Strona 1 z 1

We are brothers from the same mother, but we aren't especially close

: czw wrz 03, 2026 8:27 pm
autor: Sarin Rattanakosin
Postrzał nie był w jego bingo karcie na ten rok, nie spodziewał się, że to śledztwo obróci się w tym kierunku. Na szczęście nikomu więcej nic się nie stało, tylko on ucierpiał. Okazało się również, że znalazł jakąś melinę, której szukali policjanci od pewnego czasu. Cóż, nie wykonywali zbyt dobrze swojej pracy, ponieważ Sarin bardzo szybko znalazł kryjówkę, w której ukrywała się bliska osoba klientki, która go wynajęła. On szukał człowieka, a nie miejsca. Partnera pana X zastanawiała się gdzie on jest i co się stało z nim, ponieważ nie miała od niego wiadomości od dawna i się martwiła. On bardzo szybko złapał trop, więc nie potrafił zrozumieć opieszałości policji. Pewnie brzmi to dziwnie z ust byłego policjanta, ale tak właśnie jest. Nie dziwił się braku zaufania do policji, ponieważ tej coraz gorzej wychodzi bycie śledczymi. Miał wszystko czarno na białym. Udostępnił im wszystko to co udało mu się ustalić i nie chciał mieć już z tym wspólnego, nie chce być wkręcany w takie sytuację. Nie jest jednak głupi i zdaje sobie sprawę z tego, że w pracy detektywa może zostać wplątany lub odkryć pewne przestępstwa. Doskonale wie z czym to się je. Zawsze w takich sytuacjach będzie współpracować, nie ma innego wyboru.
W szpitalu spędził kilka dni, musiał przejść operację podczas której została mu wyjęta kula. Uszkodzenia na szczęście nie były za duże, więc nie było za dużego ryzyka, bo zawsze jest jakaś szansa, że coś się stanie. Nie chciał tak ryzykować, nie po to przyjechał do Toronto i tak się starał, aby wrócić do Bangkoku, bo mógłby się nie utrzymać, gdyby został kaleką, a kaleki detektyw pewnie nie miałby wzięcia, wręcz przeciwnie – miałby sporo ograniczeń w wykonywaniu powierzonym mu zadań.
Kiedy mógł w końcu wrócić do domu był przeszczęśliwy, chociaż rana bolała go jak jasny pieron, pewnie można byłoby użyć tutaj o wiele mocniejszych określeń, bo skala bólu poszła wysoko, ale po co sobie zaśmiecać głowę przekleństwami. Tych wylał z siebie dużo podczas postrzału, nawet oberwało się bogu ducha winnym ratownikom, jednak potem ich przeprosił. Nie chciał wyjść na jakiegoś buca, bo nim nie był. Ratownicy tylko się zaśmiali i przyznali, że mają gorsze przypadki.
Jego psiakami miał się kto zająć. Był dość blisko z jedną z sąsiadek, kiedy ona wyjeżdżała to on opiekował się jej pupilami i odwrotnie. Nawet odwiedzała go w szpitalu. W zasadzie tutaj nie miał za bardzo na kogo liczyć, ale rodzinie powiedział co i jak. Uspokoił ich, że nic poważnego mu się nie stało, jednak paniki nie udało się uniknąć. Wiadomo, jak to rodzina, tym bardziej, że jest tak daleko. Wiedział, że Thit jest na miejscu, jednak dawno ze sobą nie rozmawiali.
Ciężko mu było się poruszać, przez jakiś czas musiał mieć przy sobie dwie kule, aby nie obciążać nogi. Pozakładali mu jakieś inne cholerstwo, a on musiał się męczyć.
Siedział w salonie, nie spodziewał się żadnych gości. Razem z psiakami odpoczywał na kanapie i oglądał jakieś bzdury w telewizji. Cóż, można wykorzystać to na poczet odpoczynku, o którym do niedawna nie mógł pomyśleć. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Usłyszał dzwonek do drzwi. Za szybko wstał i uderzył pokiereszowaną nogą.
- Chip-hai- zaklął po tajsku. Chwile mu zajęło zebranie się i dojście do drzwi, aby otworzyć gościowi. - Arthit? - Zapytał zdziwiony patrząc na stojącego przed nim brata. Dobra, jego to się na pewno nie spodziewał.

Arthit Rattanakosin

We are brothers from the same mother, but we aren't especially close

: pt wrz 04, 2026 7:20 pm
autor: Arthit Rattanakosin
#5
Art usłyszał o wypadku od rodziców, tak jak zwykle dowiadywał się o wszystkim, co dotyczyło rodziny – z drugiej ręki, przez telefon, w pośpiechu między jednym spotkaniem a drugim. Początkowo się nie przejął. To była w końcu praca Sarina – ryzykowna, czasem brutalna, coś, czego nigdy do końca nie rozumiał, ale co jego brat wybrał sam, świadomie, po odejściu z policji. Ale gdy w rozmowie padło słowo postrzał, a zaraz po nim szpital, coś się w nim zmieniło. Coś zaskoczyło, jakby ktoś wcisnął przycisk, o którego istnieniu nie miał pojęcia. Rodzice jednak nie zdradzili mu nic więcej. Kilka zdań, tyle samo niepokoju, ile chłodnej rzeczowości, z jaką jego matka zawsze przekazywała najtrudniejsze wiadomości.
Nie był najbardziej rodzinnym gościem. Słabo sobie radził w tej materii jeszcze zanim stał się sławny, a gdy blask fleszy stał się jego codziennością, bliscy zeszli na dalszy plan. Nigdy się ich nie wstydził. Nie miał problemu z tym, skąd pochodził. Nie było to jednak nic, co podbijało jego statystyki ani nic, co sprawiało, że stawał się jeszcze bardziej lubiany. Rodziło to jednak mnóstwo pytań, na które po prostu nie chciał odpowiadać. Nie planował szukać wymówek.
Brat w pewnym sensie był jego oczkiem w głowie. Choć kontakt mieli słaby i spotykali się tylko na rodzinnych wydarzeniach, takich jak pogrzeb, wciąż był dla niego ważny. Martwił się o niego. To nie była tylko akceptacja starszego mężczyzny w jego życiu, ale realna potrzeba posiadania kogoś takiego blisko. Sarin zawsze był dla niego dobry. Nie była to jedna z tych braterskich relacji pełnych rywalizacji i wzajemnej niechęci. Art czuł się za dzieciaka zaopiekowany. Jeśli ktoś zaczepiał go w szkole, starszy Rattanakosin zawsze przychodził z pomocą. Gdy rodzice pracowali, on zapewniał mu towarzystwo, uczył go jeździć na rowerze i jak nie bać się ciemności.
Największy rozłam nastąpił, gdy starszy z braci przeniósł się do Kanady. Nie dość, że Arthit był zbyt skupiony na karierze, żeby utrzymywać lepsze relacje z Innem, to na domiar złego tamten wyjechał tysiące kilometrów od domu, a drugi nie miał nawet zamiaru porządnie się pożegnać. Nie pojechał na lotnisko, żeby go odprowadzić – był wtedy zajęty. Zawsze znajdował coś ważniejszego. Tęsknił za nim, ale był też na niego zły. Znał przecież jego marzenia. Pamiętał wszystkie sprzeczki z rodzicami, które odbijały się także na nim, nieco młodszym, obserwującym to wszystko z boku. To wszystko sprawiło, że ten wyjazd Sarina stał się w pewnym sensie łatwiejszy, ale też zaogniło niechęć, która na dobre zmaterializowała się między nimi. Nigdy nie odwiedził brata w Toronto, nawet jeśli promocja jakiegoś filmu czy singla odbywała się w Kanadzie. Jakoś nigdy o tym nie pomyślał. Może wciąż czuł żal.
O własnej przeprowadzce nie poinformował starszego brata. Wiedział, że ten w końcu się dowie – był w końcu osobą publiczną, a na domiar złego Sarin był detektywem. Niewiele się jednak wydarzyło od tego czasu. Nieraz był bliski zadzwonienia, ale odpuszczał w ostatnim momencie. Jeden nie odwiedzał drugiego. Nie był nawet pewien, czy starszy Rattanakosin znał jego adres. Nigdy w końcu nikomu z rodziny go nie zdradził. W kontakcie na wypadek nagłej sytuacji miał wpisanego swojego menedżera.

Pod wskazany adres podjechał – a raczej został przywieziony przez kierowcę – swoim czarnym SUV-em, o którym opinia publiczna nie miała pojęcia. Lubił mieć jeden samochód poza zasięgiem kamer. Czasem ta anonimowość była mu naprawdę potrzebna. Nie przyjechał w towarzystwie ochroniarza ani agenta. Był sam. Zupełnie niepodobnie do niego.
Gdy stanął przy drzwiach, nie był pewien, czy powinien zadzwonić, czy może zapukać. Nie wiedział, jak się zachować, co powiedzieć ani jak zareagować na człowieka, którego nie widział więcej niż kilka razy w ciągu ostatnich czternastu lat. Wziął jednak głęboki wdech i nadusił przycisk.
Sawadee khap i tobie, P'Inn – rzucił, wyraźnie mniej zaskoczony niż jego brat. – Nie zachowuj się, jakbyś zobaczył ducha.
Wparował do mieszkania, jak gdyby nigdy nic. Bez zaproszenia, bez żadnego czy mogę wejść. Rozejrzał się po pierwszym pomieszczeniu i musiał przyznać, że Sarin miał gust. Nie mieszkał źle. Chyba dobrze mu płacili w tej prywatnej agencji.
Widzę, że jesteś w świetnej formie. Gdy rodzice poinformowali mnie o twoim wypadku kilka dni temu, myślałem, że długo stamtąd nie wyjdziesz. A tu proszę.
Sarkazm aż kipiał z jego wypowiedzi. Miał też dla niego bardzo tajski podarunek – kosz pełen owoców, kupiony w pośpiechu, ale starannie ułożony, bo niczego innego nie wymyślił.
No, co? Nie przywitasz się, jak należy, ze swoim braciszkiem?
Odłożył prezent na ziemię i rozłożył ręce w geście oczekującym, że ten go przytuli. Było to coś zupełnie do niego niepodobnego, ale w tej chwili, stojąc w przedpokoju w mieszkaniu brata, którego, zdawało mu się, prawie nie znał, poczuł, że nie ma nic przeciwko temu, by przez chwilę stać się kimś innym, niż kim był na co dzień przed kamerą.

Sarin Rattanakosin

We are brothers from the same mother, but we aren't especially close

: pt wrz 11, 2026 8:03 am
autor: Sarin Rattanakosin
Te strzępkowe informacje były w większej mierze winą Sarina, ponieważ zadzwonił do mamy w szpitalu, a był świeżo po operacji i narkoza oraz leki działały na niego dość mocno. Szczerze to nie bardzo pamięta co powiedział, chyba mama nawet wtedy do niego dzwoniła. Pamięta jak przez mgłę. Nie pamięta za bardzo co dokładnie powiedział, ale kiedy doszedł już do siebie to zadzwonił do rodziny ponownie, aby wyjaśnić sytuację, jednak podejrzewał, że mleko się wylało. Niepotrzebnie powiedział co się z nim działo i martwił całą familię w Tajlandii, nie mógł już nic na to poradzić. Pewnie gdyby nie telefon mamy to nikomu by nie mówił o tym co się stało, bo tak faktycznie to nic wielkiego się nie wydarzyło. Został tylko postrzelony w nogę, spędził trzy oby w szpitalu w ramach obserwacji i wrócił do domu, nie było żadnego zagrożenia życia, więc nie było się czym martwić, ale wiedział jak to bywa z rodzicami i się nie dziwił, chociaż sam nie ma dzieci i jakoś się na to nie zanosi. Nie był tym synem, który narzeka na nadopiekuńczość rodziców, on to lubił. Wtedy czuł, że jest kochany, a jest mu to bardzo potrzebne tak daleko od domu. Wiele razy chciał pojechać o domu, ale nigdy nie miał na to czasu. może czas wykorzystać to teraz? Za jakiś czas, kiedy będzie mógł się swobodniej poruszać, bo w tym momencie nie ma mowy. Jest kaleką, dosłownie.
Dla Sarina rodzina zawsze była najważniejsza, chociaż pewnie jego zachowanie temu przeczy, ale w pewnym momencie relacje się rozluźniają, bo każdy ma swoje sprawy. U niego to poszło trochę inaczej ze względu na to, że wyjechał do Toronto i różnica czasy wynosi, aż jedenaście godzin, więc tutaj też jest ciężko, a tryb jego pracy był różny, a teraz kiedy jest detektywem to już w ogóle. w pewnych sprawach nie liczy się godzina, bo trzeba obserwować, a wtedy nie może zadzwonić do rodziny, ponieważ musi mieć stu procentowe skupienie. Chce wykonywać pracę jak najlepiej. Tak, odzywa się perfekcjonizm, który czasem go gubi. Młodszy brat ma w jego życiu szczególne miejsce, zawsze tak było. poważnie brał rolę starszego brata, jednak kiedy wyjechał do Toronto to wiele rzeczy się zmieniło. Niby jest to naturalna rzecz, życie swoim życiem i odsuwanie się od siebie, jednak czy w ich kierunku nie poszło to za mocno? Może należy wykorzystać to, że oboje są w tym momencie w Kanadzie i na nowo zbliżyć się do siebie, tak jak to kiedyś było? Może to właśnie ich szansa.
Nie miał bladego pojęcia o tym, że brat jest tutaj na stałe. Bardziej jego pytania rodziły się z tego, że młodszy Rattanakosin stoi przed nim, w jego mieszkaniu. A Sarin zachowuje się trochę dziwnie, ale po prostu jest cholernie zaskoczony widząc Arthita u siebie.
- Sawadee - powiedział, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. - Gadałem z mają jak byłem po narkozie i nie bardzo pamiętam co jej powiedziałem, a potem jak już byłem przytomny to wyjaśniłem, ale pewnie nie dała ci znać. Nie chciałem nikogo martwić - powiedział.
- Jestem kulawy, więc ty byś mógł do mnie przyjść - ale ruszył pokracznie i przytulił się do swojego brata, mocno. Kurde, nie sądził, że tak bardzo było mu to potrzebne. - Dobrze cię widzieć, gówniarzu – zaśmiał się lekko.

Arthit Rattanakosin

We are brothers from the same mother, but we aren't especially close

: pt wrz 11, 2026 4:57 pm
autor: Arthit Rattanakosin
Rattanakosinowie mogliby lepiej się ze sobą komunikować. Może jakaś rodzinna terapia? Nie, żeby Art się na niej pojawił – albo znalazłby wygodną wymówkę, albo po prostu nie miałby czasu – ale zdecydowanie coś w tej materii szwankowało. Może ich matka zrobiła to specjalnie, żeby aktor się zmartwił i poleciał czym prędzej do brata, do szpitala. Nigdy jednak czegoś takiego nie planował. Nie lubił takich miejsc. Poza tym, zamiast skupić się na członku rodziny i posiedzieć trochę z nim w pokoju, zesłałby na personel same kłopoty. Fani szybko by go znaleźli, dostaliby się do budynku i próbowaliby dowiedzieć się, dlaczego ich ulubieniec spędza czas w szpitalu. Dlatego całkowicie odpuścił sobie ten pomysł. No ale przy okazji – po prostu wcale nie aż tak bardzo martwił się o braciszka.
Nasza kochana matula chyba to zaplanowała. Jak się trochę bardziej przejmę twoim stanem, niż zasugerowali lekarze, to się ze sobą spotkamy i pogadamy – westchnął, kiwając głową z rezygnacją, ale nie był zły. Po prostu nie spodziewał się z jej strony takiego podstępu. – W sumie się jej nie dziwię. Gdyby zapytała mnie bezpośrednio i poinformowała, że wszystko jest z tobą okej, to pewnie wysłałbym ci wiadomość tekstową i zapomniał o całej sprawie.
Czy był w tym miejscu zbyt szczery? Może. Czy się tym przejmował? Niespecjalnie. Może i z Sarinem nie mieli tyle kontaktu co za dzieciaka, ale jego brat na pewno znał jego dzisiejszy charakterek. Zresztą sam nie był lepszy. Dawna więź przepadła. Obaj mężczyźni mieli swoje poukładane życia. Nie było w nich ani miejsca, ani czasu na rodzinę. A przynajmniej nie za często.
Gdy tamten wtulił się w niego z siłą, jakiej się nie spodziewał, po początkowym zaskoczeniu zacisnął wokół niego ręce i odwzajemnił ten gest. Odsunął się jednak szybciej, niż drugi mężczyzna planował go puścić.
No już, skończ z tymi czułościami, bo jeszcze pomyślę, że za mną tęskniłeś, choć nigdy tego nie okazywałeś – upomniał go, ale raczej wesołym tonem. Nie miał wyrzutów sumienia, bo sam nie był w tej materii szczególnie lepszy. – Gówniarz, którego znałeś, już dawno dorósł. Nie wiem, czy zauważyłeś. Wciąż niższy, przystojniejszy niż ty, ale powoli dogania mnie trzydziestka.
Teraz rozejrzał się nieco dłużej po mieszkaniu. Choć apartament był mniejszy od jego własnego, urządzony był może nawet z większym rozmachem. Sam nie przykładał tak wielkiej uwagi do tego, gdzie mieszkał, bo i tak rzadko tam przebywał. W trasie większość czasu spędzał w hotelach. Gdy kręcił coś lokalnie, bywał w domu częściej, ale zwykle był na tyle zmęczony, że brał prysznic i padał na łóżko wykończony, żeby następnego dnia z samego rana znów pojechać na plan. Nie jadł więc we własnym mieszkaniu śniadań, obiadów ani kolacji. Traktował je bardziej jak jedno z wielu tymczasowych lokum.
Ruszył bez żadnego skrępowania w stronę salonu i ukradkiem zerknął na to, co jego brat wcześniej oglądał. Spojrzenie zatrzymało się też na niewielkim bałaganie, który zdążył się nagromadzić wokół starszego Rattanakosina. Dostrzegł dwie psiny, które na razie nie zainteresowały się jego osobą. Może to i lepiej.
Dobrze, że nie przyłapałem cię na oglądaniu czegoś wstrętnego. Przy tej nodze pewnie nie masz za wiele aktywności w tym temacie – wyszczerzył się, mówiąc to, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak dwuznacznie to zabrzmiało. – Wiem, że jesteś poszkodowany i w ogóle, ale jak nasza matula zawsze powtarza – mógłbyś nie żyć w chlewie.
Oczywiście, aktor nieco przesadzał. U Inna było bardzo czysto, a pojedyncze śmieci walały się zapewne dlatego, że kulejąca osoba nie chodziła do kosza za każdym razem, gdy pojedynczy papierek pojawiał się na stoliku do kawy.
I tu pojawił się moment niezręcznej ciszy. Nie bardzo wiedział, co zrobić, od czego zacząć rozmowę i jak w ogóle zachowywać się wobec człowieka, którego przez ponad dekadę prawie nie widywał. Czuł, jakby wpraszał się do jego życia trochę na siłę. Prawie jak jego psychofani.
Noooo, jeśli wszystko u ciebie w porządku, to chyba mogę uznać, że odhaczyłem swoją braterską powinność i mogę już spadać? – zapytał, robiąc dwa kroki w stronę wyjścia. Nie zapytał wcześniej brata nawet o to, czy na kogoś nie czeka. Czy nie jest zajęty? Czy może po prostu nie chce zostać sam? Irytujący członek rodziny, zwalający mu się na głowę bez zapowiedzi, to nie najlepszy sposób na spędzanie wolnego dnia.

Sarin Rattanakosin

We are brothers from the same mother, but we aren't especially close

: pn wrz 14, 2026 10:00 pm
autor: Sarin Rattanakosin
Sarin by się nie zdziwił, gdyby mama faktycznie wpadła na taki plan. Ona wie jak to wygląda między nimi. Kontakt mocno się rozluźnił, ale w tym jest każdego winy po trochu. Nie jest głupi i wie jakie jest stanowiska brata, jeśli chodzi o rodzinę, zwłaszcza teraz, kiedy oboje są w Toronto. Inn zajął się swoim życiem, które było dość wymagające i czasem po prostu o pewnych rzeczach zapominał. Mama mocno się starała, aby ich relacje stały się mocniejsze i cieplejsze, jednak czy posunęłaby się do takiej akcji i nie powiedziała Arthitowi całej prawdy? Jest to wielce prawdopodobne. Mama wie jak to miedzy nimi wygląda. Zaczęło sie to rozluźniać od momentu jego wyjazdu, doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale tak bardzo chciał spełniać swoje marzenia, jednak w pewnym momencie musiał przeredagować swoje życie na nowo. Jest silnym psychicznie człowiekiem, ale w takich głupich i bezlitosnych okolicznościach stracił przyjaciela i z tym nie mógł sie pogodzić, a praca detektywa również jest wymagająca i czasem bardziej niebezpieczna, jak widać na załączonym obrazku. Nie ma niestety pozwolenia na broń, a cholernie by mu sie przydało. Musi mieć przy sobie legalne środki ochrony, a czasem trudno jest bronić sie paralizatorem czy czymś takiego pokoju przed bronią.
Zaśmiał sie.
- Nie zdziwiłbym sie, gdyby faktycznie tak zrobiła. Wie, że to u nas różnie bywa i postanowiła działać - powiedział kręcąc głową nadal z uśmiechem. - Napisał hyś coś na kształt „Żyjesz?”, a ja napisałbym, że rak i tyle było z uprzejmości - wiedział, że jego młodszy braciszek jest szczery, ale Sarin również nie lubi owijać w bawełnę. Woli walić prosto z mostu, bez nieporozumień, bo te również go irytują. Zawsze był taki, ale w pracy mu sie to wszystko wyostrzyło i bardzo często jest brany za wrednego. Jest w tym wiele prawdy, bo po prostu jest wredny.
- Nadrobiłem te wszystkie lata, które sie nie widzieliśmy, więc nie przyzwyczaj sie zbytnio - odparł z uśmiechem kiedy stanął obok brata i poklepał go po ramieniu. - Dla mnie nadal będziesz tym brzydszym i niższym gówniarzem, więc się z tym pogódź, albo nie – to już jak tam chcesz - powiedział rozbawionym.
Sarin bardzo lubi swoje mieszkanie, jest bardzo przestrzenne i w ciemnych kolorach, czyli tak jak lubi. Dla niego dom musi być oazą spokoju. Miejscem, w którym może odpocząć i czuć się po prostu dobrze, a poza tym lubił ładne rzeczy i w tym mieszkaniu to widać. Nie po to haruje jak wół na swoje życie, żeby mógł sobie pozwolić na wiele, a nie na mieszkanie w jakiej dziurze i jeżdżenie komunikacja miejska.
- Pornosy oglądam wieczorem, bo nigdy nie wiadomo kto przyjdzie. Tak, mam zakaz wychodzenia z domu jak na razie, do kolejnej wizyty i lekarza - powiedział zgodnie z prawdą, ale nią była na część o wychodzeniu z domu, bo pornosów nie oglądał.
Nie miał bałaganu, ale to prawda, że nie chodził co chwile do kuchni, aby wyrzucić śmieci, bo jak wstawał to noga bolała jak jasny chuj.
- Jadłeś już? Może zjemy razem jakiś obiad? Zamówimy sobie coś dobrego, bo nie będę w stanie ugotować ci niczego dobrego - zaproponował. Nie ma co ukrywać, nie chciał, aby brat wyszedł tak szybko. To był ten moment, który należy wykorzystać. Chciał spędzić więcej czasu ze swoim młodszym bratem.

Gówniak :lof:

We are brothers from the same mother, but we aren't especially close

: śr wrz 16, 2026 2:42 pm
autor: Arthit Rattanakosin
Ich rodzina do przykładnych nie należała i im dłużej o tym myślał, tym było gorzej. Ostatnie lata czuł, że oddalają się od siebie coraz bardziej i bardziej, i nie tylko ze względu na odległość, która ich dzieliła. Bo w końcu bracia byli zaraz obok siebie, w jednym kraju, ba, w jednym mieście, a i tak stali się dla siebie prawie obcymi ludźmi.
Rodzice jednak zawsze próbowali jakoś ich na siebie nakierować. Naprawić ich znajomości. Zdawali sobie sprawę, że nie są w stanie przywrócić tego, co mieli w dzieciństwie, ale cokolwiek więcej niż było między nimi teraz, byłoby dużym postępem.
Rozumiał więc działania mamy, ale nie do końca je akceptował. Był jednak dorosłym mężczyzną tak jak jego brat. Jeśli obaj nie widzieli potrzeby, żeby utrzymywać dobry kontakt i jakoś go pielęgnować, to nie leżało w interesie rodziców, żeby próbować ich do tego zmuszać. Nawet jeśli chcieli dla nich dobrze. Posiadali własny rozum.
Nie oszukujmy się, pewnie tak by było – przyznał rację Innowi, gdy ten wspomniał o wymianie wiadomości między nimi i zapomnieniu o temacie zaraz po tym. Łączyła ich szczerość i cięty język. Coś, co niespecjalnie pomagało w tworzeniu silniejszych więzi. Nie byłoby problemu, gdyby ich relacja była solidna i ugruntowana, ale skoro teraz ledwo ze sobą rozmawiali, to jedynie sobie tym utrudniali.
Możesz dalej żyć w swoim delulu, gdy cały świat pragnie oglądać właśnie tę buźkę – wskazał na siebie i szeroko się uśmiechnął, prawie jak podczas wywiadu. Nigdy by nie powiedział, że brat należał do brzydkich gości. Pewnie samym wyglądem mógłby osiągnąć tyle co on. Rzeczywistość jednak była inna i gdy twarz Arta była znana milionom, Sarin pozostawał szarą myszką.
Nie skomentował za to nadrabiania lat poprzez jeden przytulas. Obaj doskonale wiedzieli, że to tak nie działało.
Znalazłbyś sobie kogoś, nieważne czy pana, czy panią, do takich sprośnych zabaw. Wiedziałeś, że sprawna noga nie jest do tego potrzebna? – zasugerował w sarkastycznym tonie.
Już chciał rzucić coś o obowiązkach, planach, napiętym grafiku, żeby odrzucić propozycję wspólnego obiadu. Nie, żeby jakoś bardzo przeszkadzała mu ta wizja, ale po prostu nie potrzebował tego sztucznego bycia miłym dla siebie. Nie naprawi to przecież ich więzi ani nie zbliży ich do siebie na nowo. Na to potrzeba było czasu. Znacznie więcej niż planowali sobie poświęcić.
Ale nim zdołał odrzucić ten plan, złapał za telefon, gdy zadzwonił jego agent.
Mamy problem – usłyszał w słuchawce, bez żadnego powitania. Jak zawsze. – Ktoś wrzucił na Twittera, to znaczy X, że jesteś w czyimś mieszkaniu w Distillery District. Nie wiem, skąd to wiedzą, ale twoi fani już się zbierają pod budynkiem.
Żartujesz sobie ze mnie – mruknął, masując sobie skronie. – Ilu?
Na razie z dziesięcioro, może piętnaścioro. Ale wiesz, jak to bywa. Za pół godziny może być ich trzy razy tyle.
I co proponujesz? Mam się teleportować do swojego apartamentu?
Zaczekaj tam, gdzie jesteś. Godzinę, może dwie. Zwykle się nudzą i rozchodzą, gdy nic się nie dzieje. Jeśli wyjdziesz teraz, narobisz sobie tylko więcej kłopotów – ochroniarza nie masz, kierowca jest daleko, a to nie jest dzielnica, w której chcesz utknąć w tłumie bez szybkiej drogi ucieczki. Rozszarpią cię.
Wspaniale. Po prostu zajebiście – warknął, choć wiedział, że agent był tu bez winy. Musiał jednak na kimś wyżyć swoją frustrację.
Zadzwonię, jak się coś zmieni. Trzymaj się.
Rozłączył się, nie czekając na pożegnanie z jego strony. Art westchnął niezadowolony i odwrócił się do brata. Schował telefon do kieszeni.
Chciałem już odrzucić ten wspaniały pomysł, ale niestety mamy towarzystwo. Moi fani jakoś mnie znaleźli i właśnie okupują wejście. Jestem na ciebie skazany, przynajmniej przez najbliższe sześćdziesiąt minut – wyspowiadał się, niespecjalnie pocieszony obrotem sprawy.
Po chwili jednak walnął się na kanapę i złapał pilot, przeskakując nim po programach, jak gdyby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie – jakby nie był tu gościem, tylko kimś, kto bywał w tym mieszkaniu regularnie. Ta łatwość, z jaką zajmował przestrzeń innych ludzi, była mu wpojona przez lata pracy w branży, gdzie każde miejsce, w którym się zatrzymywał, prędzej czy później stawało się na chwilę jego terytorium.
To, co zamawiamy? No i czy planujemy coś oglądać, żebyśmy nie musieli ze sobą za dużo rozmawiać i żeby nie było dziwnie?
Rzucił to pytanie lekkim tonem, ale w środku czuł coś dziwnego – ulgę zmieszaną z irytacją, że decyzja została podjęta za niego. Może to i lepiej. Nie musiał już zastanawiać się, czy zostać, czy uciec z jakąś wymówką na ustach. Los – albo raczej jego niesforni fani – zdecydował za niego.

pierdoła :loff: