are we dreaming?
: pt wrz 04, 2026 10:45 pm
Nie no, to się nie działo naprawdę. Nie mogło się dziać naprawdę. Takie rzeczy zwyczajnie jej się nie przydarzały. W żadnym, ale to absolutnie żadnym wypadku. Była aktywna seksualnie od… jjjjeeeeezu, jakichś dziesięciu lat, a teraz wystarczyło, że zdecydowała się zakochać w mężczyźnie, być z nim przez ledwie trzy miesiące i tylko jeden jedyny raz pękła im gumka, a ona jakoś tak zapomniała wziąć tabletki, żeby nagle spóźniał jej się okres? Nie no, bez jaj. To na pewno był stres związany z tamtym procesem. Albo ich sprzeczką. Ewentualnie tymi zwariowanymi godzinami, które ostatnio wyrabiała. Tak, to musiało być właśnie to. Przez stres spóźniał jej się okres. Nic więcej.
No i jeszcze te kwiatki, które rzekomo nie były od niego. Tylko co miała z nimi zrobić? Wyrzucić je do śmieci? Były ładne! Może faktycznie miała jakiegoś cichego wielbiciela, a cała ta sytuacja jedynie udowodni Aidenowi, jaka była cudowna i pożądana, skoro mimo zainteresowania innych nie widziała nikogo poza nim. HA! Właśnie o to chodziło. Na bank. Cieszyła się jednak, że jej ognik zajmował się zakupem testów ciążowych, bo ona sama zdecydowanie nie była w stanie się na tym skupić. Co jakiś czas podczas zmiany zerkała na swój brzuch, dyskretnie go dotykając i upewniając się, że przez ostatnie x minut nie zdążył przypadkiem urosnąć. A ten kilogram, który ostatnio przybrała? To na bank przez Wendy’s albo tę smaczną pizzunię, na którą chodzili przez ostatni tydzień, bo żadnemu z nich nie chciało się gotować. Jej wybuchy złości też o niczym nie świadczyły. To była wina hormonów przez spóźniający się okres, a nie dlatego, że mogła być w cccią... Tfu! W żadnym cholera wypadku! NIE, NIE i jeszcze raz NIE.
We are not claiming this negative energy.
Spojrzała na ekran telefonu, odczytując wiadomość, że czekał już pod jej miejscem pracy. Pożegnała się z dziewczynami z kolejnej zmiany, chwyciła bukiet kwiatów i wybiegła na zewnątrz. Wskoczyła do samochodu, zatrzasnęła za sobą drzwi i czym prędzej zapięła pas. - Jedź, jedź, jedź! Nikt nie może nas tutaj zobaczyć! - wyrzuciła z siebie przerażona, zupełnie tak, jakby wszyscy wokół doskonale wiedzieli, co zamierzali za chwilę zrobić, lol. Dopiero po chwili spojrzała na Aidena i uśmiechnęła się szeroko, - Och, cześć - rzuciła, po czym szybko przysunęła się do niego i pocałowała go czule. - Dobra, kochanie, nie mamy czasu do stracenia. Chcę mieć to już za sobą - westchnęła głośno, poprawiając pas, po czym uniosła trzymany w dłoniach bukiet i przyjrzała mu się podejrzliwie. - Serio ich nie kupiłeś?
daddy?
No i jeszcze te kwiatki, które rzekomo nie były od niego. Tylko co miała z nimi zrobić? Wyrzucić je do śmieci? Były ładne! Może faktycznie miała jakiegoś cichego wielbiciela, a cała ta sytuacja jedynie udowodni Aidenowi, jaka była cudowna i pożądana, skoro mimo zainteresowania innych nie widziała nikogo poza nim. HA! Właśnie o to chodziło. Na bank. Cieszyła się jednak, że jej ognik zajmował się zakupem testów ciążowych, bo ona sama zdecydowanie nie była w stanie się na tym skupić. Co jakiś czas podczas zmiany zerkała na swój brzuch, dyskretnie go dotykając i upewniając się, że przez ostatnie x minut nie zdążył przypadkiem urosnąć. A ten kilogram, który ostatnio przybrała? To na bank przez Wendy’s albo tę smaczną pizzunię, na którą chodzili przez ostatni tydzień, bo żadnemu z nich nie chciało się gotować. Jej wybuchy złości też o niczym nie świadczyły. To była wina hormonów przez spóźniający się okres, a nie dlatego, że mogła być w cccią... Tfu! W żadnym cholera wypadku! NIE, NIE i jeszcze raz NIE.
Spojrzała na ekran telefonu, odczytując wiadomość, że czekał już pod jej miejscem pracy. Pożegnała się z dziewczynami z kolejnej zmiany, chwyciła bukiet kwiatów i wybiegła na zewnątrz. Wskoczyła do samochodu, zatrzasnęła za sobą drzwi i czym prędzej zapięła pas. - Jedź, jedź, jedź! Nikt nie może nas tutaj zobaczyć! - wyrzuciła z siebie przerażona, zupełnie tak, jakby wszyscy wokół doskonale wiedzieli, co zamierzali za chwilę zrobić, lol. Dopiero po chwili spojrzała na Aidena i uśmiechnęła się szeroko, - Och, cześć - rzuciła, po czym szybko przysunęła się do niego i pocałowała go czule. - Dobra, kochanie, nie mamy czasu do stracenia. Chcę mieć to już za sobą - westchnęła głośno, poprawiając pas, po czym uniosła trzymany w dłoniach bukiet i przyjrzała mu się podejrzliwie. - Serio ich nie kupiłeś?
daddy?