Strona 1 z 1
A whole desert heartbeat carved in stone.
: czw wrz 03, 2026 1:40 pm
autor: Marco Moretti
Do you know what punishments I've endured for my crimes, my sins? None. I am proof of the absurdity of men's most treasured abstractions. A just universe wouldn't tolerate my existence.
Była w ciąży.
Nie mógł wyrzucić tej myśli ze swojej głowy, patrzył na nią z lekkim niedowierzaniem, Gabi była w ciąży… zmielił przekleństwo, które cisnęło się na jego usta, Marco był gangsterem oczywiście, ale nigdy nie krzywdził kobiet w ciąży a raczej nieświadomie. Zaczerpnął mocniej powietrza w płuca cofając się o dwa kroki, te dwa kroki spowodowały, że mogła poczuć się chociaż na moment bezpiecznie. Nie wiedział co z tą informacją ma teraz zrobić, chciał zniszczyć jej życie, ale nie posunąłby się do skrzywdzenia nienarodzonego dziecka.
— Odwiozę Cię do domu — jego głos był obojętny, nie patrzył na nią gdy gdy wsuwał na nogi swoje buty, które zostawił poza matą, nie patrzył na nią, gdy zbierał swoje rzeczy wyciągając z kieszeni kurtki kluczyki do swojego auta. Ruszył na zewnątrz nie oglądając się za nią, wiedział, że ta tak czy siak pójdzie, było już ciemno gdy uderzył go chłód świeżego powietrza, na moment przystanął i zamknął oczy po czym zaklął siarczyście pod nosem uderzając pięścią w mur tuż obok drzwi, parę razy.
Nie przejmował się bólem, który poczuł w momencie zderzenia, ani tym, że z jego ręki leciała teraz krew, potrzebował tego bólu, żeby się uspokoić, nawet gdy ta coś do niego mówiła, to po prostu ją ignorował, tak jakby w tym momencie nie istniała.
Skierował się do swojego auta wsiadając za kierownicą, a kiedy rudowłosa do niego dołączyła to włączył silnik, który obudził się z rykiem i wyjechał na ulicę. Nigdy nie przestrzegał prędkości czy to zarówno w dzień czy w nocy, ale że o tej porze nie było tak wielkiego ruchu to samochód gładko mknął na jezdni.
Muzyka, którą włączył rozbrzmiewała w jego uszach odcinając go od dziewczyny siedzącej na miejscu pasażera u jego boku, nie miał w tym momencie ochoty z nią rozmawiać, nie miał ochoty na nią patrzeć.
Zamiast jednak skręcić w ulicę, która prowadziła do jej domu - lepiej, żeby nie wiedziała w jaki sposób poznał jej adres - to pojechał dalej i po paru minutach wyjechali na obrzeża miasta, silnik zaryczał w proteście gdy wrzucił największy bieg i wcisnął pedał gazu do oporu.
Czy chciał ich zabić? To byłoby najlepszym wyjściem z tej cholernej sytuacji, wyjściem, który skończyłby wprawdzie ich żywot, mógłby tak po prostu spowodować wypadek, przecież takie się zdarzają, nieprawdaż? Tylko, że Marco wbrew pozorom nie chciał umierać, był sfrustrowany i wkurwiony a szybka jazda powodowała, że oczyszczał on swoje myśli.
To nic, że teraz siedziała obok niego Gabriela, będąca w ciąży, która była narażona przez niego…
Była w ciąży.
Na moment spojrzał na jej twarz, być może przestraszoną i ten moment spowodował, że kątem oka zauważył jak coś wychodzi na jezdnię, wystarczył zaledwie ułamek sekundy gdy ten wcisnął mocno pedał hamulca i zmienił tor jazdy na przeciwległy pas, byleby nie uderzyć w to coś, zatrzymał się w poprzek ulicy z piskiem opon, na szczęście nie wpadli do rowu, ale samo zatrzymanie się także było dla nich trochę bolesne, zwłaszcza że tym samochodem zarzuciło i to mocno.
— Kurwa nie wierzę, co tutaj robi pieprzona antylopa — zerknął na ulicę, gdzie zwierzę stało sobie na samym środku jak gdyby nic, jakby nie była samobójcą, który wyszedł nagle na pas na autostradzie i liczyła na to, że samochody będa w stanie ją ominąć.
Zerknął na dziewczynę.
— Nic Ci się nie stało? — czyżby mogła wyczuć troskę w jego głosie?
Gabriela R. Blais
rzucik kostką na antylopę
A whole desert heartbeat carved in stone.
: sob wrz 05, 2026 1:31 pm
autor: Gabriela R. Blais
„You still burn can't let it go
Your love hurts more than you know
You took my heaven made it hell
You murder my heart like it was meant to fail.”
Dowiedział się. Trzymała dłoń na brzuchu, jakby samym tym gestem mogła uchronić syna przed tym potworem. Znał jej słabość. Czuły punkt, w który mógłby uderzyć i złamać ją w najokrutniejszy sposób. Miotał się. Widziała to po napiętych mięśniach jego ciała. Po spojrzeniu, które ciągle uciekało z jej twarzy na dłoń, która w czułym geście masowała ledwo widoczną wypukłość.
I jeśli czegokolwiek nauczył ją ten rok spędzony w towarzystwie tego mężczyzny, to tego, żeby nie odzywać się, kiedy był w takim stanie. Nie mogła sobie pozwolić, żeby teraz stracił kontrolę.
Ostatnią rzeczą, o jakiej teraz marzyła, była wspólna przejażdżka Sam na sam w ciasnej przestrzeni auta, ale chuj. Ugryzła się w język, bo już jej się zbierało na kłótnię. Na te kilka ciepłych słów, po których zapewne zajebałby ją tu i teraz. A nie zamierzała umrzeć w takim miejscu. Ten nekrolog wyglądałby zbyt smutno. A ona wyglądałby niekorzystnie na policyjnych zdjęciach. A przecież kilku facetów na bank pochylałoby się nad fotografią mokrej plamy, która z niej zostałaby, próbując ustalić, kto i jak jej to zrobił.
Nawet nie mrugnęła, gdy wyszła na zewnątrz, a on boksował się ze ścianą. Z całej puli możliwości, miło, że to akurat tynk odleciał, a nie jej uśmieszek z twarzy. Nie ogarniała go. Tego, czy był zły, że ciąża pokrzyżowała mu plany. Czy przez to, że to nie jego dziecko, a chciał mieć każdy aspekt jej życia na własność.
Ignorował ją. Rozważała nawet ucieczkę w tej chwili, byle jak najdalej od niego, ale nie oszukiwała się. Te jedyne słowa, które wypowiedział w jej kierunku, nie były propozycją. Usiadła na miejscu pasażera i znudzona obserwowała licznik. Nawet nie trudziła się, żeby podać mu adres. Była niemal pewna, że go zna. Tyle, że nie skręcili w stronę jej osiedla.
- Do kurwy nędzy, co ty robisz?! - na próżno mógłby szukać strachu w jej oczach. Jedynie tę wściekłość, która rosła z każdym kolejnym kilometrem. Kutas, wywiózł ją z miasta. Chciał ich zabić? Bo tak to wyglądało, do cholery! Prawie już wcisnęła się tyłkiem na jego kolana, żeby przejąć maszynę. Wtedy zahamował, a ona poleciała i jebnęła głową o szybę. Bolało. I nawet nie musiała przykładać dłoni do czoła, żeby wiedzieć, że krwawiła. A czoło niestety było na tyle ukrwione, że wyglądało to tragicznie.
Antylopa.
Na środku drogi stała jebana antylopa. I doskonale wiedziała, co mieli przed sobą, bo kiedyś w Botswanie polowała na te zwierzęta z ojcem.
- Boże, też ją widzisz? Kurwa ulżyło mi. Myślałam, że już mam omamy. - patrzyła w kompletnym szoku na zwierzę. Co dziwne, ono nie uciekało. Musiało, więc być przyzwyczajone do widoku ludzi. Albo miało wściekliznę. Tylko skąd w Toronto takie zwierzę!
- Nic? Co ci odwaliło! Jesteś popieprzony! Odpierdoliło ci, jakbyś co najmniej miał zostać ojcem, a ja zagroziła ci wypchaną sraką pieluchą. Opatrz mnie, zanim się wykrwawię. - syknęła, ale wtedy antylopa skoczyła i jak gdyby nigdy nic, stanęła sobie na dachu auta. Kurwa.
Marco Moretti
A whole desert heartbeat carved in stone.
: pn wrz 07, 2026 6:51 pm
autor: Marco Moretti
Czy byłby w stanie ten fakt wykorzystać przeciwko niej? Wbrew pozorom i tego wszystkiego za jakiego go uważała to Marco nigdy by nie skrzywdził kobiety a zwłaszcza tej będącej w ciąży, to była jego sztywna zasada, której się trzymał. On sam odkąd został przywódcą tej całej świty nie krzywdził kobiet, zazwyczaj robili to za niego jego ludzie, którzy mieli ubaw z zabawy z taką zwierzyną. Marco nie widział w tym żadnego ubawu, wręcz przeciwnie. Ta wiadomość jednak w pewien sposób go poruszyła, spowodowała, że wściekłość wzięła nad nim kontrolę.
Rzadko kiedy panował nad sobą i nad swoimi emocjami, akurat tego nigdy się nie nauczył, w pewnych momentach można by i było czytać z niego jak z otwartej księgi. Gabriela akurat miała do tego talent, wiedziała kiedy był wkurzony gdy wracał albo wtedy gdy był zadowolony i rozpierała go energia, prowadzenie interesu nie było łatwym zadaniem i borykał się z wieloma problemami czy zagwozdkami, których ona nie była w stanie zrozumieć.
Czasami zastanawiał się dlaczego właśnie rudowłosa była w stanie wyciągnąć z niego co najgorsze, a jednocześnie co najlepsze, przy niej czuł się jakby był na największym w życiu rollercoasterze, po prostu nie wiedział z której strony zawieje wiatr.
Nie słuchał jej, w tej jednej minucie próbował po prostu się od niej odciąć i nie myśleć, chciał poczuć prędkość swojego samochodu i wsłuchiwać się w ryk silnika, który protestował gdy wciskał gaz do dechy, to byłoby proste, wszystko zgonili by na wypadek, że nie panował nad autem i uderzyli w coś albo wpadli do rowu.
Mógłby zakończyć to wszystko podczas tego jednego ich wspólnego wypadu, chociaż poniekąd nachodzi to bardziej na porwanie niż wspólna przejażdżka.
Tylko, że mimo wszystko Marco nie potrafił i kiedy antylopa pojawiła się na drodze to odruchowo wcisnął pedał hamulca do samej podłogi, aż zabolała go noga.
Zerknął na antylopę, która nie była chyba wzruszona ich widokiem, wręcz przeciwnie ta raczej chciała podejść do nich bliżej, Marco odetchnął lekko.
— Sam myślałem, że mam omamy co do kurwy… — zerknął na jej twarz, jemu nic się nie stało, ale tej ciekła krew zapewne od uderzenia w szybę, nie chciał jej tego zrobić ale skrzywdził ją.
Przełknął ślinę.
— Nic Ci nie będzie, już przestań pani.. — podczas wypowiadania tych słów sięgnął do schowka gdzie trzymał apteczkę, na szczęście miał zabezpieczenia jeśli chodzi o auto i otwierał się on tylko na odcisk jego palca, mogła oprócz apteczki zobaczyć tam także ukrytą broń, zamknął jednak szybko schowek zanim zdążyła cokolwiek zrobić, niby przypadkiem, ocierając się ręką o jej kolano.
Słysząc huk gdy antylopa postanowiła wskoczyć na dach przeklnął bardziej.
— Zniszczy mi auto pieprzone zwierzę — warknął, jednak skupiając swoją uwagę bardziej na dziewczynie niż na tej pieprzonej antylopie, na razie to byli w środku bezpieczni raczej nie przyjdzie jej do głowy fakt, żeby próbować wedrzeć się do środka, wyciągnął z apteczki potrzebne rzeczy do opatrzenia jej, chwytając ją lekko za podbródek, żeby skierowała twarz w jego stronę. — Przysięgam, że jak postanowi jeszcze bardziej zniszczyć mi auto to ją zastrzelę — mruknął sięgając po środek dezynfekujący, którym zwilżył lekko wacik i zaczął przykładać go do rany na jej czole.
Gabriela R. Blais
A whole desert heartbeat carved in stone.
: sob wrz 12, 2026 5:13 pm
autor: Gabriela R. Blais
Nie musiał podnosić na nią ręki. Wystarczyła sama jego obecność w jej życiu. Babranie się w mafijne porachunki było głupotą. Ryzykiem, na które nie mogła sobie teraz pozwolić, a towarzystwo tego imbecyla wprowadzało jej osobę prosto w paszczę lwa. Może i Marco miał swoje zasady, ale znała go na tyle, żeby wiedzieć, do czego był też zdolny pod wpływem gniewu. Nie obawiała się nawet jego. Bardziej jego całej świty, która była niczym gniazdo żmij. To nie byłby pierwszy raz, gdy była na celowniku zwyroli przez swoje kontakty z Marco. Pierwszy raz jednak miała coś do stracenia. A on chciał zniszczyć jej życie.
Toczył w sobie jakąś pojebaną walkę, której nie ogarniała. Widziała to po tym, jak zaciskał dłoń na kierownicy. W jaki sposób naciskał pedał gazu. Nie chciał jej teraz widzieć, ale jednocześnie kazał wsiąść do samochodu, bo chciał ją mieć obok siebie. A to podobno kobiety były skomplikowane. Marco był pojebany. Może nawet mocniej szurnięty od niej samej.
Wyszczerzyła się, gdy szybko zamknął przed nią schowek, w którym miał broń. - Boisz się, że cię okradnę? Że wyceluję w twoją śliczną główkę i pociągnę za spust? - zadrwiła, bo nie mogła sobie darować tego komentarza. Wyciągnęła telefon i zaczęła wymieniać się wiadomościami z kuzynem, gdy Marco opatrywał jej głowę. Głowa ją bolała i zapewne normalna osoba pojechałaby do szpitala, żeby sprawdzić, czy aby nie było wstrząsu mózgu, ale walić to. Póki funkcjonowała i mówiła całkiem na temat, to było git. Antylopa też nie była wytworem jej wyobraźni, więc sytuacja była pod kontrolą. Chyba. A i tak w szpitalu nie podadzą jej nic na uśmierzenie bólu. Po co więc miała siedzieć kilka godzin na SORZE? Starta czasu.
- Podobno z Zoo uciekły zwierzęta. W sumie, to mamy szczęście, że trafiliśmy tylko na antylopę. Chociaż mogłabym cię teraz wykopać z auta za to zapierdalanie. Prosto w paszczę lwicy. - syk wyrwał się spomiędzy jej warg, gdy przyłożył wacik ze środkiem dezynfekującym do jej skóry. - Mój kuzyn twierdzi, że zabujałeś się we mnie skoro tak zareagowałeś. - zamrugała niewinnie, trzepocząc rzęskami w jego stronę. Miała ochotę wyrwać z jego łapsk apteczkę i sama to zrobić, ale nie potrafiłaby się skupić na tym przez ból i krew, która wciąż płynęła po jej twarzy.
- Ujebałam bluzę i spódniczkę. - odparła z wyrzutem w jego stronę, bo gdyby trzymał swoje zapędy na smyczy, to nie znaleźliby się w tej sytuacji. A jej sweet outficik byłby czyściutki. Czy on wiedział, jak ciężko sprać krew z białego materiału? - Po moim trupie. Nie będziesz strzelał do Grzesia. Tak ją nazwałam. Zresztą, jak później to wytłumaczysz policji? W Kanadzie jest surowe prawo i nie można chodzić z bronią po mieście nawet, jak masz pozwolenie. Lepiej się martw, jak to wytłumaczysz ubezpieczycielowi. Zróbmy zdjęcia. I muszę zobaczyć, czy ma wściekliznę. - bo normalnie, to antylopa spierdalała przed ludźmi. Więc istniała możliwość, że była chora. Albo gdzieś było jej stado i nie chciała się ruszać z tego miejsca. Starała się przypomnieć, kiedy antylopy miały ruję, ale w głowie miała pustkę, gdy opuszkami palców badał jej ranę.
- Potrzebne szycie, czy dasz mi plasterek w dinozaury? Albo księżniczki. Na inny się nie zgodzę. - antylopa zrobiła kolejny krok na dachu, a metal ugiął się pod naporem ciężaru.
Marco Moretti
A whole desert heartbeat carved in stone.
: ndz wrz 13, 2026 3:05 pm
autor: Marco Moretti
Nie chciał podnosić na nią ręki, mogła nie wierzyć, ale w więzieniu w pewien sposób się zmienił, poznał inną perspektywę jeśli chodzi o postrzeganie otaczającego go świata, teraz wszystko miało wyraźniejsze barwy a wolność cenił sobie najbardziej. Nawet wizja, że ponownie mógłby wylądować w więzieniu gdyby podpadł kuratorce nie była w stanie go powstrzymać przed jego planami odzyskania pełnej władzy w interesach. Nic nie było w stanie go powstrzymać.
Taki już był, dążył po trupach do celu, ale w tym mogłaby mu pomóc Gabriela, wprawdzie nie wiedziała jeszcze jaką rolę miała do odegrania, ale była ona dla niego ważna pod każdym względem. Uczucie, którym ją darzył miał nadzieję, że tak po prostu zgaśnie przez to, że wsadziła go za kratki, rosła nienawiść ale tamto co do niej czuł… istniało nadal, przez co Marco miał cholerny mętlik w głowie. Z jednej strony chciał się jej po prostu pozbyć ze swojego życia, ale z drugiej chciał ją trzymać blisko siebie, to powodowało, że nie wiedział co ma zrobić i jak się zachowywać.
Wszystko co dotyczyło jej było niczym jedna, wielka skomplikowana gra, jak jazda na rollercoasterze.
— Nie schlebiaj sobie, nie jest nawet nabita — kącik jego ust drgnął lekko, zawsze woził przy sobie broń i amunicję do niej, ale nigdy nie zostawiał w schowku nabitej broni z prostego powodu, nawet taki sprzęt był w stanie czasami sam wystrzelić, a Marco był człowiekiem, który zwracał uwagę na nawet najmniejsze detale. Zawsze miał przygotowany plan gdyby coś poszło nie tak, nauczył go tego jego ojciec, który pod tym względem miał obsesję.
Nie sądził że na obrzeżach Toronto po prostu wpadną na antylopę, chciał po prostu wywieźć ją na krótki moment z miasta i porozmawiać, ale widocznie los miał inne wobec nich plany a jego auta po takim spotkaniu z zwierzęciem akrobatą, zapewne będzie skutkowało kasacją.
— Co to za zoo skoro nie potrafią nawet zadbać o podstawowe bezpieczeństwo? Jak chcesz się spotkać z tą antylopą to tylko musisz wyjść z auta, na pewno będzie milutka w obyciu patrząc na to jak postanowiła zdemolować moje auto — mruknął po chwili i westchnął delikatnie, był jednak wkurzony na tą całą sytuację.
Nie tak miało być.
Jego ręka lekko drgnęła na jej kolejne słowa, a jego oczy na moment zatrzymały się na jej twarzy, kącik jego ust lekko drgnął, ale to nie był standardowy uśmiech, którym ją obdarzał.
— Twój kuzyn to idiota — czy ją kochał? Owszem, kiedyś byłby w stanie to powiedzieć, ale Marco nie mówił o swoich uczuciach otwarcie, zawsze je skrywał bo uczucia były czymś co powodowało, że stawał się celem, a on nie był ofiarą ale drapieżnikiem, który polował na innych. To on w tym wszystkim zawsze rozdawał karty, nawet gdy jego głos w tej chwili nie brzmiał zbyt przekonująco, to skupił się na opatrywaniu jej rany a nie na słowach, które wypowiadała.
Kochał ją.
Kochał ją, ale nie był w stanie się do tego przyznać, bo nienawiść zaślepila wszystko co kiedyś znał.
— Grzesio? Nie mogłaś wymyślić lepszego imienia? A jak to samica? To jak ją nazwiesz? Grzegosława? — prychnął lekko na jej słowa i pokręcił głową wyciągając plaster z apteczki, który po chwili przytwierdził na oczyszczoną już ranę.
Ta kobieta wprowadzi go kiedyś do grobu, z pewnością.
—Nie ma czasu na Twoje wybrzydzanie, pragnę przypomnieć, że mamy dzikie zwierzę na dachu i nie jest tutaj bezpiecznie, a o Twój outfit się nie martw, mam jakieś ubrania w bagażniku, przebierzesz się gdy odpędzimy to dzikie zwierzę — postanowił prostując się w swoim fotelu.
— Dobra, ja odciągnę uwagę tego zwierzęcia, jak ma wściekliznę to lepiej nie podchodzić do niego zbyt blisko, Ty uciekaj w stronę tamtych drzew — wskazał palcem miejsce, które według niego wydawało się bardziej bezpieczne, niż teraz jego auto.
— I nie będę do niej strzelał, po prostu się z nią rozmówię, w końcu to moje auto niszczy — obiecał jeszcze i zanim skończył mówić, otworzył od swojej strony drzwi i wyszedł na zewnątrz obracając się przodem do zwierzęcia, które stało na dachu jego auta, to naprawdę było komiczne.
Czy jest tutaj jakaś ukryta kamera?
Gabriela R. Blais
A whole desert heartbeat carved in stone.
: wt wrz 15, 2026 5:15 pm
autor: Gabriela R. Blais
Wolność. To słodkie uczucie było uzależniające. Niekończąca się ilość możliwości i dróg, które stały przed nią otworem. Marco był typem mężczyzny, który chciał mieć nad wszystkim kontrolę. Ona była szaloną duszą, która wiedziona małym impulsem uciekała wciąż szukając nowej rozrywki. Kilka lat temu dusiła się w ich związku. Szamotała, jak dzikie zwierzę, które uwiązano na smyczy pozbawiając tlenu. Nienawidziła go za to, że odebrał jej wybór. Jednocześnie na swój zwariowany sposób kochała go za ten dreszczyk emocji, który zawsze jej towarzyszył, gdy był w pobliżu. Pchała się w jego ramiona, a później uciekała. A gdy chciał ją mieć na wyłączność, zdradziła w najgorszy możliwy sposób. To nie miało prawa się udać, a jednak... Znowu siedziała obok niego i piekliła się na każdy najmniejszy drobiazg, bo tym ich małym układem, zaciskał coraz mocniej tę małą pętelkę na jej szyi.
To co ich łączyło, ciężko było nazwać. Było irracjonalne i abstrakcyjne. I tak bardzo realistyczne, gdy miała go na wyciągnięcie ręki.
- Zawsze mogłam ci nią przywalić. Nie zaliczyliśmy jeszcze walki na śmierć i życie w aucie, to byłoby coś nowego. - przewróciła oczami na jego słowa i cicho westchnęła. Maniak. Dupek. Jak zawsze nie umiał dobrze się bawić i kompletnie nie znał się na żartach. Gdyby tylko chciała, to zakończyłaby tę ich małą przepychankę jednym telefonem. Ciekawość jednak była pierwszym stopniem do piekła. A w jej życiu tym piekłem był Marco.
- To ty masz ambicję na władzę, więc nie wiem... Może napisz do tego zoo i sam ich zapytaj? Nie przesadzaj. To tylko auto. Gdybyś nie próbował mnie wywieźć chuj wie gdzie, to teraz leżałabym w swoim łóżeczku i oglądała telenowelę. - narzekała dalej, klikając z zawrotną prędkością w ekran, wystukując kolejne wiadomości. Czasami nawet unosiła kącik ust i parskała śmiechem, gdy Madox odpisywał na jej wypociny.
- No nie wiem. Może ma trochę racji? Weź może umów się do niego na porady, co? Bo na razie, to kiepsko ci idzie podrywanie mnie. Spodoba ci się. To taka męska wersja mnie. Mniej urodziwa, ale za to ma większe mięśnie. Więc jeśli jeszcze raz narazisz mnie na coś takiego, to naślę go na Ciebie. - mówiła dalej, ale cały czas uważnie obserwowała jego twarz, starając się wyczytać z niej cokolwiek. Każdą najmniejszą słabość, którą mogłaby wykorzystać w przyszłości na swoją korzyść. Nawet uroczo zmarszczyła nosek na ton jego głosu.
- A kim ty jesteś, żeby oceniać płeć antylopy? Nawet jeśli to samica, to będzie Grzesiem. To zajebiste imię. - skrzywiła się, gdy przykleił plaster do jej czoła, a ona dmuchnęła na przeszkadzający jej kosmyk włosów, który przykleił się do policzka. W końcu wkurzona odsunęła go dłonią i cicho jęknęła, gdy pobrudziła krwią bluzę. - Mam chodzić w twoich ubraniach? Takie rzeczy tylko po dobrym seksie. Nie zamierzam wyglądać, jak patus. Twoje spodnie będą zlatywać mi z dupy, a bluzka będzie na mnie wisieć jak sukienka. Jak będę chciała ci przypierdolić, to prędzej zaplącze się w materiał i wyjebię. - nawet pstryknęła mu palcami przed twarzą, żeby znowu skupił się na niej.
- Mam uciekać? - szok i niedowierzanie. Dla pewności wskazała palcem na siebie. No definitywnie się przesłyszała. - Przecież ty nie masz doświadczenia z dzikimi zwierzętami. I co zrobisz? Nawrzucasz mu? Daj mi broń. Nabitą. Gdzieś musi być stado. - pociągnęła go za dłoń, żeby otworzył ten super tajniacki schowek i dał jej, to czego chciała. Było to jednak jak siłowanie się ze skałą. Ani drgnął. Jak zawsze. Nie mógł jej pójść na rękę, tylko musiał uparciuch tkwić przy swoim.
- Wiesz co, rób co chcesz. Z chęcią popatrzę, jak pozbywasz się antylopy z dachu. - warknęła i przeklinając pod nosem na cały gatunek męski wyszła z tego samochodu. Zerknęła do góry na dach, a cała złość minęła. - Ranna jest. Patrz na jej nogę. To ślad po zębach. Coś polowało na nią. Pewnie biedulka nie może uciekać. Nie możemy zostawić tak Grzesia. - chciała podejść bliżej, ale zwierzę zaczęło w panice się ruszać i jeszcze bardziej demolować dach.
- Musimy zadzwonić po jakieś służby. Jeśli to coś dalej na nią poluje, to zaraz będziemy mieć tutaj Safari. Do bagażnika też jej nie zapakujemy. - może jednak powinni zakończyć cierpienia zwierzęcia?
Marco Moretti