Strona 1 z 2

and we're turnin' the floor into a zoo

: czw wrz 03, 2026 2:03 pm
autor: teddy darling
071.
Po powrocie z Vermont miały jeszcze jeden dzień dla siebie, więc głupio byłoby przesiedzieć całe popołudnie w domu i nie skorzystać z ładnej pogody. W powietrzu czuć już było zbliżającą się jesień, na drzewach zaczynały pojawiać się kasztany, a wraz z końcem wakacji Toronto ponownie tętniło pełnią życia. Nie żeby wcześniej było tu jakoś szczególnie spokojnie, ale ludzie wracali z urlopów do pracy, dzieci ruszały do szkół, więc siłą rzeczy na ulicach zrobiło się jeszcze bardziej tłoczno.
Wróciły do Kanady wypoczęte i chyba z nieco lżejszymi głowami. Taki relaks, oderwanie od codzienności i przede wszystkim szczere rozmowy pozwoliły im rozwiać przynajmniej część wątpliwości. A skoro pewne rzeczy udało się sobie wyjaśnić, nie było przecież żadnego powodu, żeby do nich wracać. Lepiej było zostawić je za sobą i cieszyć się tym, co miały teraz.
Kupiły w budce z napojami coś orzeźwiającego do picia i ruszyły przez drewniany deptak. W pewnym momencie Teddy wyciągnęła telefon, bo ktoś zaczął się do niej dobijać. Była pewna, że to z pracy, ale na ekranie wyświetlił się jakiś nieznany numer. Odebrała i usłyszała sygnał połączenia. Nagle to ona do kogoś dzwoniła. Cholera wie, co się wydarzyło. Jaja se robili? Gdzie ona dzwoniła? Do kogo? Odebrała telefon, bo dzwonił i nagle sama gdzieś dzwoni. Co się stało? Gdzie logika? Jakieś zagięcie czasoprzestrzeni? Zemdlała i oddzwania? Co się, kurwa stało? I co ona by zrobiła, jakby ktoś odebrał? Halo? No halo. No halo? Halo! Taka rozmowa dwóch inteligentów. Technologia ją miażdżyła.
Pewnie jakaś fotowoltaika — wzruszyła ramionami, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni. — Jak pojechałaś po Liarę od Emmy, to wspominała może, czy była już na randce z Donovanem? Próbowałam dopytać tego gnoja, ale on ma tak, że odpowiada na połowę moich wiadomości, a drugiej nie zauważa. Albo nie chce widzieć. Albo mnie po prostu ignoruje. Faceci — wywróciła ostentacyjnie oczami.
Teddy kompletnie nie rozumiała, jak można było odpowiedzieć na jedno pytanie, a drugie bezczelnie pominąć, jakby w ogóle nie zostało zadane. Dla niej było to wręcz niepojęte. Jeśli już ktoś do niej pisał, to przecież odpowiadało się na wszystko. Po kolei. Najlepiej dokładnie. Z kobietami nie było z tym najmniejszego problemu - zawsze odpowiadały na każde pytanie, a przy okazji dorzucały jeszcze milion dodatkowych informacji, o które nikt nawet nie prosił. Nie żeby Darling prowadziła jakieś szczególnie intensywne korespondencje z tymi wszystkimi dziewczynami. Miała przecież koleżanki i znajome z pracy, więc jakieś porównanie posiadała. Zwłaszcza kiedy zestawiała je z grupowym czatem chłopaków z jednostki, na którym strażacy potrafili wysyłać takie bzdury, że Teddy momentami dostawała wylewu. I oczywiście żaden z nich nie widział w tym absolutnie niczego dziwnego. Najwyraźniej mężczyźni mieli własne zasady komunikacji, których strażaczka nie znała, nie rozumiała i chyba nawet nie chciała poznawać.
A może zeszli się w tajemnicy przed nami i nie chcą nam nic powiedzieć? — zamyśliła się na moment. Nie. To niemożliwe. Jett na stówę od razu wszystko by jej wypaplał. A może nie? Ostatnio przecież niewiele jej się zwierzał. Nieważne, że prawdopodobnie zwyczajnie nie miał z czego. Teddy już zdążyła dopisać sobie całą resztę i zaczynała budować własne teorie. Jeszcze chwila, a dojdzie do wniosku, że Donovan i Burnett potajemnie się zaręczyli, wzięli ślub i właśnie wybierają imiona dla pierwszego dziecka. I to wszystko podczas ich kilkudniowej nieobecności!

April 🦧

and we're turnin' the floor into a zoo

: czw wrz 03, 2026 6:19 pm
autor: April Finch
55
Odpoczynek w rodzinnym mieście potrafił zadziałać tak samo dobrze jak ten na wyjeździe. Ważne, by dać sobie porządną okazję do wyluzowania, a nie tylko udawać. Należy się wyspać i spróbować wyrzucić z głowy troski, a nawet taki czas spędzony w mieszkaniu i jego okolicach może okazać się zbawiennym. April nawet nie podejrzewała, jak bardzo tego potrzebowała. Czy ten wypadek, w którym brały udział, aż tak na nią wpłynął? Najwyraźniej. Nie zastanawiała się nad tym na co dzień i zakładała, że wszystko odeszło gdzieś w głąb jej umysłu, ale jednak krótki odpoczynek w Stanach sprawił, że poczuła się totalnie rozluźniona, jakby ktoś zdjął jej z barków ogromny ciężar. Znikąd przecież tam się nie wziął, a w jej zyciu nie wydarzyło się ostatnio poza tym nic przełomowego. Wiadomo, że miały swoje wzloty i upadki w relacji, podobnie zresztą było w pracy, ale to nie były rzeczy zmieniające trajektorię życia. To po prostu była codzienność.
Oby czas spędzony w Toronto był dla nich łaskawy. Chciała po prostu miło go spędzić, zanim wrócą do pracy i obowiązków. Nie miała ochoty na żadne niespodziewane wydarzenia, które w pałach się ludziom nie mieściły. Ochoczo przystała na propozycję spaceru, bo to brzmiało jak najbardziej zwyczajny pomysł świata. Po prostu sobie pochodzą, odetchną innym powietrzem niż miały w mieszkaniu i nacieszą się ostatnimi momentami, w których słońce pamiętało o istnieniu Kanady. Zaraz zrobi się jesień, a tutaj to właściwie praktycznie to samo, co zima i trzeba będzie w tym wszystkim wytrwać do wiosny. Tyle dobrego, że razem!
— Chyba nie byli. Na bank by mi powiedziała. Znaczy nie wiem... chyba? Tak zakładałam, ale jak twierdzisz, że Jett ma przed tobą nagle jakieś tajemnice, to już sama nie wiem — mruknęła niezadowolona i pociągnęła łyk napoju o smaku yerby, który sobie kupiła. Emma może tak generalnie nei była największą gadułą na świecie i potrzebowała czasu, żeby się otworzyć, ale kiedy już to zrobiła, to nie miała hamulców. Mówiły sobie od lat absolutnie wszystko, więc czemu to miałoby się teraz zmienić?
— Wiem, że spędzili jakiś wieczór wisząc na telefonach, ale tego bym nie liczyła jako pełnoprawną randkę. Może to my im popsułyśmy plany tymi wyjazdami? — zażartowała, spoglądając na narzeczoną z udawanym przejęciem. Nie było żadną nowością, że gdy jedna z osób z duetu nie pojawiała się w pracy z jakiegoś niestandardowego powodu, to ta druga prawdopodobnie musiała ją zastąpić. Dobrze, że się chociaż w tym wymieniali. Teddy też była gotowa zbierać dyżury za Donovana, a April nigdy nie odmówiła Emmie urlopu, kiedy o niego prosiła. A poza tym to przecież nie były w tym Vermont aż tak długo, niech nie dramatyzują.
— Pewnie masz rację — przyznała odruchowo, przyglądając się jakiejś emerytce, która siedziała na ławce i rzucała patyk swojemu wiekowemu pieskowi. Kundelek lata świetności miał za sobą, ale bardzo dzielnie dreptał nosząc badyla w tę i nazad.
— Ale w sumie czemu by mieli? — dopytała, przenosząc wzrok na narzeczoną. Nie widziała żadnego powodu do budowania takich tajemnic, a już na pewno nie w takiej sprawie. Przecież nikt tak żywo nie kibicował tamtej parze jak te dwie.

teddy darling

and we're turnin' the floor into a zoo

: czw wrz 03, 2026 7:07 pm
autor: teddy darling
Dorosłe życie ssało, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Teddy trwała jednak w przekonaniu, że ze wszystkim sobie poradzą. April wystarczająco zapewniła ją o tym, że nie spierdoli, kiedy zrobi się zbyt trudno, ani nie zostawi jej tylko dlatego, że Darling miała taką, a nie inną pracę. Żadna też nie planowała w najbliższym czasie umierać, co było bardzo wspaniałomyślne z ich strony. Naprawdę nie pozostało im nic innego, jak zostawić to wszystko za sobą i wyjść na spacer bo dzisiaj świat wygląda inaczej. Udało im się zregenerować baterie w Vermont, to jeszcze musiały tylko odświeczyć głowy, zanim rzucą się w wir codziennych obowiązków.
Nie ma przede mną tajemnic, ale odpowiada na moje wiadomości wymijająco — podkreśliła, co akurat było istotne. Gdyby Jett po prostu jej nie odpisał, pewnie wzruszyłaby ramionami i uznała, że jest zajęty. Ale Donovan odpowiadał! Tylko że robił to tak, jakby za każdym razem bardzo dokładnie zastanawiał się, ile właściwie powinien jej powiedzieć. A to już było podejrzane.
Nigdy nie mieli przed sobą większych sekretów. Mówili sobie właściwie o wszystkim - nawet o rzeczach, o których prawdopodobnie obaj mogliby spokojnie nie wiedzieć. Teddy znała jego życie na tyle dobrze, że czasami wystarczyło jedno zdanie, żeby zorientowała się, co naprawdę chodziło mu po głowie. Tak samo działało to w drugą stronę. Wiedział, kiedy coś ją gryzło, nawet jeśli udawała, że wszystko jest w porządku. Wiedział, kiedy była wkurwiona, kiedy coś ją bawiło i kiedy próbowała zbyć go jakiś temat głupim żartem. Nikt nie znał Teddy tak dobrze jak Donovan. Poza Finch, oczywiście. April znała ją jeszcze lepiej, ale to akurat było oczywistą oczywistością. Była jej narzeczoną, ich związek zrodził się z przyjaźni, więc trudno byłoby konkurować z kimś, kto miał dostęp do Darling dwadzieścia cztery godziny na dobę i dodatkowo znał wszystkie jej najbardziej żenujące nawyki. Donovan musiał zadowolić się drugim miejscem. I chyba całkiem nieźle sobie na nim radził!
Widzisz, tego mi nie powiedział! — uniosła się trochę, kiedy okazało się, że Emma i Jett wisieli na telefonie przez całą noc. — O matko, a jak tak było? Jak mieli wtedy coś nagrane, ale przez nas nie udało im się spotkać? Teraz czuję się z tym okropnie! — zacisnęła usta w wąską linię. Musiała to jakoś naprawić. Koniecznie. Najlepiej natychmiast. W głowie już układała plan naprawczy. Obieca Jettowi, że weźmie za niego dwa dyżury z rzędu, żeby mógł zabrać Burnett w jakieś świetne miejsce. Może nawet trzy, jeśli będzie trzeba. Toronto miało przecież wystarczająco dużo miejsc, w których można było zrobić coś romantycznego, a Darling z pewnością znalazłaby coś, co nie wyglądałoby jak desperacka próba odkupienia win. Chociaż, znając życie, pewnie właśnie tak by wyglądało.
Spojrzała z uniesionymi brwiami na zamyśloną April, która niby jej słuchała, ale jednocześnie wyglądała, jakby myślami znajdowała się gdzieś bardzo daleko. Może nawet w innym wymiarze. Teddy przez chwilę zastanawiała się, czy powinna ją z tego wyrwać, ale zaraz potem April ocknęła się i przeniosła wzrok z emerytki na strażaczkę, która oodetchnęła w duchu z ulgą. Dobrze, że była jeszcze dla niej bardziej interesująca niż tamta babcia. Jeszcze tego brakowało, żeby własna narzeczona zaczęła ją ignorować na rzecz jakiejś starszej pani. Darling miała wystarczająco dużo powodów do kompleksów bez dokładania sobie konkurencji w postaci emerytki.
Nie wiem, może się trochę wstydzą? — zapytała niepewnie. Ale czego tu się właściwie wstydzić? Przecież gdyby wiedziała, to nawet by się nie wtrącały. No, może rzuciłyby jakimś głupim komentarzem, bo trudno było oczekiwać, że przepuszczą okazję do podśmiechujek, ale poza tym dałyby im święty spokój. A przynajmniej próbowałyby.
Patrz, jaki owłosiony chłop. Ma więcej włosów na plecach niż ja na głowie — rzuciła nagle, dokonując znacznie ważniejszego odkrycia, niż to, dlaczego Jett nie chciał powiedzieć jej o całonocnej rozmowie z Emmą. Ruchem głowy wskazała na pobliskie drzewo, pod którym tyłem siedział jakiś gość z całą masą włosów na plecach.
Teddy chyba nigdy w życiu nie widziała czegoś podobnego. Facet wyglądał, jakby postanowił zaprezentować wszystkim swoją imponującą kolekcję futra. Darling aż zmrużyła oczy, próbując ocenić, czy naprawdę widzi to, co jej się wydawało.

April 🦧

and we're turnin' the floor into a zoo

: czw wrz 03, 2026 8:46 pm
autor: April Finch
Wydała z siebie pomruk zamyślenia, próbując zgadnąć, czemu Donovan się tak zachowywał. To chyba faktycznie było po prsotu zachowanie przypisane do mężczyzn. Ale tylko tych heteroseksualnych. Finch nie miała takiego problemu z swoim gejem. Z żadnym gejem, którego posiadała, a posiadała ich wielu! Nie no bez przesady, byli wolnymi ludźmi. Względnie. W każdym razie odpowiadali w dużo bardziej zaangażowany sposób, a przynajmniej swoim przyjaciółką. Bardzo różnie bywało z ich chłopakami albo innego rodzaju situanshipami, ale nikt przecież nie potrafi kręcić takich dram jak geje. Burzliwe związki Finch chowały się przy codziennych opowieściach jej kolegów. Z tym, jak zachowywał się Donovan, trzeba się po prostu pogodzić. April przeczuwała, ze wcale nie robił tego specjalnie ani bardziej niż dotychczas. Po prostu był sobą, a one dopisywały sobie do tego teraz jakieś niestworzone historie. Oczywiście wychodzi na to, że wszystko jego wina, więc powinien się wstydzić.
— Jakby mieli coś nagrane, to by przecież dali znać i to my mogłybyśmy przełożyć wyjazd, no coś ty — zapewniła od razu, bo nie chciała, by narzeczona obwiniała się za urlop. Nie miała wątpliwości, że Emma dałaby jej znać, gdyby miała coś przeciwko temu. Wbrew pozorom potrafiła się jej postawić! Z drugiej strony zrobiłaby wszystko, żeby pomóc Finch w trudnej sytuacji, a mogła za taką uznać ten ostatni pieprzony wypadek. April jednak się na tym nie skupiała, więc nawet nie zakładała, ze to mogło cokolwiek zmienić. Wszyscy byli przecież dorosłymi ludźmi, mogli się jakoś dogadać w taki sposób, żeby obie pary były zadowolone. Zawsze da się coś wykombinować z grafikiem, nawet w jednostce. Tym bardziej, że manipulowaliby dwoma grafikami, którymi mogliby się uzupełniać.
Najbardziej lubiła skupiać się na Teddy. Robiła to zdecydowanie najczęściej. Po prostu jej uwaga czasem krążyła wokół jak szalona, odbijając się od przypadkowych przedmiotów i zjawisk. April właściwie była do tego już przyzwyczajona, miała tak odkąd pamięta. Potrafiła jednak dość sprawnie poświecić całą uwagę z powrotem narzeczonej, gdy tylko ta się odezwała. Utrudniła nieco sprawę, bo najpierw zasugerowała, że powinna patrzeć na nią, bo przecież się odezwała, a potem kazała jej patrzeć na jakiegoś faceta. I to owłosionego! To w ogóle nie brzmiało zachęcająco, ale April odwróciła głowę tak czy siak. To taki odruch, jak patrzenie na kraskę albo na kogoś, komu strasznie źle idzie.
Przekrzywiła głowę, nieco zmieszana. To naprawdę był mega owłosiony chłop. A może to było po prostu takie futro albo sweter? Ale kto założyłby coś takiego latem? Facet zachowywał się dziwnie. Ciężko oddychał i w ogóle był jakiś taki nienaturalnie masywnie. Drapał się po głowie jak jakiś skończony wieśniak. Albo zwierzę. Chwila, co? April powąchała napój, który miała w butelce. Pachniał normalnie. Chyba niczego jej tam nie dosypali.
— Teddy ja chyba do reszty zwariowałam, normalnie widzę małpę, dzwoń po pogotwanie — jęknęła załamana, wystrzeliwując te słowa na jednym oddechu. Naprawdę było z nią ciężko. Jej umysł nigdy nie dotarł aż do takiego dna, żeby miała haluny w środku dnia.

teddy darling

and we're turnin' the floor into a zoo

: czw wrz 03, 2026 11:12 pm
autor: teddy darling
Teddy, jak to Teddy, od razu zaczęła się zastanawiać, czy w którymś momencie nie sprawiła Jettowi jakiejś przykrości. Może powiedziała coś nie tak? Albo nie uznała, że mem, na którego nie zareagowała, był wystarczająco zabawny? Cholera go wie. Chyba po prostu musiała pogodzić się z faktem, że faceci tacy są. Dobrze, że nigdy z żadnym nie była, bo musiałaby wtedy wszystkiego się domyślać, a wiadomo nie od dziś, że Darling w snuciu domysłów nie była najlepsza. Zaraz coś wyolbrzymiała albo - co chyba było najgorsze - w ogóle nie zauważała problemu. Trzeba było mówić jej wszystko prosto w twarz, a nawet wtedy nie zawsze wiedziała, o co chodzi.
Mam nadzieję — westchnęła tylko pod nosem. Oczywiście, że się obwiniała. Ten typ tak ma. A właściwie ta typiara. Teddy zawsze chciała zrobić wszystkim dobrze, a przecież nie zdoła uszczęśliwić całego świata.
Całe szczęście, że miała taką April, która sprowadzała ją na ziemię, kiedy akurat nie wystrzeliwała jej w kosmos. Narzeczona zawsze wiedziała, co powiedzieć, żeby ją uspokoić. Jej argumenty były całkiem sensowne. Przecież zarówno Donovan, jak i Burnett daliby znać, gdyby coś im nie pasowało. Ale że wisieli przez całą noc na telefonie? To akurat było niezmiernie ciekawe! Strażaczka pewnie zaczęłaby dopytywać o szczegóły, licząc na to, że Finch powie jej coś więcej, gdyby nie ten owłosiony chłop.
Ogólnie włosy to normalna rzecz, nie? Nic nikomu do tego, czy ktoś się goli, czy nie. Najważniejsze, żeby czuć się komfortowo. A ten koleś musiał czuć się zajebiście komfortowo, skoro w ogóle nie przejmował się swoim futrem na plecach. No i fajnie! Nie wiesz, kim być? Bądź sobą! Nie Rysiem Ochódzkim, nie Kubą Wojewódzkim. Kim była Darling, żeby kogokolwiek oceniać? Każdy miał prawo wyglądać tak, jak chciał. Nawet jeśli wyglądał, jakby zamiast pleców miał sobie zaraz wyhodować niedźwiedzia.
Co takiego? — spojrzała na narzeczoną z niedowierzaniem. — O czym ty mówisz? — z ust wyrwało jej się ciche parsknięcie. Zaraz jednak spoważniała i natychmiast przystawiła dłoń do jej czoła, chcąc się upewnić, czy nie ma gorączki. Biedna, strasznie majaczyła. Może w tych Stanach złapała jakiegoś dziwnego wirusa, który w zawrotnym tempie pożerał jej ostatnie, dwie szare komórki? — Dobrze się czujesz, April? — dopytała jeszcze, tym razem dociskając do jej czoła usta. Nie no, temperatura była w w porządku.
Wróciła spojrzeniem do faceta i znów zmrużyła oczy. Jezus Maria, czy Teddy zaczynała już ślepnąć i potrzebowała okularów? Zawsze miała sokoli wzrok, ale teraz już nie była tego taka pewna. Faktycznie, ten gość zachowywał się jakoś dziwnie. Kto normalny uderzał pięściami wielkimi jak bochen chleba o ziemię, a potem własną klatą? Tylko Tarzan.
Słuchaj, możesz mieć rację — stwierdziła w końcu, pociągając łyk oranżady z butelki. — To chyba jest małpa. I to jakaś taka wielgaśna. Chodź, podejdziemy trochę bliżej — złapała ją za rękę i pociągnęła do przodu. Oczywiście nie zamierzała podchodzić zbyt blisko, nie była aż tak głupia.
Na pewno będą musiały to gdzieś zgłosić. Co jest z tymi ludźmi? Przecież przy brzegu kręciło się mnóstwo spacerowiczów, dlaczego żaden z nich nie zareagował? Pewnie też myśleli, że to po prostu owłosiony chłop. Nie znali się na małpach, zupełnie jak strażaczka. Ona akurat jedną trzymała za rękę, ale zwracała się do niej w taki sposób tylko, żeby się podroczyć, kiedy Finch wspinała się na wyżyny swojej złośliwości.

April 🦧

and we're turnin' the floor into a zoo

: pt wrz 04, 2026 9:51 am
autor: April Finch
Wierzyła, że ich przyjaciele mają na tyle oleju w głowie, żeby nikomu nie szkodzić, jeżeli nie było to konieczne. Na pewno nikt na nikogo się w tej konfiguracji nie obraził. W duetach stanowili wyjątkowo zgrabne grupki, a nawet jako czwórka coraz lepiej dawali radę. Czas spędzony nad jeziorem wyszedł im przecież na dobre. April była pewna, że mogliby się jeszcze nie raz i nie dwa doskonale bawić w sowim gronie. Miała nadzieję, że dostaną więcej okazji do przetestowania tego, bo ten jeden przypadek to troszeczkę za mało. Teraz, kiedy wiedziała, jak oszczędny w słowach był Jett, wiedziała, że musi skupić się na wyciągnięciu informacji z Emmy. Najwyżej wyda jej polecenie służbowe, że ma wszystko powiedzieć i zamknąć mordę. Nie, chwila. Te dwie rzeczy jednocześnie mogą się nie udać. Taka właśnie była z Finch szefowa od siedmiu boleści! No dobra, nie była aż taka najgorsza na świecie, po prostu czasami jej polecenia były nieprecyzyjne. Popracuje nad tym, ale ostatecznie wszystko z niej wyciągnie i nie będzie przejmować się, że to według ich kadr pewnie podchodziłoby pod mobbing.
Teddy zaczęła sprawdzać, czy z jej organizmem jest wszystko w porządku, a ona właściwie już witała się z gąską. Skoro jej umysł wędruje w tak dziwaczne strony bez żadnego powodu, to naprawdę był jej koniec. Potrafiła sobie wyrażać najgłupsze rzeczy w najdziwniejszych momentach, ale to zawsze była jej decyzja. Teraz nie chciała ani żadnego owłosionego mężczyzny, ani nawet małpy. Chciała mieć święty spokój, na który przecież zasłużyła. Zastanawiała się, czy w szpitalu uszanują jej wegetarianizm i czy w ogóle będzie miała okazję doczekać do pierwszego posiłku, czy podadzą jej od razu pawulon. Oby potem wzięli wszystkie organy i porozdawali na prawo i lewo. Wielokrotnie powtarzała narzeczonej, żeby w razie czego zgodziła się na oddanie wszystkiego, co będzie się nadawało do przetwarzania, bo przecież po jaką cholerę jej to wszystko po śmierci?
Problem w tym, że Teddy chyba też już do reszty odkleiło i zaczęła widzieć to samo, co Finch. To się nazywa udana para, nawet halucynacje miały wspólne! Jakby tego było mało, zaczęła ją w stronę tych halunów ciągnąć. Co to w ogóle za pomysł dziwaczny? Tak się chyba nie powinno reagować na swoje zaburzenia. Uniosła zaskoczona brwi i podeszła kawałek ze strażaczką, nawet nie ogarniając umysłem, że mogłaby się zatrzymać.
— Poczekaj. Chwila. Moment. Co do kurwy? — zakomenderowała, gdy wreszcie zdała sobie sprawę, że podchodzenie bliżej to jakiś absurd. Podobnie jak obecność małpy w okolicy. Zamrugała nerwowo, ale zwierzę nie zniknęło. Siedziało jak wcześniej, drapiąc się leniwie pod pachą.
— Czy to jest orangutan? Teddy, co tutaj robi orangutan? Jak to jest jakaś twoja nowa metoda, żeby zaskoczyć mnie oświadczynami, to chyba cię pogięło — zaznaczyła ostrożnie i zaczęła się rozglądać wokół, szukając jakiejś ukrytej kamery. Nic z tego. Wokół było zresztą dość pustawo. Kawałek dalej jakiś mężczyzna zatrzymał się gwałtownie na środku deptaka i zaczął wpatrywać się w małpę kompletnie skołowany. To plus. Nie widziały jej jako jedyne.

teddy darling

and we're turnin' the floor into a zoo

: pt wrz 04, 2026 11:48 am
autor: teddy darling
Gdyby była przełożoną Jetta, też zmusiłaby go do gadania, grożąc zwolnieniem dyscyplinarnym. Niestety byli sobie równi, a Donovan miał tę przewagę, że pracował w jednostce dłużej. Będzie więc musiała po prostu jakoś go podejść, żeby wszystko jej wypaplał. Nie no, przecież nie będzie go ciągnąć za język. Jak będzie chciał, to sam powie. A jak nie, to go pobije. Wtedy może Jett już nic nie powie, bo będzie leżał w śpiączce pod aparaturą, ale za to April przekaże jej wszystkie informacje, które wyciągnęła od Emmy. Co prawda do randki może już nie dojść, bo Donovan skończy w stanie wegetatywnym, ale przynajmniej będą wiedzieć co i jak.
Obie widziały małpę, więc chyba obie zwariowały. W kupie zawsze raźniej! Może dostaną w zakładzie psychiatrycznym jeden pokój i będą mogły trzymać się za ręce, opowiadając sobie, jakie jeszcze zwierzęta widzą? Tylko ci pojedynczy ludzie, którzy zatrzymywali się obok, również wskazywali palcami na małpę. A może to je wytykali palcami, bo miały wypisane na czołach, żeby były jebnięte?
No chodź, chcę zrobić zdjęcie — znowu pociągnęła ją za sobą. Patrzcie ją, Teddy niby taka odważana, a sama podejść nie chciała. Ona po prostu dbała o to, żeby narzeczona też miała dobry widok. Musiały się upewnić, czy wzrok jednak nie płata im figli. Co, jak wspomniany orangutan okaże się jednak chłopem? Będzie im strasznie głupio, że tak go zwyzywały.
Wyciągnęła telefon z kieszeni, ale zaraz zaczęła sprawdzać torontońskie serwisy informacyjne. Nagłówki trąbiły, że w zoo doszło do ucieczki zwierząt i te rozsiały się po całym mieście. Darling przekręciła ekran w stronę Finch, żeby przekazać jej wieści. Trzeba było zostać w Vermont.
Na pytanie o to, czy to jest jej nowa metoda na oświadczyny, spojrzała na nią z wysoko uniesionymi brwiami, ale zaraz uśmiechnęła się szeroko.
Nie wiem. Może? — wyszczerzyła się jeszcze bardziej i zacisnęła palce na jej dłoni. — Wyjdziesz za mnie, April? — rzuciła całkiem poważnie, bo przecież wszystkie ich oświadczyny były poważne. Nawet te w najbardziej randomowych momentach, a to był właśnie jeden z nich.
Teraz żałowała, że wcześniej o tym nie pomyślała. Mogłaby przecież wynająć jakiegoś wyszkolonego orangutana, który podszedłby do nich z pierścionkiem. Taka atrakcja pewnie kosztowałaby fortunę, ale zdecydowanie byłaby warta swojej ceny. Orangutany były przecież bardzo mądre - używały patyków do wyciągania owadów, liści jako parasoli, a nawet różnych przedmiotów do otwierania pojemników! Na pewno ten tutaj potrafiłby podrzucić im pierścionek. A kto wie, może nawet od razu udzieliłby im na miejscu ślubu?
Wygląda całkiem przyjaźnie. No sama zobacz. Cyknę mu kilka fotek i już dzwonię na numer alarmowy — obiecała, nakierowując obiektyw na małpę, która akurat zerknęła przez ramię.
Chyba dopiero teraz zarejestrowała, że została zauważona, bo poruszyła się gwałtownie, przekręciła całe masywne cielsko i usiadła przodem do deptaka. Darling odruchowo cofnęła się o krok, ale orangutan nie wyglądał, jakby miał zamiar poderwać się z miejsca i rzucić się na nie z łapskami. W jednej ręce trzymał jakiegoś kwiatka, którego skubał z niesamowitym zaangażowaniem, a drugą znów podrapał się pod pachą. Nagle stał się bardzo zainteresowany tym, co działo się wokół i pewnie zastanawiał się, dlaczego te dwie baby tak się na niego lampiły.

April 🦧

and we're turnin' the floor into a zoo

: sob wrz 05, 2026 11:52 am
autor: April Finch
Ta cała wycieczka do Vermont nie miała aż takiego wielkiego sensu, skoro w środku Toronto też można było znaleźć takie niesamowite okazy. Nie no, do Stanów poleciały głównie po to, żeby zobaczyć wreszcie na żywo swoją adoptowaną krowę. To jednak trochę co innego. Małpa, do której Teddy tak strasznie chciała podejsć, nie miała z nimi nic wspólnego. Chyba. A może to jednak jakaś daleka rodzina? Nie no, orangutany tak chyba nie działają. To szympansy były bliskie ludziom, prawda? Finch już sama nie wiedziała, co jest prawdą i jak funkcjonuje biologia. W ramach jej spokojnego świata niespecjalnie mieściła się dzika małpa chodząca po ulicach.
— No to nieźle. Pomysł wypuszczenia ich z zoo był całkiem w porządku, ale tak na wolność w wielkim mieście? To trochę jednak debilizm, nie uważasz? — Westchnęła ciężko, gdy narzeczona pokazała jej wiadomości. Plan organizacji opierał się na dobrych intencjach, ale wyegzekwowanie go nie było najmądrzejszym sposobem świata. Tym zwierzakom mogło się przecież coś stać. Ktoś może je w każdej chwili potrącić albo zrobić jakieś inne okropieństwo. Poza tym to przecież dla nich dodatkowy stres. Akurat ta konkretna małpa wyglądała na wyluzowaną, ale na pewno trafią się też egzemplarza, które nabawią się tylko siwej sierści. April wyjęła telefon i też zrobiła małpie kilka zdjęć, bo trudno było się powstrzymać. Przecież taka okazja się już nie powtórzy. Chyba.
— Oczywiście, że za ciebie wyjdę, głupku. — Pokręciła głową z rozbawieniem, gdy narzeczona podłapała jej pomysł. Miała nadzieję, że strażaczka nie miała nic wspólnego z tą akcja dywersyjną, ale z samych oświadczyn była bardzo zadowolona. To upewnianie się w postanowieniu, że chcą za siebie wyjść, chyba nigdy jej się nie znudzi. A przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Ani razu jeszcze nie pomyślała, że to jakieś głupie albo niepotrzebne. Wręcz przeciwnie! Zawsze rozpływała się jak czekolada na słońcu. Wszystko jedno, czy to ona prosiła Darling o rękę, czy na odwrót. Była po prostu niepoprawną romantyczką.
— Nie jest chyba żadną krwiożerczą małpą — zgodziła się, obserwując dalej zwierzaka. Orangutan sprawiał wrażenie nieco pogubionego. Pewnie był już przyzwyczajony do widoku ludzi, ale pewnie też dziwił się, dlaczego tym razem ludzie nie są za kratami. To bardzo niebezpieczne tak puszczać ludzi samopas! Temu gatunkowi nie można przecież ufać, zawsze odwali coś absurdalnego, a potem wszyscy muszą ponosić tego konsekwencje.
Oderwała wzrok od orangutana i spojrzała na telefon, na który dostała jakąś wiadomość. Prychnęła rozbawiona pod nosem i od razu odpisała, dołączając zdjęcie. Następnie obróciła ekran w stronę narzeczonej.
— Wyłapywanie tego wszystkiego to będzie masakra — zauważyła, pokazując filmik zrobiony przy mieszkaniu Burnett. Dziewczyna nagrała pancernika siedzącego obok kosza na śmieci. Powinny się cieszyć, że obie miały dzisiaj wolne, bo Teddy na pewno musiałaby teraz latać za tymi wszystkimi futrzakami. I tymi bez futra też.

teddy darling

and we're turnin' the floor into a zoo

: sob wrz 05, 2026 2:17 pm
autor: teddy darling
Gdyby wiedziały, że takie atrakcje czekają na nie w Toronto, nie musiałyby nigdzie lecieć. Mogły odłożyć wycieczkę na kiedy indziej, bo Theodorze Apreddy z pewnością było wszystko jedno, kiedy dokładnie ją odwiedzą. Wątpliwa sprawa, żeby krowa w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, kim dla niej były. Ale oczywiście w tym kilkudniowym urlopie chodziło o coś zupełnie innego! Przede wszystkim miały oderwać się od przykrego zdarzenia, w którym przyszło im uczestniczyć, a przy okazji doznać przemiany duchowej. Czy się udało? Trudno stwierdzić. Teddy czuła się dokładnie tak samo jak miesiąc wcześniej.
Uważam. Ale jeśli to faktycznie sprawka tych eko świrów z Wild Exit, to nie spodziewałabym się po nich niczego mądrzejszego — skrzywiła się lekko. Organizacja może i miała dobre zamiary, ale chyba nie wzięła pod uwagę, że większość tych zwierząt urodziła się już w niewoli i nie miała pojęcia, jak zachować się w takich warunkach. A to nawet nie była dzicz, tylko betonowa dżungla! Nie dość, że były zdezorientowane, to mogły kogoś zaatakować albo zrobić sobie krzywdę. Strasznie durna ta akcja. Ktoś na pewno za to beknie.
Darling nie była aż tak durna, żeby wpaść na pomysł wypuszczania zwierząt z klatek. A przynajmniej nie w takiej ilości! Przecież media podawały, że nawiało ponad pięćdziesiąt różnych gatunków. Co prawda na jarmarku świątecznym miały z April plan, żeby zakraść się w nocy do zagrody i uwolnić renifery, ale ostatecznie nigdy do tego nie doszło. Za to one doszły kilkakrotnie.
Ucieszyła się ogromnie, kiedy Finch przyjęła zaręczyny. Zupełnie jakby był to pierwszy raz, kiedy jej się oświadczała! Ciekawe, czy po ślubie dalej będą prosić się wzajemnie o rękę? Miała nadzieję, że tak i że będą to robić do końca świata. I jak odrodzą się w innych wcieleniach. Obie były romantyczkami. Akurat świetnie się składało, bo chyba takie gesty nie działałyby, gdyby jedna z nich ich nie podłapywała albo kręciła z politowaniem głową, uznając, że to żałosne.
One chyba ogólnie nie są agresywne, dopóki nie zostaną sprowokowane — stwierdziła, robiąc zdjęcie pod innym kątem, żeby również rozesłać je znajomym. Pancernik, którego Emma wysłała April był uroczy! I chyba wcale się nie bał, bo Burnett cyknęła mu fotkę z dość bliska. Jakby nie patrzeć, to większość tych zwierząt obcowała na co dzień z ludźmi, ale wielkomiejski gwar musiał je mocno przytłaczać.
O nie! Na stówę nie zdołają ich dzisiaj wszystkich wyłapać. Wiesz, co to oznacza? Że przez najbliższy tydzień będę się za nimi uganiać — wydęła usta w podkówkę. W tym wszystkim uświadomiła ją nie tylko narzeczona, ale też wiadomość od Carver, która po latach pracy w 67 jednostce wróciła na stare śmieci. Już dzisiaj mieli tam burdel na kółkach. Trzeba było odpowiadać na każde zgłoszenie i zabezpieczać tereny, na których zauważono zwierzaki, a te przecież bez przerwy się przemieszczały! Ledwo jedna ekipa dotarła na miejsce, żeby zająć się jakimś uciekinierem, a już pojawiało się kolejne zgłoszenie kilka ulic dalej. I tak w kółko. Teddy zaczynała podejrzewać, że szybciej będzie, jak nauczą się żyć z dzikimi zwierzętami spacerującymi po Toronto, niż faktycznie wszystkie wyłapią.
Nagrała jeszcze krótki filmik, na którym orangutan drapał się po brzuchu, po czym wykręciła numer podany w internecie. Nie powinna była się dziwić, że linia była zajęta, a jednak i tak się zdziwiła. No i co teraz? Mogła napisać do kolegów, ale przecież żaden z nich nie mógł przyjechać bez wcześniejszego zgłoszenia.

April 🦧

and we're turnin' the floor into a zoo

: pn wrz 07, 2026 12:54 pm
autor: April Finch
Pokiwała głową ze smutkiem, zgadzając się w kwestii tych ekologicznych świrów. Przykro jej było, że taka organizacja popisuje się czasem taką głupotą. Prawa zwierząt były dla niej bardzo ważne i z przyjemnością popierałaby kogoś, kto walczy o nie w taki sposób, by uczynić dla nich jak najlepiej. Jak jednak zgadzać się z kimś, kto naraża zwierzaki na niebezpieczeństwo? Przecież to jest skrajny debilizm. Była zirytowana, że dopuścili się czegoś takiego. Jak to miało komukolwiek pomóc? To będzie wielkie szczęście, jeżeli żaden zwierzak nie ucierpi bardziej niż stresowo! Jak potem ludzie mieli traktować na poważnie postulaty jakichkolwiek osób zainteresowanych ekologią i dobrostanem zwierząt, jak tacy wariaci wyprawiają takie głupoty? Szkoda gadać!
— Czyli musimy być dla niego uprzejme? — dopytała trochę dla żartu, a trochę na poważnie. Domyślała się, że do sprowokowania takiej małpy trzeba czegoś więcej niż wyszukanych inwektyw, ale nie miała w planach rzucać w nią własnymi odchodami, ani nawet demonstracyjnie bić się po klacie. W ogóle nie chciała wchodzić w żaden konflikt z orangutanem. Wydawał się być spoko ziomeczkiem, więc czemu miałaby psuć mu dzień? Tak czy siak to wszystko musiało być dla niego strasznie skomplikowane, więc nie ma co chłopaka dobijać. Zastanawiała się przez moment, gdzie są jego koledzy i koleżanki z wybiegu. Na pewno nie był tam sam. Czy one też zdołały zwiać i kręciły się po mieście? A jeżeli tak, to czemu nie ruszyli w długą jako jedna ekipa? Czyżby miał z nimi jakąś kosę? A może był wyrzutkiem? Tym bardziej było jej go szkoda! A może pozostałe orangutany zostały w zoo i po prostu rozdzielono wielką rodzinę? Ta perspektywa była też strasznie smutna. Istniała oczywiście szansa, że facet zwyczajnie nienawidził wszystkich swoich bliskich i czuł ulgę, nie musząc mieć z nimi nic do czynienia, ale to też była dość przykra kwestia. Czyli generalnie jak się nie obrócisz, dupa z tyłu.
— No wiesz, to przynajmniej coś nowego. Chyba nie mieliście jeszcze takiej akcji, co? Ja mam nadzieję, że żaden z tych naszych kretynów nie zacznie angażować się w tę akcję. — Westchnęła cicho i jeszcze raz spojrzała na telefon. Na pracowym komunikatorze nie pojawiły się jeszcze żadne alarmy, które sugerowałyby, że któryś z ich influencerów uznał, że ma do powiedzenia coś mądrego na temat tej akcji, a oni będą musieli to potem odkręcać. Wolała mieć jednak rękę na pulsie nawet w dzień wolny, bo ostatnie, za co powinni się brać influencerzy, to polityka.
Obróciła się, bo usłyszała dobiegające zza ich pleców śmiechy i radosne okrzyki. Brzmiało to tak, jakby nie były skoncentrowane wokół orangutana. Miała rację! Kawałek dalej zobaczyła grupkę dzieciaków stojących pod drzewem. Wszystkie wskazywały na górę i przekrzykiwały się przez siebie, komentując zjawisko. Zjawiskiem tym była leżąca na jednej z gałęzi panda ruda. Kończyny zwisały jej leniwie po obu stronach badyla, a ona wyglądała tak, jakby za wszelką cenę starała się nie zasnąć, chociaż oczy jej się już strasznie kleiły.
— Zobacz, jaki słodziak! Te bachory tylko ją niepotrzebnie rozpraszają. — Położyła dłoń na ramieniu narzeczonej i wskazała wolną ręką w stronę nowego zwierzaka. Dobrze, że strażaczka nie zdołała się jeszcze dodzwonić i przekazać informacji, bo zaraz musiałby dzwonić drugi raz.

teddy darling