Strona 1 z 1

Very serious animal hunt

: czw wrz 03, 2026 11:36 pm
autor: Jason Choi
- Mówię wam, musimy obczaić te knajpę.
Powtórzył to już chyba trzeci raz. No bo przecież nie ciągnąłby ich przez park, gdyby nie miał dobrego powodu. Niestety, nowy lokal gastronomiczny, który Choi chciał wypróbować, znajdował się kawałek drogi od ich zwyczajowego miejsca stołowania się. I Jason naprawdę lubił kebaby, ba, kochał kebaby i frytki, ale ile właściwie można jeść w kółko jedno i to samo? To dlatego kiedy wyczytał w internecie, że niedaleko otwiera się nowy biznes, uznał, że muszą go wypróbować. A najlepiej to w ogóle powinni stworzyć taką trójcę krytyków - będą odwiedzać kolejne knajpy, budy i restauracje i potem każdą z nich oceniać. Nie żeby wrzucać do internetów czy cokolwiek - bardziej tak o, dla siebie. Żeby potem móc komuś polecić dobre miejsce do jedzenia, kiedy zostaną zapytani, co polecają jako miejscowi. Powinni przecież znać trochę tutejszą kuchnię, prawda?
- Ej, czy to jest bóbr? - Jason aż zatrzymał się w miejscu, przez co stał się małą zawalidrogą dla Alexa. Jego uwagę przykul dziwny kształt w wodzie, nieopodal brzegu. W pierwszej chwili wydawało mu się że to po prostu jakaś kłoda, kamień albo śmieć, ale owy kształt ewidentnie się poruszył. Nawet się otrzepał, rozbryzgując dookoła kropelki wody. - No bóbr jak chuj. Chodźcie zobaczyć bliżej - zarządził i nie czekając na reakcję chłopaków, ruszył w kierunku rzeczki biegnącej nieopodal ścieżki.
Może trochę wstyd się było przyznać, ale Jason chociaż był rodowitym kanadyjnczykiem, jeszcze nigdy nie widział bobra tak na żywo. Chyba nawet w zoo takowego nie widział. Czy oni w ogóle mieli w ich miejskim zoo bobra? Teraz pewnie już nie, hehe, skoro ostatnio jakieś oszołomy włamały się tam i powypuszczały zwierzęta z wybiegów. Jason nadal był pełen podziwu jakim cudem można być takim debilem, by wierzyć że robiło się dobrą rzecz, poprzez sprawienie, że dzikie zwierzęta rozbiegły się wolno po zaludnionym, głośnym, niebezpiecznym mieście. No ale niektórym nie dało się wytłumaczyć najprostszych rzeczy.
- Ej, to chyba... jednak nie jest bóbr - zauważył.
Od wody dzieliło ich jeszcze kilka kroków, a zwierzak też nie znajdował się przy samym brzegu - niemniej, nawet taki ignorant jak Jason był w stanie stwierdzić, że futrzak nie wyglądał jak narodowe zwierzę Kanady. Z pewnością nie był to też pies. Ani kot. - Co to jest?

Eric Stones Alexander Hall