drinks and gossip
: sob wrz 05, 2026 10:31 pm
Mikhail rzadko pozwalał sobie na towarzyskie wyjścia do baru. Nie dlatego, że nie lubił alkoholu czy towarzystwa. Po prostu nie lubił sytuacji, nad którymi nie miał pełnej kontroli. Każdego dnia miał mnóstwo pracy, spotkań i interesów wymagających jego uwagi, dlatego po wszystkim znacznie chętniej wracał do domu, nalewał sobie drinka i w ciszy odpoczywał, niż ryzykował pojawienie się w miejscu pełnym obcych ludzi. Bar oznaczał zbyt wiele niewiadomych. Nigdy nie mógł mieć pewności, czy któryś z jego przeciwników nie postanowi wykorzystać chwili, w której Mikhail choć na moment odsunie ochronę. W jego świecie życie przypadkowych ludzi często nie miało większego znaczenia. Jeśli ktoś chciał dorwać swojego wroga, niewiele osób przejmowało się tym, ilu niewinnych ucierpi przy okazji.
Mikhail był pod tym względem inny. Nie miał problemu z przemocą. Nie miał problemu z zadawaniem bólu. Wręcz przeciwnie — widok strachu w oczach człowieka, który błagał go o litość, potrafił sprawić mu satysfakcję. Empatia nigdy nie była jego mocną stroną. Mimo to nie zamierzał pozwalać, by przez jego interesy przypadkowi ludzie stawali się ofiarami. Nie z dobroci. Z rozsądku. Nie potrzebował dodatkowych problemów. Jego rodzina miała policję w kieszeni, ale nawet pieniądze i wpływy nie pozwalały kontrolować każdego świadka, każdej kamery czy telefonu wyciągniętego w odpowiednim momencie. Wystarczyłoby jedno zdjęcie, jeden film wrzucony do internetu i nagle człowiek, który dotąd istniał jedynie w cieniu, stałby się publicznym potworem. Mikhail mógł nim być. Ale tylko prywatnie, bo tym wiedzieli nieliczni.
Dlatego wiadomość od dawnego znajomego, z którym nie rozmawiał od dłuższego czasu, była wystarczającym powodem, by tego wieczoru zrobić wyjątek. Oczywiście nie zamierzał pojawić się w barze całkowicie bez zabezpieczenia. Kilku ludzi ustawił w strategicznych miejscach, tak aby mogli mieć go na oku, jednocześnie nie zwracając na siebie uwagi. Nie lubił ochrony. Nie lubił, kiedy ktoś za bardzo go obserwował. Ale jeszcze bardziej nie lubił umierać.
Misha wszedł do środka i od razu zaczął lustrować pomieszczenie. Jego wzrok przesuwał się po twarzach, wyjściach i osobach siedzących przy stolikach, zanim w końcu zatrzymał się na znajomej sylwetce pod ścianą. Lysander już na niego czekał. Mikhail westchnął cicho i ruszył w jego stronę.
— Lysander… Wciąż nie wierzę, że dałem Ci się namówić — powiedział, zajmując miejsce naprzeciwko przyjaciela. — Naprawdę powinienem był zostać w domu.
Na jego ustach pojawił się jednak ledwie zauważalny uśmiech. Może ten jeden wieczór rzeczywiście nie okaże się aż tak zły.
Lysander Westhall
Mikhail był pod tym względem inny. Nie miał problemu z przemocą. Nie miał problemu z zadawaniem bólu. Wręcz przeciwnie — widok strachu w oczach człowieka, który błagał go o litość, potrafił sprawić mu satysfakcję. Empatia nigdy nie była jego mocną stroną. Mimo to nie zamierzał pozwalać, by przez jego interesy przypadkowi ludzie stawali się ofiarami. Nie z dobroci. Z rozsądku. Nie potrzebował dodatkowych problemów. Jego rodzina miała policję w kieszeni, ale nawet pieniądze i wpływy nie pozwalały kontrolować każdego świadka, każdej kamery czy telefonu wyciągniętego w odpowiednim momencie. Wystarczyłoby jedno zdjęcie, jeden film wrzucony do internetu i nagle człowiek, który dotąd istniał jedynie w cieniu, stałby się publicznym potworem. Mikhail mógł nim być. Ale tylko prywatnie, bo tym wiedzieli nieliczni.
Dlatego wiadomość od dawnego znajomego, z którym nie rozmawiał od dłuższego czasu, była wystarczającym powodem, by tego wieczoru zrobić wyjątek. Oczywiście nie zamierzał pojawić się w barze całkowicie bez zabezpieczenia. Kilku ludzi ustawił w strategicznych miejscach, tak aby mogli mieć go na oku, jednocześnie nie zwracając na siebie uwagi. Nie lubił ochrony. Nie lubił, kiedy ktoś za bardzo go obserwował. Ale jeszcze bardziej nie lubił umierać.
Misha wszedł do środka i od razu zaczął lustrować pomieszczenie. Jego wzrok przesuwał się po twarzach, wyjściach i osobach siedzących przy stolikach, zanim w końcu zatrzymał się na znajomej sylwetce pod ścianą. Lysander już na niego czekał. Mikhail westchnął cicho i ruszył w jego stronę.
— Lysander… Wciąż nie wierzę, że dałem Ci się namówić — powiedział, zajmując miejsce naprzeciwko przyjaciela. — Naprawdę powinienem był zostać w domu.
Na jego ustach pojawił się jednak ledwie zauważalny uśmiech. Może ten jeden wieczór rzeczywiście nie okaże się aż tak zły.
Lysander Westhall