Strona 1 z 1

what in kangaroo is going on right now?!

: sob wrz 05, 2026 1:17 pm
autor: Finn Arden
Dobra, zazwyczaj Finnegan był zajęty wykonywaniem poleceń polegających na towarzyszeniu klientom podczas jakichś kolacji, bankietów czy innych podobnych wydarzeń. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się jednak towarzyszyć kobiecie na pogrzebie jej własnego męża, który notorycznie zdradzał ją przez całe małżeństwo. Jej zemsta miała polegać na pokazaniu wszystkim zebranym, że ona również potrafiła znaleźć sobie kogoś na boku. No i takim oto cudem Arden udawał jej kochanka, zmuszony obmacywać jej zgrabny, pięćdziesięcioletni tyłeczek dokładnie w tym samym momencie, w którym trumna jej męża zjeżdżała pod ziemię. Nie no, pójdzie do piekła. Na bank. Nie było innej opcji.

Kiedy już odbębnił zlecenie, poluzował krawat, zsunął z siebie marynarkę i przerzucił ją przez ramię. Było cholernie gorąco, dlatego stwierdził, że zanim zamówi taksówkę do mieszkania i umówi się z Elcią, wstąpi do jakiegoś pobliskiego baru na drineczka. Przy okazji miał chwilę, żeby zastanowić się, jak właściwie opowie Eleanor o swoim dzisiejszym zleceniu. Hm. No ciekawe, jak wyjaśni jej to macanie wdowy nad świeżo wykopanym grobem. No ale anyways, szedł sobie wzdłuż cmentarnego muru, gdy nagle coś mignęło mu przed oczami. Coś, co z początku wyglądało na jakieś zwierzę, ale kiedy zatrzymał się i przyjrzał temu uważniej, uznał, że musiał dostać zwidów. Przejechał dłonią po twarzy, zamrugał kilka razy, po czym zerknął ponownie, żeby się upewnić i...

KANGUR?
NA CMENTARZU?
TRZYMAJĄCY W ŁAPKACH ZNICZ?

Nie no, kurwa. Zwariował. Czy to już sam szatan dawał mu znać, że zarezerwował dla niego specjalne miejsce w piekle? A może dostał udaru słonecznego i były to pierwsze objawy? Jezus Maria. Podszedł do murku, zacisnął dłoń na miedzianym pręcie ogrodzenia i dalej wpatrywał się w kangura katolika XD. Po chwili zauważył młodego chłopaka stojącego nieopodal i natychmiast uznał, że musi zapytać go, czy również widzi to samo. - Błagam cię, powiedz mi, kurwa, że ty też widzisz kangura odmawiającego zdrowaśkę i że nie zwariowałem - rzucił, spoglądając na niego z przerażeniem, choć już po chwili parsknął śmiechem.

Another day in Toronto, eh?


please tell me im not crazy

what in kangaroo is going on right now?!

: sob wrz 05, 2026 10:49 pm
autor: Xander Westhall
Cholerny samochód, cholerne korki i cholerne Toronto. Chociaż czy mógł na nie narzekać, skoro we Francji jeździli jeszcze gorzej niż tutaj? Zaczynając jednak od początku — na światłach zgasło mu auto i umarło na wieki wieków, a przynajmniej do czasu, aż mechanik go nie naprawi. Wkurwiony jak osa poczekał na lawetę, pisząc do szefa, że spóźni się, bo korki nie były łaskawe i silnik jego samochodu najwyraźniej również. Dodatkowo cała sytuacja miała miejsce na odcinku, gdzie daleko miał do jakiegokolwiek przystanku autobusowego, a na drodze ekspresowej ciężko złapać taksówkę. Dlatego pan laweciarz podrzucił go bardziej do centrum, wyrzucając przy cmentarzu; idealnie dopasował do jego dzisiejszego nastroju. Szedł wzdłuż płotu, z oddali widząc już, jak jakiś chłopak stał ubrany elegancko, trzymając za mosiężne pręty w murze i spoglądając na nagrobki. Najpierw pomyślał, że może był wariatem, jednak później stwierdził, że nie powinien tak krytycznie spoglądać na ludzi. Jego żałobne ubranie sugerowało, że być może właśnie wracał z pogrzebu i nie mógł pogodzić się ze stratą najbliższej osoby, więc wpatrywał się w świeżo wykopany grób. Strata bliskich była okropna i cieszył się, że jednak nie musiał tego w ostatnim czasie przeżywać — a o mało nie brakowało, a straciłby brata. Ba, już przecież nawet jechali na potwierdzenie jego zwłok, jednak całe szczęście, zaszła wtedy pomyłka.

Przeszedł obok, ale nieznajomy się do niego odezwał. Przystanął, patrząc na niego niezrozumiale. A jednak wariat… Powinien zignorować kolejnego ćpuna, który błądził po ulicach Toronto i po prostu odejść, ale coś podkusiło go, aby spojrzeć w kierunku, w który się wpatrywał i…

tam naprawdę stał kangur.


Pochylał się nad grobem, trzymając łapki tak, że wyglądało, jakby się modlił. Xander aż otworzył buzię ze zdziwienia, przypatrując się kangurowi i mocno zaciskając oczy, jakby po ich ponownym otwarciu obraz miał nagle wrócić do normalności, a zwierzę zniknie, ale… nic takiego się nie wydarzyło. Co miał powiedzieć? Jak to skomentować? Tak po prostu przytaknąć? Może tak naprawdę obydwoje byli wariatami? Wiele by to wyjaśniało. — Może… zmarł mu ktoś bliski — odpowiedział jedynie, wzruszając ramionami, ale sam podszedł do muru, chwytając za rurki w płocie i prawie że przekładając łeb przez szparę, żeby lepiej przypatrzyć się temu dzikiemu zjawisku. — Ej, a coś nie pisali o tym, że zwierzaki uciekły z zoo? — zapytał, przyglądając się i jeszcze prowadząc analizę naoczną, czy to po prostu nie było bardzo realistyczne przebranie. — Tylko od kiedy kurwa kangury są katolikami? — nawet on, do cholery jasnej, nie wierzył w boga.

we are both crazy

what in kangaroo is going on right now?!

: pn wrz 07, 2026 11:44 pm
autor: Finn Arden
Nigdy, a przynajmniej przez ostatnich kilka lat swojego życia, nie uważał, że prowadził je w jakikolwiek sposób nudno. W żadnym wypadku! W końcu jako dating escort dostawał cholernie dużo najróżniejszych zleceń. Niektórych wolałby nawet nie wspominać przy innych ludziach, a tym bardziej przy Eleanor, bo bywały naprawdę spaczone. No ale taka była praca. Trzeba było zarabiać pieniądze, bo inaczej nie utrzymałby swojej pozycji jednego z najbardziej reliable service providers, a najważniejsze i najlepiej płatne zlecenia zaczęłyby trafiać do kogoś innego. Choć może trudno było w to uwierzyć, na tym rynku działało całkiem sporo osób próbujących szczęścia w tej branży. A ludzi korzystających z podobnych usług? Tych było jeszcze więcej.

Teraz z kolei, kiedy wydawało mu się, że widział już dosłownie wszystko, przed jego oczami ukazał się kangur. Serio zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem nie zwariował albo zwyczajnie nie przegrzał się na tym cholernym słońcu. Ostatnimi czasy pogoda w Toronto była nie z tej ziemi. Dosłownie Australia! Może właśnie dlatego ukazał mu się akurat ten, a nie inny zwierzak, hm? No i tak stał, i się na niego gapił, aż w końcu musiał zapytać stojącego nieopodal chłopaka, czy on również go widział, bo kurwa, naprawdę zaczynał wątpić we własne zmysły. Na szczęście sądząc po udzielonej mu odpowiedzi, kangur nie był jedynie wytworem jego przegrzanego umysłu. Arden parsknął śmiechem i spojrzał na nieznajomego. - Myślisz? Ktoś z tej samej rodziny kangurowatych czy może jakiś dalszy krewny? - zaśmiał się, podchodząc bliżej chłopaka. - Słuchaj, może coś o tym pisali, ale byłem na ceremonii, więc nie zwracałem zbytnio uwagi na telefon - westchnął. No dobra, cała ta sytuacja była absurdalna. - Może buddyzm mu się nie spodobał i postanowił spróbować czegoś nowego? - zasugerował z rozbawieniem, po czym ponownie zerknął na zwierzę. - I co my teraz z tym zrobimy? Chcesz spróbować go złapać?

stranger