what's a ghost? unfinished business, that's what
: sob wrz 05, 2026 1:43 am
Dom Valdésów stał na końcu długiej, żwirowej drogi, kilka kilometrów za Uxbridge, około godziny jazdy samochodem z centrum Toronto. Dalej były już głównie pola, pojedyncze gospodarstwa i pasy lasu, które jesienią nabierały tej nieprzyjemnej cechy kanadyjskiej prowincji, przez którą człowiek zaczynał rozumieć, dlaczego w horrorach nikt nie odbiera telefonu — linie telekomunikacyjne ginęły pod coraz bardziej żółciejącymi liścmi.Roger Perron: Hear that?
Carolyn Perron: I don't hear anything.
Roger Perron: Exactly.
— The Conjuring
#4
Yonaka wysiadła z Kujiry i przez chwilę patrzyła na posiadłość. Duży, dwupiętrowy dom z szeroką werandą. Stare cegły, ciemne okiennice, dach wymagający prawdopodobnie większego remontu, niż właściciele chcieli przyznać. Ani trochę wiktoriańśki. Nic szczególnie złowrogiego — na pierwszy rzut oka.
Z kieszeni skórzanego płaszcza wyciągnęła świstek złożony na cztery. Kartka zawierała trzy najważniejsze informacje:
Yonaka westchnęła.›› Hieronima Valdés.
›› Zmarła sześć miesięcy temu.
›› Egzorcyzm. Kosztowny.
— Oczywiście.
Drzwi otworzyły się, zanim zdążyła podejść do werandy.
— Pani Levin? — Kobieta po sześćdziesiątce przyjrzała jej się od stóp do głów. — Marisol Valdés. Proszę wejść. I proszę niczego nie dotykać.
— To zależy czego.
— Wszystkiego.
Marisol odsunęła się, wpuszczając ją do środka. Była spięta, rzeczowa i mówiła tonem osoby, która od sześciu miesięcy próbuje utrzymać rodzinę w jednym kawałku. To ostatnie wynikało ze szczegółowego, hektycznego i kryptycznego e-maila.
Z salonu natychmiast wychylił się mężczyzna.
— To ta od demonów? — spytał z twardym, latynoskim akcentem.
— Ta od demonologii — poprawiła Yonaka.
— Czyli od demonów.
— Zależy od rachunku.
— Esteban — przedstawił się, jakby właśnie otrzymał potwierdzenie swoich podejrzeń. — Mówiłem, że trzeba było wezwać księdza.
— Ksiądz był — odezwała się starsza kobieta siedząca przy oknie. Wpadające przez szybę słabe promienie słońca ginęły w gęstym nimbie cygara dymiącego między pulchnymi, powyginanymi przez reumatyzm palcami.
— Tía Rosa...
— Był. Wziął pieniądze. Potem powiedział, że potrzebny jest egzorcysta. Egzorcysta wziął jeszcze więcej pieniędzy. A teraz... — Przerwała, zaciągnęła się dymem i wydmuchała gęstą chmurę nosem. — ...potrzebujemy pani. — Rosa uśmiechnęła się kwaśno i prychnęła. — Najdroższy demon w historii naszej rodziny.
— Mamo! — syknęła Marisol.
— Co? Nie widzę tu żadnego demona.
Z drugiego końca pokoju odezwał się młodszy mężczyzna:
— To dlatego, że się ukrywa.
Yonaka spojrzała na niego.
— A pan?
— Diego. Syn Marisol.
— I pan widział demona?
— Nie.
— To skąd pan wie, że się ukrywa?
Diego wzruszył ramionami.
— Babcia zawsze mówiła, że w tym domu coś jest.
Rosa prychnęła.
— Babcia mówiła też, że bankierzy są w zmowie z diabłem. I sprzedawcy aut. Zwłaszcza z drugiej ręki. Pendejos...
— I miała rację — mruknął Esteban.
Yonaka zaczynała rozumieć, dlaczego ktoś ją tutaj wezwał. Nie po to, żeby zbadała nawiedzony dom, tylko po to, żeby rozdzieliła cztery różne wersje tego samego wydarzenia. Z tyłu głowy czuła nadciągającą migrenę od samego obcowania z latynoskimi osobnikami gotowymi skoczyć sobie do gardła w imię "ich prawdy".
— Zacznijmy od egzorcyzmu — powiedziała.
Marisol natychmiast spoważniała.
— Zaczęło się od pokoju mamy.
Esteban wszedł jej w słowo.
— Od ziemniaka.
— Od pokoju — powtórzyła Marisol.
— Ziemniak pojawił się wcześniej.
— To był ziemniak.
— Miał twarz.
— Nadal był ziemniakiem.
— Na święte stygmaty! Miał twarz Chrystusa! Pani od demonów, niech pani żesz sama oceni! — Esteban poszedł w stronę przejścia do innego pomieszczenia. Coś trzasnęło z hukiem. Szkło zadygotało. Gdy wrócił, miał w dłoni talerz przykryty papierowym ręcznikiem. Położył go na stole i jak magik prezentując zdechłego chomika, odkrył tajemnicę. — Syn Boga, jak malowanie!
Yonaka spojrzała na stół. Na talerzu leżało kilka przekrojonych bulw. Jedna rzeczywiście przypominała ludzką twarz, przez której środek przebiegała ciemna, poszarpana linia.
— Odwrócony krzyż — powiedział Esteban z satysfakcją.
Yonaka nachyliła się nad ziemniakiem.
— Pęknięcie.
— Egzorcysta powiedział, że to znak.
— Egzorcysta powiedział wam dużo rzeczy?
Rosa parsknęła.
— Za nasze pieniądze.
Nagle z ciemnego kąta salonu dobiegło piskliwe:
— Ave Maria...
Yonaka poderwała głowę. Rodzina również. Po chwili padło:
— Sancte Michael Archangele, defende nos in proelio...
Powoli odwróciła się w stronę źródła dźwięku. Zielony ptak siedział na stojaku przy oknie i patrzył na nią z podejrzaną inteligencją.
— To ona — powiedziała Marisol. — Zaczęła po egzorcyzmie.
— Papugi potrafią naśladować ludzką mowę.
— Ale wcześniej nie znała łaciny!
— Znała hiszpański?
— Tak.
— To już mamy trop.
— Ave Maria!
— Albo najdroższą papugę w Ontario.
Yonaka zerknęła na rodzinę. Marisol wyglądała, jakby za chwilę sama miała dostać migreny. Esteban był zachwycony. Rosa miała minę kobiety, która najchętniej wyrzuciłaby papugę przez okno lub wrzuciła do piekarnika. Diego natomiast patrzył wyłącznie na nią — demonolożkę od siedmiu boleści.
— Pieniądze też zniknęły — powiedział. To zdanie natychmiast uciszyło wszystkich.
Yonaka odwróciła się do niego.
— Jakie pieniądze?
— Złota skarpeta babci.
Marisol zacisnęła usta niezadowolona.
— Diego...
— No co? — Wzruszył ramionami. — Przecież po to też ją wezwaliśmy.
— Myślałam, że po to, żeby zbadała dom.
— Jedno nie wyklucza drugiego.
Yonaka poczuła, że właśnie dotarła do właściwego tematu.
— Gdzie były trzymane te... pieniądze?
Tym razem odpowiedziała Rosa:
— Tego właśnie nie wiemy.
— A co twierdzi rodzina na ten temat?
Esteban wskazał na korytarz.
— Że zabrało je to, co było w pokoju mamy.
Rosa pokręciła głową.
— Ja twierdzę, że zabrał je ktoś, kto wiedział, gdzie ich szukać.
Yonaka uśmiechnęła się lekko.
— Pani Roso, zaczyna mi się pani podobać. — Dopiero wtedy ponownie zauważyła młodą kobietę stojącą nieco dalej, przy wejściu do korytarza. Yonaka skinęła jej głową. — A pani jest...?
Marisol spojrzała w jej stronę.
— To Ruelle. Pani Levin powinna ją poznać.
— Powinnam?
— Tak. Ruelle miała przygotować mamę do pochówku.
— Miała — Esteban od razu się wtrącił. — Ale ostatecznie jej nie przygotowywała.
— Estebanie... — Rosa posłała mu ostrzegawcze puffnięcie dymu.
— Co? To fakt.
Marisol westchnęła.
— Hieronima zapisała w testamencie, że to Ruelle ma zająć się jej przygotowaniem. Makijażem, włosami, wszystkim. Mama bardzo tego chciała.
Yonaka zerknęła na Ruelle, po czym wróciła wzrokiem do Marisol.
— I co się stało?
— Ktoś został zatrudniony zamiast niej.
— Kto?
Marisol zawahała się.
— Tego właśnie nie potrafimy teraz ustalić.
Brwi Yonaki lekko drgnęły. To było pierwsze zdanie tego dnia, które naprawdę jej się nie podobało. Bardziej niż schodzące ze ścian stare tapety w klasyczne lilie.
— W takim razie pani Ruelle idzie z nami.
Marisol skinęła głową.
— Właśnie dlatego ją poprosiłam, żeby została. Chcę, żeby zobaczyła ten pokój jeszcze raz.
Takim to sposobem Marisol poprowadziła je w stronę korytarza. Po drodze Yonaka zwolniła i odwróciła się do młodej kobiety.
— Zanim wejdziemy — zaczęła spokojnie — chciałabym wiedzieć, jakie były pani relacje z Hieronimą.
Marisol już otwierała drzwi prowadzące dalej.
— Porozmawiacie po drodze. Pokój mamy jest na końcu korytarza.
Yonaka spojrzała na nią z ukosa, walcząc z potrzebą wykrzywienia ust w nieprzyjemnym grymasie.
— Widzę, że w tej rodzinie nawet duchy muszą poczekać na swoją kolej.
Marisol nie odpowiedziała. Otworzyła drzwi.
— Nie duchy, pani Levin.
— W takim razie?
Marisol spojrzała na zniszczone wnętrze.
— To właśnie ma pani ustalić.
Ze środka wylazł, jak plaga, smród środków wybielających oraz formaliny. I czegoś jeszcze... Czegoś, czego Yonaka nie znała. Czegoś, co znane jest wyłącznie ludziom obcującym ze śmiercią na co dzień.