Hamilton CyberTech
: czw wrz 03, 2026 10:08 pm
#1
look
budynek
gabinet
Upiła kolejny łyk kawy, dłonią rozmasowując sobie skronie, tak aby efektem było uśmierzenie bólu głowy, jaki męczył ją od dnia wczorajszego. A czemuż to ją męczył, można by zapytać... odpowiedzią jest jej siedemnastoletni błąd, który wrócił do domu w eskorcie przemiłych policjantów jacy nieomieszkali skomentować jej metod wychowawczych i braku kultury, gdy tylko zaczęła się wydzierać na dzieciaka. Podniósł jej ciśnienie będąc pod wpływem substancji odurzających, które skutecznie go otępiły, na tyle, że postanowił się pobić z jakimś pierwszym lepszym obcym mężczyzną. Ot, cała historia. Młody od wczoraj leży nieżywy w domu, testując jej cierpliwość smsami o wyjściu na koncert. Dobrze że chociaż jej mąż trzymał fason i podziękował policji za odstawienie chłopaka pod odpowiedni adres. Evie miała z nimi umowę, ponieważ nie chciała, aby wszystkie wybryki syna pojawiały się w internecie. W ramach tego porozumienia niemałe kwoty trafiały na konto policji, dzięki którym mogli się rozwijać, kupować nowe wozy, szkolić większą ilość kadetów. Hojna darowizna - jakby to nazwał jeden z jej księgowych.
W każdym razie, dzień mijał jej bardzo powoli. Stos dokumentów do podpisania piętrzył się na biurku, a jej chęci do czegokolwiek już dawno wyskoczyły przez okno. Wstała od biurka rozprostować nogi, przechadzając się spokojnie po gabinecie.
Telefon.
Odebrała go z nadzieją iż to mechanik, który obiecał wymienić klocki hamulcowe w porshe, lecz jak bardzo się zawiodła gdy usłyszała głos męża.
- Nie... nie wrócę dzisiaj na kolację, także nic nie rezerwuj. Mam urwanie głowy w pracy. Zresztą, korzystaj z urlopu póki Ci go nie cofnęłam. Michael się rozchorował i mamy jednego informatyka w plecy. - spojrzała na pustą popielniczkę. Może to jest odpowiedni czas na popołudniowego papierosa? Z tą myślą wróciła na swój fotel i wyjęła jeden z papierośnicy. Prezent od syna na dzień matki... idealny.
Odpaliła go, słuchając historii męża, który zamierzał spotkać się ze znajomymi na golfa. Obchodziło ją to tyle ile zeszłoroczny śnieg, ale lepsze to niż podpisywanie papierów i sprawdzanie umów.
Zaciągnęła się mocniej i strzepnęła trochę popiołu.
- Muszę wracać do pracy. - stwierdziła widząc swojego asystenta, który pędził na złamanie karku aby coś przekazać. Czyżby kolejne problemy? Odłożyła telefon i założyła nogę na nogę.
- Yvette, ja chciałem tylko... powiedzieć, że ona jest tutaj... - musiał złapać oddech, bo aż cały czerwony zrobił się na buzi.
- Tylko nie mów mi, że ją wpuściłeś. - warknęła rozdrażniona, bo już wiedziała, kto postanowił ją odwiedzić. - Powiedz, że jestem na spotkaniu i nie ma mnie dla nikogo. - jej popołudniowy papieros zostanie zakłócony i to bardzo gwałtownie, bo Randy zdążył otworzyć buzię, a w drzwiach stanęła doskonale jej znana, pani prawnik od siedmiu boleści. - Oh... jak niemiło Cię widzieć, czemu zawdzięczam twoją obeność tutaj? - rzuciła wydmuchując dym przed siebie. Ani chwili spokoju. Zlustrowała jedynie kobietę od góry do dołu i sztucznie się uśmiechnęła.
Zanele Lessard
look
budynek
gabinet
Upiła kolejny łyk kawy, dłonią rozmasowując sobie skronie, tak aby efektem było uśmierzenie bólu głowy, jaki męczył ją od dnia wczorajszego. A czemuż to ją męczył, można by zapytać... odpowiedzią jest jej siedemnastoletni błąd, który wrócił do domu w eskorcie przemiłych policjantów jacy nieomieszkali skomentować jej metod wychowawczych i braku kultury, gdy tylko zaczęła się wydzierać na dzieciaka. Podniósł jej ciśnienie będąc pod wpływem substancji odurzających, które skutecznie go otępiły, na tyle, że postanowił się pobić z jakimś pierwszym lepszym obcym mężczyzną. Ot, cała historia. Młody od wczoraj leży nieżywy w domu, testując jej cierpliwość smsami o wyjściu na koncert. Dobrze że chociaż jej mąż trzymał fason i podziękował policji za odstawienie chłopaka pod odpowiedni adres. Evie miała z nimi umowę, ponieważ nie chciała, aby wszystkie wybryki syna pojawiały się w internecie. W ramach tego porozumienia niemałe kwoty trafiały na konto policji, dzięki którym mogli się rozwijać, kupować nowe wozy, szkolić większą ilość kadetów. Hojna darowizna - jakby to nazwał jeden z jej księgowych.
W każdym razie, dzień mijał jej bardzo powoli. Stos dokumentów do podpisania piętrzył się na biurku, a jej chęci do czegokolwiek już dawno wyskoczyły przez okno. Wstała od biurka rozprostować nogi, przechadzając się spokojnie po gabinecie.
Telefon.
Odebrała go z nadzieją iż to mechanik, który obiecał wymienić klocki hamulcowe w porshe, lecz jak bardzo się zawiodła gdy usłyszała głos męża.
- Nie... nie wrócę dzisiaj na kolację, także nic nie rezerwuj. Mam urwanie głowy w pracy. Zresztą, korzystaj z urlopu póki Ci go nie cofnęłam. Michael się rozchorował i mamy jednego informatyka w plecy. - spojrzała na pustą popielniczkę. Może to jest odpowiedni czas na popołudniowego papierosa? Z tą myślą wróciła na swój fotel i wyjęła jeden z papierośnicy. Prezent od syna na dzień matki... idealny.
Odpaliła go, słuchając historii męża, który zamierzał spotkać się ze znajomymi na golfa. Obchodziło ją to tyle ile zeszłoroczny śnieg, ale lepsze to niż podpisywanie papierów i sprawdzanie umów.
Zaciągnęła się mocniej i strzepnęła trochę popiołu.
- Muszę wracać do pracy. - stwierdziła widząc swojego asystenta, który pędził na złamanie karku aby coś przekazać. Czyżby kolejne problemy? Odłożyła telefon i założyła nogę na nogę.
- Yvette, ja chciałem tylko... powiedzieć, że ona jest tutaj... - musiał złapać oddech, bo aż cały czerwony zrobił się na buzi.
- Tylko nie mów mi, że ją wpuściłeś. - warknęła rozdrażniona, bo już wiedziała, kto postanowił ją odwiedzić. - Powiedz, że jestem na spotkaniu i nie ma mnie dla nikogo. - jej popołudniowy papieros zostanie zakłócony i to bardzo gwałtownie, bo Randy zdążył otworzyć buzię, a w drzwiach stanęła doskonale jej znana, pani prawnik od siedmiu boleści. - Oh... jak niemiło Cię widzieć, czemu zawdzięczam twoją obeność tutaj? - rzuciła wydmuchując dym przed siebie. Ani chwili spokoju. Zlustrowała jedynie kobietę od góry do dołu i sztucznie się uśmiechnęła.
Zanele Lessard