Strona 1 z 1

I'm doin' fine, killin' time

: pn wrz 07, 2026 9:14 pm
autor: River Cross
028
Oparła łokcie o ladę, czekając, aż barman skończy przygotowywać zamówienie dla chłopaka stojącego obok niej i sama będzie mogła zamówić. Noc była jeszcze bardzo młoda, a ona dosyć trzeźwa. Obie te rzeczy powinny się jak najszybciej zmienić. Odprężanie się we własnym towarzystwie zawsze wychodziło jej świetnie. Wyszła dzisiaj z mieszkania dosyć spontanicznie. Miała pracować nad kolejnymi panelami komiksu, ale coś jej podpowiadało, że potrzebuje inspiracji z zewnątrz. Czy alkohol miałby jej dostarczyć? Cóż, w jakimś stopniu na pewno. Może nie było to zdrowe podejście, ale potrafiło być skuteczne. Uznała, że najlepiej będzie, jeżeli niczego sobie nie narzuci. Nie chciała wchodzić do klubu z gotowym planem, ani tym bardziej z umówionym towarzystwem. Miała ochotę sprawdzić, co zaoferuje jej noc i przyjąć, cokolwiek miałoby to być. Ze wszystkiego przecież będzie w stanie wycisnąć przyjemności dla samej siebie.
Zapłaciła za zamówione kieliszki tequili i skinęła barmanowi w ramach podziękowania, gdy jej telefon piknął po przytknięciu do terminala. Facet poczekał, aż na urządzeniu pojawi się potwierdzenie przejścia transakcji i skierował się gdzieś dalej, by ulżyć innym gościom. River spojrzała na stojące przed nią kieliszki tequili. Jak zazwyczaj bywało, niespecjalnie interesowała ją leżąca obok cytryna ani nawet sól. Nie lubiła rozmiękczać się takimi półśrodkami. Sięgnęła najpierw po jedno szkło, a potem drugie. Wlała w siebie zawartość kieliszków sprawnymi ruchami i odchrząknęła nerwowo, czując, jak alkohol przepala jej krtań. To tylko takie pierwsze wrażenie. Tequila miała to do siebie, że bardzo szybko zaczynała wchodzić jak nóż w masło. Była wyjątkowo zdradliwa, ale zawsze wprawiał ją w odpowiedni nastrój. Cross miała słabość do takich ewenementów. I do wszystkiego, co latynoskie.
Weszła w głąb lokalu obserwując bez większego zaangażowania towarzystwo wokół. Zastanawiała się, czy powinna po prostu skierować się do części, w której był parkiet i zatracić się w muzyce, czy dać sobie jeszcze jedną okazję do rozmiękczenia kończyn dzięki procentom. Decyzja okazała się dość prosta. Przy innym końcu baru zauważyła znajomą sylwetkę. Jakiś czas już się nie widziały. Czyżby zdążyła się stęsknić? To dużo powiedziane. Niemniej jednak czuła, że to dobry kierunek tego wieczoru. Podeszła do Auroy i zatrzymała się tuż obok. Oparła dłoń o blat i bez cienia skrępowania zlustrowała kobietę wzrokiem, wyraźnie oceniając to, jak dzisiaj wygląda. Obłapanie wzrokiem to niezbyt kulturalne powitanie, ale cóż poradzić, że była wzrokowcem? Nie miała zamiaru z tego rezygnować. Uśmiechnęła się pod nosem, najwyraźniej zadowolona z oględzin.
— Nie spodziewałam się, że obecnie masz czas na imprezowanie. A może próbujesz oderwać się od nerwów po waszej sromotnej porażce? — zagadała zamiast zapytać po ludzku, jak się czuje. Nawiązywała oczywiście do niedawnej ucieczki zwierząt. Nie śledziła sytuacji na bieżąco i nie wiedziała, czy wszystkie zwierzaki zostały wyłapane. Wiadomość mignęła jej kilka dni temu i tyle. Nie wiedziała, czy pomysł tej organizacji był tylko kreteński czy jeszcze zabawny. Niemniej jednak na pewno zabawny był fakt, że ostatnie dni w pracy Swan musiały być cholernie niewdzięczne.

Aurora B. Swan

I'm doin' fine, killin' time

: wt wrz 08, 2026 5:13 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora właściwie nie pamiętała już, w którym momencie zdecydowała, że wychodzi z domu. Najpierw przez dobre kilka godzin siedziała przed laptopem, patrząc na otwarte raporty, których od kilku dni nie była w stanie przeczytać do końca. Potem zamknęła komputer z trzaskiem. Była wkurzona na porażkę, której doznała jako kierowniczka. Miała dość tego zoo. Naprawdę potrzebowała relaksu, jakiejś innej przygody, która sprawi, że poczuje się lepiej. Otworzyła szafę i przez kilka minut stała przed nią bez większego celu. Nie chciała ubierać się jak do pracy. Nie chciała wyglądać jak ktoś, kto następnego ranka ma odpowiadać na kolejne pytania zarządu, podpisywać dokumenty i udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Chciała wyglądać jak ktoś, kto ma kompletnie wyjebane. Dlatego skończyła w krótkiej, czarnej mini, wysokich kozakach i niewielkim topie, który zdecydowanie więcej odsłaniał, niż zasłaniał. Plecy miała praktycznie całe odkryte, a cienkie ramiączka ledwo trzymały całość na miejscu. Skórzana kurtka zarzucona na ramiona, kilka prostych dodatków, mocniejszy, ciemny makijaż i włosy zostawione rozpuszczone dopełniały całości. Nie wyglądała jak kobieta, która przypadkiem znalazła się w klubie po pracy. Wyglądała jak ktoś, kto bardzo świadomie chciał zostać zauważony. Dokładnie taki był plan.
Klub znalazła bez większego zastanowienia. Głośna muzyka, tłum ludzi, światła odbijające się od luster i metalowych elementów wystroju, zapach perfum wymieszany z alkoholem i potem. Idealne miejsce, żeby przez kilka godzin nie myśleć o tym, co działo się w zoo. Przy barze dostała pierwszego drinka. Drugiego nie musiała nawet specjalnie zamawiać - barman już wiedział, czego chce, kiedy tylko uniosła dwa palce. Teraz siedziała przy końcu baru, oparta łokciem o blat i powoli sączyła alkohol, obserwując ludzi poruszających się po parkiecie. Drugi drink przyjemnie rozgrzewał jej żołądek. Wreszcie zaczynało być trochę ciszej w jej głowie. Nie całkiem, oczywiście. Zoo nadal siedziało gdzieś z tyłu czaszki. Nie udało się jeszcze złapać wszystkich zwierząt, ale byli na dobrej drodze i sytuacja była znacznie spokojniejsza niż pierwszego dnia. Tyle że Aurora nie miała najmniejszej ochoty dzisiaj o tym myśleć. Tym bardziej o tym, czy jej stanowisko przetrwało cały ten cyrk. Tego dowie się niedługo. Na razie miała drinka, noc i zdecydowanie nie zamierzała pozwolić, żeby cokolwiek jej ją zepsuło.
Dlatego kiedy kątem oka zauważyła znajomą sylwetkę przeciskającą się między ludźmi, początkowo nawet nie zwróciła większej uwagi. River Cross. Przez sekundę naprawdę ją to zaskoczyło. Nie dlatego, że kobieta była ostatnią osobą, którą spodziewała się zobaczyć w klubie. Raczej dlatego, że sama do niej podeszła. Swan odsunęła powoli szklankę, opierając przedramię na barze. Nie patrzyła na nią. Wpatrzona była w butelki z alkoholem, które miała na wprost siebie za ladą baru. Unikała spojrzenia.
Aurora prychnęła cicho pod nosem. Sięgnęła ponownie po szklankę i zrobiła ruch jakby miała się napić, ale tego nie zrobiła. Westchnęła pod nosem, kręcąc głową na boki nawet nie próbując udawać, że temat ją interesuje. Po kilku dniach słuchania pytań o zoo naprawdę nie potrzebowała kolejnej osoby, która będzie jej przypominać o całym tym gównie. Zwłaszcza że Cross nie podeszła do niej przecież dlatego, że nagle zaczęło ją interesować dobro zwierząt.
- Och, spierdalaj, River.
Powiedziała to bez większej złości. Wręcz przeciwnie - w jej głosie było więcej rozbawienia niż irytacji. W końcu wzięła ten nieszczęsny łyk i odstawiła szklankę. Teraz na nią spojrzała. Od stóp do głowy. Przez moment przyglądała jej się jeszcze z tym charakterystycznym, lekko prowokującym uśmiechem. Przesunęła się odrobinę na stołku, zostawiając obok siebie wolne miejsce, choć nie powiedziała nic, co mogłoby zostać uznane za zaproszenie. Po prostu wróciła spojrzeniem do parkietu, gdzie grupa dziewczyn tańczyła pod migającymi światłami, a chwilę później zerknęła ponownie na River. Tym razem już otwarcie, bez żadnych gierek. Była ciekawa, co właściwie Cross chciała osiągnąć, podchodząc do niej po tak długim czasie. Bo przecież mogła ją zwyczajnie minąć. A jednak tego nie zrobiła. Aurora przez moment obracała szklankę między palcami, po czym spojrzała na nią z ukosa, wyraźnie rozbawiona całą sytuacją.

- Chcesz mi potowarzyszyć, pogadać o czymś innym niż zoo i schlać się w trupa?
Zapytała, dopijając do końca drugą szklankę białego ruska. Wódka działała na nią mocniej niż inne alkohole. Jutro będzie najwyżej cierpieć. Mimo wszystko nie była zirytowana tym, że Cross jest obok niej. To zdecydowanie jej pasowało, bo odrywało ją od codzienności. Szkoda tylko, że między nimi toczyła się sprawa cywilna w sądzie. Tak, Swan ją pozwała za bycie chujkiem.


Cross

I'm doin' fine, killin' time

: śr wrz 09, 2026 12:51 pm
autor: River Cross
Wzrok artystki sunął powoli po odkrytym ciele Aurory, napawając się przyjemnym widokiem. Jak tu nie kochać lata? Grudzień mógłby powstrzymać ją od wybrania akurat takiego stroju, a przecież to byłaby wielka szkoda. Nie żeby Cross potrzebowała do szczęścia negliżu. Oczywiście był mile widziany, ale nie miała nic przeciwko pozostawieniu wielu sfer wyobraźni. Nie należała do zbyt cierpliwych, ale lubiła się testować i sprawdzać. To było ekscytujące. Uśmiechnęła się pod nosem, gdy w ramach swojej części powitania Swan kazała jej po prostu spierdalać. To do niej pasowało. Od początku wydawała się artystce niezwykle urocza, no i proszę bardzo! Wszystko się zgadzało. Wsunęła dłoń do kieszeni ciemnych spodni, odsuwając przy okazji kawałek czarnej, skórzanej kurtki. Materiał odsłonił więcej nagiego brzucha, bo Cross uznała, że zakładanie pod kurtkę czegokolwiek poza krótkim crop topem zasłaniającym wyłącznie piersi, byłoby marnotrawstwem.
— Dziękuję, ty też wyglądasz dzisiaj zajebiście — odpowiedziała, najwyraźniej uznając, że w tym ganieniu czaiły się wyłącznie komplementy. Niektórzy nazwaliby to pewnie końskimi zalotami. Faktycznie jednak nie sprawiała wrażenia, jakby wierzyła we własne słowa. Może po prostu była zdesperowana i potrzebowała jakiegoś towarzystwa – nawet takiego jak River? Nie żeby z samą artystką było coś nie tak. Uważała, że nadawała się perfekcyjnie jako towarzystwo wieczoru przy alkoholu, ale Aurora po prostu nie zdawała sobie jeszcze z tego sprawy. Nie miały zbyt wiele okazji, by rozkoszować się swoim towarzystwem bez dodatkowego warczenia na siebie. Wyglądało na to, że właśnie zyskały perfekcyjną możliwość sprawdzenia, jak im to wyjdzie.
— A twoi prawnicy nie wściekną się, że spoufalasz się z wrogiem? — zasugerowała usiadła na wolnym miejscu obok Swan. Na taki przebieg wieczoru pewnie nie wpadłaby nawet w momencie, gdyby próbowała ułożyć sobie w głowie jakiś plan. To było najlepsze w tej całej spontaniczności. Potrafiła zaskakiwać rzeczami, które nie wydarzyłby się, gdyby człowiek próbował w nie ingerować. Nie zakładała, ze cos złego mogło wyniknąć z tego wieczoru. Niespecjalnie przejmowała się pozwem, bo to nie pierwsza tego typu sytuacja w jej życiu. Nie zapowiadało się też, żeby miało przemienić się to w sprawę karną, przez którą wylądowałaby w więzieniu, więc tym bardziej nie miała niczego do stracenia. Pieniądze były prawie nieistotne. Zamówiła dla siebie kolejne dwa kieliszki tequili, a dla Swan wzięła po prostu jeszcze raz to samo. Barman na szczęście nie potrzebował dodatkowych wyjaśnień i po prostu wziął się do roboty.
— Jesteś z tych, co po wódce zaczynają się smucić, tańczyć czy pieprzyć? — zapytała, ruchem głowy wskazując na butelkę, po którą sięgnął barman, żeby uzupełnić zamówienie Aurory. River nie spodziewała się, że taki alkohol będzie wyborem akurat... takiej kobiety. Pewnie naturalniejsze byłyby jakieś kolorowe drinki w wyjątkowo niewygodnych do picia szklankach. Najlepiej z dodatkiem bezsensownych ozdób jak fikuśne parasolki albo fragmenty owoców, których i tak nikt nigdy nie zje.

Aurora B. Swan

I'm doin' fine, killin' time

: śr wrz 09, 2026 6:44 pm
autor: Aurora B. Swan
Jej wzrok, trochę bardziej leniwy niż jeszcze kilkanaście minut temu, zatrzymał się na River. Najpierw na twarzy, potem zjechał niżej, zatrzymując się na odsłoniętym brzuchu. Dopiero teraz właściwie zauważyła, co Cross miała pod kurtką. Krótki top, kawałek nagiej skóry i całkiem zgrabny brzuch, którego River najwyraźniej nie miała najmniejszego zamiaru ukrywać. Aurora uniosła lekko brew. Właściwie... dobrze. Nie miała nic przeciwko temu, że nie tylko ona postanowiła dzisiaj pokazać trochę więcej ciała. Nawet jej się to podobało. Zdecydowanie bardziej, niż powinna przyznać. Wyglądał na ciekawy obiekt do gryzienia. Jej wzrok zatrzymał się tam o sekundę za długo, zanim wrócił do twarzy River. Kiedy barman postawił przed nią kolejną szklankę, Aurora uniosła ją w krótkim geście podziękowania.
Upiła trochę, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po żołądku. Jeszcze nie była pijana, ale napięcie powoli schodziło z karku, a myśli przestawały krążyć wyłącznie wokół zoo. Zaśmiała się pod nosem na uwagę o prawnikach i obracała szklankę w dłoni.
- Moi prawnicy mogą się martwić, kiedy będą mieli o co. Jak będziesz dzisiaj grzeczna i zadowolisz mnie swoim towarzystwem, to może nawet wycofam pozew. Ale nic nie obiecuję.
Powiedziała to spokojnie, niemal obojętnie, choć sama wiedziała, że nie rzuciła tego przypadkiem. Od jakiegoś czasu rzeczywiście rozważała wycofanie sprawy. Pieniądze były pieniędzmi, ale cały proces mógł ciągnąć się zdecydowanie za długo, zabierając jej czas i energię. Problem polegał na tym, że oznaczałoby to również, że River mogłaby uznać, iż wygrała. A Aurora zdecydowanie nie lubiła przegrywać. Nie mogła pozwolić sobie na to, że jakaś artystka będzie lepsza.

Na pytanie o wódkę parsknęła śmiechem.
- To zależy ile w siebie wleję. Na razie mam ochotę potańczyć, ale jeszcze nie zasłużyłaś na ten widok.
Wskazała palcem na swoją szklankę.

- To jest dopiero trzeci drink. Możesz poczekać. Loteria, złotko.
Odchyliła się wygodniej na stołku, ale nie odsunęła od River. Wręcz przeciwnie - kiedy muzyka zrobiła się głośniejsza, przesunęła się odrobinę bliżej, żeby nie musieć podnosić głosu. Jej kolano znalazło się blisko nogi Cross. Aurora nawet na to nie spojrzała, jakby było to zupełnie przypadkowe. Przez chwilę po prostu ją obserwowała. River była bezczelna, irytująca i zdecydowanie zbyt pewna siebie, ale przynajmniej nie była nudna. Dzisiaj właśnie tego Swan potrzebowała. Oderwania od codzienności, bycia kimś innym niż kierowniczką w zoo, która ustawia ludzi na prawo i lewo. Przechyliła lekko głowę i uśmiechnęła się pod nosem.

- Ale skoro już mamy udawać, że nie znamy się wyłącznie z sali sądowej i zoo... powiedz mi coś o sobie, czego nie wiedziałabym po pięciu minutach rozmowy z tobą.
Upiła kolejny łyk, nie spuszczając z niej wzroku.

- Tylko coś ciekawego. Historia ma zawierać trochę akcji i romansu. Nie mam dzisiaj ochoty słuchać o twoich sukcesach artystycznych. Mam je po prostu w dupie. Wystarczą mi rachunki za twoje bazgroły na murze.
Odstawiła szklankę i przesunęła palcem po jej krawędzi, a właściwie zaczęła zataczać koło wokół brzegu. Potem jeszcze raz zerknęła na odsłoniętą skórę brzucha River, na jej nogi i znów na twarz. Tym razem już z lekkim, zaczepnym uśmiechem.

- Albo powiedz mi coś, czego kompletnie bym się po tobie nie spodziewała.
Nie był to już zwykły small talk. Aurora naprawdę była ciekawa. Im dłużej siedziała obok Cross, tym mniej interesowała ją River, którą znała z graffiti, pozwu i problemów, a coraz bardziej ta, której jeszcze nie znała. Alkohol też robił swoje i sytuacja, od której próbowała uciec. Naprawdę chciała czegoś innego niż problemy. Rozrywka, oderwanie się od rzeczywistości, coś szalonego, coś naprawdę żałosnego lub nawet proste nawalenie się w klubie i powrót taksówką na bosaka. Cokolwiek! Śmierdzi trochę desperacją, ale tylko troszkę.


Cross