Strona 1 z 1

Wake me up inside

: pn wrz 07, 2026 8:25 am
autor: brandon leffingwell
Ostre światło jarzeniówek sprawia, że mruży oczy i zastanawia się, gdzie, do cholery, jest. Niczego nie pamięta; przeszłość jest czarną, pozbawioną konkretnego kształtu i granic plamą, która go przytłacza i przeraża. Nie umie wydobyć z niej choćby małej podpowiedzi; głupieje, bo ostatnie wspomnienie nijak ma się do miejsca, w którym się budzi.
Pamięta przeszłość 一 bardzo, bardzo odległą przeszłość 一 ale nie wie, co jest pomiędzy nią, a teraźniejszością. Wie, że nie jest już nastolatkiem 一 to właśnie z tego okresu pochodzą wspomnienia 一 ale nie potrafi precyzyjnie wskazać, ile czasu minęło od jego siedemnastych urodzin.
Unosi rękę i przygląda się swoim palcom; analizuje linie papilarne i patrzy na oczyszczone zadrapania, ale kiedy to także nie dostarcza mu upragnionych odpowiedzi, zaczyna się denerwować. Nie pomaga obecność matki. Kobieta wygląda inaczej niż ją zapamiętał; na jej twarzy było znacznie więcej zmarszczek, włosy były dłuższe i Bran mógłby się założyć, że mają inny kolor. Próbuje zadawać jej pytania, ale mama je zbywa.
Ponadto, słyszy tylko odpoczywaj, które sprawia, że ma ochotę wziąć wiertarkę i wywiercić dziurę w głowie, by dostać się do głęboko ukrytej świadomości. Kobieta zdaje się nie rozumieć, że unikanie odpowiedzi pogarsza stan; nie racząc go żadnymi odpowiedziami 一 gdyby był w lepszym stanie na pewno dodałby dwa do dwóch i zrozumiał, że może być w tym ukryty cel 一 sprawia, że pusty umysł zaczyna panikować.
Chce tu i teraz odkryć tajemnice, lecz zmęczona, obolała głowa odmawia współpracy; próbując odtworzyć wydarzenia napotyka na mur 一 jakby z jakiegoś powodu nie chciała pamiętać 一 i uniemożliwia Branowi pójście naprzód.
Poddenerwowanie nie umyka uwadze aparatury 一 maszyna zaczyna wariować, co alarmuję opiekę medyczną. Do sali wpadają pielęgniarki i lekarz, którzy starają się uspokoić Brandona, lecz kiedy im się to nie udaje, podają mu środek. Substancja wstrzyknięta wprost do krwioobiegu działa praktycznie natychmiast: tępi jego zmysł, zmuszając go do zaśnięcia.
Budzi się parę godzin później, ale nie jest lepiej 一 nadal niczego nie wie, a pierwszym wspomnieniem jest siła chłodnego światła, które raziło go w oczy. Znów desperacko pragnie dostać się w głąb swojego umysłu, byleby tylko odzyskać to, co z jakiegoś powodu zniknęło. Niestety, n i c nie działa, a on nie zna nawet rozmiaru pustki.
Kiedy lekarz zadaje mu pytania, nie potrafi udzielić kluczowych odpowiedzi: nie wie, dlaczego się tu znalazł, nie pamięta dzisiejszej daty i ma gigantyczny problem ze wskazaniem czegokolwiek, co dotyczyłoby ostatnich lat. Martwi go to, bo zderzenie ze świadomością niepamiętania 一 i stojącej za tym pustki 一 jest niesamowicie bolesne.
Co, jeśli nigdy sobie nie przypomni?
Co, jeśli wyrwa w pamięci zostanie z nim na zawsze?
Jedyną kwestią niepogarszającą i tak kiepskiego samopoczucia jest świadomość, że ma przy sobie bliskich (mamę i tatę), którzy na pewno będą chcieli mu pomóc i wesprą go, gdy będzie chciał wrócić do swojego życia. Brandon skupia się na uspokajającej go myśli, gdy do sali wchodzi ktoś, kogo (chyba) nie zna.
Kim jesteś? 一 rzuca, badawczo przyglądając się twarzy, którą widzi po raz pierwszy w swoim nowym życiu. Nie wie, że patrzy na najbliższą sobie osobie; nie pamięta, że jego palce znały na pamięć wszelkie zagłębienia, zaś usta i język nieustannie kosztowały ciała.
Teraz Lennon jest kimś obcym, a widok jego twarzy nie wywołuje choćby lekkiego uniesienia kącików ust.
Teraz Lennon jest w znacznie gorszej pozycji, bo nieprzychylni mu rodzice mogą prościej manipulować plastycznym umysłem Brana.

Lennon Evergrove

Wake me up inside

: pn wrz 07, 2026 10:21 am
autor: Lennon Evergrove
trigger warning
wypadek, krew
Przez dłużącą się w nieskończoność chwilę myślał, że to on umiera. Pokryte krwią palce drżały niepohamowanie, dotykając ciężaru winy, strachu i bezsilności, połączenia, które odbierało mu oddech, odbierało zmysły i prowadziło prosto do czerwieni, która przesłaniała mu wszystko, oprócz widoku Brandona, ułożonego na ulicy w otoczeniu wypływającego z niego życia.
Krzyczał, żeby się obudził, błagał, zaprzeczał, jakby chciał cofnąć bieg wydarzeń, jakby myślał że dzięki jego modłom stanie się cud i mężczyzna otworzy oczy i powie, że nic mu nie jest. Dotykał jego twarzy, rozszerzonymi w szoku oczami wędrując po jego sylwetce w tę i z powrotem. Chciał nim potrząsnąć, doprowadzić do porządku, a w drugiej sekundzie przytulić najmocniej jak potrafił i wtłoczyć w niego życie albo oddać swoje, by on żył.
Nie miał pojęcia ile tak trwał, ile czasu pozwalał plamom krwi wsiąkać w jego sweter, ile czasu pozwalał sercu nierówno bić, ile razy ocierał niedbale dłonią zadrapanie na policzku i ile razy wypowiadał imię Brandona, aż ktoś go od niego odciągnął. Później siedział na krawężniku nawet nie próbując skupić się na tym kto i co do niego mówił. Jasne kosmyki włosów sterczały na wszystkie strony, niektóre zlepione krwią, a żyła na szyi pulsowała szybko i nic nie dawało mu spokoju. Wewnątrz był jak rozszalały huragan, jak śmiercionośny pożar pochłaniający lasy i miasta, jak powódź, zatapiająca wszystko, co spotka na swojej drodze. Na zewnątrz za to nie było go wcale i nie miał pojęcia kiedy oprzytomniał. Drogę do szpitala pamiętał krótkimi etapami, a na pytania lekarza odpowiadał oszczędnie i nawet nie był pewien czy poprawnie.
Z jego ust najczęściej wychodziły pytania o Brandona, na które nie dostawał odpowiedzi, co zaczynało działać mu na nerwy. W pewnym momencie podniósł się z miejsca tak gwałtownie, że przewrócił metalowy stolik z narzędziami lekarskimi i opatrunkami. Chodził po pokoju, wyrywał się personelowi i próbował tłumaczyć im kim jest Brandon i że przecież dopiero co z nim rozmawiał. Czemu tutaj był? Chwilę później dostał coś na uspokojenie, co pozwoliło mu przespać kilka godzin i ukoić system nerwowy.
Obudził się zdezorientowany, ale znowu był sobą. Wszystko sobie powoli przypomniał i usiadł na łóżku szpitalnym, by w następnej chwili rozpłakać się jak dziecko. Zakrył usta dłonią, z której wystawał wenflon. Nie był ranny, przynajmniej nie poważnie, można było zauważyć jedynie zadrapania od uderzenia o chodnik. Z resztą i tak się tym nie przejmował. Potem błagał pielęgniarkę, żeby powiedziała mu, że Brandon żyje.
Żył. Ale to była jedyna dobra wiadomość.
Wziął urlop, bo nie potrafił wrócić do normalnego życia po wypadku. Rodzice Brandona próbowali go od niego odciąć, tym bardziej, kiedy okazało się, że ten ma amnezję. Po kilku dniach wrócił do drążenia spawy, którą zajmował się wcześniej, żeby zrobić ze sobą c o k o l w i e k. Rozsądek podpowiadał mu, żeby przestał, skoro to właśnie o tę sprawę pokłócił się z narzeczonym. Jednak nie potrafił odpuścić, tym bardziej wiedziony przeczuciem.
Regularnie dowiadywał się o stan mężczyzny, nie mogąc ani spać, ani jeść. Próbował się z nim zobaczyć wiele razy, ale dopiero za którymś z kolei udało mu się przemknąć do jego sali pod nieobecność jego rodziców. Utkwił w mężczyźnie łagodne spojrzenie przepełnione ulgą i tęsknotą, po czym uśmiechnął się lekko, podchodząc nieznacznie bliżej. Ten uśmiech był specyficzny, jednocześnie pozornie wesoły, jak i rozpaczliwie smutny.
Jestem Lennon. Lenny — przedstawił się zduszonym głosem i przełknął ślinę, dotykając palcami drżących dłońmi swoich ud. — Jestem… Jak się czujesz? — zapytał, bo próba wytłumaczeniu mu kim był spełzła na niczym. Nie potrafił tego wypowiedzieć, nie mając pojęcia co powiedzieli mu jego rodzice. Zsunął spojrzenie na jego dłoń, a kiedy zauważył, że nie ma na palcu pierścionka poczuł ucisk w żołądku. On swój nosił, musiał go założyć tuż po wypadku, ale nie pamiętał kiedy dokładnie. Chciał wymazać, że zaledwie kilka minut wcześniej rzucił nim w niego, dramatycznie zrywając zaręczyny. Był taki głupi. Chciał to wymazać i w pewnym sensie właśnie to robił, skoro jedyną osobą, która o tym pamiętała był on sam.
Zdał sobie sprawę, że nie miał wiele czasu i że bezczynnością niczego nie wywalczy, a jedno wiedział w tym chaosie na pewno — nie chciał się poddawać. Podszedł powoli jeszcze bliżej i automatycznie sięgnął do pierścionka zaręczynowego i obrócił go lekko, jakby chciał dodać sobie odwagi.
Jestem twoim… narzeczonym. Mieszkamy razem od ponad roku. Rodzice ci nie mówili? — zapytał na koniec na chwilę unosząc kąciki ust, ale zaraz je opuszczając. Wiedział, że nie mówili, ale co innego miał powiedzieć? Próbował udawać, że chociaż jakoś się tolerują, aby nie tkwić na przegranej pozycji. Uważał, że musiał sprowokować rozmowę, aby cokolwiek z tego wyszło.

brandon leffingwell

Wake me up inside

: śr wrz 09, 2026 6:59 pm
autor: brandon leffingwell
Lennon 一 powtórzył, starając się zmusić beznadziejny umysł do współpracy. Niestety, bezskutecznie; znane rozwiązania nie pozwoliły na wyłuskanie choćby jednego wspomnienia (kogo on próbował oszukać), dlatego poddał się i westchnął ciężko. 一 Lenny 一 dodał, zastanawiając się, która z form była jego ulubioną.
Przypatrywał się mężczyźnie, starając się znaleźć w nim coś 一 c o k o l w i e k 一 znajomego; wodził wzrokiem po twarzy, klatce piersiowej i dłoniach, ale jego umysł nadal pogrążony był w gęstej mgle. Przynajmniej na razie Lennon był obcym człowiekiem; niezależnie od tego, jak bardzo źle to brzmiało był n i k i m, bo Bran go nie pamiętał.
Wieść o przyszłorocznym ślubie uderzyła w niego z przeogromną siłą; jego ciało zdrętwiało, a na twarzy pojawiło się zdezorientowanie. 一 O mój boże 一 sapnął, próbując powstrzymać narastającą panikę. Jak mógł zapomnieć również o nim? Dlaczego los pogrywał z nim i odebrał mu najważniejszą osobę, z którą pragnął związać się na całe życie? Czym zasłużył sobie na takie okrucieństwo? Dlaczego nie pamiętał, aby rodzice mówili o jego narzeczonym?
Byłeś u mnie wcześniej? 一 spytał ze zdezorientowaniem. Koncentrował się na twarzach odwiedzających go osób, ale nie mógł sobie przypomnieć tej należącej do narzeczonego. O tym także zapomniał, czy faktycznie go tu nie było? W jego głowie kłębiło się wiele pytań bez odpowiedzi, a żeby nad nimi zapanować sięgał drżącą dłonią do twarzy. Właśnie wtedy uświadomił sobie, że nieobecność mogła wynikać z tego, że Lenny także ucierpiał w bliżej nieokreślonym zdarzeniu. 一 Przepraszam, nie pamiętam. Cały czas miesza mi się w głowie i zapominam nawet to, co działo się po wypadku 一 przyznał.
Nie przyznał się do tego przed narzeczonym 一 nie miał przyznać się do tego przed kimkolwiek oprócz samego siebie 一 ale bolała go własna obojętność; fakt, że patrząc na Lennona nie czuł niczego szczególnego był tak przerażający, że Bran czuł obrzydzenie do samego siebie.
Jego życie zamieniło się w koszmar; czuł, że nie miał kontroli nad żadnym elementem, przez co czasami nachodziły go myśli, że byłoby lepiej, gdyby się nie obudził.
Usiądź 一 poprosił, wskazując na pobliski stołek. Nie wiedział, od czego powinni zacząć; stresował się pojawiającą się niezręcznością, co nie uchodziło uwadze aparatury, która wyłapywała coraz częstsze sygnały poddenerwowania. 一 Opowiedz mi coś o nas. 一 Tuż po wypowiedzeniu słów, wlepił zaciekawione spojrzenie w p a r t n e r a.
Nie śmiał mówić o tym na głos, ale panicznie bał się sytuacji, w której nie tylko nie odzyska pamięci, ale także 一 co gorsza 一 nie będzie potrafił znów pokochać Lennona. 一 Jak się poznaliśmy? Gdzie się sobie oświadczyliśmy? Co lubimy robić? 一 zadał parę pytań, aby nakierować Evengrove na interesujące go kwestie.

Lennon Evergrove

Wake me up inside

: ndz wrz 13, 2026 10:19 am
autor: Lennon Evergrove
Wracał do wypadku w kółko, codziennie o tym myślał, obsesyjnie odtwarzał każdą sekundę. Na początku pragnął cofnąć czas tak desperacko, że odczuwał wręcz fizyczny ból związany z bezsilnością. Nie mógł. Był za słaby, był człowiekiem i nie miał magicznych zdolności skakania w czasie. Myślał o tym w szpitalu, kiedy sam był jeszcze na obserwacji i wymykał się na oddział intensywnej terapii, żeby być możliwe jak najbliżej Brandona. Miał ogromne poczucie winy i obawy, że Bran już się nie wybudzi.
Dzień wypadku
Przekręcił sygnet na palcu nerwowo, spoglądając na Brandona z niedowierzaniem. Często sięgał do pierścionka zaręczynowego, kiedy się denerwował, tak jak kiedyś do paczki papierosów, kiedy jeszcze praktykował ten paskudny nałóg. Nie palił od roku, ale zawsze musiał mieć czymś zajęte dłonie w stresowych momentach. Czasami żuł gumę, czasami bawił się długopisem, a odkąd zaręczył się z Branem, sięgał do białego złota z szafirem, symbolizującym lojalność i wewnętrzny spokój, jakby chciał ukraść trochę tej energii dla siebie.
Poważnie, Bran? Twoi rodzice kłamią ci prosto w twarz od lat, naprawdę tego nie widzisz? Wykorzystują twoją naiwność, masz tu wszystko czarno na białym — powiedział podniesionym głosem, zrzucając ze stołu w kuchni plik papierów, a kartki pofrunęły w powietrze i rozsypały się po po podłodze. Nie mógł uwierzyć, że jego partner, chociaż patrzył na zapiski i dowody, nawet jeżeli nie jednoznaczne, ale wystarczające dla Lennona, i dalej mu nie wierzył. Był zaślepiony słowami matki, która zawsze potrafiła go do wszystkiego przekonać i ojca, który był jego autorytetem. Nie mógł znieść, że manipulowali nim, wykorzystując jego bezwarunkową miłość. Co jeszcze musiało się stać, żeby przejrzał na oczy?
Opracowywał teorię od tygodni i gdyby nie wierzył, że rodzina Brana jest zamieszana w większy spisek, dotyczący skorumpowanych polityków i policjantów, to aż tak by się nie upierał. Jednocześnie chciał ich zdemaskować, jak i chronić osobę, którą kochał. To już nie była zabawa, to nie był bezpieczny temat, a do tej pory takimi się zajmował. Może nie opracowywał reportaży miłych, bo często demaskował paskudne rzeczy, ale nic do tej pory nie było tak niebezpieczne. Dlatego jeszcze się nie wychylał, bo potrzebował więcej niezbitych dowodów. Chciał mieć jednak Brandona po swojej stronie. Potrzebował go.
A może o wszystkim wiesz? Może po prostu ich chronisz? — mówił dalej w gniewie, niezwykle poruszony. Był wściekły i rozgoryczony. Miał wrażenie, że go nie poznaje. Jak mógł się tak upierać? — Nie odpuszczę, rozumiesz? Skoro nie chcesz być po mojej stronie, to wróć do nich, powodzenia — mruknął, w emocjach zsuwając z palca pierścionek i rzucając mu pod nogi. To nie była pierwsza rozmowa, to trwało od kilku dni, a Lenny czuł frustrację, złość i rozczarowanie. Emocje kumulowały się w nim i w końcu miał już dosyć. Być może następnego dnia (może już za kilka godzin) będzie tego żałował, ale teraz odwrócił się na pięcie i nie zważając na słowa Brandona, ruszył do wyjścia i szybkim krokiem wyszedł na ulicę, aby przejść do swojego auta, zaparkowanego po drugiej stronie.
Usłyszał tylko warkot silnika i pisk opon rozpędzonego auta, a potem poczuł pchnięcie i wylądował na ziemi, uderzając w beton bokiem głowy i na chwilę tracąc orientację. Brandon zdążył go odepchnąć, a auto, które w niego wjechało uciekło z miejsca wypadku.


Uśmiechnął się lekko, słysząc swoje imię wypowiedziane głosem, za którym bardzo tęsknił. Poczuł ulgę, bo długo się obawiał, że już nigdy więcej go nie usłyszy. Nie mógł sobie wybaczyć jaki był głupi, bezmyślny. Potarł szafir, bo pierścionek znalazł w dłoni Brana, kiedy czekali na ratowników. Musiał pierścionek ze sobą wziąć, kiedy za nim wybiegł. Nosił go od tamtego czasu i przyrzekł sobie, że nigdy więcej się z nim nie rozstanie. Jego temperament nie mógł równać się miłości do Brandona i żałował, że zdał sobie z tego sprawę dopiero w tak okropnych okolicznościach. Nawet nie chciał myśleć co by było, gdyby go stracił. Nieodwracalnie.
Przepraszam — powiedział natychmiast, kiedy zobaczył zaskoczenie na twarzy mężczyzny. — Chyba powinienem był dawkować informacje — mruknął, jednocześnie powstrzymując się, aby się nie skrzywić, bo dotarło do niego, że starzy Brana nie mówili mu o nim absolutnie nic. Poczuł złość, ale ją ukrył.
Nie szkodzi. Twoi rodzice dotarli wcześniej i pomyślałem, że odczekam jakiś czas, żebyś doszedł do siebie. Gdyby wszyscy zwalili ci się na głowę naraz mógłbyś się czuć przytłoczony — powiedział w końcu, uznając że to będzie najrozsądniejsze, i najbliższe prawdy, wytłumaczenie. Usiadł na krześle, uprzednio krótko zerkając w stronę drzwi. Nie miał pojęcia ile jeszcze mieli czasu, zanim wpadnie matka lub ojciec Brana i będzie musiał wyjść.
Wbił w niego spojrzenie, przesuwając nim po jego twarzy i zamruczał w zastanowieniu, wybijając jakiś rytm dłońmi na swoich kolanach. W końcu uśmiechnął się, układając w głowie te najszczęśliwsze momenty i w końcu krótko odchrząknął.
Poznaliśmy się w dwutysięcznym dwudziestym trzecim roku, w lipcu, na ceremonii objęcia przez Panią prezydent urzędu. Jestem reporterem, ty robiłeś zdjęcia, chyba na jakiś portal internetowy — mruknął, mrużąc lekko oczy, jakby próbował sobie przypomnieć dokładniej na jaki, ale ostatecznie z tego zrezygnował. — Rok później mieszkaliśmy już razem, kupiliśmy dom. Oświadczyłeś mi się w walentynki, jesteś niepoprawnym romantykiem. Cały dom był w płatkach czerwonych róż, a na zewnątrz padał śnieg. Jak w jakiejś beznadziejnej komedii romantycznej — mruknął i zaśmiał się cicho na koniec, ukradkiem ocierając łzę.

brandon leffingwell

Wake me up inside

: pn wrz 14, 2026 8:03 pm
autor: brandon leffingwell
teraźniejszość

Tylko dzięki jawnym dowodom poświadczającym upływ czasu wierzy, że utracił pamięć. Gdyby nie zmarszczki na twarzy mamy oraz siwe włosy ojca w życiu nie uwierzyłby, że minęło JEDENAŚCIE lat; że to nie głupi żart, który będzie wspominał do końca życia.
Tylko dzięki pewności, że inni wiedzą więcej rozmawia z obcym i nakleja mu konkretną etykietę (roboczo nazywa go człowiekiem, z którym chciał spędzić resztę życia). Przygląda się Lennonowi, próbując zmusić się do emocji; chce go kochać 一 lub chociaż czuć cokolwiek poza o b o j ę t n o ś c i ą 一 ale jego umysł buntuje się, co sprawia mu nie tylko ból fizyczny, ale także emocjonalny.

wypadek

O czym ty pieprzysz? 一 warknął nerwowo, po czym potrząsnął głową. Absurdalność zarzutów go bolała; nie mógł uwierzyć, że z ust Lennona padły takie słowa, bo wydawało mu się, że kiedy tylko dowiedział się o przekręcie wyraźnie zaznaczył, że nie miał z nim niczego wspólnego. Jak to możliwe, że na pewnym etapie ich odbiór rzeczywistości stał się tak istotnie różny? 一 Przecież dobrze wiesz, że nie o to chodzi! 一 zaznaczył, z przerażeniem przyjmując, że narzeczony ściąga sygnet. To nie mogło się dziać; nie dowierzał, że Lenny posunął się do s z a n t a ż u (zerwania zaręczyn?) i jak gdyby nigdy nic zmierzał go wyjścia.
Gest zabolał go dogłębnie i sprawił, że Bran stracił grunt pod stopami. Niezależnie od tego jak się dogadywali 一 niezależnie, jak bardzo NIE dogadywali się w ostatnich miesiącach 一 Leffingwell nie godził się na t a k i e zakończenie. 一 Lennon! 一 krzyknął, w pośpiechu podnosząc sygnet i ruszając za narzeczonym (choć może lepszym stwierdzeniem byłoby za byłym narzeczonym?).
Wybiegł za nim, a kiedy tylko zorientował się w sytuacji, bez zastanowienia się poświęcił swoje życie, aby uratować osobę, którą k o c h a ł. Odepchnąwszy Evergrove'a nie zdążył odsunąć się i ostatnim elementem rzeczywistości, który udało mu się zakodować był rozdzierający ból całego ciała oraz ciemność, która spływała na niego zewsząd.


teraźniejszość

Nie 一 protestuje i przygląda się swoim palcom. Patrzy na W C I Ą Ż obcą twarz i próbuje przyswoić przekazywane mu wiadomości; na ich podstawie stara się zbudować szerszy obraz swojego życia, lecz to wciąż za mało. 一 Nie przepraszaj. Chcę wiedzieć wszystko 一 mówi, nie biorąc pod uwagę ładunku, który stał za poszczególnymi elementami historii.
Nie myśli o tym, że już teraz zaczyna boleć go głowa i stara się ignorować lęk; naiwnie wierzy, że opowieść będzie wystarczająca, aby wróciły wspomnienia, dlatego wyczekująco wpatruje się w mężczyznę, chcąc w i ę c e j.
Próbuje wyobrazić sobie zaręczyny i poznanie; ciekawi go, czy był niezręczny i czy przełamał swoją niepewność, która skutecznie uniemożliwiała mu rozwijanie większości relacji z młodości. 一 Oh 一 ucieka z pomiędzy jego warg, kiedy przez jego ciało przechodzi silny dreszcz. Po nim następuje przeciągłe, tępe kłucie głowy, które na moment odbiera Leffingwellowi kontakt z rzeczywistością.
Ma jedynie strzępki, które nie wystarczają do odtworzenia chociażby samego siebie. Co więcej, nie może zweryfikować informacji dostarczanych nie tylko przez Lennona, ale także przez rodziców, przez co kiełkuje w nim świadomość, że ktoś może próbować go okłamać.
Myśl p r z y t ł a c z a go i wywołuje coraz to nowe fale drżenia. Bran zaciska rękę w pięść i ucieka wzrokiem, aby skoncentrować się na czymś innym. 一 Byłeś tam? 一 pyta, mając na myśli miejsce wypadku. To kolejny element, o którym nie ma pojęcia, a który stanowi nierozerwalną część jego osobowości, a o którym nie wie n i c.

Lennon Evergrove

Wake me up inside

: sob wrz 19, 2026 8:58 am
autor: Lennon Evergrove
Szpital, krótko po wypadku
Otarł krew z łuku brwiowego, słysząc w uszach tylko głośny szum i dudnienie. Po chwili zdał sobie sprawę, że tak szybko i głośno bije jego własne serce. Dłonie mu drżały i łapał się na tym, że w myślach ciągle powtarzał pytania odnośnie stanu zdrowia Brandona. A może mówił to i na głos? Może pytał każdego w pobliżu, po kilka razy?
Rozdzielili go z nim na miejscu wypadku i Lenny był przerażony. Bał się, że już nigdy nie zobaczy go żywego. Chyba dali mu coś na uspokojenie, bo gdy dojechali do szpitala, ledwo kontaktował, a potem chyba przez jakiś czas spał. Nie odniósł poważnych obrażeń, ale i tak zatrzymali go na obserwacji dwie doby i chociaż próbował odnaleźć Brana, to nie zdążył zrobić tego przed jego rodzicami. Wymiana zdań między nim, a nimi była ostra i bardzo nieprzyjemna. Obie strony były do siebie negatywne nastawione.
Myślicie, że tak łatwo odpuszczę? — rzucił do nich, a pytanie retoryczne odbiło się od ścian szpitalnego korytarza w niewielkiej przestrzeni pomiędzy nimi. Zdanie miało podwójne znaczenie, bo w obecnej sytuacji dotyczyło zarówno walki Brandona, jak i zdemaskowania tego, w czym jego rodzice maczali palce. Można było o nim powiedzieć zarówno złe, jak i dobre rzeczy, ale na pewno nie to, że porzucał temat. Zawsze walczył do końca.
Wiedział, że oni mają większe prawa, bo Lennon nie był rodziną, chociaż to on dzielił codzienność z Brandonem od ładnych kilku lat i planował spędzić z nim resztę życia. To nie było fair, ale chyba mało co generalnie było fair. Zdążył się o tym przekonać już w okresie dorastania, ale najmocniej upewnił się o tym w pracy, podczas pisania reportaży o sprawach, które mroziły krew w żyłach.
— Odejdź i nie wracaj. Brandon cię nie pamięta i dopilnuję, żeby tak pozostało — odparł twardo ojciec Brana, stając między nim, a swoją żoną. Musiał odejść, przynajmniej wtedy, ale nie wierzył, że ktokolwiek będzie mógł go powstrzymać przed dotarciem do prawdy. Jeszcze nikomu się to nie udało.


Uśmiechnął się lekko, bardziej do siebie, bo zawsze podobało mu się w Brandonie, że przyjmuje rzeczywistość taką, jaka jest i próbuje wydobyć z niej jak najwięcej. Zawsze myślał, że to odważne, że to przejaw siły i determinacji, może trochę uporu. Skinął głową, przyjmując jego życzenie do wiadomości. Mógł opowiadać mu o ich wspólnym życiu, o tym jak go widział, o tym co razem przeżyli i co planowali jeszcze przeżyć. Było jednak coś, co chciał pominąć i chociaż mogło się to wydawać nie w porządku, to nie był w stanie o tym mówić — o ich kłótniach i o tym, co zaszło tuż przed wypadkiem.
Mimo wszystko zwracał uwagę na jego samopoczucie, wiedząc że chęci to jedno, a kondycja drugie. Mężczyzna był tuż po ciężkim wypadku i przede wszystkim potrzebował odpoczynku, aby dojść do siebie. Lenny chciał wierzyć, że im mocniejszy się stanie, tym i jego umysł zacznie dochodzić do siebie. Brakowało mu jego uśmiechu i czułych słów i to nie od dni, a tygodni. Nie wiedział czemu tak to się potoczyło, ale miał wrażenie, że zapomniał o czymś bardzo ważnym i być może jego zapominalstwo grało tu kluczową rolę, nie brak pamięci Brandona. Bo to jego działania doprowadziły ich do tego wszystkiego. Czuł się winny i ta wina pożerała go żywcem.
Zamilkł, widząc drżenie ciała Brana. Poprawił się na krześle i zlustrował go bardzo uważnym spojrzeniem. Nie chciał pytać czy wszystko w porządku, pewnie już się tego bełkotu nasłuchał. Jednocześnie pozostawał uważnym, ale nie przegapić momentu, w którym jednak zareagować jakoś trzeba. Padło pytanie, którego trochę się obawiał. W końcu ostrożnie skinął głową.
Tak. Właściwie to powinien być na twoim miejscu — wyznał, nie chcąc już po raz kolejny rzucać, że rodzice nie powiedzieli mu też o tym. Ne dodał też, że wolałby szczerze być na jego miejscu. — Chyba się zagapiłem, czasami bujam w obłokach. Mam zawsze pełno spraw w głowie. Chciałem przejść na drugą stronę ulicy, a to auto wyjechało znikąd, bardzo szybko. Zdążyłeś mnie odepchnąć… — opowiedział krótko, kończąc tak, że reszty można było się domyślić. Przesunął palcami po brodzie i tym razem to on uciekł wzrokiem.
Przynieść ci coś do picia? Coś ciepłego? Widziałem też automat na korytarzu. Mają twój ulubiony baton — powiedział po chwili, zmieniając temat na zdecydowanie lżejszy. Wiedział, że może Bran nie chce teraz gadać o napojach czy batonach, a próbować łatać luki w pamięci, ale Lenny zaczął się trochę obawiać, że w końcu szybkość podawanych informacji go po prostu przytłoczy.

brandon leffingwell