Have a drink with me, my rescuer
: wt wrz 08, 2026 8:27 pm
Jakim cudem znowu wpadła na tego człowieka?
Nie, to nie mógł być przypadek. Widziała go, gdy bujała się po barach w pojedynkę, tamtej nocy, gdy zadzwoniła po Rue, żeby poczuć się bezpieczniej. Widziała go też parę dni później, gdy szła późnym popołudniem ze szkoły na nocną zmianę w The Painted Lady. Początkowo tłumaczyła to sobie złośliwym zrządzeniem losu, bo to było wysoce nieprawdopodobne, żeby w takim mieście jak Toronto, wpaść na tę samą, obcą osobę w trzech, tak skrajnie różniących się od siebie miejscach. Nie chciała wyjść na paranoiczkę, bo przecież nigdy nią nie była. Nawet wtedy, gdy Mateo i Diego, dzwonili do niej po kilkanaście razy w ciągu jednej godziny, próbując ją zmusić do powrotu do Meksyku lub podania im adresu, który przecież i tak zdobędą, jeśli nie da im go po dobroci. Cholera, nic nie szło po jej myśli.
Było już dość późno. Zamknęła restaurację z koleżanką, w której od czasu do czasu sobie dorabiała, ale były to raczej pojedyncze rzuty raz na parę tygodni, kiedy miała więcej wolnego. Ruszyła w stronę swojego mieszkania, przy okazji miała okazję minąć The Painted Lady. Prawdę mówiąc, całkiem jej się ta fucha spodobała i dała jej wystarczający napływ gotówki, by poczuła się nieco pewniej. I nie szło jej to tak źle, łączenie pracy barmanki z nauczaniem, chociaż przez ostatnie tygodnie, zrobiła się zmęczona i przebodźcowana. Nie mogła wyzbyć się tego beznadziejnego poczucia, że cholernie marnuje swoje życie i przez to też zaczęła ostatnio więcej balować, co skutkowało... Jeszcze gorszym samopoczuciem. Well, it happens.
Wtedy go zobaczyła. Próbowała nabrać szybszego tempa, żeby zgubić tego mężczyznę między uliczkami, ale stale słyszała i odczuwała jego pospiesznie kroki za swoimi plecami. Serce podeszło jej do gardła, gdy poczuła na swoim ramieniu czyjeś palce. Ucisk był na tyle mocny, że ów nieznajomy, bez problemu wciągnął ją w jedną z bocznych alejek między budynkami. Zrobiło jej się ciemno przed oczami, a przez głowę przeleciało ze sto myśli na raz. Jezu Chryste. Chciała go odepchnąć. Zaparła się, jak tylko mogła, odsuwając go od siebie. Usłyszała swój rodowity język.
Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Tylko nie to.
Rozchyliła usta, żeby krzyknąć, ale mężczyzna zakrył jej wargi dłonią. Wbiła mu pięść w żebra, bo jeśli ma umrzeć to z jakimś honorem, prawa? A mogła iść na te lekcje boksu, jak planowała. Im bardziej się jednak zapierała, tym silniejszy stawał się jej przeciwnik, chwytający za jej skórzaną kurtkę, którą usilnie próbował zsunąć z jej ramion.
wesley
Nie, to nie mógł być przypadek. Widziała go, gdy bujała się po barach w pojedynkę, tamtej nocy, gdy zadzwoniła po Rue, żeby poczuć się bezpieczniej. Widziała go też parę dni później, gdy szła późnym popołudniem ze szkoły na nocną zmianę w The Painted Lady. Początkowo tłumaczyła to sobie złośliwym zrządzeniem losu, bo to było wysoce nieprawdopodobne, żeby w takim mieście jak Toronto, wpaść na tę samą, obcą osobę w trzech, tak skrajnie różniących się od siebie miejscach. Nie chciała wyjść na paranoiczkę, bo przecież nigdy nią nie była. Nawet wtedy, gdy Mateo i Diego, dzwonili do niej po kilkanaście razy w ciągu jednej godziny, próbując ją zmusić do powrotu do Meksyku lub podania im adresu, który przecież i tak zdobędą, jeśli nie da im go po dobroci. Cholera, nic nie szło po jej myśli.
Było już dość późno. Zamknęła restaurację z koleżanką, w której od czasu do czasu sobie dorabiała, ale były to raczej pojedyncze rzuty raz na parę tygodni, kiedy miała więcej wolnego. Ruszyła w stronę swojego mieszkania, przy okazji miała okazję minąć The Painted Lady. Prawdę mówiąc, całkiem jej się ta fucha spodobała i dała jej wystarczający napływ gotówki, by poczuła się nieco pewniej. I nie szło jej to tak źle, łączenie pracy barmanki z nauczaniem, chociaż przez ostatnie tygodnie, zrobiła się zmęczona i przebodźcowana. Nie mogła wyzbyć się tego beznadziejnego poczucia, że cholernie marnuje swoje życie i przez to też zaczęła ostatnio więcej balować, co skutkowało... Jeszcze gorszym samopoczuciem. Well, it happens.
Wtedy go zobaczyła. Próbowała nabrać szybszego tempa, żeby zgubić tego mężczyznę między uliczkami, ale stale słyszała i odczuwała jego pospiesznie kroki za swoimi plecami. Serce podeszło jej do gardła, gdy poczuła na swoim ramieniu czyjeś palce. Ucisk był na tyle mocny, że ów nieznajomy, bez problemu wciągnął ją w jedną z bocznych alejek między budynkami. Zrobiło jej się ciemno przed oczami, a przez głowę przeleciało ze sto myśli na raz. Jezu Chryste. Chciała go odepchnąć. Zaparła się, jak tylko mogła, odsuwając go od siebie. Usłyszała swój rodowity język.
Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Tylko nie to.
Rozchyliła usta, żeby krzyknąć, ale mężczyzna zakrył jej wargi dłonią. Wbiła mu pięść w żebra, bo jeśli ma umrzeć to z jakimś honorem, prawa? A mogła iść na te lekcje boksu, jak planowała. Im bardziej się jednak zapierała, tym silniejszy stawał się jej przeciwnik, chwytający za jej skórzaną kurtkę, którą usilnie próbował zsunąć z jej ramion.
wesley