Strona 1 z 1

od czego są przyjaciele, eh?

: pn wrz 07, 2026 7:06 pm
autor: callum reid
A podobno to on był dramatyczny i przeżywał wszystko jak mrówka okres. Ha! Zabawne. Tak dużo ostatnimi czasy zmieniło się w jego życiu. Po pierwsze, nareszcie odpuścił sobie swoją wieloletnią, niespełnioną miłość. Po drugie, stwierdził, że rzuci swoją narzeczoną wywłokę, a po trzecie? Zdecydował się dać firmie ojca ostatnią szansę, ale wyłącznie pod warunkiem, że zostanie jej dyrektorem i będzie miał ostatnie słowo w każdej kwestii. Fakt, że ojczulek powolutku zbierał się na emeryturę, dzięki czemu będzie go tam widywał coraz rzadziej, zdecydowanie pomógł mu dojść do wniosku, że może jednak warto przemęczyć się tam jeszcze troszkę.

No ale wracając! Jego przyjaciel, którego swoją drogą nie widział, odkąd ten znowu zaczął spotykać się z tą wariatką Calliope czy jak jej tam było, zupełnie zniknął. Rozpłynął się. Poof! Był i nagle go nie było, a teraz jeszcze ryczał i ryczał, bo co? Był szczęśliwy? A może jednak nie? Za chuja nie potrafił go ogarnąć, aleee... nieważne. Był dobrym przyjacielem. Zajebistym, można by rzec, dlatego wyruszył do domu Lockharta i nawet nie czekając na zaproszenie, wparował do jego mieszkania ze zgrzewką piwa pod pachą. Zsunął z nóg buty, bo doskonale wiedział, jakim pedantem był Cyrus, po czym rozejrzał się uważniej po wnętrzu. Jego nudne mieszkanie zrobiło się ostatnio jakieś takie bardziej... czarno-kolorowe? Uniósł brew, a gdy wreszcie dostrzegł przyjaciela, parsknął śmiechem. - No i na cholerę tak się mazgaisz, Lockhart? Nareszcie tętni tutaj życiem. - rozsiadł się wygodnie na kanapie, chwycił piwko, które otworzył o kant stołu, ups, zrobił malutkie wgniecenie, ale to nic tam, upił sobie łyczka zimniutkiego bursztynowego napoju bogów koneserów piwka i wyciągnął nóżki na stolik kawowy jakby był u siebie. No bo po części był, okej. Po chwili westchnął głośno i rzucił - no dobra, mów mi już, co się tam dzieje i dlaczego potrzebowałeś ode mnie interwencji?

lockhart

od czego są przyjaciele, eh?

: wt wrz 08, 2026 6:51 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cyrus siedział na wysokim hokerze przy wyspie kuchennej i jadł jakąś ostrą zupkę chińską. Wrócił świeżo po dwunastogodzinnym dyżurze i nie miał najmniejszej ochoty na bawienie się w pieprzonego kucharza. Poza tym przez ostatnie dni, a nawet tygodnie był... naprawdę zajęty. Calliope była wszystkim, na czym głównie się skupiał, od kiedy spotkali się tamtego dnia w szpitalu. Była jak grom z jasnego nieba, bo pojawiła się, kiedy najbardziej potrzebował zmian, adrenaliny i tych intensywnych doświadczeń, które nieco poruszyły jego życiem. Nie ukrywał, że to głównie przez to, odrobinę zaniedbał regularne spotkania z Callumem. No, ale hej, on też lepszy nie był, przecież zapraszał go do Hamilton. To on mu odmówił. Miał czyste sumienie.

Lockhart usłyszał otwierające się drzwi do mieszkania i wbił spojrzenie w korytarz, czekając aż zobaczy znajomą sylwetkę. Chłop, co się panoszy, jakby był u siebie, niesamowite. Gdy w końcu dostrzegł Reida, parsknął pod nosem, odsuwając od siebie miseczkę. — Przypomniałeś sobie nagle, że masz kumpla? — rzucił oskarżycielsko, mrużąc przy tym oczy. Parę dni temu, Cyrus miał kryzys egzystencjonalny; okej, miał go parę razy w ciągu miesiąca, ale tym razem naprawdę potrzebował, aby ktoś przywrócił go do porządku. Słysząc, że jego mieszkanie nareszcie tętni życiem, rezydent neurochirurgii wywrócił z niedowierzaniem oczami. Callie pomieszkiwała u niego od tamtego incydentu i prawdę mówiąc, Cy miał nadzieję, że to nie ulegnie zmianie w najbliższym czasie. Szybko przywykł do świadomości, że nie był tu już sam. To całkiem... miłe uczucie. Nowe. — Odkupisz mi ten jebany stół, Reid — rzucił nerwowo, wstając z miejsca, by chwycić jedną butelkę piwa i opaść na miejsce obok swojego przyjaciela.

Co miał mu niby powiedzieć? Przez chwilę milczał, otwierając swoje piwo, jakby musiał znaleźć sobie zajęcie. — Jestem z Callie — powiedział. To nie była nowa informacja. — Z własnej woli — dodał, unosząc puszkę do ust. — I nie wiem, jak się z tym czuję. W sensie jest w porządku, chyba? Ale z drugiej strony czuję się... dziwnie — parsknął, ściągając przy tym brwi. — Jakbym okłamywał samego siebie — mlasnął, zatrzymując wzrok na kumplu, jakby mógł przywrócić go do porządku.

reid

od czego są przyjaciele, eh?

: wt wrz 08, 2026 7:34 pm
autor: callum reid
Wiedział, że Lockhart zacznie coś pieprzyć pod nosem już od samego wejścia, więc kiedy ściągał buty, postanowił zwyczajnie go zignorować. Lol. - Co ty tam miauczysz pod nosem? - rzucił tylko, kierując się w stronę kanapy. - Mam piwo! Idealne lekarstwo na wszystkie zmartwienia. - Zaśmiał się pod nosem, po czym walnął się wygodnie na kanapę i przy okazji, zupeeeeełnie przypadkowo, troszeczkę rozjebał mu stolik. Ups. - Wyślij mi invoice, dobra? To ci przeleję - rzucił niewzruszony, biorąc porządnego łyka piwa. Ciekawy był, co właściwie działo się u przyjaciela, nawet jeśli sam ostatnio zachowywał się trochę jak kutas. Miał jednak własne małe rozterki życiowe i nie chciał jeszcze nimi zawracać Lockhartowi dupy, szczególnie że ten wyglądał na całkiem pochłoniętego pomysłem ponownego wejścia w relację ze swoją byłą dziewczyną. Well. Pojebane.

Zerknął na przyjaciela. - No jesteś, wiem to - odparł, przyglądając mu się uważniej, po czym upił kolejnego łyka. - okej, czyli nie trzyma cię we własnym mieszkaniu jak więźnia. Też dobrze. - Przez chwilę już tylko go słuchał, bo kurwa, wyglądał trochę inaczej niż zwykle. Faktycznie tak, jakby coś mu siedziało na wątrobie i nie dawało spokoju. Reid westchnął głośno. - Lockhart, znam cię już tyle lat i widzę, że coś jest nie tak - odstawił piwo na stolik. - Lubisz ją? Jest ci z nią dobrze czy jednak wolisz być sam? - Spojrzał mu prosto w oczy. - Nie ma co być z kimś na siłę. Wiem, że brzmi to zajebiście idiotycznie, kiedy wychodzi akurat z moich ust, ale posłuchałem twojej rady i zerwałem z... wiesz kim, ojciec był cholernie wkurwiony, ale powiedziałem mu że dam jeszcze jedną szanse firmie na moich własnych warunkach no i voila, życie jakoś się kręci. - a poza tym jej imienia wolał nie wypowiadać na głos. To było już coś na poziomie Voldemorta z Pottera. Lepiej nie kusić losu, okej?

locke

od czego są przyjaciele, eh?

: wt wrz 08, 2026 9:00 pm
autor: Cyrus Lockhart
— Wiesz co, kurwa? Zmienię zamki w drzwiach — stwierdził nagle, jakby wpadł na wspaniały pomysł, bo nagle mu się przypomniało, że Callum był prawdopodobnie jedyną osobą na tym popieprzonym świecie, która miała klucz do jego mieszkania. Teraz była to też Calliope, bo siłą woli, musiał jej go dorobić, skoro zatrzymała się u niego na jakiś czas. Chociaż Cyrus podświadomie liczył, że zostanie na dłużej, a może nawet i na stałe, jeśli do tej pory jeszcze się nie zabiją. Ale jak na razie... Wydawało mu się, że idzie im całkiem dobrze. Na pewno lepiej niż te dziesięć lat temu, gdy zachowywał się jak ostatni szaleniec. — Miałeś przywieźć jakiś dobry alkohol, a ze wszystkiego, co mogłeś wybrałeś po prostu... Piwo — westchnął z niedowierzaniem. Lockhart z reguły nie narzekał na to, co pił, choć najbardziej lubił whiskey, ale no niech mu będzie. Przyjaciołom się ponoć nie odmawia. — Prosty człowiek się z ciebie zrobił, Reid — skomentował marudnie pod nosem, zanim zajął tuż obok niego miejsce. Ach, jak zwykle wrócił do swojego pieprzonego terapeuty; to była ta jedna, niezmienna od dziesięciu lat rzecz, która nigdy mu nie przeszkadzała. Pomimo że cisnął go przy każdej możliwej okazji, to szanował go jako starszego, bardziej życiowo doświadczonego (lub jakkolwiek ogarniętego) kumpla.

Cyrus zapalił papierosa w trakcie, gdy Callum mówił i spojrzał na niego z pewną dezorientacją. Już sam nie wiedział do końca, co mu właściwie nie pasuje. Może rzeczywiście zwyczajnie nie mógł przywyknąć do myśli, że nawet ktoś taki jak on... Finalnie zdołał się zakochać?
— Lubię. Jest strasznie popierdolona — stwierdził, co mogło brzmieć jak zupełne przeciwieństwo, ale pasowało do wszystkiego, co mówił mu Cyrus jakiś czas temu. Wyłamywała jego życie z nudy i rutyny. — Po prostu, kurwa... Nie wiem jak długo dam radę? Wydaje mi się, że to tylko chwilowe, ale wprowadziła się tu i nagle zacząłem się do tego przyzwyczajać — parsknął gorzko. — Czuję się jak pierdolony słabeusz przez to wszystko, rozumiesz? To jeden z powodów, przez które nigdy nie chciałem się zakochiwać. Miłość to słabość — stwierdził, wolną dłonią unosząc swoje piwo do ust. — Zerwałeś z nią?! — wydusił, prawie oblewając się alkoholem i dusząc dymem. Po takim czasie, Reid w końcu stanął na nogi? Niesamowite. — Ja pierdolę, wyszedłeś w końcu na ludzi — powiedział energicznie jak na siebie, klepiąc go łapą z petem po ramieniu w ramach gratulacji.

callum

od czego są przyjaciele, eh?

: śr wrz 09, 2026 3:05 am
autor: callum reid
Parsknął śmiechem, po czym przyłożył palec do oka i mruknął, - A widzisz, co mi tutaj, kurwa, jedzie? O, ciuchcia mi jedzie - rzucił, śmiejąc się pod nosem. - Poza tym se zmieniaj zamki. Co mi szkodzi przyjść ze ślusarzem? Powiem, że się zatrzasnąłem i chuj. - Zaśmiał się, tym razem głośno. XD No kurde, komediant po prostu. Zerknął na piwko i wzruszył ramionami. To akurat było mega. Niemieckie, idealnie warzone, dokładnie tyle procentów, ile napisali na puszce... czy coś. Tak naprawdę gówno go to obchodziło. Mieli pić, a nie napawać się aromatem starego baobabu, sosny czy innego cholerstwa, które ludzie potrafili wyczuwać w alkoholu. Eh, anyways. Nie chciało mu się nawet o tym myśleć, dobra? No ale wracając... co Lockhart był dzisiaj taki marudny? Okres mu się zbliżał czy coś? - Boże, co ty tak marudzisz? - przewrócił oczami, bo naprawdę nie miał ani chęci, ani siły na te jego chimery. - Prosty człowiek? No może. Może po prostu cieszę się życiem, ey?! - Spojrzał na niego z autentycznym rozczarowaniem wymalowanym na twarzy. - Weź tu, kurde, doceń ładną pogodę. Słoneczko świeci, ptaszki pewnie gdzieś ćwierkają, człowiek przychodzi z piwem i dobrymi intencjami, a wystarczy przekroczyć próg rezydencji Lockharta i pach! Depresja!

Chuj by wszystko strzelił.

Grobowa atmosfera. Jeszcze tylko Cyrus powinien położyć się na środku salonu, skrzyżować ręce na piersi i zrobić cosplay lucyfera czekającego na zejście do piekieł. I weź tu, kurwa, przychodź z pozytywnym nastawieniem.... :bruh:

''...Jest strasznie popierdolona''

No więc dobra, widział, że jego przyjaciel spoważniał, więc sam stwierdził, że he will take it down a notch - Czyli jak ty? - rzucił jeszcze z lekkim uśmiechem pod nosem, po czym upił trochę piweczka. I tak w międzyczasie skapnął się, że zaraz wyżłopie wszystko, więc bez większego zastanowienia sięgnął po kolejne i je otworzył. No co? Przecież nie będzie siedział o suchym pysku... Dalej go jednak słuchał i coś mu się tutaj kompletnie nie kleiło. Był szczęśliwy, dobrze mu było z tą kobietą, a zamiast się tym, kurwa, cieszyć, to się mazgaił... No ale dobra. To, co usłyszał chwilę później, dosłownie wmurowało go w kanapę. Akurat przełykał piwo, kiedy dotarły do niego słowa przyjaciela i momentalnie się zakrztusił. Serio. Kurwa, historia na faktach oparta. Odkaszlnął jakieś pięć tysięcy razy, walnął się dłonią w klatkę, a kiedy w końcu odzyskał możliwość oddychania, spojrzał na Lockharta z coraz szerszym, kompletnie głupkowatym uśmiechem. -Loooockeeeeeeee... - Odstawił piwo i bez żadnego ostrzeżenia rzucił się na przyjaciela, zamykając go w duszącym misiaku, kompletnie ignorując fakt, że tamten mógł go przypalić. NIEWAŻNE. - Kurwa, skała się zakochała! - Odsunął się tylko na tyle, żeby złapać jego twarz w obie dłonie, a następnie sprzedal mu soczystego buziaka prosto w czoło.

Szybko się od niego odsunął i ruszył prosto w stronę barku. - No przecież trzeba to, kurwa, opić. - Przesunął spojrzeniem po butelkach, aż wyciągnął stuletnią whisky. Otworzył ją bez najmniejszych wyrzutów sumienia, pociągnął łyk prosto z butelki i momentalnie się skrzywił. - Mmm. Dobre - Wrócił do przyjaciela i podał mu butelkę, - No dobra, ale tak już serio serio... czym ty się właściwie martwisz? - zapytał, tym razem przyglądając mu się uważniej. - Tym, że ona cię nie kocha? Czy bardziej tym, że teraz jest dobrze, więc według twojego mózgu zaraz coś pewnie się spierdoli? - Oparł się plecami o oparcie - Mhm, zerwałem i... - urwał, patrząc gdzieś na bok, zanim znowu przeniósł wzrok na przyjaciela. - Dzięki.

locke

od czego są przyjaciele, eh?

: sob wrz 19, 2026 12:07 pm
autor: Cyrus Lockhart
— Zaraz możesz mieć to oko podbite, Reid. — Cyrus parsknął pod nosem, spoglądając na niego dość krzywo; no co za idiota. Lockhart to chyba musiał zdradzić swój kraj jako jakiś pieprzony oficer w poprzednim życiu, skoro teraz pokarano go tą całą relacją z Callumem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że znając starszego mężczyznę, to naprawdę mógłby przytargać tu ślusarza, wmawiając mu, że to jego mieszkanie. Rezydent wolał nie sprawdzać, jak mają się jego umiejętności przekonywania i włamywania do obcych mieszkań. Tak na wszelki wypadek, bo kto wie, co mogłoby mu jeszcze wpaść do tej głupiej głowy. Blondyn wychylił parę łyków piwa, bo w obecnej sytuacji, było to lepsze niż nic. Poza tym dogryzał mu bardziej z zasady, niż realnego żalu, że nie przyniósł nic lepszego. Najważniejsze i tak było jego towarzystwo, tak?
— Mhm, jak tam to twoje cieszenie się życiem? — rzucił, posyłając mu pełne politowania spojrzenie. — Kończy się na tym piwie? — dodał, unosząc złośliwie kącik ust. — Pierdolenie — mlasnął na wspomnienie o depresji, rozkładając ręce. — Jestem lekarstwem na wszystko — parsknął, zanim znowu chwycił swoją puszkę.

Wspominanie o Calliope nie było dla niego łatwe. Może to przez pryzmat tych wszystkich wątpliwości, które kotłowały się w nim od jakiegoś czasu. Teraz nie sądził jeszcze, że w przyszłości zdoła to tak spektakularnie zjebać. — Spierdalaj — mruknął pod nosem, mimo wszystko uśmiechając się z rozbawieniem. Jaki on miał właściwie problem? Z nią źle, bez niej jeszcze gorzej — chyba dość prosta matematyka. Gdy Callum zaczął się dusić, Lockhart podskoczył, prawie dostając pieprzonego zawału serca. Spojrzał na niego jak na skończonego idiotę, gdy zaczął uderzać się dłonią w klatkę piersiową jak jakaś małpa.

O nie, ten uśmiech nie wróży absolutnie nic dobrego.

— Spad... — wydusił, ale nie zdążył dokończyć zdania, bo Reid rzucił się na niego, zamykając go w braterskim przytulasku. Megadziwne. Papieros prawie wypadł mu z palców i z trudem zdołał go utrzymać; poklepał go lekko po ramieniu, krzywiąc się z niezadowoleniem. — Ja pierdolę, daj mi spokój — parsknął, odpychając go od siebie jak jakąś zarazę. — Nie róbmy z tego święta narodowego — mlasnął, choć w końcu dojrzał do tej myśli, że naprawdę mógł być zakochany. Cholera, to jak najgorsza diagnoza.

Cyrus podążył za nim spojrzeniem, gdy ten poszedł po coś mocniejszego i westchnął z niedowierzaniem. — Chyba to wszystko — parsknął, upijając whisky prosto z butelki. — Nie wiem, mam wrażenie, że mimo wszystko coś jest nie tak. Jakbyśmy ciągle nie mówili sobie wszystkiego — stwierdził, zanim przeniósł całą swoją uwagę na Reida. — Co cię nagle wzięło na te zmiany? To znaczy... Good job, buddy — mruknął z pewnym podziwem.

call