and we're turnin' the floor into a zoo
: czw wrz 03, 2026 2:03 pm
071.
Wróciły do Kanady wypoczęte i chyba z nieco lżejszymi głowami. Taki relaks, oderwanie od codzienności i przede wszystkim szczere rozmowy pozwoliły im rozwiać przynajmniej część wątpliwości. A skoro pewne rzeczy udało się sobie wyjaśnić, nie było przecież żadnego powodu, żeby do nich wracać. Lepiej było zostawić je za sobą i cieszyć się tym, co miały teraz.
Kupiły w budce z napojami coś orzeźwiającego do picia i ruszyły przez drewniany deptak. W pewnym momencie Teddy wyciągnęła telefon, bo ktoś zaczął się do niej dobijać. Była pewna, że to z pracy, ale na ekranie wyświetlił się jakiś nieznany numer. Odebrała i usłyszała sygnał połączenia. Nagle to ona do kogoś dzwoniła. Cholera wie, co się wydarzyło. Jaja se robili? Gdzie ona dzwoniła? Do kogo? Odebrała telefon, bo dzwonił i nagle sama gdzieś dzwoni. Co się stało? Gdzie logika? Jakieś zagięcie czasoprzestrzeni? Zemdlała i oddzwania? Co się, kurwa stało? I co ona by zrobiła, jakby ktoś odebrał? Halo? No halo. No halo? Halo! Taka rozmowa dwóch inteligentów. Technologia ją miażdżyła.
— Pewnie jakaś fotowoltaika — wzruszyła ramionami, wsuwając telefon z powrotem do kieszeni. — Jak pojechałaś po Liarę od Emmy, to wspominała może, czy była już na randce z Donovanem? Próbowałam dopytać tego gnoja, ale on ma tak, że odpowiada na połowę moich wiadomości, a drugiej nie zauważa. Albo nie chce widzieć. Albo mnie po prostu ignoruje. Faceci — wywróciła ostentacyjnie oczami.
Teddy kompletnie nie rozumiała, jak można było odpowiedzieć na jedno pytanie, a drugie bezczelnie pominąć, jakby w ogóle nie zostało zadane. Dla niej było to wręcz niepojęte. Jeśli już ktoś do niej pisał, to przecież odpowiadało się na wszystko. Po kolei. Najlepiej dokładnie. Z kobietami nie było z tym najmniejszego problemu - zawsze odpowiadały na każde pytanie, a przy okazji dorzucały jeszcze milion dodatkowych informacji, o które nikt nawet nie prosił. Nie żeby Darling prowadziła jakieś szczególnie intensywne korespondencje z tymi wszystkimi dziewczynami. Miała przecież koleżanki i znajome z pracy, więc jakieś porównanie posiadała. Zwłaszcza kiedy zestawiała je z grupowym czatem chłopaków z jednostki, na którym strażacy potrafili wysyłać takie bzdury, że Teddy momentami dostawała wylewu. I oczywiście żaden z nich nie widział w tym absolutnie niczego dziwnego. Najwyraźniej mężczyźni mieli własne zasady komunikacji, których strażaczka nie znała, nie rozumiała i chyba nawet nie chciała poznawać.
— A może zeszli się w tajemnicy przed nami i nie chcą nam nic powiedzieć? — zamyśliła się na moment. Nie. To niemożliwe. Jett na stówę od razu wszystko by jej wypaplał. A może nie? Ostatnio przecież niewiele jej się zwierzał. Nieważne, że prawdopodobnie zwyczajnie nie miał z czego. Teddy już zdążyła dopisać sobie całą resztę i zaczynała budować własne teorie. Jeszcze chwila, a dojdzie do wniosku, że Donovan i Burnett potajemnie się zaręczyli, wzięli ślub i właśnie wybierają imiona dla pierwszego dziecka. I to wszystko podczas ich kilkudniowej nieobecności!
April