She's not gone yet but she's leaving
: wt wrz 08, 2026 11:34 am
030
— Ale to się może opłacić. Sama wiesz, jak dobrze działa szum w socialach. Naprawdę istnieją inne metody na osiągnięcie tego niż wyzywanie ludzi od faszytów, wiesz? — odparła Maeve. Była wyraźnie zmęczona tą dyskusją. Wydawanie poleceń służbowych Cross nie było niestety proste. Przez lata nie zdążyła się do tego przyzwyczaić, chociaż i tak było już lepiej niż przy jej debiucie. Po liceum była jeszcze bardziej pyskata i skrajnie durna.
— Dobra, po prostu prześlę ci te wszystkie informacje na mejla. Zapoznaj się z tym i pomyśl jeszcze raz. Ty też potrzebujesz promocji, River, a ten facet naprawdę cię lubi. Może jakimś cudem znajdzie się tam jeszcze ktoś, kto obdarzy cię sympatią i jakoś to pójdzie — podsumowała wreszcie, obracając się w stronę komputera. Telefon rysowniczki piknął na znak, że dotarła do niej wiadomość, a ona westchnęła ciężko nad swym marnym losem.
Wsunęła dłonie do kieszeni czarnych spodni i zaczęła leniwie się rozglądać. Impreza wyglądała jeszcze gorzej niż zakładała. Kto normalny robi sobie urodziny w wynajętej przestrzeni magazynowej? Że niby miało być tak industrialnie i artystycznie? Litości. Kto normalny sprasza na imprezę aż tyle znanych osób, kto pozwala wejść mediom i kto na wejściu stawia ściankę? Cóż, najwyraźniej Zayden Wall. River rozmawiała z nim krótko po przyjściu i tyle go widziała. Facet latał po całym budynku jak opętany. O dziwo ucieszył się na jej widok i bardzo spodobał mu się prezent, który dla niego kupiła. Spodziewał się po niej czegoś innego niż komiksów? Pewnie nie. Pstryknęli sobie zdjęcie, wymienili kilka zdań, po czym stwierdził, że musi uciekać do innych gości, a ona nie protestowała. Kimże była, żeby zatrzymywać słynnego influencera? Nie była pewna, skąd Zayden miał te pieniądze i na czym właściwie polegała jego kariera, ale czy to ważne? Wystarczyło, żeby raz nagrał storkę, na której pokazał debiutancki komiks River, zachwycając się nim, żeby ruch na jej profilu wzrósł do liczb, o jakich wcześniej nawet nie myślała. Oczywiście to był tylko chwilowy zryw, ale w jakimś stopniu jej później pomógł, nie mogła przecież udawać, że nie. Nie przyszła tu jednak dla rozgłosu, ani tym bardziej nie po to, by świętować dwudzieste piąte urodziny faceta, który zarabia miliony nagrywając materiały, w których wpierdala sto tysięcy kalorii w dwa dni. Zainteresowała ją lista potencjalnych gości, którą dostała od Maeve.
Większość twarzy, która przemykała przed jej oczami, nie mówiła jej kompletnie nic, choć odruchowo zakładała, że spora część z nich może być równie znana, co sam solenizant. Poprawiła rękaw czarnej koszuli, zastanawiając się, czy nie powinna zmyć się do domu. Przyszła tu z ciekawości, która chyba nie zostanie zaspokojona i... chwila. Chyba jednak się udało.
Ruszyła w stronę Han, po drodze zgarniając kieliszki z jakimiś słodkimi drinkami. Nie przejmowała się tym, że dziewczyna rozmawiała z kimś stojącym po drugiej stronie wysokiego, wąskiego stolika. Han zresztą też nie powinna się nim przejmować. Zatrzymała się za plecami dziewczyny i postawiła przed nią jeden z drinków, niemal obejmując ją przy tym ramieniem. Oparła dłoń o brzeg stolika, więżąc ją w półotwartej klatce własnego ciała.
— Czemu nie zaprosiłaś mnie jako swojej plus jeden? Było mi przykro — mruknęła cicho, nachylając się tak, żeby tylko ona mogła ją usłyszeć. Nie dotknęła jej jeszcze, choć jej usta znalazły się bardzo blisko skóry dziewczyny. Uśmiechnęła się pod nosem, czując, jak dzięki tej bliskości mieszają się zapachy ich perfum.
Seungyeon Han