Strona 1 z 1

incontro dei fratelli

: pn wrz 07, 2026 4:26 pm
autor: Matteo Carissoni
Matteo miał dzisiaj coś, co ostatnio zdarzało mu się zdecydowanie zbyt rzadko - całe wolne popołudnie i wieczór. Żadnej mszy, żadnego spotkania, żadnego telefonu od proboszcza z pytaniem, czy skoro i tak jest na plebanii, to nie mógłby jeszcze czegoś załatwić. Albo załatwić jakieś dotacje. Teoretycznie nawet telefon powinien przez kilka godzin milczeć, chociaż Matteo doskonale wiedział, że w przypadku księdza takie rzeczy były raczej pobożnym życzeniem niż realnym planem. Mimo wszystko postanowił wykorzystać wolny czas. Zamiast siedzieć w pokoju i bezmyślnie przewijać telefon i dbać o odpisy w komentarzach, umówił się z Filippo. Dawno nie mieli okazji zwyczajnie pobyć razem, bez rodziców, parafii, studiów i całej reszty rzeczy, które potrafiły skutecznie zająć człowiekowi cały dzień. W końcu bracia nie potrzebowali specjalnego powodu, żeby się spotkać. Czasami wystarczyło po prostu „masz wolne?” i „ no mam”.
Na rower wskoczył chwilę po południu. Miał na sobie zwykłe jeansy, sportowe buty i ciemną kurtkę, ale oczywiście koloratki nie zdjął. To był ten jeden element, który sprawiał, że nawet jadąc na spotkanie z młodszym bratem wyglądał trochę mniej jak dwudziestosześcioletni facet na wolnym, a trochę bardziej jak ksiądz, który właśnie uciekł z plebanii. Nie przeszkadzało mu to szczególnie. Zresztą już dawno przywykł do ludzi, którzy potrafili rozpoznać go na ulicy właśnie po niej. Przypiął rower przy wejściu do parku i ruszył alejką w stronę miejsca, w którym umówili się z Filippo. Po drodze zerknął jeszcze na telefon. Żadnej wiadomości. Żadnego „zaraz będę”. Nic. Matteo uniósł tylko brwi i schował urządzenie z powrotem do kieszeni.
- Klasyka - mruknął pod nosem. - On nadal nie zna pojęcia punktualności.
Nie zamierzał jednak od razu dzwonić. Jeszcze czego. Gdyby zaczął szukać Filippo po pięciu minutach, młody mógłby uznać, że Matteo wszedł w tryb drugiego ojca. A tego akurat dzisiaj chciał uniknąć. Tylko wkurzało go, że zawsze musi czekać.
Zatrzymał się przy jednej z ławek, usiadł i oparł plecy o oparcie. Na szczęście nie była świeżo malowana.Wokół było całkiem spokojnie. Ktoś biegał po ścieżce, kawałek dalej kobieta próbowała przekonać psa, że powrót do domu jest świetnym pomysłem, a gdzieś za drzewami dzieciaki urządziły sobie mecz. Matteo przez chwilę patrzył w ich stronę, przypominając sobie czasy, kiedy sam potrafił spędzić pół dnia na boisku, a jedynym problemem było to, kto zabrał piłkę. Teraz problemy były trochę inne. Na przykład księża mieli telefony, które dzwoniły w najmniej odpowiednich momentach.
Wyciągnął urządzenie jeszcze raz i sprawdził godzinę. Nadal cisza.
- Filippo, przysięgam, jeśli znowu każesz mi czekać pół godziny, doliczam odsetki do tej gitary - powiedział sam do siebie, po czym parsknął cicho śmiechem.
Schował telefon i wyciągnął nogi przed siebie. Nie miał dzisiaj żadnego planu poza spotkaniem z bratem. Mogli przejść się po parku, pójść coś zjeść, zahaczyć o jakąś małą knajpę albo po prostu usiąść i gadać o kompletnych głupotach. I chyba właśnie tego Matteo potrzebował najbardziej - kilku godzin, podczas których nie musiał być wikarym, nie musiał nikogo pouczać, nikogo ratować ani rozwiązywać cudzych problemów. Mógł być po prostu starszym bratem, który nadal pamiętał, ile kosztowała pierwsza gitara i który najwyraźniej miał zamiar przypominać o tym Filippo aż do emerytury.

Filippo Carissoni