Strona 1 z 1

i fucked it up, right?

: śr wrz 09, 2026 12:01 pm
autor: Cyrus Lockhart
Cholera, Cyrus nie do końca pamiętał, jak udało mu się w ogóle dojechać do domu.

Pamiętał, że w którymś momencie, siedząc w barze, zgubił swój telefon, ale był zbyt pijany, żeby skupić się na poszukiwaniach. W tamtej chwili, w jego głowie odtwarzała się ta sama uporczywa myśl, przypominającą zaciętą płytę; musiał odpisać Calliope. Zupełnie tak, jakby już świadomie przeczuwał nadchodzące kłopoty. Ostatnią rzeczą, którą realnie pamiętał, było stanie pod lokalem z drugim rezydentem, chyba kardiochirurgii. Lockhart palił papierosa, a Vince śmiał się w niebo głosy, wspominając jakieś zjebane studenckie lata, o których blondyn chyba wolałby już zapomnieć. Potem ktoś chwycił go za ramię i wepchnął do taksówki; głowa mu odleciała i zasnął. Miał wrażenie, że powrót trwał parę godzin, bo kiedy obudził się, gdy dotarli na miejsce, nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje. Nadal nie miał swojego telefonu, a bluza pewnie wciąż wisiała przewieszona przez krzesło w barze, w którym pili.

Kurwa, jeszcze na domiar złego, zgubił klucze do mieszkania. No tej nocy naprawdę się stoczył. W niczym nie przypominał siebie, zupełnie jakby wypłukał z organizmu całą typową dla siebie odpowiedzialność. Ach, a więc to dlatego tak szybko zrezygnował z tych spotkań integracyjnych... To miałoby dużo sensu. Nigdy nie podobało mu się bujanie z innymi lekarzami po barach, jakby mieli po dziewiętnaście lat i zero obowiązków. Już tego żałował. Cy oparł czoło o drzwi, bezwiednie naciskając na klamkę, jakby miały magicznie puścić tylko dlatego, że tego chciał. Było mu niedobrze, a obraz nieco się rozmazywał. Nigdy nie był tak pijany.

Lockhart zadzwonił dzwonkiem — raz, drugi, trzeci. Swoim zachowaniem najprawdopodobniej obudził wszystkich sąsiadów, ale teraz kompletnie go to nie obchodziło, bo naprawdę chciał dostać się do środka. — Callie — mruknął w drzwi, uderzając pięścią w drewnianą powłokę. — Otwórz — jęknął, obracając się plecami do wejścia i zsuwając w dół, tracąc przy tym równowagę. Nagle wyraźnie usłyszał jak zamek się przekręca, a drzwi otwierają, przez co wpadł do swojego mieszkania, od razu zrywając się z podłogi. A przez to prawie znowu zrobił fikołka, więc chwiejnie przytrzymał się framugi. — Wróciłem — wymruczał, wpatrując się w nią dość nieprzytomnie. Sukces, prawda? Przynajmniej żył i dotarł, co nie?

calliope

i fucked it up, right?

: sob wrz 12, 2026 5:04 pm
autor: calliope nerreza
Odkąd zamieszkała z Cyrusem, miała wrażenie, że ich związek wkraczał na zupełnie inny etap. Pierwszy raz od dawna była naprawdę cholernie szczęśliwa. Pozwolił jej zadomowić się u siebie. Byli razem w sklepie, nakupowali przeróżnych dekoracji, jakichś pierdół, które według niej były absolutnie konieczne, żeby to miejsce nie wyglądało jak muzeum. Nawet nakupował jej ciuchów, żeby mogła bez problemu zmieniać swoje outfity i nie musiała ciągle dzielić się z nim jego bokserkami. lol.

Coraz bardziej się w nim zakochiwała.

Nie chciała jeszcze mówić tego na głos, bo za każdym razem, gdy zastanawiała się nad tym odrobinę dłużej, jej drugi głos wychodził na przód. A raczej próbował wyjść. Próbował zasabotażować to wszystko, zanim ona zdążyłaby zrobić coś głupiego. Zanim znowu oddałaby jemu za dużo siebie. Tylko że tu już nie chodziło o potrzebę zemsty. Przynajmniej nie w tamtym przypadku. Przynajmniej aż do tego w i e c z o r u.

Od kilku dni Cyrus chodził jakiś taki nijaki. Zamknięty w sobie bardziej niż zwykle, a ona z każdym kolejnym dniem czuła się coraz bardziej tak, jakby coś zrobiła. Jakby czymś go do siebie zniechęciła... just as if he came to the conclusion that she was too much for him. Każdy moment, w którym nie było go w domu, bo siedział na dyżurze, spędzała z Brianem. Tego wieczoru chciała z Cyrusem poważnie porozmawiać. Zapytać, czy to ona zrobiła coś źle. Czy może planował z nią zerwać, tylko jeszcze nie miał odwagi powiedzieć tego na głos. Musiała to wyczuć wcześniej. Nie mogła pozwolić, żeby znowu to ona skończyła ze złamanym sercem.

Ugotowała kolację i czekała na niego, ale nie przychodził. A kiedy dowiedziała się, że wyszedł na miasto, nawet wcześniej jej o tym nie mówiąc… Well. She lost it. Była zdenerwowana nie tylko przez jego zdawkowe odpowiedzi. Nie tylko przez to, że okłamał ją, mówiąc, że nie będzie tam żadnych kobiet. Ale jeszcze przez to cholerne zdjęcie tej całej Victorii, o którą rzekomo nie miała się martwić.
Za kogo on ją miał?
Za idiotkę?

Wkurwiona wrzuciła zdjęcie na Instagrama, oznaczając Briana, bo wiedziała, że to zdenerwuje Cyrusa. Wiedziała dokładnie, gdzie nacisnąć, żeby go zabolało. A potem po prostu czekała. Słysząc dzwonek do drzwi, przez moment musiała jakoś się pozbierać i uspokoić, bo miała ochotę od razu się na niego wydrzeć. Podeszła do drzwi i uchyliła je, a widząc, w jakim był stanie, tylko uniosła brew. - Widzę, że wróciłeś. Nie jestem ślepa. - Poczekała, aż wpełznie XD do środka, po czym zamknęła za nim drzwi. - Dobrze się bawiłeś z Victorią i innymi dziewczynami? - podeszła do niego, zakładając ręce na piersi. - Cuchniesz alkoholem, Cyrus. Nie jesteś już gówniarzem. Jak ty się zachowujesz? - Zapytała zdenerwowana, po czym przeszła obok niego, szturchając go ramieniem. - Okłamałeś mnie - dodała ciszej, oparła się o blat w kuchni i wpatrywała się w niego uważnie. Już nie była tą nastoletnią Callie, która bała się powiedzieć, co myśli. Nie zamierzała stać cicho i udawać, że nic się nie stało. Miała nadzieję, że zdążył poznać ją na tyle, by wiedzieć, że tak łatwo mu nie odpuści.

pijak

i fucked it up, right?

: sob wrz 12, 2026 10:02 pm
autor: Cyrus Lockhart
To, że Cyrus nie potrafił odnaleźć się w prawdziwym, dojrzałym związku chyba nikogo nie zdziwiło. Jezu, on przecież całe życie był ciągle sam i poza jednorazowymi, nocnymi podbojami, nigdy na poważnie się nie zakochał. Jak taki dzieciak, który dopiero odkrywa, jak w ogóle działają uczucia. Realnym problemem było jednak to, że Lockhart wiedział, co czuł do Calliope. Całkiem szybko poszło mu zrozumienie, że Nerreza była wyjątkowa i że ta bezustanna potrzeba bycia blisko niej, nie wynikała wyłącznie z pociągu seksualnego. Chciał być blisko niej, bo chciał jej słuchać. Chciał jej dotykać, chciał ją całować, chciał z nią rozmawiać, doświadczać, spędzać każdą cholerną minutę dnia, którą nie spędzał zamknięty w szpitalnych murach. Wiedział, że był w niej zakochany i to nie było dla niego odkrycie, ale jednocześnie czuł się... Nieswojo. Jego wrodzony perfekcjonizm, który już w najmłodszych latach, narzucił mu pewien schemat, nie potrafił przyswoić tej jednej zmiennej. Zupełnie, jakby traktował jego uczucia jak wirusa — błąd w systemie, którego należało się pozbyć.

Był wkurwiony.
Na siebie. Na swoją pokręconą głowę, która wszystko wiecznie komplikowała.
Na rezydentów, bo namówili go na to gówniane wyjście. I na swój nagły brak asertywności, przez co upił się jak jakiś dzieciak, który nie potrafił wyczuć tej granicy, kiedy powinien przestać.
Na Calliope, bo myślał o niej w każdej sekundzie tego wieczoru.
Na w s z y s t k o.

— Słodkie przywitanie — burknął, podejrzewając, że swoim podejściem i zachowaniem, tylko doleje oliwy do ognia. No, ale co mógł poradzić na to, że jeszcze nie widział w tym wszystkim swojej winy? Wydawało mu się, że czepia się dlatego, że wyszedł z kolegami. Nie sądził, że cała ta aura, miała znacznie głębszy sens. Był tak pijany, że ciężko było mu zebrać swoje myśli; nie potrafił przypomnieć sobie żadnego odpowiedniego schematu zachowania, który mógłby poprawić jego sytuację. A więc musiał iść na żywioł. Boże. — Dziewczynami? — powtórzył za nią, patrząc na Calliope jak na kosmitkę.

Cyrus nie oglądał się za kobietami. Przynajmniej od chwili, gdy zaczął regularnie spotykać się z Callie. Widział więc Victorię i inne dziewczyny ze szpitala, które siedziały stolik obok, ale nie skupiał się na nich w żadnym stopniu jak na swoich kumplach. — Dobrze bawiłem się z moimi znajomymi, Calls — rzucił, patrząc na nią z konsternacją. — Miałem wyjść, bo dziewczyny przyszły? Nie wpadajmy w pieprzoną paranoję — powiedział z niedowierzaniem, bo to wydawało mu się trochę... zbyt kontrolujące. — Poza tym skąd o tym wiesz, co? — rzucił, już wyobrażając sobie nie wiadomo co. A wystarczyło tylko przypomnieć sobie o tym, że zgubił swój głupi telefon, zachowując się przy tym jak durny nastolatek. Gdy szturchnęła go ramieniem, Cy parsknął pod nosem. Ach, więc tak się bawimy?

— Ach, pierdolony koniec świata, bo wyszedłem raz wieczorem z domu? — zapytał ironicznie. Puszczał hamulce. Jego podświadomość zdecydowanie wiedziała, co się święci, ale intuicja odpychała od siebie rozsądek. — Będziesz mi wypominać, że raz się napiłem. Okej — zaśmiał się pod nosem, choć jego dobry humor najpewniej został w barze. — Nie okłamałem cię — rzucił markotnie, wbijając w nią nieco zmęczone spojrzenie. — I naprawdę nie podoba mi się, jak próbujesz zwalić na mnie winę za... Za co właściwie? — zapytał, rozkładając bezradnie ręce. — Za to, że zostawiłem cię dzisiaj samą? — wyrzucił nerwowo. Nadal miał przecież swoje życie, tak? Związek nie zobowiązywał do bycia przy sobie o każdej porze dnia i nocy.

mrs. i have a problem

i fucked it up, right?

: ndz wrz 13, 2026 12:36 am
autor: calliope nerreza
Nie no, patrzyła się na niego i kurwa nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. A ta jego twarz? Ta pieprzona mimika? Teraz, a zwłaszcza teraz, działała jej na nerwy jeszcze bardziej niż zwykle. - Tak, dziewczynami - mruknęła niezadowolona. - Mam ci to jeszcze przeliterować? - Uniosła brew, a po chwili parsknęła śmiechem, kompletnie nie dowierzając temu, co właśnie do niej mówił. Serio robił z niej idiotkę. - Super. Cieszę się. - Skrzyżowała ramiona na piersi i zmierzyła go spojrzeniem pełnym dezaprobaty. Nie no. Serio zaraz ją rozniesie. Ten ton, którym się do niej odzywał, jakby to tutaj ona odpierdalała, a nie on. Jakby cały ten ostatni tydzień jego zachowania nie był wystarczający, a dzisiejszy wieczór nie zgarnął właśnie wisienki na jebanym torcie.

''Nie wpadajmy w pieprzoną paranoję.''

Nie wpadajmy w pieprzoną paranoję?

Wbiła paznokcie w uda, próbując jednocześnie ugryźć się w język, bo to, co miała teraz ochotę powiedzieć, zdecydowanie nie należało do rzeczy miłych. Uff. Breathe in, breathe out, Callie. Powtarzała to sobie przez kilka sekund, dopóki jej spojrzenie ponownie nie spotkało się z jego. - Pieprzony kłamca - rzuciła pod nosem. - Skąd o tym wiem? Ta twoja Victoria lub jakaś jej koleżaneczka wysłała mi zdjęcie. - Wyciągnęła telefon z kieszeni spodni i niemal podsunęła mu ekran pod nos. - Rób, co chcesz, Cyrus. Baw się z kim chcesz. Ale mnie, kurwa, nie okłamuj. - Spojrzała prosto w jego niebieskie tęczówki, starając się za wszelką cenę ukryć we własnym spojrzeniu to, że cholera, zabolało.

I może dla kogoś innego takie kłamstwo byłoby trywialne. Dla niej nie było. Przeszła obok niego, próbując jakoś się opanować, po czym oparła dłonie o wyspę. - I nie odzywaj się tak do mnie - odpowiedziała, coraz bardziej zdenerwowana. - Uchlałeś się jak świnia, Cyrus. To jest różnica. - odwróciła się by na niego spojrzeć i podniosła głos, bo traktował ją jak jakąś pieprzoną debilkę. Przeginał. Za kogo on ją miał? Nie miał do niej nawet krzty szacunku. - Dobra, wiesz co? Niech ci będzie. Nie okłamałeś mnie - uniosła obie ręce do góry i wzruszyła ramionami. - Już mnie to nie obchodzi.

Kłamstwo.

Oczywiście, że ją obchodziło. Tylko nie mogła znowu wpaść po szyję w to samo gówno. Nie mogła pozwolić, żeby kolejny raz się z nią zabawił, a ona jeszcze grzecznie mu na to pozwoliła. - Nie rób tego - zaśmiała się przez łzy. Cholera. Miała nie płakać. Przejechała wierzchem dłoni po kąciku oka i odwróciła się od niego na moment, ruszając w stronę stołu. - Spędzaj czas, z kim chcesz, Cyrus. Serio. Ale teraz jesteś w związku. Mogłeś mi dać znać wcześniej, to po pierwsze, a po drugie, następnym razem, jak będziesz chciał spędzić czas z tą swoją Victorią, to po prostu mi to powiedz. - Wbiła w niego spojrzenie, podeszła do stołu i chwyciła talerz z jedzeniem, które wcześniej dla niego przygotowała. No i wtedy coś w niej pękło. Chwyciła go mocniej i cisnęła nim w jego kierunku. Talerz przeleciał tuż obok jego twarzy i roztrzaskał się o ścianę za nim, rozlewajac jedzenie po podłodze. - Smacznego - rzuciła drżącym głosem. - Wychodzę stąd. Nie mogę na ciebie patrzeć. - ruszyła w stronę drzwi, przechodząc obok niego, po czym uniosła nogę wyżej, żeby nie wejść w mess, który sama przed chwilą zrobiła. Ale tylko dlatego, że ją do tego sprowokował, okay?

drunk pig