Strona 1 z 1

They finally let me out of that prison called home

: pt wrz 04, 2026 6:58 pm
autor: Sarin Rattanakosin
Sarin miał naprawdę dość siedzenie w domu, ale musiał się słuchać lekarzy, ponieważ nie chciał sobie zaszkodzić. Po wizycie u lekarza w końcu dostał zielone światło i mógł chodzić o jednej kuli, jednak bez przesady. Lepszy rydz niż nic, prawda? Wariował powoli w domu, bo nawet nie mógł wyjść na spacer ze swoimi psiakami, jednak to się zmieniło. Wiedział, że nie może przeginać, bo zrobi sobie tylko krzywdę, ale może się ruszać i to dla niego wiele! Kocha ruch praktycznie od zawsze, a teraz nie ma opcji, aby mógł biegać czy ćwiczyć, a po wyleczeniu rany czeka go rehabilitacja, więc zanim znów wróci do pracy trochę minie, trudno. Nic na to nie poradzi. Zdrowie to dla niego ważna rzecz, ale to nie zmieni faktu, że będzie marudził na czym świat stoi! Coś za coś. Jak się człowiek wymarudzi to jakoś mu lepiej na sercu, a on to robi w zaciszu swojego domu nikomu nie trując głowy i nie psuł nastroju, bo wiadomo jak to ludzie reagują, kiedy człowiek za mocno żali się na swoje problemy.
Wstał dość późno jak na siebie, ale potrzebował odpoczynku od tego wszystkiego, a organizm w ten sposób dawał znać, że ma dość. Brał też sporo leków przeciwbólowych, przeciwzakrzepowych i innych, aby wszystko zagoiło się bez problemów, bo postrzał go cholerstwo. Mogła się wdać sepsa czy coś gorszego i może stracić nogę. Nawet nie chciał o tym myśleć. Ma dopiero trzydzieści cztery lata i wiele planów przed sobą i nie chce stracić tak ważnej kończyny. Unikał wszystkiego co miał unikać według zalecenia lekarza, ten kazał również mu jeść mięso, jednak z wiadomych przyczyn go nie mógł zjeść. Trudno. Nie będzie się męczył.
Cieszył się, że może wyjść na kawę z Cobie. Dawno się nie widzieli, ale tak to jest kiedy człowiek jest zajęty i nie ma czasu na porządne spanie, a o spotkaniu z przyjaciółmi nawet nie ma co wspominać, na szczęście im się udało.
Umówili się w kawiarni, która była niedaleko jego mieszkania.
- Cześć! - uśmiechnął się do kobiety podchodzą powoli. Nie wyglądał tak tragicznie z jedną kulą. - Mam nadzieje, że długo nie czekasz - dodał, kiedy usiadł z głębokim, wręcz starczym westchnieniem.

Cobie Takeda

They finally let me out of that prison called home

: pn wrz 07, 2026 3:00 pm
autor: Cobie Takeda
Już od progu było po Cobie widać, że ma nową sprawę. Była lekko przygaszona, za zmarszczonymi brwiami krył się natłok myśli, które krążyły wokół jakiegoś tematu. Dopiero kiedy dostrzegła przyjaciela, rozchmurzyła się, a na jej buzi znowu wykwitł wielki uśmiech. Podniosła się ze swojego miejsca, odruchowo sprawdzając, czy kabura zaraz nie odepnie jej się od paska, po czym zarzuciła ramiona na szyję zbyt wysokiego jak dla niej przyjaciela, wspinając się przy tym na palce. Dopiero kiedy opadła na pięty, odsunęła się lekko, przytrzymując go za łokcie i taksując go spojrzeniem, jakby chciała sprawdzić, czy naprawdę nie wygląda tak źle z tą kulą.
- You look like crap! - powiedziała szczerze i spojrzała mu w oczy.
Tutaj jej twarz znów ozdobiło ciepło jej uśmiechu, kiedy ścisnęła prawą dłonią jego ramię i przez odrobinę za długą chwilę głaskała je. Westchnęła wreszcie, siadając na swoim poprzednim miejscu.
- Dobrze, że wracasz do formy. Masz dobrego fizjoterapeutę? - zapytała, zupełnie ignorując pytanie o to, czy długo czekała.
Przecież nie miało to najmniejszego znaczenia. Co prawda w połowie dopity kubek kawy jasno mówił, że czekała długo, ale w tej sytuacji nie zamierzała mu nic wypominać. Z resztą praca w policji wymagała pochłaniania niezdrowych ilości czarnego płynu.
- Będziemy jedli, czy tylko kawa? - zapytała, przywołując spojrzeniem jedną z kelnerek, która tutaj pracowała. - I musisz mi opowiedzieć, jak to się stało, że pan wielki detektyw - u mnie zarobisz trzy razy tyle, co w policji, a do tego bez ryzyka postrzału - został postrzelony?
Spojrzała na niego z nieco szelmowskim uśmiechem, wyraźnie rzucając mu wyzwanie.

Sarin Rattanakosin

They finally let me out of that prison called home

: pt wrz 11, 2026 8:33 am
autor: Sarin Rattanakosin
Sarin cieszył się, że mógł spotkać się z Cobie, bardzo cenił sobie ich przyjaźń, która trochę już trwa. Nie miał za dużo takich osób w swoim życiu, trochę w tym jest jego winy, a trochę w trybie pracy jaki miał. Czy jest mu z tym źle? Nie do końca, ma małego grono przyjaciół, ale są to ludzie, którzy są dla niego bardzo bliscy i wie, że może na nich liczyć, tak samo jak oni na niego. Pewnie powinien być czasem bardziej wylewny, ale ludzie, którzy są w jego otoczeniu doskonale widzą, że Sarin po prostu taki jest. Czasem bywa oschły, czy nawet wredny, ale nie w stosunku do swojego bliskiego grona, no dobra, bywają momenty, że wychodzi z niego mały gremlin, jednak jest to w granicach żartu, a nie po to, aby zranić osobę, z którą rozmawia. Konkludując – Sarin jest dość specyficznym człowiekiem, ale nie jest taki zły na jakiego wygląda. Kiedy na jego twarzy nie widnieje uśmiech to jest straszny, jednak kiedy ten się pojawia to jego twarz rozjaśnia się dość mocno i od razu jest przyjemniejszy w odbiorze.
Zaśmiał się i przytulił wolną ręką drobne ciało swojej przyjaciółki. Tak cholernie miło jest ją widzieć, bo w domu dostawał naprawdę na łeb. Był zamknięty w czterech ścianach, bo lekarz zabronił mu wychodzić, aby sobie nic nie zrobił. Musiał słuchać, nie miał innego wyjścia.
- Dziękuje ci bardzo za słowa pocieszenia, bardzo doceniam - powiedział rozbawiony, ale po chwili zajął miejsce. Teraz to on wygląda dobrze. Cobie nie widziała Sarina po operacji. Wtedy wyglądał jak siedem nieszczęść. Teraz w miarę doszedł do siebie, ale nie ma się co dziwić, ponieważ ból jest o wiele mniejszy. Najgorsze było po operacji i jak wrócił do domu. Był praktycznie cały czas na silnych prochach.
- Z fizjo musze jeszcze trochę poczekać. Rana musi się dobrze zagoić - wyjaśnił. Był u fizjoterapeuty, ale ten mu powiedział, że jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia ćwiczeń. - Możemy coś zjeść, mam ochotę na coś słodkiego - w tym momencie obok nich pojawiła się dziewczyna z obsługi i oboje zamówili to na co ma ochotę. On dla siebie wziął ciastko ze śmietanką i owocami oraz czarną kawę.
- A daj spokój. Szukałem jednego faceta na zlecenie jego partnerki i jak go znalazłem to okazało się, że to melina narkotykowa i poszły strzały, ale dość o mnie – co u ciebie? Jak tam w pracy? - Zapytał zaciekawiony.

Cobie Takeda

They finally let me out of that prison called home

: śr wrz 16, 2026 12:22 pm
autor: Cobie Takeda
To było zaskakujące, jak bardzo Cobie nie potrafiła przy bliskich ukryć tego, co myślała albo przeżywała. Ta sama dziewczyna, która zachowywała pełen profesjonalizm w pracy jako oficer Takeda, przy przyjacielu była otwartą księgą.
Jedna z brwi wysoko uniesiona, jednocześnie obie zmarszczone. Usta wygięte w coś w rodzaju odwróconej podkówki, zaciśnięte w wyrazie niezadowolenia. Paznokcie wystukujące na blacie stolika sobie znany rytm.
Pokiwała głową, słuchając wymówki odnośnie fizjoterapii.
- To może nie powinieneś jednak wychodzić z domu? Ciastko i kawę mogłam Ci przywieźć. - zauważyła, nie kryjąc przekąsu.
Sama zamówiła czarną kawę i szarlotkę z lodami, ale nie poświęciła kelnerce jakoś dużo uwagi, skupiając się na przyjacielu i jego opowieści.
- Więc nie zdradzał żony, tylko był uzależniony? - zapytała lekko zaskoczona i pokręciła głową. - To chyba pierwszy raz, kiedy taka sprawa nie kończy się dowodami na zdradę i rozwodem.
Wstrząsnął nią pojedynczy spazm gorzkiego śmiechu. Podejście Cobie do małżeństwa było znane jej bliskim. Nie ukrywała tego, że nie wierzyła w "długo i szczęśliwie". Zabawne, że tak bardzo lubiła oglądać filmy romantyczne...
- Więc co, wparowałeś do meliny bez żadnego wsparcia? Ile razy ci mówiłam, że nie jesteś gliniarzem? Jak widzisz taką sytuację, wzywaj wsparcie, przecież od tego jesteśmy!
Uspokojona wygenerowanym przez siebie wyrzutem sumienia, uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała mu w oczy na dłuższą chwilę. To spojrzenie bardziej odpowiadało na pytanie, jak w pracy, niż jakiekolwiek słowa. Wybrała sobie trudny kawałek chleba.
- Nie narzekam... Wyobraź sobie, Harris wrócił do miasta. Tak, ten Harris, w którym kochałam się jako nastolatka i któremu zabrudziłam buty zaraz po pocałunku, który zainicjowałam. Mister "martwewargi". - sama siebie rozbawiła jeszcze bardziej, ale zaraz westchnęła i spoważniała. - A w pracy mam nową sprawę. Chodzi o handel ludźmi... Gwałt, przymusowa prostytucja. Nic miłego...
detektyw inwektyw

They finally let me out of that prison called home

: czw wrz 17, 2026 8:19 pm
autor: Sarin Rattanakosin
Sarin tez jest zupełnie inny w towarzystwie swoich bliskich. Więcej sie uśmiecha I po prostu jest weselszy, bardziej otwarty, bo w pracy tak samo jak Cobie musi być detektywem Rattanakosin, a nie cudownym I kochanym Sarinem, bo wtedy nic by z tego nie wyszło, a przecież nie o to chodzi. W tym zawodzie trzeba być cholernie twardym i uważnym, jak i odpowiedzialnym. Bez tego nie ma opcji, aby być dobrym gliną. Jest o wiele więcej rzeczy, które musi mieć dobry policjant czy detektyw, a ci sporo okrutnych rzeczy widzą w swoim życiu podczas pracy.
- Wiem, że byś to przyniosła do mnie, ale musiałem w końcu wyjść do domu, bo naprawdę dostałbym tam na łeb. Dobrze, że mamy windę inaczej nie wyszedłbym tak szybko, a na fizycy lekarza potrzebowałbym pomocy dwóch albo trzech osób – zaśmiał sie, jednak taka byłaby przykra prawda. Nie wyobrażał sobie tego. Takie schodzenie na pewno byłoby piekielnym obciążeniem dla osób, które musiałby mu pomoc, ponieważ sam by nie dał rady. Ledwo może chodzić, a bezpośrednio po postrzale to w ogóle była masakra, ledwo mógł sie doczłapać do toalety, a po prysznic nawet nie ma co wspominać, bo nie mógł moczyć rany, a tak by sie stało, gdyby wlazł pod prysznic to nie wylazłby z wanny i znów trzeba by było pomocy. W każda stronę źle. Lepiej nie ryzykować. Nie chciał na nowo wylądować na SORze, albo znów na oddziale.
Podziękował młodej kelnerce uśmiechając sie przy tym.
- A tego to ja nie wiem, bo po postrzale wycofałem sie z tego zlecenia, ale okazało sie, że to grubsza sprawa, bo oni to rozprowadzali. Resztą zajęli sie narkotykowi. Nie mieszałem sie w to - powiedział zły na siebie, ale skąd miał wiedzieć, że tak sie właśnie stanie. - Pójdzie siedzieć, wiec rozwód i tak będzie - zaśmiał sie upijając łyk swojej kawy. - Nie wparowałem, nie wiedziałem, że to melina, miało to być zwykle mieszkanie, a okazało sie jak to sie okazało - westchnął.
- No proszę, jakie powroty! I jak sie z tym czujesz? - Zapytał zaciekawiony. - To są cholerne skurwysyny, nie wiem jak można ludziom robić coś takiego. Życie ludzkie jest dla nich niczym - dodał.

Cobie Takeda