red panda starts hopping around and singing song she jumps from the ground
: śr wrz 09, 2026 3:30 pm
Ucieczka zwierząt z ZOO była wiadomością, którą żyło chyba całe miasto. I nie ma się czemu dziwić - nieczęsto człowiek widział galopujące po ulicach zebry czy żyrafy, ewentualnie pytony wyłaniające się w ubikacji, do której ktoś pognał za potrzebą. Jakie to musiało być bolesne, że w momencie fizjologicznego przyciśnięcia, człowiek musiał o życie walczyć, żeby go żaden wąż nie pożarł lub w dupkę nie pogryzł. Cassie nie chciała sobie nawet wyobrażać własnej reakcji na takie stworzenie w łazience, chociaż po wiadomości kolegi z pewnej odległości sprawdzała, czy w muszli aby na pewno nie pływa nic, czego nie powinno tam być.
I chociaż zdawać by się mogło, że w tym całym chaosie ogarniającym miasto, rudowłosa wiolonczelistka zachowa się racjonalnie, rzeczywistość okazała się zgoła inna. Po tym jak już nagrała filmik o kangurze bijącym się z kotem sąsiadów, zapragnęła pomóc w łapaniu i uznała, że najlepiej będzie zająć się zwierzętami kotowatymi. Sama miała w domu kociaka, więc wiedziała jak się z nimi obchodzić. Do takiego lwa trzeba było podejść w sposób rzeczowy - był po prostu większą wersją Arii. A co Aria kochała najbardziej? Kartony. Dlatego nie czekając, aż Danny ostatecznie do niej przyjedzie (bo tak naprawdę utknął gdzieś na ulicy zatrzymany przez rodziną kapibar) uznała, że podjedzie do księgarni, żeby zgarnąć największe pudełka jakie mieli na stanie i rozstawić je tam, gdzie ostatnio były widziane jakieś wielkie koty. Wtedy wystarczyło poczekać i Cass była pewna, że jakiś zmęczony biedaczek przyjdzie się zdrzemnąć.
Zarzuciła torbę na ramię, spakowała potrzebne rzeczy, w tym kilka batoników czekoladowych i paczkę orzeszków, założyła rolki i już jej w mieszkaniu nie było. Popędziła w stronę księgarni, mijając po drodze antylopę. Ciekawe czy chciałaby się z nią ścigać. Cóż to byłyby za emocje! Napęd na cztery koła w starciu z dwoma, zakłady proszę realizować u bukmachera.
Już miała skręcić w kolejną wąską uliczkę, chcąc w ten sposób skrócić sobie drogę, kiedy dostrzegła na jezdni dwie rzeczy w tym samym momencie - jakąś puchatą kulkę oraz rozpędzonego jeepa, którego kierowca zapewne był tak zaaferowany swoim światem, że nie widział przeszkody na asfalcie.
Niewiele myśląc popędziła w tamtym kierunku, wyjeżdżając na ulicę niemal przed maską samochodu (instynkt samozachowawczy level zero), szeroko rozstawiając ręce, jakby to miało jej pomóc w zatrzymaniu pojazdu. Pomogło, bo usłyszała pisk opon i poczuła lekkie stuknięcie w brzuch, które przesunęło ją kilka centymetrów. Oparła dłonie na masce, nachylając się do przodu, spoglądając przez przednią szybę na kierowcę.
-Dalej jechać nie można! - oznajmiła, niczym jakiś fanatyk ekologiczny, który buntował się przed ścięciem drzewa. Ewentualnie Gandalf, który nie chciał przepuścić Balroga przez most w Morii. Poniekąd stworzonko za nią było niczym taki Hobbit - malutkie i bezbronne. - To miejsce drzemki! - dodała poważnie.
Panda czerwona
niepoważny kierowca
I chociaż zdawać by się mogło, że w tym całym chaosie ogarniającym miasto, rudowłosa wiolonczelistka zachowa się racjonalnie, rzeczywistość okazała się zgoła inna. Po tym jak już nagrała filmik o kangurze bijącym się z kotem sąsiadów, zapragnęła pomóc w łapaniu i uznała, że najlepiej będzie zająć się zwierzętami kotowatymi. Sama miała w domu kociaka, więc wiedziała jak się z nimi obchodzić. Do takiego lwa trzeba było podejść w sposób rzeczowy - był po prostu większą wersją Arii. A co Aria kochała najbardziej? Kartony. Dlatego nie czekając, aż Danny ostatecznie do niej przyjedzie (bo tak naprawdę utknął gdzieś na ulicy zatrzymany przez rodziną kapibar) uznała, że podjedzie do księgarni, żeby zgarnąć największe pudełka jakie mieli na stanie i rozstawić je tam, gdzie ostatnio były widziane jakieś wielkie koty. Wtedy wystarczyło poczekać i Cass była pewna, że jakiś zmęczony biedaczek przyjdzie się zdrzemnąć.
Zarzuciła torbę na ramię, spakowała potrzebne rzeczy, w tym kilka batoników czekoladowych i paczkę orzeszków, założyła rolki i już jej w mieszkaniu nie było. Popędziła w stronę księgarni, mijając po drodze antylopę. Ciekawe czy chciałaby się z nią ścigać. Cóż to byłyby za emocje! Napęd na cztery koła w starciu z dwoma, zakłady proszę realizować u bukmachera.
Już miała skręcić w kolejną wąską uliczkę, chcąc w ten sposób skrócić sobie drogę, kiedy dostrzegła na jezdni dwie rzeczy w tym samym momencie - jakąś puchatą kulkę oraz rozpędzonego jeepa, którego kierowca zapewne był tak zaaferowany swoim światem, że nie widział przeszkody na asfalcie.
Niewiele myśląc popędziła w tamtym kierunku, wyjeżdżając na ulicę niemal przed maską samochodu (instynkt samozachowawczy level zero), szeroko rozstawiając ręce, jakby to miało jej pomóc w zatrzymaniu pojazdu. Pomogło, bo usłyszała pisk opon i poczuła lekkie stuknięcie w brzuch, które przesunęło ją kilka centymetrów. Oparła dłonie na masce, nachylając się do przodu, spoglądając przez przednią szybę na kierowcę.
-Dalej jechać nie można! - oznajmiła, niczym jakiś fanatyk ekologiczny, który buntował się przed ścięciem drzewa. Ewentualnie Gandalf, który nie chciał przepuścić Balroga przez most w Morii. Poniekąd stworzonko za nią było niczym taki Hobbit - malutkie i bezbronne. - To miejsce drzemki! - dodała poważnie.
Panda czerwona
niepoważny kierowca