it's a trap
: sob wrz 05, 2026 12:09 pm
#2
W takich dniach prawdopodobieństwo spotkania znajomych ludzi wzrasta co najmniej trzykrotnie, a wszelkiego rodzaju byłych chyba jeszcze bardziej. Chrissy przypomniała sobie o tej starej prawdzie rządzącej światem dopiero, gdy otworzyły się przed nią drzwi windy, a w środku zauważyła Teddy. Nawet nie pamiętała jej nazwiska, choć wydawało jej się, że było jakieś dziwne. Dipshit? Dickface?
- Cześć - burknęła, wchodząc do środka i ustawiając się bliżej drzwi, plecami do dawnej znajomej. Gdyby wiedziała, że będzie w środku, poszłaby schodami, ale miała na tyle godności w sobie, by nie wycofywać się, gdy już się spotkały. Nie była przecież tchórzem. Dwie minuty w windzie nie doprowadzą do niczego, co zniszczy jej nastrój skrzętnie budowany dziś przez chłopaków z Akademii Policyjnej, jednego z jej ulubionych filmów z dzieciństwa.
Już nawet nie pamiętała, dlaczego się rozstały. Była jakaś wielka kłótnia, ale o jaką pierdołę? Tego nie była w stanie wygrzebać z pamięci. Po takim czasie nie przywiązywała do tego wagi. I tak lepiej wspominała Teddy, niż tego paskudnego grzyba, od którego wyprowadziła się kilka miesięcy temu. Chrissy zerknęła w bok, na ułamek sekundy zatrzymując wzrok na twarzy Teddy. Zdecydowanie była ładniejsza od niego.
Pomiędzy piętrem czwartym i trzecim winda wydała odgłos, którego Chrissy nigdy dotąd nie słyszała. Zgrzytnęło, pisnęło, huknęło; winda stanęła, ale drzwi się nie otworzyły, a wyświetlacz z numerem piętra zaczął dziwnie migać. Z początku Chrissy się nie poruszyła, licząc, że winda po prostu ruszy zaraz dalej. Kiedy jednak tak się nie stało, rozejrzała się podejrzliwie wokół, aż w końcu jej wzrok spoczął na Teddy.
- No i co narobiłaś? - zmarszczyła brwi. Oczywiście, że to wszystko jej wina, bo niby czyja? Jakby Teddy nie chciała nic napsocić, to by jej tu dziś nie było. Los zdecydowanie nie sprzyjał dziś pannie Williams - a tak dobrze ten dzień się zaczął!
teddy darling