Strona 1 z 1

dancin' 'round like nothing really matters

: ndz wrz 06, 2026 2:56 am
autor: Lennon Evergrove
001. may 2023
So, fall into my arms. Keep on dancin'.


Spędził urodziny samotnie, chociaż z własnego wyboru. Pozornie uważał, że nie ma sensu ich obchodzić, nawet jeżeli w głębi serca czasami czuł potrzebę bliskości. Nie chodziło o nic konkretnego, może o zwykłe sprzeciwienie się jego drętwym zachciankom i dostrzeżenie w nim tego, czego nie chciał pokazać. Czasami odsuwał się po prostu dlatego, bo pochłaniała go praca i pędził w sobie znanym kierunku, mając wrażenie, że jak spuści oczy z celu, to go nie osiągnie. Być może gdyby zwolnił, lub został do tego zmuszony, to dostrzegłby w końcu, że czasami potrzebował chwili wytchnienia i przerwy. Zrobienia czegoś dla swojego ciała, nie tylko żądnego sukcesów umysłu.
W tym roku okazało się jednak, że ktoś w końcu pomyślał za niego, bo odebrał wykupioną przez bliską osobę lekcję tańca w pobliskiej jego miejscu zamieszkania szkole. Wpatrywał się przez chwilę w maila z mieszanymi uczuciami i w końcu zamknął go z cichym parsknięciem, przepełnionym niby rozbawieniem, niby zmieszaniem. On miałby tańczyć? Co za niedorzeczność.
Przypomniał to sobie przelotnie, kiedy kilka dni później wchodził do budynku, w którym znajdowała się wcześniej wspomniana szkoła, ale szybko odgonił tę myśl, bo gdyby się jej złapał, to pewnie zrobiłby w tył zwrot i tyle byłoby go widać. Skierowano go do odpowiedniej sali i z zaskoczeniem zauważył, że jest sam, nie licząc tancerza, który już na niego czekał.
Czy to te zajęcia? — zapytał, pokazując mu ściskaną w dłoni ulotkę. Kawałek papieru już dawno stracił blask, a zagięcia były przetarte. Jak widać musiał obracać ją w dłoniach i przekładać z miejsca na miejsce więcej razy, niż zapamiętał. Wbił spojrzenie w młodego mężczyznę i przyglądał mu się uważnie, co zdarzało mu się często. Gapił się, czasami zbyt ostentacyjnie, czym na ogół ludzi peszył, a przynajmniej do momentu, w którym się nie odzywał, bo wtedy szybko zyskiwał sympatię. Tym razem było inaczej, bo z jakiegoś powodu czuł się nie na swoim miejscu, dlatego po zadaniu pytania po prostu milczał, czekając na odpowiedź.
Może gdzieś w międzyczasie uśmiechnął się z przyzwyczajenia, bo na ogół bywał uprzejmy w kontaktach i nauczył się już, że uśmiechem można wiele zyskać. Czasami więcej, niż kasą, o ile to nie działało. A tutaj, chociaż kurs kosztował, pierwszą godzinę mia za darmo, więc zostało mu nadrabianie czymś innym, niż forsą. W dodatku od słowa do słowa okazało się, że kurs był i n d y w i d u a l n y. To go zaskoczyło, jakoś wcześniej tej informacji nie zakodował, może była małym druczkiem, a może jednak nie był aż tak spostrzegawczy, jak myślał.
Ubrał się dosyć luźno, miał na sobie przylegający do ciała czarny t-shirt i luźniejsze beżowe spodnie z przewiewnego materiału, a na stopach lekkie, granatowe półbuty. Wylał na siebie chyba trochę za dużo perfum, całkowicie przypadkiem i chociaż próbował je częściowo zmyć, to nie był pewien, czy mu wyszło. Dawno nie wychodził ze swojej jaskini, w której bardzo dużo czasu poświęcał na pisanie i prowadzenie researchów. Całkiem nieźle dawał sobie z tym radę i ostatnio udało mu się więcej zarobić i odłożyć ładną sumę, ale nie był pewien czy jego dobra passa będzie trwała dłużej, wolałby już awansować.
Jesteś tu… nowy? Rozglądałeś się za przejściówką, dlatego tak pomyślałem — wyjaśnił, odrobinę zmieszany. Nawet nie miał jeszcze pojęcia jak bardzo się mylił i że niespodziewanie ten mężczyzna był dla niego totalną zagadką. Naprawdę rzadko nie potrafił kogoś w ogóle rozgryźć, a to potęgowało tylko jego zainteresowanie, które z sekundy na sekundę rosło.

Dean Vanberg

dancin' 'round like nothing really matters

: śr wrz 09, 2026 1:26 pm
autor: Dean Vanberg
Prowadzenie własnego biznesu nie było sztuką łatwą i wiedział to nawet ktoś pokroju Deana. Jasne, może miał za sobą przeszłość kryminalną (nie z własnego wyboru, ale przecież życie nie było sprawiedliwe, prawda?), ale do nieuka było mu dość daleko. Stawiał, że gdyby nie posiadał żadnych predyspozycji ani umiejętności potrzebnych do zarządzania szkołą tańca, ciotka nawet by się nie pokusiła, żeby kupić mu odpowiedni budynek, w którym mógł się spełniać. Poniekąd, ponieważ nadal nie było to tak bliskie jego faktycznym marzeniom o zostaniu sławnym tancerzem, który mógłby występować w konkursach oraz teledyskach światowych artystów. Niestety, jeden wypadek przekreślił wszystko i utknął w Toronto, ucząc innych jak powinni się ruszać. Niby coś, ale wiecznie czuł ten brak, kiedy przez kolano nie mógł wykonać ruchu tak, jak sam chciał go widzieć. Czasami ciężko demonstrowało cię osobom kompletnie zielonym, o co mu właściwie chodziło.
Spojrzał na zegarek, było jeszcze wcześnie, a najbliższą grupę miał dopiero za trzy godziny - banda dzieciaków, która myślała, że założenie zespołu coverowego było rzeczą nad wyraz łatwą. Może i faktycznie, gdyby chociaż połowa z nich wiedziała, na czym taniec w ogóle polegał, bo patrząc na ich pląsawicę zaczynał podejrzewać, że więcej to miało wspólnego z epilepsją, niż faktycznym tańczeniem. Nie jemu jedna oceniać - hajs od ich rodziców dostawał, więc robił wszystko, by spełnić oczekiwania, pomagając tym najbardziej potrzebującym w nauczeniu się kontroli nad własnymi nogami.
Niespodziewanie w studio pojawił się jakiś samotny mężczyzna, który wyglądał tak, jakby walczył ze sobą, by jednak stąd nie uciec. Proszę, proszę. Z takimi przypadkami Dean rzadko kiedy miał do czynienia, bo na bezdomnego mu nie wyglądał. Może i miał dziwny, nieśmiały i zagubiony vibe, ale nie dawało od niego jak od ludzi z brakiem stałego dostępu do prysznica.
Zerknął na ulotkę, którą mu wręczył - niemal o nich zapomniał (i pewnie o tym, że miał prywatnego ucznia również), a ta wyglądała jakby była w rękach miętoszona dość wiele razy. On chyba faktycznie nie wiedział, czy powinien tu być. Czyżby kolejny “uczeń” który nie miał pojęcia jak nogami ruszać?
Prześledził po nim wzrokiem, tak zwyczajnie i bezceremonialnie, oceniając. Pociągająca nietuzinkowa uroda miała w sobie coś przyciągającego. Cóż, kto wie, może jednak ta nauka nie będzie tak nudna i denerwująca jak wiele indywidualnych zajęć przedtem.
-Masz do wyboru - albo taniec towarzyski albo podstawy tańca ulicznego, który jest bardziej swobodny, ale wymaga wiele improwizacji i wyczucia. Tańczyłeś kiedyś? - spytał, po raz kolejny oceniając jego możliwości. szczerze to nie wyglądał na takiego, który bratał się z parkietem. - Plus zero stresu, to zajęcia indywidualne, więc nikt nie będzie na ciebie patrzył. Poza mną - uśmiechnął się lekko. Jak romantycznie.
-Nowy? - z jego gardła wydobył się cichy śmiech. - Co masz na myśli? Że w mieście, czy tutaj? - spojrzał na niego z zainteresowaniem, bo tekst brzmiał co najmniej tak, jakby miał okazać się pierwszą nieinwazyjną próbą flirtu.

Lennon Evergrove

dancin' 'round like nothing really matters

: ndz wrz 13, 2026 4:43 pm
autor: Lennon Evergrove
Nawet nie ukrywał, że czuje się w tym wszystkim tak, jakby był totalnie odklejony. Może za długi czasu spędził w swojej jaskini, od dłuższego czasu uchodząc za odludka i pracoholika. Kiedyś taki nie był, ale zafiksował się na potrzebie awansu i nie widział absolutnie nic poza tym. Może zgoda na wykorzystanie tej jednej lekcji tańca miała być wyciągnięciem białej flagi i zorientowaniu się, że jest życie poza pracą i w dodatku wcale w pracy nie przeszkadza (w zdrowych proporcjach i bez odwalania gówna). Tłumaczył sobie — podczas długich wewnętrznych monologów — że jak trochę nie wyluzuje i nie wyjdzie do ludzi, to w końcu cofnie się do epoki kamienia łupanego i zacznie rysować odklejone schematy na ścianach własnego mieszkania. Już i tak miał ogromną tablice korkową z wycinkami, fotami, pinezkami, czerwonym sznurkiem i całym tym szajsem, którym bawią się detektywi w filmach kryminalnych.
No i tak trafił tutaj, do studia tanecznego, o którym wcześniej nie słyszał ani słowa i patrzył jak słup soli na młodego mężczyznę, którego nigdy wcześniej nie widział. Dobrze, że dostał wybór, gorzej że nie miał pojęcia co byłoby w jego sytuacji lepsze, więc może brak wyboru narobiłby mniej szkód? Potem zaskoczyło go pytanie. Chłopak nie miał litości. Lenny oparł dłoń na lekko przesuniętym w bok biodrze i zmrużył oczy, wypuszczając ciężko powietrze z płuc.
No wiesz… — zaczął, swobodnie używając luźnej formy podczas zwracania się. Chyba nie dzieliło ich zbyt wiele lat, no i nie spotkali się w formalnych okolicznościach. Spojrzał w górę, jakby próbował sobie coś usilnie przypomnieć. Czy on kiedykolwiek tańczył? Musiał chyba tańczyć. Kiedyś. — Na balu szkolnym się zdarzyło — odpowiedział ostatecznie, wracając do niego wzrokiem i na koniec zaciskając na chwilę usta w cienką linię. To chyba robiło robotę, nie był całkowitym żółtodziobem. Prawda?
To może towarzyski? — rzucił w końcu, kiedy dotarło do niego, że poprzednia odpowiedź była beznadziejna i pewnie wyszedł na debila, a to nie koniec jego głupich odpowiedzi, bo chcąc zażartować, dodał: — Nie będę przecież tańczył na ulicy.
Zaśmiał się krótko i trochę niezręcznie, po czym pochylił lekko głowę i spoważniał, czując jak pieką go policzki, a w ustach robi się sucho. Było źle, bardzo źle. Nie miał pewności, kiedy zamienił się w osobę, którą nigdy nie chciał być, ale to się stało. Skinął głową, kiedy został zapewniony, że nikt nie będzie świadkiem jego żenujących prób poruszania ciałem, poza instruktorem, a potem przestąpił z nogi na nogę, gdy tancerz odpowiedział na jego kolejne, bardzo elokwentne, pytanie.
Tutaj? Chyba, że w mieście też, ale o tym wcześniej nie pomyślałem — przyznał i podniósł dłoń, żeby podrapać się po policzku. W końcu doszedł do wniosku, że może powinien zacząć od nowa, więc zrobił krok w jego stronę i wyciągnął do niego dłoń. — Jestem Lenny.

Dean Vanberg