Strona 1 z 1

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: sob wrz 05, 2026 9:01 pm
autor: yubi wang
Obrazek
Minęło kilka dni, odkąd poznała chłopaka z tak intensywnie niebieskimi tęczówkami, w których mogła się dosłownie utopić. Przedstawiła mu się jako Bee. W sumie daleko nie odleciała od swojego prawdziwego imienia, ale jednak chciała zachować jakąś nutkę tajemniczości. Paryż jej w tym pomagał, dodawał pewności siebie, której w Toronto nigdy nie miała. No więc wracając…

Zanim pojawiła się nad Sekwaną, w wyznaczonym przez nich miejscu i o umówionej godzinie, co swoją drogą zalatywało troszkę jakimś staromodnym romansem, no bo nie wymienili się ani numerami telefonów, ani social mediami, dosłownie niczym, zastanawiała się, czy chłopak faktycznie pamiętał o ich spotkaniu. I, co gorsza, czy myślał o niej tak samo intensywnie, jak ona przez ostatnie kilka dni myślała o nim. No i zanim w ogóle wyszła z mieszkania, zdążyła jeszcze pokłócić się ze swoim narzeczonym o to, że nie chciała spędzić całego wieczoru, grając z nim w gry. Rozumiała, że dzieliło ich sześć godzin różnicy i że chciał spędzić z nią trochę czasu, ale ona nie zamierzała marnować swojego wyjazdu, tkwiąc w malutkim mieszkanku, kiedy mogła zwiedzać zupełnie nowe miasto. Nawet jeżeli miałoby to oznaczać 'samotne' włóczenie się po Paryżu późnym wieczorem.... z przystojnym towarzystwem.. anyways...

Po drodze minęła kilka budek z przepysznie pachnącymi krepsikami i kilka naprawdę ładnie wyglądających budynków, raz po raz rozglądając się po okolicy. Wyciągnęła telefon, żeby zerknąć na godzinę. Sama była tam kilka minut po czasie, bo oczywiście się spóźniła, ale jego jeszcze nie było… Hmm. O! Chyba jednak go zauważyła. - Zander! - machnęła ręką wysoko do góry, żeby na pewno ją zauważył, no bo mógł przecież zapomnieć, jak wyglądała, co nie? Podeszła do niego powoli i uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć, po czym wysunęła w jego stronę dłoń, żeby ją uścisnął. - quel genre de toast es-tu aujourd'hui ? - zapytała całkiem poważnie, po czym po chwili wybuchnęła śmiechem. - just kidding, je suis content de te voir.

zander

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: ndz wrz 06, 2026 12:58 am
autor: Xander Westhall
Xander był naprawdę średnim romantykiem. Można by było rzecz, że mniej niż przeciętnym, a czasami zerowym. A jednak teraz poczuł się, jakby grał w jakiejś komedii romantycznej, bo kończąc imprezę nie wymienił się z nią niczym — ani numerem telefonu, ani social mediami, a jedynie krótką informacją, gdzie i o której spotkają się następnym razem. Zanotował sobie to w notatkach, a nie w kalendarzu, nie chcąc, aby ktokolwiek się tego kiedyś dopatrzył. Takie rozwiązanie pasowało mu najbardziej, bo nie utrzymywanie kontaktu z dziewczyną poza ich spotkaniami czyściło go ze wszelkich jakichkolwiek zarzutów… których nie miał. Póki co, choć na razie w ogóle nie przyjmował opcji, w której posunie się o kolejny krok do przodu.

Pamiętał o spotkaniu, nawet bez spoglądania na datę i godzinę zapisaną w notatkach. Myślał o niej. O jej czekoladowych oczach, rozbawionym spojrzeniu, szerokim uśmiechu i niewinnym, nieco nieśmiałym sposobie bycia. Jak słodko marszczyła nos i jak różowiły jej się policzki w niektórych momentach, zwłaszcza gdy podczas tańca po raz pierwszy byli siebie blisko. Przepadł — przynajmniej takie miał odczucie. Dzisiaj chwilę się zastanawiał, czy powinien pojawić się na tym spotkaniu, bo odczuwał ogromne przeczucie, że zobaczenie jej w innym świetle, innym, przede wszystkim trzeźwym spojrzeniem, całkowicie wywróci jego życie do góry nogami.

No i tak myślał myślał, aż wymyślił i ruszył biegiem w kierunku Sekwany i umówionego miejsca. Spóźnił się, nie mając takiego zamiaru, ale i tak musiała czekać na niego tylko kilka minutek. Nie wiedział, czy serce biło mu tak mocno przez to, jak szybko do niej leciał, czy przez to, że wyciągnęła wysoko rękę i machała mu, żeby ją na pewno zobaczył.

Była słodka, mała pszczółka, jak najsłodszy miodzik.

— Et quels toasts vous font arriver en retard? — zapytał rozbawiony. — Peut-être des toasts — dodał po chwili, kręcąc głową. Nawet jeśli powiedziała, że żartowała… on postanowił odpowiedzieć. — Jak wyskoczy za późno, to już się spali — dodał po angielsku, najprostszą formą i najbardziej podstawowym słownictwem, jaki był w stanie siebie wykrzesać. Bee mówiła wyraźnie i nawet wolno, a Xander brał dzisiaj udział w meetingu, gdzie nikt nie respektował angielskiego, a jedynie napierdzielali jak oszaleli po francusku, ignorując część pracowników ze Stanów i Kanady. Spojrzał na wyciągniętą dłoń i uśmiechnął się z rozczuleniem. — Ravi de vous voir aussi. Avez-vous mangé quelque chose? — dopytał, bo zrobienie pikniku nad rzeką również było iście filmowym kadrem.

bee

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: ndz wrz 06, 2026 1:39 am
autor: yubi wang
Przyglądała mu się, starając się nie parsknąć śmiechem przez jego wymowę. Troszkę pomieszało mu się z toastem i tostem, ale poza tym naprawdę doceniała, że cały czas starał się komunikować z nią po francusku, no bo przecież zapewniła go, że jest z Francji! Oh, sacreble! Był naprawdę przeuroczy, a teraz, bez tego szumu muzyki i ludzi pchających się na nich, mogła naprawdę przyjrzeć się temu, jak dobrze wyglądał, co tylko i wyłącznie sprawiło, że zaczęła czuć różowiutkie wypieki na swoich policzkach. - Heureusement que je ne te laisserai pas te brûler à côté de moi ! Je te ferai pivoter au moment idéal, Zander - odparła, uśmiechnięta od ucha do ucha. Po chwili jednak zauważyła, że zerknął na wyciągniętą przez nią dłoń, uśmiechając się, ale jej nie uścisnął, więc wycofała ją jakoś tak niezręcznie, starając się coś z nią zrobić, i ostatecznie splotła obie dłonie za plecami. - oui - przytaknęła głową, uśmiechając się do niego, gdy zapytał, czy była głodna. - Je meurs de faim et, en venant ici, j’ai repéré une petite crêperie. Apparemment, elle est très bonne et le propriétaire est là depuis de très nombreuses années.

Spojrzała na niego i zaczęła iść powoli w kierunku owej budki, która znajdowała się dosłownie niedaleko Sekwany, więc bez problemu będą mogli później tam wrócić i wszamać mniami naleśniki w stylu francuskim z pięknym widoczkiem. Po kilku minutach spacerku w ciszy zerkała na niego co jakiś czas, lekko poddenerwowana i zestresowana tamtym faux pas w kwestii podania mu ręki, której nie uścisnął!

Nie no, umrę ze wstydu.

Rzuciła do siebie w myślach, a po chwili stali już przy budce, gdzie Yubi zamówiła dla nich cztery najpopularniejsze rodzaje crepes, dwa na słodko i dwa wytrawne. Była głodna, a Zander był mężczyzną, więc stwierdziła, że może też będzie miał apetyt?XD - Ça fera 40 euros - burknął sprzedawca, podając im krepsiki. Yubi wzięła dwa i podała je Zanderowi, a po chwili zmarszczyła brwi. - 40 ?! Mais ça ne devrait pas coûter plus de 20 euros ! - rzuciła zbulwersowana. - On voit à des kilomètres que tu traînes avec un Américain. Je ne vais quand même pas vous faire le tarif du quartier ! - Nie no, Yubi ostro się wnerwiła i sprzedała mu taką wiązankę, z której nigdy w życiu nie byłaby dumna, a na sam koniec rzuciła w niego trzydziestoma euro i dodała jeszcze po angielsku, - Jutro twoje imię wyląduje w sieci i splajtujesz w tydzień, ty stary żabojadzie! - krzyknęła, chwytając crepes. Tak szła chwilę i szła, zanim zbladła na twarzy, orientując się, co właśnie odwaliła. Uśmiechnęła się więc do niego głupkowato i zapytała, - alors, on mange ?

zander

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: ndz wrz 06, 2026 1:28 pm
autor: Xander Westhall
I tak jego bilans rozmawiania prezentował się nienajgorzej. No może w wymowie pomyliło mu się, może chciał dzisiaj być toastem a nie tostem, tak? No, nie ważne. Była słodka, naprawdę słodka i patrząc na nią w jeszcze dziennym świetle, zastanawiał się, gdzie ukrywała się przez większość jego życia. Na drugim końcu świata? Niemożliwe, a jednak! Cóż, przynajmniej tak myślał i nawet nie podejrzewał, że znajdowała się praktycznie tuż pod jego nosem, ale los postanowił pchnąć ich w swoim kierunku dopiero jakieś pięć tysięcy kilometrów poza domem. — Tu me le promets? Si oui, je me sentirai en sécurité aujourd'hui — rzucił z rozbawieniem. Wiecie co jeszcze było zabawne? Że spojrzał się na jej rękę, uśmiechnął się głupio, a nie uścisnął jej. Jak największy gbur, chociaż bardziej pasowało określenie sima bez konkretnego polecenia, co poniekąd było określeniem w punkt. No tak czy inaczej, Xander też był dziwny; ciągnie jednego do drugiego i nie tylko przeciwieństwa się przyciągają. — Alors il faut absolument qu'on y aille. J'ai mangé des crêpes vraiment immondes récemment. — Bita śmietana, która obok ubitej śmietany nie leżała, jakieś stęchłe truskawki i tak jak nie lubił marnować jedzenia, tak połowę swojego posiłku wyrzucił, finalnie nieco obawiając się, że zamiast swojej francuskiej przygody to trzy dni spędzi w toalecie.

Czy cisza była czymś złym? Westhall podziwiał piękno natury, idąc obok innej piękności i to, że nie rozmawiali, nie było dla niego niezręczne. No może dlatego, że to nie ona skompromitowała jego? Zdecydowanie powinna odegrać się na nim za to wprowadzenie w dyskomfort. — Popatrz, kaczka — rzucił, zapominając o tym, że powinien mówić po francusku i podszedł na murek przy rzece, żeby obserwować pływające ptaki. Cała rodzina. — Même si je voulais le dire en français, je ne sais pas comment ça s'appelle — stwierdził po chwili, wzruszając ramionami. — Kwa kwa, czy coś — parsknął. Pewnie gdyby nie był w stanie jej pokazać, o co mu chodziło, to właśnie tak by musiał się z nią porozumieć — na migi albo wyrazy dźwiękonaśladowcze.

No kurde, czterdzieści euro to przecież dużo jak za zwykłe naleśniki, kto to widział! Normalnie złodziejstwo w biały dzień. Podziękował skinieniem i jedną ręką wyciągnął portfel, ale nagle rozpoczęła się kłótnia. Tylko przeskakiwał spojrzeniem między jednym a drugim, oniemiały intensywną wymianą zdań, aż nagle… Jutro twoje imię wyląduje w sieci i splajtujesz w tydzień, ty stary żabojadzie! No on chyba śnił! Spojrzał na nią oniemiały, posyłając jedynie krótkie spojrzenie w kierunku francuza, który prawdopodobnie nie zrozumiał co do niego powiedziała i machnął na nią ręką.

Czy francuzi znają takie słowa po angielsku? Splajtujesz? Żabojadzie? Poszedł za nią grzecznie, nie odzywając się przez chwilę, ale chyba nie było to dla niej nic dziwnego. — Jesteś dwujęzyczna? — zapytał, marszcząc nieco brwi. Kurde, skoro myślała po angielsku tak automatycznie, że w przypływie nerwów wykrzyczała sprzedawcy prosto w twarz… Jeszcze nie zaciągała z francuskim akcentem. — Nie brzmisz jak rodowita Francuzka. — Zmrużył oczy. — Bon appétit — rzucił, biorąc kęs swojego naleśnika.

Francuzka czy niekoniecznie?

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: ndz wrz 06, 2026 4:08 pm
autor: yubi wang
Przysunęła dwa palce do czoła udając, że salutowała, po czym odparła podekscytowana, - Je te le promets! - była mega happy że zgodził się na pomysł naleśników, po czym ruszyła razem z nim w ich kierunku. - Dans ce pays, on ne plaisante pas avec les crêpes. J’espère que tu as survécu à ce fiasco - dodała, uśmiechając się delikatnie. Chociaż gdzieś w głębi wciąż czuła się odrobinę zawstydzona tym, że nie uścisnął jej dłoni. Była bardzo, bardzo weird w te rzeczy. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, czy to była randka, czy może zwyczajne spotkanie. Z zamyślenia wyrwał ją chłopak, który nagle podekscytował się…

k a c z k ą?

Uśmiechnęła się szeroko i podążyła za nim, śmiejąc się pod nosem, bo był przeokropnie uroczy. Stanęła obok niego, spoglądając najpierw na kaczkę, a potem na jego uradowaną buzię. Kurczę. Poczuła jakieś obce ciepło przechodzące przez jej klatkę piersiową, zanim czym prędzej odwróciła wzrok z powrotem na kaczkę. - canard - powiedziała, komunikując mu, jak poprawnie mówiło się to po francusku. Po chwili przysunęła się do niego odrobinę i uśmiechnęła szerzej, - j'aime kaczka mieux - dodała po czym parsknęła śmiechem, zanim skierowali się w kierunku tej budki z jedzonkiem.

Musiala się uspokoić, bo była teraz bardzo zdenerwowana tą wredną bagietą, a pytania Zandera wcale, ale to wcale nie pozwalały jej zapomnieć o tym, co przed chwilą się wydarzyło. Wzięła głęboki oddech i zerknęła na niego. - Au total, ça fait trois. Je parle aussi chinois - odpowiedziała. Chyba tego nie musiała trzymać w sekrecie, co nie? Poza tym, nie był ślepy. Nie była biała. Aczkolwiek już teraz wpadła jak śliwka w kompot przez swoje małe kłamstewko, więc wolała nie mówić mu, że znała jeszcze japoński albo wietnamski, bo potem jakimś cudem okazałoby się, że na nazwisko miał na przykład Nam i był fluent in Vietnamese. No też tak mogło być! - Je n’ai pas l’air de…? - zapytała, zanim wgryzła się w swojego naleśnika. Przeżuła kilka razy, przełknęła i dopiero wtedy spojrzała na niego z uniesioną brwią. - Hm, może dlatego, że jestem Kanadyjką? - odparła, starając się nie parsknąć śmiechem, ale też nie spalić ze wstydu. - Mieszkałam w Quebecu większość mojego życia, zanim się tutaj przeprowadziłam. Iii zanim zapytasz, dlaczego nie mam tego specyficznego francusko-kanadyjskiego akcentu, to dlatego, że przez wiele lat ćwiczyłam, jak się go pozbyć. - Odpowiadała już po angielsku, dalej kłamiąc, bo jednak wolała zachować dla siebie to, że mieszkała w Toronto.

Niby Kanada była przeogromna, ale podobało jej się to, że jakaś tam nutka dyskrecji wisiała między nimi... że nie wiedział o niej wszystkiego. - Przepraszam, że nie powiedziałam tego szybciej - dodała ciszej, uśmiechając się z lekkim rumieńcem. - Ale byłeś bardzo uroczy, odpowiadając na wszystko po francusku. - Wgryzła się znowu w naleśnika, po czym po chwili wysunęła go w jego stronę, czekając, aż stukną się nimi w ramach jakiegoś naleśnikowego 'na zdrowie'. - wybaczysz mi? - zapytała z nadzieją w głosie, po czym uśmiechnęła się szerzej. - Kwa kwa?

un charmant canadien

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: ndz wrz 06, 2026 11:48 pm
autor: Xander Westhall
Kaczka na rzece była zjawiskiem godnym podziwu. Czy pływały one na jeziorze Ontario? No raczej nie! Albo Xander po prostu nie zwracał na nie uwagi, co też było bardzo prawdopodobne, bo jak jedno dobrze znane przysłowie mówiło — cudze chwalicie, swego nie znacie. Więc no, podziwiał Paryż, jakby Toronto było zapyziałą dziurą, w której nic się nie znajdowało, było brzydkie i nie posiadało żadnych atrakcji, a przecież rzeczywistość była inna! Ludzie jeździli zwiedzać Kanadę, a finalnie zapamiętywali tyle, że była to kraina syropem klonowym płynąca.

Nie podjął próby powtórzenia tego słowa, bo… nie. Już miał dość francuskiego, chociaż nie przyzna tego przecież na głos. Jeszcze zrazi tym swoją słodką towarzyszkę, a tego nie chciał. Dlatego pokiwał ze zrozumieniem głową i po kilkusekundowym podziwianiu kaczki, poszli dalej, bo brzuchy same nie napełnią się przepysznymi naleśnikami. Nie sądził jednak, że rozpocznie to moment, w którym pozna ją… najbardziej. Z zupełnie innej strony, bo nie dosyć, że podważał właśnie jej pochodzenie, to na dodatek ta urocza buźka potrafiła się zdenerwować i Westhall nie potrafił myśleć o niczym innym jak o tym, że naprawdę uroczo marszczyła nos, gdy się denerwowała, a małe zagłębienie pojawiało się między jej brwiami. Obserwował zamieszanie z fascynacją, a jednocześnie był nieco skonfundowany. — Chinois? — zapytał z podziwem. On sam znał angielski i francuski, w szkole liznął hiszpańskiego, ale przestał, bo właśnie plątał mu się on z językiem miłości. Robił podejścia do azjatyckich języków, ale koniec końców dochodził do wniosku, że znał dwa najbardziej mu potrzebne. Starczy, prawda? No i prawie wypadłby mu naleśnik z buzi! Prawie, bo właśnie go przełykał, kiedy postanowiła zdradzić mu swoje pochodzenie. No i nieco zakrztusił się nim; tym razem on. — Kanadyjką? Wow, jesteś bezlitosna — zacmokał. W końcu on już w pierwszych minutach spotkania zdradził swoją prawdę… częściową, bo potem zaczął wymyślać i przedstawił się imieniem swojego brata, zamiast swoim. — No dobrze, pytania póki co mi się skończyły — stwierdził, bo musiał najpierw przetrawić fakt, że nie musiał już się użerać z francuskim, a przynajmniej podczas spotkania z nią.

— Uroczy?! — zapytał z niedowierzaniem. — Bee, ja tu cierpiałem katuszę. Za każdym razem zastanawiałem się, czy przypadkiem się nie przejęzyczyłem i zaraz może zdzielisz mi w twarz, bo przypadkiem bym cię obraził, a nawet bym nie wiedział, co powiedziałem! — wytłumaczył, gestykulując jedną ręką, w której miał widelec z małym kawałkiem naleśnika, który zaraz… spadł. Mamma mia — westchnął, przykuwając uwagę Francuza na rowerze, który zaczął coś narzekać pod nosem, że włosi to byli jednak śmieciarze. Nabił nowy kawałek naleśnika i przybił nim w tego jej, już chcąc się godzić na wybaczenie swojej nowej, słodkiej koleżance, dopóki nie odezwała się dalej.

Kwa, kwa.

Odłożył widelczyk na tackę, palcem wskazującym nabierając bitą śmietanę z góry placka i pacnął ją w nos, brudząc jego czubek. — Ja ci dam… — zaczął, marudzić, kiwając głową. — Teraz ewentualnie mogę ci wybaczyć — stwierdził z rozbawieniem. — To jakie sekrety jeszcze przede mną ukrywasz? — zapytał, jakby on wcale nie kreował teraz swojego wyimaginowanego życia, zatajając najważniejsze fakty jak swoje prawdziwe imię i to, że w domu czekała na niego narzeczona. — I serio? W takim razie, jesteś Kanadyjką, a ze wszystkich możliwości, zapytałaś się wtedy o syrop klonowy? Mogłaś mi bardziej zaimponować i nawet bym o tym wtedy nie wiedział! — zaśmiał się, chociaż czy musiała się bardziej starać? I tak go urzekła, a przynajmniej wystarczająco, żeby Xander zgodził się na kolejne spotkanie iii… prawdopodobnie będzie chciał jeszcze następne.

honeybee

jakim tostem dzisiaj jesteś?

: pn wrz 07, 2026 10:33 pm
autor: yubi wang
Nie planowała przyznawać mu się do tego, że była Kanadyjką. W żadnym wypadku! Podobało jej się, że wciąż tak wiele o sobie nie wiedzieli. Czuła się, jakby dzielili jakiś przeogromny sekret, i chciała się tego trzymać. Jednak jeżeli zdradzi mu o sobie coś, z czego później nie będzie musiała się wykręcać, to chyba nic strasznego się nie stanie, co nie? Uśmiechnęła się do niego i pokiwała głową. - Shì de, wǒ de kǒuyǔ fēicháng liúlì - rzuciła, po czym wybuchnęła śmiechem i dodała już po francusku,- Oui.

Przez chwilę przyglądała się jego reakcji, czując, jak jej policzki oblewają się różem. - Mhm, wiem, wiem. Bezlitosna to moje drugie imię oddd... - zerknęła na niewidzialny zegarek na swoim nadgarstku, śmiejąc się pod nosem, po czym ponownie skierowała na niego spojrzenie. - Jakichś kilku dni. Nie potrafię sprecyzować dokładnego momentu, w którym się poznaliśmy, ale szczerze przepraszam. - Powiedziała to tak na wpół szczerze, bo jednak nie miała najmniejszego zamiaru pozwolić mu się tak łatwo złapać. Naprawdę uważała, że był uroczy, a te drobne błędy i charakterystyczne zaciągnięcia zwyczajnie do niego pasowały. W żadnym wypadku jej nie przeszkadzały, bo bez problemu domyślała się, co chciał powiedzieć. Poza tym mógł sobie na niej poćwiczyć. - Bardzo uroczy - zaśmiała się. - Ale słuchaj, ja to wszystko rozumiem. Dzięki mnie poćwiczyłeś sobie francuski, który, jak widzisz, jest tutaj uznawany niemalże za świętość narodową. - Uśmiechnęła się, po czym spojrzała na jego dłoń. - It’s-a me, Mario? - parsknęła pod nosem, widząc jego przesadnie włoską gestykulację. - Quel Italien, d’ailleurs ? C’est un Français pur et dur! - zawołała w kierunku narzekającego faceta, który natychmiast poczerwieniał na twarzy, kopnął jeszcze ten nieszczęsny widelec i odszedł w siną dal. - Jak widzisz, są tutaj bardzo uprzejmi.

Cieszyła się, że jednak wzniosą ten naleśnikowy toast, kiedy nagle jego spojrzenie się zmieniło, a on odłożył widelec. Przyglądała mu się podejrzliwie, ale gdy zobaczyła, jak nabiera bitą śmietanę na palec, nie zdążyła nawet zareagować. Poczuła zimny krem na nosie i otworzyła usta z niedowierzaniem. - No chyba sobie... - spojrzała na niego spod byka, po czym parsknęła śmiechem, zgarnęła śmietanę z czubka nosa i oblizała palec. - Jakie sekrety? Hmmm... - Szła obok niego, zastanawiając się, co właściwie mogła mu powiedzieć. - Nie przepadam za moim życiem w Kanadzie, więc próbuję przeżyć tutaj coś na własnych zasadach. A ty? - uśmiechnęła się, zerkając na niego.

Taka była prawda. Chciała doświadczyć czegoś zupełnie nowego. Czegoś, czego nikt wcześniej nie rozpisał dla niej w jakimś wyimaginowanym dzienniczku, w którym musiała stawiać checkmark przy każdym odpowiednim zachowaniu. - Słuchaj, na moje usprawiedliwienie, było to jedno z najczęściej zadawanych mi pytań, więc dostałeś pytanie od samego źródła! - zaśmiała się i ugryzła kawałek naleśnika. Zrobiła kilka dłuższych kroków, przypominających bardziej podskoki, po czym odwróciła się i zaczęła iść tyłem, cały czas na niego patrząc. Po chwili zatrzymała się i przełknęła naleśnika. - Chyba nie myślisz sobie, że pozwolę ci spędzić resztę wieczoru u mojego boku bez... - Wbiła palec w bitą śmietanę pokrywającą jej naleśnika, stanęła na palcach i wyciągnęła dłoń ku jego twarzy. Najpierw umorusała mu jeden policzek, a później drugi. Tak, dla symetrii. - ...słodkiej zemsty - dokończyła z zadowolonym uśmiechem. - Widzisz? Teraz jesteś jeszcze bardziej uroczy.

słodki