Strona 1 z 2

Case I - Act I - The Briefing

: pn wrz 07, 2026 2:31 pm
autor: Cobie Takeda
Niewielka grupa specjalna TPS, zajmująca się przestępstwami na tle seksualnym, stała lub opierała się na biurkach, czekając na naradę. Przed tablicą stał sierżant dowodzący jednostką. Splótł ramiona na swojej piersi i nachylił nieco głowę, przypominając teraz bardziej łobuza niż policjanta. Ale to też był standard.
- Mamy nową sprawę... - ruchem głowy wskazał na zdjęcie, które Cobie właśnie przypinała do tablicy.
Niewinnie wyglądająca nastolatka, naprawdę ładna i urocza. Zdjęcie paskudnie kontrastowało z drugim, na którym widać było otarcia na kościach policzkowych, rozciętą wargę i podbite oko.
- Zanim Takeda nas wprowadzi, przywitajmy Nadinspektora Delacroix z Policji Konnej. Pomoże nam rozwiązać tę sprawę. - uśmiechnął się przy tym i podał rękę federalnemu przy wtórze niemrawych przywitań.
Tylko Cobie uśmiechnęła się naprawdę przyjaźnie do niego na wejściu, ale zaraz spoważniała, odwracając się do tablicy.
- Jill Mercer, znaleziona przez jedną ze sprzątaczek w schowku na bieliznę w hotelu Hazelton. Niecałe dwa tygodnie temu jej rodzice zgłosili zaginięcie. Mówiła im o chłopaku poznanym przez internet, ale kiedy wspomniała, że jest trochę starszy, rodzice zabronili jej się z nim spotkać. Następnego dnia uciekła z domu. - zatrzymała się na chwilę, upewniając się, że wszyscy dalej jej słuchają, ale z tym nie było problemu.
Mimo niewielkich gabarytów jej energia całkowicie kontrolowała salę.
- Rozmawiałam z nią wstępnie, ale potrzebowała pomocy psychologicznej. Chłopak ją uwiódł, pracował nad nią kilka miesięcy. Wmówił jej, że potrzebuje pomocy, a potem nafaszerował narkotykami i przyprowadził do niej jakiegoś dzianego biznesmena. Jill była dziewicą...
Pozwoliła, żeby to zawisło w powietrzu, po czym złożyła ręce na piersi, trochę wzorem swojego sierżanta, i zaczęła mówić dalej:
- Facet posługiwał się imieniem Seth... Udało nam się już znaleźć kilka jego kont na Instagramie, TikToku i Snapchacie. - mina sierżanta jasno mówiła o tym, że nie ma zielonego pojęcia, o czym mowa.
Cobie z trudem powstrzymała uśmiech, zachowując pełen profesjonalizm.
- Czekamy na nakaz, żeby móc przejrzeć wiadomości... Hotel nie chce bez nakazu udostępnić nagrań z monitoringu, twierdzą, że nie ma dowodu na to, że to wina któregoś z gości, ale oni akurat słyną ze swojej "dyskrecji". Podejrzewamy, że dwa inne zaginięcia dziewczyn są powiązane. Jill wspomniała też, że była tam druga dziewczyna.

outfit Renoir Delacroix

Case I - Act I - The Briefing

: pn wrz 07, 2026 6:22 pm
autor: Renoir Delacroix
Renoir pojawił się na naradzie chwilę przed rozpoczęciem, bez żadnego wielkiego wejścia. Garnitur, odznaka przy pasie, spokojne spojrzenie i ten charakterystyczny dla niego sposób poruszania się, jakby zawsze dokładnie wiedział, gdzie powinien stanąć. Kolano go trochę bolało i widać było po chodzie, że nie jest w najlepszej formie fizycznej. Przywitał się krótko z sierżantem, uścisnął mu dłoń i zajął miejsce z boku, pozwalając miejscowym prowadzić briefing. Nie miał potrzeby od pierwszej minuty przypominać wszystkim, że jest z RCMP. Przyszedł tutaj pomóc, nie urządzać pokaz kompetencji. Skinieniem głowy przywitał pozostałych, ale z uśmiechem jedynie Cobie. Znali się.
Kiedy na tablicy pojawiło się zdjęcie Jill Mercer, Renoir przez chwilę przyglądał się nastolatce, a potem przeniósł wzrok na drugą fotografię. Rozcięta warga, podbite oko, otarcia. Nie skomentował tego. Takie zdjęcia nigdy nie robiły się łatwiejsze do oglądania, człowiek po prostu uczył się nie pokazywać po sobie wszystkiego, co pojawiało się w głowie. Nawet nie chciał sobie wyobrażać co czuje ojciec tej dziewczyny. Wie sam, że spaliłby świat gdyby ktoś zrobił to jego córce.
Słuchał więc dalej, coraz bardziej skupiając się na szczegółach. Zaginęła po konflikcie z rodzicami, wcześniej przez kilka miesięcy utrzymywała kontakt ze starszym chłopakiem poznanym w internecie. Potem hotel, narkotyki, mężczyzna, który zapłacił za spotkanie i brutalna napaść. Przy słowie „Seth” Renoir lekko zmrużył oczy, choć jeszcze nie powiedział ani słowa. Samo imię nie znaczyło nic. Ale cały schemat już coś przypominał. Kiedy Cobie wspomniała o dwóch kolejnych zaginionych dziewczynach, spojrzał ponownie na tablicę.
- Wiek? - zapytał spokojnie. - Tych dwóch pozostałych.
Pozwolił jej odpowiedzieć, a potem od razu dopytał:
- Czy przy którymkolwiek z tych zaginięć pojawił się podobny kontakt internetowy? Starszy chłopak, fałszywa relacja, obietnica spotkania? Cokolwiek, co się powtarza?
Dopiero po chwili wyciągnął telefon, ale nawet go nie odblokował.
- Co dokładnie Jill powiedziała o tym całym Secie? Nie tylko imię. Wygląd, samochód, miejsce, w którym się poznali, sposób, w jaki się z nią kontaktował. Jakikolwiek szczegół. - zawiesił głos na moment, patrząc na zdjęcie dziewczyny. - Bo jeżeli mamy trzy nastolatki, które znikają w podobny sposób, a jedna z nich trafia później do hotelu i mówi o kolejnej dziewczynie, to raczej nie mamy tutaj faceta, który przypadkiem trafił na jedną ofiarę.
Przeniósł spojrzenie z powrotem na Cobie.
- Sprawdziliście, czy ktoś nie został zwolniony z więzienia za podobne występki?
Bardzo, ale to bardzo delikatnie ujął skalę zbrodni. Nie było sensu rzucać nazwiskiem czy aliasem tylko dlatego, że coś zaświtało mu z tyłu głowy. Najpierw chciał usłyszeć, co dokładnie miała Jill do powiedzenia. Chciałby ją osobiście przepytać, ale też wiedział, że dziewczyna jest w opłakanym stanie. Dopiero potem będzie można sprawdzić, czy ten „Seth” rzeczywiście jest nowym nazwiskiem, czy tylko kolejnym aliasem człowieka, którego ktoś z federalnych już kiedyś szukał. Nakazu nie skomentował. Zdarzało się w przeszłości, ze Renoir robił coś bez utrzymania procedur, ale tylko wtedy gdy miał sto procent pewności.

Cobie Takeda

Case I - Act I - The Briefing

: wt wrz 08, 2026 4:18 pm
autor: Cobie Takeda
Cała sala skupiła swoją uwagę na gościu od federalnych. Cobie także, chociaż jej twarz lekko się napięła, kiedy zaczął zadawać pytania. Musiała się chwilkę nad nimi zastanowić.
- Podobny, piętnaście i szesnaście lat... Jedna z nich - Mary - opowiadała przyjaciółce o Secie. Lucy z kolei uciekła z domu po tym, jak jej matka przejrzała jej wiadomości w telefonie. To ona podała nam namiar na Instagram...
Ruchem głowy dała znak jednemu z policjantów, który wstukał coś na klawiaturze komputera i odwrócił monitor w stronę zebranych. Na zdjęciach był młody, przystojny chłopak w wieku dwudziestu-dwudziestu pięciu lat. Zdjęcia wyglądały na zrobione przez fachowca, starannie wystylizowane tak, żeby budzić skojarzenia z ciepłem i romantycznością.
- Ten sam profil pokazała mi Jill. - na tablicy pojawiły się kolejne dwa zdjęcia zaginionych dziewczyn. - Zachowywał się jak typowy groomer. Słuchał, był ciepły i miły... Doradzał, wspierał i budował ich poczucie własnej wartości... Dopiero kiedy one wspominały, że chciałyby się spotkać, proponował randkę. Co do Mary, to zaraz ktoś z nas pojedzie do jej domu, żeby przejrzeć jej laptopa.
Spojrzała pytająco na swojego sierżanta, jakby chciała się upewnić, że zrobiła wszystko dobrze. Delikatnego skinienia głowy nie zauważył pewnie nikt na sali. Chyba że był takim wyjadaczem jak Delacroix.
- No właśnie Jill niewiele mówiła, bo ciągle była w szoku. Jest straumatyzowana... Została zgwałcona, a jej "chłopak" wziął za to pieniądze. Przy niej. Potem zmusił ją do zażycia czegoś i wyszedł z pokoju. Toksykologia wykazała GHB. Planuję dzisiaj po południu ponownie ją odwiedzić, jeśli psycholog uzna, że jest gotowa na kolejną rozmowę. - wbiła spojrzenie, już pewniejsze, w Renoira.
Całą swoją postawą mówiła w tym miejscu: wiem, co robię!
- Sprawdziliśmy lokalne rejestry, ale nic nam nie wyskoczyło. - zaczął jeden z policjantów, przycupnął na krawędzi biurka w nonszalancki sposób i podobnie się uśmiechał, budując naokoło siebie aurę człowieka, który wszystko widział i wie. - Dlatego zaczęliśmy podejrzewać jednak siatkę... Z tego, co wiemy, Seth nawet nie sugerował seksualnego zainteresowania.
- Natomiast do tej pory to była hipoteza... - Cobie wskoczyła na koniec tej wypowiedzi, dalej szukając w Konnym jakichś dodatkowych informacji. - Pojawienie się RCMP sugeruje, że możemy mieć rację?
Renoir Delacroix

Case I - Act I - The Briefing

: wt wrz 08, 2026 5:59 pm
autor: Renoir Delacroix
Patrzył na zdjęcie Setha na monitorze, próbując zapamiętać twarz. Młody, zadbany, uśmiechnięty. Wszystko wyglądało niemal zbyt dobrze, jakby ktoś dokładnie wiedział, jaki obraz powinien zobaczyć ktoś po drugiej stronie ekranu. Było zbyt idealnie. Przesunął ciężar ciała na drugą nogę, odciążając lekko bolące kolano, i dopiero wtedy spojrzał na Cobie. Dobrze sobie radziła.
- Może. Ale nie dlatego, że już wiemy, że to siatka. Gdybyśmy to wiedzieli, mielibyśmy trochę inną rozmowę. RCMP pojawiło się tutaj, bo kilka elementów zaczyna wyglądać tak, jakby sprawa mogła wykraczać poza jedno miasto.
Ponownie spojrzał na profil. Najbardziej niepokoiło go właśnie to, że nie było w nim nic oczywiście podejrzanego. Odpowiednie zdjęcia, odpowiedni uśmiech, odpowiednio dobrany wizerunek. Jeżeli ten sam człowiek kontaktował się z kilkoma dziewczynami, trudno było uwierzyć w przypadek. Nie chciał jednak jeszcze dopasowywać wszystkiego na siłę do teorii o zorganizowanej grupie. Irytował się trochę.
- Zabezpieczcie wszystko z tego konta. Zdjęcia, nazwę użytkownika, wiadomości, wszystko, co da się zachować. Jeżeli profil zniknie, nie chcę potem szukać tego od początku.
Renoir zerknął na zdjęcia Mary i Lucy. Dwie kolejne nastolatki, dwa kolejne zaginięcia. W takich sprawach łatwo było skupić się na jednym podejrzanym i przestać zauważać resztę. Dlatego bardziej niż sama kartoteka Setha interesowało go to, co działo się wokół niego. Hotele, samochody, telefony, przejazdy, pieniądze. Miejski monitoring też by się przydał. Jeżeli ktoś rzeczywiście organizował cały proceder, ślad mógł zostać właśnie tam. Przydałby się system wykrywania twarzy, ale takie rzeczy tylko w filmach!
- Nie zakładajmy jeszcze, że wszystkie trzy dziewczyny przeszły przez dokładnie to samo. Jill może być pierwszą osobą, która dała nam konkretny trop, ale jej historia nie musi wyglądać identycznie jak pozostałych.
Gdy Cobie wspomniała o Jill i psychologu, nadinspektor zmrużył oczy. Z chęcią by ją przepytał, naprawdę wolałby sam zobaczyć co ma do powiedzenia. Czasami zeznania ofiar czy świadków różnią się w zależności kiedy je składali. „Na świeżo” mogą powiedzieć, że coś się wydarzyło, a po dłuższej przerwie i regeneracji, gdy pamięć wróci, powiedzieć coś zupełnie innego i nawet sensownego.
Jeżeli ofiara będzie gotowa, a panna Takeda wyrazi na to chęci, to chciałbym być przy przesłuchaniu Jill.
Renoir jeszcze raz spojrzał na zdjęcie Setha. Zapamiętywał tego człowieka. Gnojka, który powinien wylądować za kratkami. Mieli twarz, trzy zaginione dziewczyny i hotel. Nadal nie mieli nazwiska, motywu ani pewności, ilu ludzi właściwie było za tym wszystkim. Właśnie dlatego nie zamierzał jeszcze nazywać tego siatką. Układanka była zbyt prosta, ale nieszablonowe myślenie zawsze mu pomagało i nie zawodziło. Sama Takeda zaś rozwinęła się od ich ostatniego spotkania. Cieszyło go to.

Cobie Takeda

Case I - Act I - The Briefing

: wt wrz 08, 2026 7:06 pm
autor: Cobie Takeda
Uniosła brwi, nie potrafiąc powstrzymać reakcji. Trochę inną rozmowę? Co za uprzejmość... Spojrzenie sierżanta przywołało ją do porządku, znów w prawie niezauważalny sposób.
- Już się tym zajęliśmy... Czekamy na dostęp do prywatnych wiadomości. - odpowiedział ten sam policjant, który wstukiwał coś na komputerze. - Mógłbym mieć te rzeczy wcześniej, ale uznaliśmy, że Konna woli mieć wszystko w zgodzie z protokołem.
Dodał znacznie ciszej, co wywołało kilka uśmiechów, oczywiście za plecami Renoira. Cobie spojrzała na tego gliniarza z lekkim wyrzutem, ale to sierżant przywołał do porządku wszystkich innych.
Nie zakładajmy jeszcze, że wszystkie trzy dziewczyny przeszły przez dokładnie to samo. Jill może być pierwszą osobą, która dała nam konkretny trop, ale jej historia nie musi wyglądać identycznie jak pozostałych.
W odpowiedzi Takeda kiwnęła głową, ale zawahała się na chwilę, kiedy Delacroix zaproponował wspólne odwiedziny u ofiary. Dziewczyna już jej ufała.
- Wolałabym jej nie wystraszyć... - ale tutaj w rozmowę włączył się sierżant, który wyszedł na środek, przed samą Cobie, i dodał:
- Zatem załatwione... Takeda, pojedziesz z nadinspektorem do Jill i dopytacie o szczegóły. Darell, jeśli dasz radę przyspieszyć uzyskanie tych wiadomości, to zrób to. Ale nie przerywaj oficjalnej drogi. - spojrzał znacząco w oczy federalnego. - Nikt nie musi wiedzieć, dlaczego wyprzedziliśmy jakieś dowody...
Cobie znów zmarszczyła brwi. Tego elementu pracy w wydziale nie lubiła. Niby potrafiła docenić to, że czasem ruchy spoza podręcznika dawały im przewagę i upragniony czas, ale mimo wszystko. To były ruchy spoza podręcznika. Tylko czy mieli czas czekać?
- Jay i Cass, pojedźcie do rodziców Mary, spróbujcie dobrać się do jej komputera. Ja zadzwonię zaraz do sędzi Matsudy. Ma słabość do Takedy, powinna nam szybko wydać nakazy.
Za ten ostatni komentarz Cobie zgromiła wzrokiem przełożonego. Nie chciała wypaść przed Delacroixem jako ktoś, kto jest pupilkiem ważnych ludzi i tylko dlatego znalazł się na tym stanowisku. Zwłaszcza przed nim. Ostatnim razem, kiedy razem pracowali, była jeszcze krawężnikiem.
Nadinspektor D.

Case I - Act I - The Briefing

: śr wrz 09, 2026 6:45 pm
autor: Renoir Delacroix
Renoir nie miał zamiaru komentować. Wszystko co musiał wiedzieć – wiedział. Reszta była tylko marginesem. Darell miał przyspieszyć dostęp do wiadomości, ale bez całkowitego omijania procedur. Dobrze. Nie potrzebowali kolejnego problemu z dowodem zdobytym w sposób, którego później trzeba byłoby bronić przed sądem. Słowa sierżanta o tym, że nie każdy musi wiedzieć, jak szybko pojawiły się pewne informacje, wywołały u niego jedynie ledwo zauważalny uśmiech.
Nie komentował też uwagi o sędzi Matsudzie. Zauważył za to reakcję Cobie. To krótkie zmarszczenie brwi i wyraźne niezadowolenie z przedstawiania jej jako czyjegoś faworyta. Renoir pamiętał ją jeszcze z czasów, kiedy pracowała na ulicy. Teraz siedziała przy stole z ludźmi od poważnych spraw i najwyraźniej nadal nie lubiła, kiedy ktoś próbował przypisać jej sukces szczęściu albo znajomościom. W pewnym sensie nawet go to bawiło. Renoir jednak wiedział, że Jacoba Takeda była dobrym gliną.
Kiedy narada zaczęła się rozchodzić, pożegnał resztę skinieniem głowy i ruszył za Cobie w stronę wyjścia. Raptem kilka minut marszu by wydostać się z budynku. Na parkingu wskazał ruchem głowy federalnego SUV-a, otworzył samochód i zajął miejsce kierowcy. Poczekał, aż Takeda usiądzie obok, odpalił silnik i dopiero wtedy spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Byli sami, bez podsłuchujących ich ludzi.
- Tak właściwie… co jest złego w byciu pupilkiem? - rzucił, wyjeżdżając z parkingu. - Masz z tego korzyści, a jak przy okazji korzystają na tym inni, to chyba tym lepiej.
Nie ciągnął tego jednak długo. Skupił wzrok na drodze, pozwalając Cobie spokojnie wskazywać mu kierunek. Po chwili wrócił do tego, co naprawdę chciał powiedzieć.
- Tak czy inaczej, spodziewałem się po tobie sukcesów. Już wtedy było widać, że daleko zajedziesz.
Na moment zerknął na nią kątem oka, po czym uśmiechnął się szerzej. W jego głosie nie było służbowej uprzejmości. Brzmiało to zwyczajnie, jak szczere uznanie kogoś, kogo znało się jeszcze zanim dostał obecny stopień.
- Dobrze cię znowu widzieć. Jeszcze lepiej, że znowu będziemy razem pracować.
Potem już nie musiał niczego dodawać. Miasto przesuwało się za szybami, a rozmowa mogła spokojnie potoczyć się dalej. Renoir nie spieszył się z powrotem do sprawy, choć oboje doskonale wiedzieli, że czeka na nich Jill i że po wejściu do szpitala skończą się wspominki, a zacznie kolejna, znacznie trudniejsza część pracy.

Cobie Takeda

Case I - Act I - The Briefing

: czw wrz 10, 2026 1:08 pm
autor: Cobie Takeda
Sex Crimes pracowało w swoim rytmie, który nie zawsze był w zgodzie z procedurami. Dla sierżanta ważniejsze było, żeby przestępcy zostali powstrzymani, niż to, żeby wszystkie dowody były idealne. Dopiero pojawienie się upierdliwej Takedy sprawiło, że wypracowali sobie swoistą równowagę. Dalej potrafili zrobić coś poza nawiasem, ale jednocześnie dbali o to, żeby dowody były zbierane zgodnie z zasadami. Nawet jeśli te same dowody trafiały do nich po raz drugi.
Chwilę wahała się nad wyborem samochodu. Wolała pojechać swoim służbowym, niż oddawać kontrolę nad kierownicą, ale ostatecznie wygrał szacunek do wyższego rangą, więc wsiadła do wielkiego samochodu, prawie znikając w fotelu.
- Mount Sinai Hospital... - podyktowała do nawigacji i chwilę potem ruszyli w milczeniu.
Dopiero kiedy przerwał je tym pytaniem, spojrzała na niego. Uśmiechnęła się pod nosem i pokręciła głową.
- Już mi wystarczy tego, że byłam Twoim pupilkiem siedem lat temu. - powiedziała z przekąsem. - Sierżant potem przyglądał mi się bardzo uważnie i jestem przekonana, że dwa razy zablokował moje przeniesienie.
Ale ile było w tym prawdy, tego nie wiemy. Równie dobrze mógł ją tak pilnie obserwować, bo według niego właśnie nadawała się do tej pracy, a późne przeniesienie wcale późne nie było. Nie każdy musi być genialnym dzieckiem policji, robiącym karierę w zawrotnym tempie. No i powiedzmy sobie szczerze. Cobie nie była najstraszniejszym gliną w mieście, nawet jeśli swoją aurą i determinacją potrafiła zgasić groźnych przestępców.
- Poza tym nie jestem niczyim pupilkiem. Sędzia Matsuda... - jakby to ująć w delikatny sposób, żeby nie obrazić niczyich poglądów. - No, uważa, że jestem świetnym symbolem przyszłej Policji. Japonka, kobieta, łamiąca stereotypy. Zakochała się we mnie dwa lata temu na balu policjanta.
Przewróciła oczami, nie chcąc przyznać, że taka znajomość naprawdę mogła przynieść jej niemałe korzyści i już kilka razy pomagała w sprawach. Tym bardziej, że sama Takeda nie musiała do niej dzwonić przez swoje zacietrzewienie w niewykorzystywaniu znajomości. Paradoksalnie to tylko mocniej nakręcało sędzię.
Delikatnie parsknęła pod nosem śmiechem.
- Dziękuję, to bardzo miłe. Ale wydaje mi się, że wcale zawrotnej kariery nie robię. - zauważyła, ale uśmiechnęła się do niego ciepło.
Wtedy rzeczywiście pełnił dla niej rolę mentora. Zafascynowana wielkim, spokojnym gliniarzem, słuchała go, jakby był jej guru. I chyba tylko on patrzył na nią jak na poważną kandydatkę na dobrego policjanta.
- Trochę się zmieniło, odkąd szorowałam krawężniki... Jeśli myślisz, że będę ci przynosiła kawę, to się grubo mylisz! - zażartowała zaczepnie, po czym wskazała ręką ulicę. - Skręć tutaj, ominiemy trochę korków, a nawigacja zawsze zapomina o tym miejscu.
I rzeczywiście ucięli z przejazdu kilka cennych minut, które normalnie nie robiły różnicy, ale akurat w pracy policji już wielką. Lata spędzone w patrolu miały swoje zalety. Znała miasto i skróty, o których nawigacja nie miała pojęcia.
Zatrzymali się niedaleko wejścia do szpitala i po chwili byli już na oddziale, gdzie Takeda nieświadomie przeskanowała otoczenie w poszukiwaniu jednego z lekarzy. Ale nie widząc go, zatrzymała tego, który zajmował się Jill, by dopytać o kilka szczegółów i poprosić o psychologa.
Kilkanaście minut później pukała we framugę drzwi pokoju pokrzywdzonej.
- Cześć Jill, wyglądasz lepiej. - powiedziała z ciepłym uśmiechem, a widząc słaby uśmiech na twarzy dziewczyny, dodała: - Jestem tutaj z moim partnerem. On pracuje w Konnej i chcielibyśmy zadać Ci kilka pytań, ale będę przy Tobie, ok?
Dziewczyna po chwili wahania pokiwała głową.
:pablo:

Case I - Act I - The Briefing

: czw wrz 10, 2026 3:49 pm
autor: Renoir Delacroix
Renoir słuchał jej z rozbawieniem, choć przez większość czasu wzrok trzymał na drodze. Historia z sędzią Matsudą była zdecydowanie ciekawsza, niż się spodziewał. Szczególnie fragment o balu policjanta wywołał u niego krótki uśmiech. Nie znał wszystkich szczegółów ich relacji i chyba nawet nie chciał ich znać. Wystarczyło mu, że Cobie najwyraźniej sama miała świadomość, jak absurdalnie czasami wyglądało to z boku.
- Wiesz co? W takim razie pani sędzia ma całkiem dobry gust.
Rzucił jej krótkie spojrzenie i wrócił wzrokiem na ulicę. Nie zamierzał jednak ciągnąć tematu, zwłaszcza że Cobie i tak miała wystarczająco dużo powodów, żeby przewracać oczami na samo wspomnienie tamtej historii. Zamiast tego skupił się na dalszej drodze. Zapamiętał wskazówki Takedy, skręcił tam, gdzie kazała, i rzeczywiście udało im się ominąć kawałek korków. Po kilku minutach podjechali pod Mount Sinai Hospital, gdzie Renoir znalazł miejsce niedaleko wejścia.
Dalej wszystko potoczyło się już sprawnie. Krótka droga przez szpitalne korytarze, wymiana kilku zdań z personelem i wreszcie właściwy oddział. Cobie wyraźnie wiedziała, dokąd idzie i kogo szukać. Renoir pozwolił jej przejąć prowadzenie. Nie było sensu wchodzić przed nią do pokoju Jill jak człowiek, który właśnie przyjechał z federalnym garniturem i oczekuje, że wszyscy od razu będą go słuchać. Dziewczyna znała Takeda. Jego jeszcze nie.
Zatrzymał się więc na moment przed drzwiami, pozwalając Cobie wejść pierwszej. Dopiero po krótkiej chwili pojawił się w progu. Nie podchodził od razu do łóżka. Został kilka kroków dalej, dając Jill trochę przestrzeni i czasu na oswojenie się z jego obecnością. Jej spojrzenie było ostrożne. Nic dziwnego. Obok znajdowała się policjantka, którą już znała, a przed nią stał zupełnie obcy, dobrze zbudowany mężczyzna.
Renoir uniósł lekko dłoń, a potem odpiął na moment odznakę, pokazując ją z bezpiecznej odległości. Nie wykonywał przy tym żadnych gwałtownych ruchów. Po prostu chciał, żeby dziewczyna wiedziała, że rzeczywiście jest tym, za kogo się podaje.
- Dzień dobry, Jill. Renoir Delacroix, nadinspektor Królewskiej Kanadyjskiej Policji Konnej.
Schował odznakę i dopiero wtedy zrobił jeden spokojny krok do przodu. Na jego twarzy nie było służbowej surowości. Nie chciał jej przestraszyć ani sprawić wrażenia, że za chwilę zacznie zasypywać ją pytaniami. Na to przyjdzie czas. Jeżeli w ogóle będzie potrzebny.
- Jill, ładne imię. Naprawdę. Jak się dzisiaj czujesz? Potrzebujesz czegoś, zanim zaczniemy rozmawiać?
Potem zamilkł. Nie patrzył na nią jak na źródło informacji, tylko jak na dziewczynę, która miała za sobą kilka naprawdę ciężkich dni. Renoir doskonale wiedział, że zaufania nie zdobywa się odznaką ani stopniem. Zwłaszcza kiedy ktoś dopiero co poznał człowieka, który ją nosi. I przeszedł to co ta biedna dziewczyna. Dlatego nie zamierzał się spieszyć. Najpierw Jill musiała poczuć, że może przy nim normalnie siedzieć i mówić. Dopiero później mogli przejść do reszty.
- Jeśli coś będzie Cię drażnić lub nie odpowiadać to wyjdę, dobrze?
Zasugerował, patrząc kątem oka na Takede. Gdyby coś było nie tak to z chęcią usunie się na bok i zrobi miejsce Cobie na ten moment. W końcu współpracowali razem. Nie chodziło w tym śledztwie o rywalizację. Delacroix lubił ją, ale nie w pracy gdy chodziło o ludzkie życie i dorwanie jakiegoś gnojka.

Cobie Takeda

Case I - Act I - The Briefing

: sob wrz 12, 2026 12:25 pm
autor: Cobie Takeda
Kiedy do pomieszczenia wszedł ten wielkolud, oczy Jill wyraźnie się rozszerzyły, a całe jej ciało cofnęło się, wbijając plecy w poduszkę, o którą się opierała. Takeda próbowała uśmiechnąć się uspokajająco, ale jej spojrzenie już dostrzegło rozchylone chrapki nosa dziewczyny, to, jak zacisnęła piąstki na prześcieradle i podciągnęła kolana prawie pod samą brodę. Jej oddech przyspieszył...
- Jill, ładne imię.
I kolejny krok przesądził sprawę. Jill cofnęła się jeszcze mocniej.
- Nie chcę o tym rozmawiać! - powiedziała drżącym głosem.
Jej dolna warga drgała, a w oczach momentalnie pojawiły się łzy. Więc Takeda położyła dłoń na wielkim ramieniu Renoira i spojrzeniem poprosiła go, żeby jednak wyszedł.

Rozmowa sam na sam trwała niedługo. Zdecydowanie za krótko jak na to, co chcieli uzyskać. Policjantka wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Jej mina wyrażała wszystko. Rozczarowanie, smutek, poczucie winy. Źle oceniła gotowość Jill do rozmowy po tak traumatycznym wydarzeniu.
Podniosła smutne oczy na Renoira i przywołała na twarz profesjonalizm.
- Nie chce rozmawiać... Będziemy musieli spróbować za jakiś czas, po rozmowie z psychologiem. Kto wie, czy przez jakiś czas nie powinna rozmawiać tylko z nim. - wyjaśniła, na moment chowając głowę między uniesionymi ramionami wraz z całą swoją bezsilnością.
Westchnęła cicho i wyprostowała się.
- Zauważyłeś, jak na Ciebie zareagowała? To nie wyglądało mi tylko na strach przed obcym mężczyzną. Możliwe, że w jakiś sposób przypominasz jej sprawcę. - dodała i zatrzymała jedną z pielęgniarek przechodzących obok. - Możesz wezwać psychologa? Jill potrzebuje wsparcia.
Pielęgniarka kiwnęła głową i ruszyła dalej, a Cobie ruchem głowy zaprosiła Renoira, żeby ruszyli dalej.
- Najostrzej zareagowała na to, jak powiedziałeś, że ma ładne imię... Wydaje mi się, że to nie przypadek. - dodała w zamyśleniu.

W tym momencie rozdzwonił się jej telefon, więc odebrała go, by po chwili się rozłączyć.
- Matsuda wydała nakazy. Dostaniemy monitoring i wiadomości. - powiedziała w zamyśleniu, bawiąc się telefonem. - Jill nie miała przy sobie telefonu... Seth mógł jej go zabrać... Jedziemy do hotelu czy szukamy telefonu?

rzut ;( :pablo:

Case I - Act I - The Briefing

: sob wrz 12, 2026 7:35 pm
autor: Renoir Delacroix
Renoir jeszcze przez chwilę patrzył na zamknięte drzwi pokoju Jill. Jej reakcja nie dawała mu spokoju, ale nie zamierzał teraz rozkładać jej na czynniki pierwsze. Cobie miała rację - coś w nim mogło przypominać dziewczynie człowieka, którego się bała. Może chodziło o budowę ciała, może głos, może sposób, w jaki wszedł do pomieszczenia., może kolor skóry a może wszystko naraz?A może rzeczywiście niefortunne „ładne imię” trafiło w coś, czego jeszcze nie rozumieli. Trzeba to trzymać z tyłu głowy.
Gdy tylko Cobie wyszła z pokoju, ten przesłał jej delikatny, przepraszający uśmiech. Wstał z krzesełka przy pokoju i podszedł od razu do niej. Potarł dłonią szczękę i spojrzał na Takedę.
- Rzeczywiście, wyszło głupio.
Nie było w tym ani grama urażonej dumy. Renoir był wystarczająco długo w policji, żeby wiedzieć, że czasami najlepszą rzeczą, jaką funkcjonariusz może zrobić, jest po prostu usunąć się z drogi. Jill nie potrzebowała teraz kolejnego człowieka, który będzie próbował coś z niej wyciągnąć. Nie potrzebowała więcej stresu ani kogoś, kto będzie siłą z niej wyciągał informację. Zaufanie, spokój i Cobie, której ufała na pewno zdziałają cuda. Nie teraz, nie jutro. Potrzebowała czasu, psychologa i kogoś, komu już zdążyła zaufać.
- Jeżeli przypominam jej sprawcę, tym bardziej nie będę się jej teraz narzucał. Ty masz z nią kontakt, więc tobie zostawmy rozmowę. Jesteś dużą dziewczynką i poradzisz sobie śpiewająco.
Puścił do niej oczko i ruszył powoli korytarzem razem z Cobie, ale po kilku krokach zatrzymał się na moment, kiedy wróciła do telefonu dziewczyny. Przez chwilę rozważał obie możliwości. Telefon mógł być cholernie ważny. Jeżeli Seth rzeczywiście go zabrał, mógł znaleźć się tam ślad rozmów, kontaktów albo czegokolwiek, co prowadziłoby ich dalej. Z drugiej strony hotel był miejscem, w którym Jill faktycznie została odnaleziona. Teraz mieli nakaz i dostęp do monitoringu. Każda minuta zwłoki oznaczała kolejne nagrania, które mogły zostać nadpisane albo wymagać mozolnego zabezpieczania. Renoir w końcu pokręcił głową.
- Hotel.
Powiedział to bez większego namysłu.
- Telefon jest ważny, ale możemy zlecić komuś, żeby zaczął go szukać. Poinformuj sierżanta by kogoś wysłał. Monitoring i resztę materiału z hotelu chcę zobaczyć teraz, póki mamy świeżą sprawę i nakazy w ręku.
Hipotetycznie. Fizycznie ich nie mieli, ale tak fajnie brzmiało. Musieli chyba podjechać po nakazy, prawda? Magicznie się nie pojawią w ich rękach. Spojrzał jeszcze raz na Cobie, po czym ruszył w stronę wyjścia ze szpitala. Utykał przez kilka kroków, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Wiek i zużycie organizmu robiło swoje, a młodszy z każdym rokiem się nie robił.
- Jeżeli Seth tam był, chcę wiedzieć, jak wszedł, z kim się spotkał i przede wszystkim z kim jeszcze mógł mieć kontakt. Może telefon da nam odpowiedź później. Hotel może nam odpowiedzieć już teraz.
Po krótkiej chwili doszli do samochodu. Renoir zrobił przy nim jednak coś nieoczekiwanego. Rzucił Cobie kluczyki do SUVa i sam usiadł na miejscu pasażera. Niech pokaże teraz jak jeździ japońska twarz policji. Grzecznie zapiął pas. Hotel? Hotel!

Cobie Takeda