwsza kwestia, która go zainteresowała i sam nie wiedział czy pozytywnie, czy negatywnie. Był podejrzliwy, bo podejrzewał, że ci ludzie mieli sporo za uszami, ale najdziwniejsze dla niego było, że Nix ich znał. Skąd miał takie kontakty i po co? Ale z tego wszystkiego najbardziej chyba nie mógł uwierzyć w to, że naprawdę rozważał ten pomysł.

phoenix moonstone