dancin' 'round like nothing really matters
: ndz wrz 06, 2026 2:56 am
So, fall into my arms. Keep on dancin'.
Spędził urodziny samotnie, chociaż z własnego wyboru. Pozornie uważał, że nie ma sensu ich obchodzić, nawet jeżeli w głębi serca czasami czuł potrzebę bliskości. Nie chodziło o nic konkretnego, może o zwykłe sprzeciwienie się jego drętwym zachciankom i dostrzeżenie w nim tego, czego nie chciał pokazać. Czasami odsuwał się po prostu dlatego, bo pochłaniała go praca i pędził w sobie znanym kierunku, mając wrażenie, że jak spuści oczy z celu, to go nie osiągnie. Być może gdyby zwolnił, lub został do tego zmuszony, to dostrzegłby w końcu, że czasami potrzebował chwili wytchnienia i przerwy. Zrobienia czegoś dla swojego ciała, nie tylko żądnego sukcesów umysłu.
W tym roku okazało się jednak, że ktoś w końcu pomyślał za niego, bo odebrał wykupioną przez bliską osobę lekcję tańca w pobliskiej jego miejscu zamieszkania szkole. Wpatrywał się przez chwilę w maila z mieszanymi uczuciami i w końcu zamknął go z cichym parsknięciem, przepełnionym niby rozbawieniem, niby zmieszaniem. On miałby tańczyć? Co za niedorzeczność.
Przypomniał to sobie przelotnie, kiedy kilka dni później wchodził do budynku, w którym znajdowała się wcześniej wspomniana szkoła, ale szybko odgonił tę myśl, bo gdyby się jej złapał, to pewnie zrobiłby w tył zwrot i tyle byłoby go widać. Skierowano go do odpowiedniej sali i z zaskoczeniem zauważył, że jest sam, nie licząc tancerza, który już na niego czekał.
— Czy to te zajęcia? — zapytał, pokazując mu ściskaną w dłoni ulotkę. Kawałek papieru już dawno stracił blask, a zagięcia były przetarte. Jak widać musiał obracać ją w dłoniach i przekładać z miejsca na miejsce więcej razy, niż zapamiętał. Wbił spojrzenie w młodego mężczyznę i przyglądał mu się uważnie, co zdarzało mu się często. Gapił się, czasami zbyt ostentacyjnie, czym na ogół ludzi peszył, a przynajmniej do momentu, w którym się nie odzywał, bo wtedy szybko zyskiwał sympatię. Tym razem było inaczej, bo z jakiegoś powodu czuł się nie na swoim miejscu, dlatego po zadaniu pytania po prostu milczał, czekając na odpowiedź.
Może gdzieś w międzyczasie uśmiechnął się z przyzwyczajenia, bo na ogół bywał uprzejmy w kontaktach i nauczył się już, że uśmiechem można wiele zyskać. Czasami więcej, niż kasą, o ile to nie działało. A tutaj, chociaż kurs kosztował, pierwszą godzinę mia za darmo, więc zostało mu nadrabianie czymś innym, niż forsą. W dodatku od słowa do słowa okazało się, że kurs był i n d y w i d u a l n y. To go zaskoczyło, jakoś wcześniej tej informacji nie zakodował, może była małym druczkiem, a może jednak nie był aż tak spostrzegawczy, jak myślał.
Ubrał się dosyć luźno, miał na sobie przylegający do ciała czarny t-shirt i luźniejsze beżowe spodnie z przewiewnego materiału, a na stopach lekkie, granatowe półbuty. Wylał na siebie chyba trochę za dużo perfum, całkowicie przypadkiem i chociaż próbował je częściowo zmyć, to nie był pewien, czy mu wyszło. Dawno nie wychodził ze swojej jaskini, w której bardzo dużo czasu poświęcał na pisanie i prowadzenie researchów. Całkiem nieźle dawał sobie z tym radę i ostatnio udało mu się więcej zarobić i odłożyć ładną sumę, ale nie był pewien czy jego dobra passa będzie trwała dłużej, wolałby już awansować.
— Jesteś tu… nowy? Rozglądałeś się za przejściówką, dlatego tak pomyślałem — wyjaśnił, odrobinę zmieszany. Nawet nie miał jeszcze pojęcia jak bardzo się mylił i że niespodziewanie ten mężczyzna był dla niego totalną zagadką. Naprawdę rzadko nie potrafił kogoś w ogóle rozgryźć, a to potęgowało tylko jego zainteresowanie, które z sekundy na sekundę rosło.
Dean Vanberg