Strona 1 z 1
and I'm afraid I'll miss your forever
: czw wrz 03, 2026 5:58 pm
autor: Carrie Pillbury
Carrie nie była plastycznie utalentowana. W ogóle nie potrafiła malować, co na pewno przypomniałaby Lando, gdyby on już na samym początku powiedział jej, co tak właściwie dla nich planował. Do tego jednak przyznał się dopiero po tym, jak udział w warsztatach był już wykupiony, a to zaś sprawiało, że Pillbury nie zamierzała dać się temu zmarnować.
Co z tego, że od samego początku wiedziała, że spod jej rąk nie może wyjść nic innego, jak malunkowa k a t a s t r o f a?
Wcale też się w tej kwestii nie pomyliła, bo kiedy tylko będąc już na zajęciach usłyszała, na czym tak właściwie miały one polegać, jeszcze bardziej utwierdziła się w przekonaniu, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Nie znaczy to jednak, że nie mieli się tu dobrze bawić, ponieważ względem tego nie miała nawet cienia wątpliwości. Odkąd zbliżyła się do Mangione’a, to właśnie w jego towarzystwie czuła się najbardziej swobodnie, a przez to tak chętnie spędzała z nim czas.
Z tego samego powodu niesamowicie ubolewała nad tym, że już niedługo miała przestać go widywać, ponieważ on miał być daleko, tam będąc pochłoniętym realizacją filmowego projektu. Cieszyła się jego szczęściem i z całego serca mu kibicowała, ale jednocześnie żałowała, że przez to będą musieli na pewien czas się rozdzielić. Zwłaszcza teraz, kiedy ich związek dopiero rozkwitał, a oni nadal jeszcze się poznawali.
Nie był to dobry moment na rozstania.
Ale skoro już byli do tego zmuszeni, Carrie zamierzała jak najwięcej wyciągnąć z tego czasu, który jeszcze im pozostał. Po tym, jak prowadząca warsztaty wyjaśniła im, na czym polegało zadanie, Pillbury czym prędzej przystąpiła do jego realizacji, uprzednio jeszcze uzgadniając z Lando, co tak właściwie chcieli namalować.
Mieli już za sobą kilka pierwszych maźnięć pędzlem, kiedy Carrie zerknęła przez ramię Mangione’a na to, co on przed chwilą naniósł na płótno. — Co to jest? — zapytała, marszcząc nos. Cokolwiek wyszło teraz spod jego pędzla, niczym nie przypominało tego, co przed chwilą ze sobą uzgodnili.
Zaraz jednak przeniosła spojrzenie na własne mazaje, a później westchnęła z rezygnacją. — Obawiam się, że to będzie najbrzydszy obraz na świecie — pół biedy, gdyby chociaż jedno z nich okazało się utalentowane, jednak po tym, co przed chwilą zobaczyła, skłonna była stwierdzić, że Lando wcale nie radził sobie lepiej od niej.
Lando Mangione
and I'm afraid I'll miss your forever
: czw wrz 03, 2026 7:57 pm
autor: Lando Mangione
Lando również nie miał talentu plastycznego. Zatrzymał się gdzieś na poziomie 4-latka, nie będąc w stanie wycisnąć z siebie niczego lepszego. W wyobraźni potrafił zobaczyć to, co chciał nanieść na papier (za płótno się nigdy nie zabierał wiedząc, że to będzie porażka), ale co z tego, jeśli jego ręka nie chciała tego odzwierciedlić i wychodziły mu jakieś szkaradztwa, za które wstydziła się nawet jego mama, gdy był młody. Nie powiedziała mu tego wtedy, ale gdy wyciągała jego teczki, jak był już dobry, nie bała się szczerze ich komentować.
Mimo to Mangione zdecydował się zaciągnąć Pillbury na warsztaty malarskie dla par. Uznał, że to może być dobra zabawa nawet jeśli nie wyjdzie im nic dobrego. W końcu w takich zajęciach nie chodziło o stworzenie dzieł na miarę van Gogha, tylko na tworzenie wspomnień ze swoją drugą połówką. I czegoś, co potem będzie im o tym dniu przypominało.
Właśnie dlatego nie bał się zaproponować tej opcji, mimo że nie miał pojęcia co potrafiła Carrie. Z jakiegoś powodu jednak założył, że musiała być choć trochę lepsza od niego, bo jego poziom to było już totalne dno.
Na szczęście udało mu się przekonać ją do swojego pomysłu. Lando zależało na tym, żeby przed wyjazdem zrobić choć parę rzeczy, które na długo zapadną im w pamięć, ponieważ mogą potrzebować tego podczas zbliżającej się rozłąki, która jego również martwiła. Choć głównie przez wzgląd na tęsknotę za Carrie, bo nie chciał bać się o ich związek. Gdyby to robił, byłoby tak, jakby w nich nie wierzył, a przecież wierzył w to, że im się uda. A kilkutygodniowy wyjazd to nie koniec świata.
Na razie jednak nie musieli tak bardzo przejmować się wyjazdem. Stali teraz przed poważniejszym problemem – namalowania czegoś, co nie będzie koszmarne, żeby całkowicie nie narobić sobie wstydu na warsztatach.
I tak, Lando starał się z całych sił namalować coś sensownego, ale po pytaniu Pillbury zwątpił w to, czy szło mu tak dobrze, jak myślał. – No… Przecież to ogon – odpowiedział może l e k k o urażony, wskazując na płótno, gdzie znajdowało się jego dzieło. Jego zdaniem to bardzo przypominało ogon Toto.
– Nie mów tak… Może będzie tylko drugim najbrzydszym obrazem na świecie? – zapytał z nutką wiary w nich, choć nie próbował przesadnie się oszukiwać – wiedział, że będzie źle. Dlatego teraz nie krył się z rozbawieniem, spoglądając na porażkę, która przed nimi powstawała.
Carrie Pillbury
and I'm afraid I'll miss your forever
: ndz wrz 06, 2026 2:01 pm
autor: Carrie Pillbury
Trafili zdecydowanie do nieodpowiedniego miejsca, skoro żadne z nich nie potrafiło malować chociaż t r o c h ę. Carrie miała świadomość tego, że wiele osób stworzyłoby coś o wiele ładniejszego wyłącznie przy pomocy lewej dłoni, podczas gdy spod jej pędzla zwykle wychodziło coś, czemu daleko było nawet do porządnej karykatury.
Po prostu nie miała talentu, a jednak z tym już dawno zdołała się pogodzić.
I gdyby nie fakt, że w towarzystwie Mangione’a czuła się po prostu swobodnie, być może wstydziłaby się z nim tutaj wybrać. Bałaby się tego, że się skompromituje, a choć wciąż mogła to zrobić, nie wydawało jej się, że Lando mógłby zacząć ją z tego powodu oceniać. Głównie dlatego, iż poznali się w okolicznościach, które żadnego z nich nie stawiały w dobrym świetle, ale mimo to potrafili zapałać do siebie sympatią.
To, że w czymś byli kiepscy, na pewno nie miało przesądzić o tym, co o sobie myśleli.
Mimo to bywały chwile, kiedy Carrie nie umiała w pełni cieszyć się tym doświadczeniem. Chciała, a jednak momentami przypominało jej się, że każda kolejna randka coraz bardziej przybliżała ich do tego, co nieuniknione. Za kilka dni Lando miał wyjechać, a ona miała zostać tu całkiem sama, co ani trochę jej się nie podobało. Wiedziała, że będzie kosmicznie za nim tęsknić, a przez to, że każde z nich miało teraz dużo pracy, nie mieli mieć nawet realnej szansy na to, aby w wolnych chwilach się odwiedzać. Ilekroć o tym myślała, wzbierała w niej frustracja.
— Ogon? — powtórzyła po Lando, jeszcze raz uważniej przyglądając się jego malunkowi, przy czym odrobinę przekrzywiła głowę, jakby inna perspektywa miała pomóc jej to zauważyć. — Rzeczywiście, ogon… — stwierdziła po chwili, choć wciąż nie była tak w stu procentach przekonana. Nie chciała jednak sprawić mu przykrości.
Zaraz jednak zerknęła na Lando z politowaniem, nie będąc skłonną zgodzić się z tym, co przed chwilą powiedział. — Myślę, że nawet jeśli będzie tylko drugim najbrzydszym obrazem na świecie to nadal będzie źle. Gdyby Toto to zobaczył, na pewno by się na nas obraził — zawyrokowała, zaraz wracając do malowania tego, co przypadło jej - uszu. Już na pierwszy rzut okiem widać było, że są koślawe, a w dodatku zupełnie nieadekwatne rozmiarowo.
Cokolwiek miało wyjść spod ich rąk, najpewniej w ogóle nie będzie przypominało Toto, który zdaniem Carrie był przecież najpiękniejszym psem na świecie. I na pewno też najwspanialszym.
Lando Mangione
and I'm afraid I'll miss your forever
: ndz wrz 06, 2026 3:37 pm
autor: Lando Mangione
Lando wcale nie uważał, że nie pasowali tutaj. Zdążył zerknąć na płótna innych par i choć nie wszyscy, to były też osoby na ich poziomie. No i Mangione przychodząc tu wcale nie chciał stworzyć arcydzieła, tylko dobrze się bawić z Carrie, a co do tego, że tak właśnie będzie, nie miał żadnych wątpliwości.
Już teraz bawił się dobrze, choć kompletnie nie znała się na jego twórczości, bo jak mogła nie rozpoznać ogona?! Choć może Lando powinien zadać sobie pytanie, czemu jego ogon w ogóle ogona nie przypominał i Carrie miała problem z rozpoznaniem go, mimo że znała tematykę ich pracy?
Trudno. I tak nie miał przejąć się tym, że szło mu kiepsko, ponieważ od początku wiedział, że tak będzie. Znał swoje umiejętności i zdawał sobie sprawę z tego, że malarzem w życiu nie zostanie, ponieważ do tego w ogóle nie miał talentu.
– No widzisz? – zapytał z nutką ironii, teraz już drocząc się z Pillbury, której posłał pełen rozbawienia uśmiech. Przy okazji zerknął na to, co udało się namalować szatynce i już teraz był w stanie ocenić, że malowali na dokładnie takim samym poziomie, co akurat było dobrze, bo żadne z nich nie musiało czuć się źle z tym, że odstawało.
– Straszna z ciebie maruda – ocenił, spoglądając na Pillbury. I właśnie w tym momencie naszedł go pewien pomysł, który postanowił zrealizować, choć wiedział, że był ryzykowny. Lando namoczył pędzel w farbie, a potem, zamiast wycelować go w płótno, uniósł go na wysokość twarzy Carrie i domalował jej uniesiony jeden kącik ust. Tylko taki uśmiech był w stanie jej dać, ponieważ nie miał dostępu do jej drugiego policzka. – Od razu lepiej – stwierdził, nie czekając ze zrobieniem kroku w tył na wypadek, gdyby jego dziewczyna postanowiła od razu się na nim zemścić za pobazgranie jej twarzy. Sama jednak się o to prosiła, będąc strasznym marudą, kiedy mieli się bawić, nie przejmując się tym, czy idzie im dobrze, czy źle.
– Chyba nabieram wprawy, ten uśmiech wyszedł mi całkiem przekonująco – dodał, oceniając swoje najnowsze dzieło. Swoją drogą, jego stworzeniem przykuł uwagę dziewczyny prowadzącej warsztaty, która zerkając teraz na niego jedynie pokręciła głową z dezaprobatą, ale tym Mangione w ogóle się nie przejął.
Carrie Pillbury
and I'm afraid I'll miss your forever
: wt wrz 08, 2026 10:26 pm
autor: Carrie Pillbury
Może rzeczywiście nie powinna przejmować się tym, czy to, co wychodziło spod ich rąk, do czegokolwiek się nadawało. Nie byli tu przecież po to, aby stworzyć realne dzieło sztuki, czy choćby nauczyć się fachowego malowania. Znaleźli się tutaj, ponieważ mieli miło spędzić czas przed jego wyjazdem, aby w ten sposób zagwarantować sobie jeszcze kilka miłych wspomnień, do których mogliby wracać w momentach największej tęsknoty.
Carrie uważała, że był to naprawdę dobry pomysł.
Nie mogła jednak zaprzeczyć temu, że samo malowanie szło im wręcz f a t a l n i e, bo choć zadanie nie było trudne, a oni nie strzelili sobie w kolano żadnym pejzażem czy czymś równie ambitnym, nie znaczy to wcale, że nagle miało wyjść im z tego arcydzieło.
Coś, z czym podołałby prawdopodobnie pięciolatek, w ich wykonaniu wyglądało naprawdę k o s z m a r n i e.
— Po prostu mówię jak jest — skomentowała, bo to przecież wcale nie tak, że nadmiernie się uskarżała. Nie było też tak, że nie bawiła się dobrze, ponieważ samo towarzystwo Lando było jej w stanie tę dobrą zabawę zagwarantować. Nad tym jednak może powinna była się dwa razy zastanowić, ponieważ już chwilę później jej chłopak postanowił ją z a a t a k o w a ć.
W dodatku w momencie, w którym sama była całkowicie bezbronna.
— O boże, umawiam się z przedszkolakiem — skomentowała, kiedy w pierwszej kolejności poczuła to, co zrobił na jej twarzy, a później też usłyszała jego uwagę. Nie była w stanie zemścić się na nim, ponieważ Lando szybko się odsunął, dlatego jedynie szturchnęła go w ramię i idąc w ślady prowadzącej warsztaty, pokręciła karcąco głową. Przez cały ten czas na jej ustach malował się jednak uśmiech - nie tylko ten, który przyprawił jej Lando. Tym razem sama się do niego uśmiechała.
Zamoczyła pędzel w farbie i wykonała kilka kolejnych maźnięć na płótnie. — Nie licz na to, że ci się upiecze — zagroziła, albo raczej ostrzegła, ponieważ nie zamierzała puścić mu tego płazem. Nie znaczy to jednak, że już teraz chciała się zemścić.
Wolała zostawić tę przyjemność na później - do momentu, w którym Lando najmniej będzie się tego spodziewał.
Lando Mangione
and I'm afraid I'll miss your forever
: czw wrz 10, 2026 1:50 pm
autor: Lando Mangione
Właśnie na tym Lando zależało – żeby bawili się, wygłupiali i nie martwili się rzeczami, które nie miały znaczenia. Już i tak mieli dość trosk przez jego wyjazd, kolejnych nie potrzebowali. Choć Mangione starał się nie myśleć nawet o swoim wyjeździe i tym, co on dla nich oznaczał, bo ostatnio doszedł do wniosku, że nie ma sensu martwić się na zapas. Być może rozłąka wcale nie będzie dla nich tak zła i poradzą sobie z dystansem przez te kilka tygodni, utrzymując regularny kontakt telefoniczny. Nie zastąpi to normalnych spotkań, ale też mogło mieć swój urok i pomóc im w rozwinięciu tego związku, a także przekonania się, jak silny był.
Równie dobrze na pewno nie było z ich umiejętnościami plastycznymi i dla tego już nie było ratunku, dlatego Lando nie przejmował się tym, że szło im fatalnie. Także Carrie miała rację – byli beznadziejni. Na to jednak brunet nastawiał się od początku, przynajmniej po swojej stronie, bo nie miał pojęcia jak zdolna jest Pillbury. Tego dowiedział się dopiero przed chwilą.
Można więc powiedzieć, że ten wypad pomógł im lepiej się poznać – oboje dowiedzieli się o sobie nawzajem czegoś nowego.
Carrie może nawet więcej niż jednej rzeczy, skoro zauważyła, że umawiała się z przedszkolakiem. Chociaż to powinna wiedzieć już od dawna, ich dziecinne kłótnie powinny być dość wymownym przykładem. Swoją drogą, Lando skwitował jej słowa uśmiechem, zupełnie nie przejmując się tym, jak go oceniła. Jej spojrzeniem również się nie przejął, jedynie uśmiechnął się jeszcze szerzej, w ogóle nie żałując tego, co zrobił, mimo że przez to podpadł nie jednej, a dwóm kobietom.
W dodatku jedna chciała się na nim zemścić…
– Może jednak? – zapytał po tym, jak ostrożnie zbliżył się do niej, a gdy upewnił się, że na razie było b e z p i e c z n i e, wychylił się w jej stronę i sprezentował jej szybkiego buziaka w usta, bo na więcej w takim miejscu nie mógł sobie pozwolić. Miał jednak nadzieję, że to wystarczy, aby odkupić swoje winy, przynajmniej na początek. Kiedy zostaną już sami, miał do zaoferowania o wiele więcej, ale na razie mógł dać jej tylko zapowiedź swoich zamiarów.
Carrie Pillbury
and I'm afraid I'll miss your forever
: czw wrz 10, 2026 9:22 pm
autor: Carrie Pillbury
Miał ten dar, że jak nikt inny potrafił ją rozluźnić. Potrafił wywołać na jej twarzy szczery uśmiech, a w dodatku z łatwością poprawiał jej humor, co mogło wydawać się dość zabawne, jeśli przypomnieć sobie to, jak jeszcze niedawno na siebie reagowali. Wówczas nie brakowało im intensywnych emocji, choć one ukierunkowane były na coś niewłaściwego.
Dopiero od czasu, kiedy zaczęli otwarcie mówić o tym, że między nimi zrodziły się jakieś uczucia, udało im się właściwie pokierować tym, w jaki sposób na siebie działali.
I najwyraźniej Lando n a p r a w d ę wkupił się w łaski, skoro Carrie wcale nie miała ochoty rozszarpać go po tym, jak dorysował coś na jej twarzy. I pomimo tego, że nazwała go przedszkolakiem, sama też nie uważała tego za coś złego. Doceniała to, że podchodził do niej z wyjątkową swobodą, bo dzięki temu ona również nie czuła się tak, jakby przy nim zmuszona była przed czymkolwiek się wzbraniać.
W końcu naprawdę była przy nim s o b ą, a skoro on nadal przy niej trwał, chyba rzeczywiście mu się podobała.
Odkrycie tego sprawiło, że w końcu poczuła się na tym gruncie pewniej.
Zmrużyła jednak oczy, kiedy się do niej zbliżał, a jednak nie wycofała się, gdy zdecydował się ją cmoknąć. I, co Lando zdecydowanie powinien d o c e n i ć, nie wykorzystała tego momentu na to, aby odpłacić mu pięknym za nadobne i wcale go przy tym nie pomazała. Po prostu przyjęła tego buziaka, odrobinę tylko żałując, że tutaj nie byli w stanie pozwolić sobie na więcej.
— Masz szczęście, że jesteś przystojny — skomentowała, uśmiechając się przy tym z rozbawieniem. Z tego powodu mógł mieć u niej pewną taryfę ulgową, choć to nie ta kwestia całkowicie o tym przesądzała. O tym, że spoglądała na niego przychylniej, decydowało głównie to, jak bardzo sama za nim szalała.
Myśl o tym sprawiła, że uświadomiła sobie jeszcze jedną rzecz, za sprawą której z niezadowoleniem wydęła usta. — Będę tęskniła za tymi buziakami — przyznała, omiatając jego twarz spojrzeniem. Nie chcąc jednak psuć im tego wieczoru grymaszeniem, czym prędzej wróciła do malowania, a później kątem oka zerknęła na Lando, do którego łagodnie się uśmiechnęła.
Wbrew nadchodzącym niedogodnościom, naprawdę chciała nacieszyć się wspólnym czasem, który jeszcze im pozostał.
Lando Mangione
and I'm afraid I'll miss your forever
: sob wrz 12, 2026 11:36 pm
autor: Lando Mangione
Działało to także w drugą stronę – Carrie zapewniała mu komfort, którego nie potrafił odnaleźć przy kimkolwiek innym. Przy niej potrafił się zrelaksować się oraz odpuścić sobie i po prostu być sobą, nawet jeśli to oznaczało, że dawał dojść do głosu jakiemuś wewnętrznemu p r z e d s z k o l a k o w i. Wiedział, że Pillbury nie będzie go oceniała, dlatego nie martwił się przy niej tym, co robił lub mówił.
Co się tyczy sprawy komfortu, przy Pillbury potrafił zapomnieć o swoich troskach. Skutecznie odciągała jego uwagę od problemów, kiedy tego potrzebował i nie inaczej było dziś, gdy chciał uciec od przejmowania się swoim wyjazdem.
Dziś chciał po prostu dobrze się z nią bawić i to wychodziło im całkiem dobrze, nawet jeśli ona była trochę marudą, czego Mangione nie traktował poważnie, ponieważ wiedział, że nie przeszkadzało jej to, co dziś dla nich zaplanował. Carrie po prostu miała w sobie coś z perfekcjonistki i lubiła pokręcić nosem, gdy coś jej nie szło, a Lando wcale nie uważał tego za coś złego, choć musiał od czasu do czasu przypomnieć jej, że nie było czym się przejmować.
Tym razem Lando nie planował żadnych numerów i nie miał złych zamiarów. Poza daniem jej buziaka nie próbował zrobić niczego więcej i miał nadzieję, że Pillbury nie wykorzysta tej okazji, co na szczęście się nie stało. – Ty też – odparł rozbawiony i poruszył zaczepnie brwiami. Mangione jednak jedynie się z nią droczył – wbrew temu, co kiedyś o nim myślała, nie był narcyzem i nie popadał w samozachwyt uważając, że ktoś miał szczęście, będąc z nim, bo był tak przystojny. Gdyby kiedyś powiedział coś takiego nieironicznie, Carrie powinna mu przyłożyć, a on później byłby jej za to wdzięczny.
– Poproszę Toto, żeby wyrabiał normę za siebie i za mnie – uśmiechnął się, będąc w stanie zapewnić jej tylko takie zastępstwo. Sam jednak też będzie tęsknił za jej bliskością, ale starał się myśleć o tym inaczej, powtarzając sobie, że później, po tej przerwie, jej bliskość będzie smakowała jeszcze lepiej, gdy już wróci.
Tymczasem oboje mogli skupić się na swoim dziele, które z chwili na chwilę wyglądało coraz gorzej, choć jednocześnie też coraz bardziej przypominało psa. Lando nie był jednak pewny, czy wyglądał on jak ich pies.
Carrie Pillbury