Strona 1 z 1

A wolf will never be a pet

: śr wrz 09, 2026 4:59 pm
autor: Sawyer Wright
— pięć —
I’m not in danger
I am the danger

Powoli zaczynał rozumieć, skąd Christopher Adler wziął tę kwotę na czeku.
Z każdym upływającym dniem, kiedy łaził za zleceniem jak cień, warował u zamkniętych drzwi jej gabinetu jak pies i spędzał długie, nudne wieczory przechodzące w noce samotnie w Rolls-Roysie jej ojca pod domem nad jeziorem, Sawyer nie tylko zdobywał wiedzę o niej i jej harmonogramie oraz stylu życia, ale też pełniejszy obraz swojej pracy. Wszystko, co w jego oczach było racjonalnym środkiem bezpieczeństwa — dla niej było zamachem na jej niezależność. To, co on nazywał ostrożnością — ona nazwałaby pewnie dyktaturą. Tam, gdzie intuicja i doświadczenie kazało mu się zatrzymać i obserwować — Vivienne Adler szła na całość.
Był jednak zbyt cierpliwy, zbyt zdeterminowany i zbyt potrzebował tych pieniędzy, żeby narzekać, próbować coś zmienić albo najzwyczajniej w świecie zrezygnować. Po pierwsze, po przeszło tygodniu na horyzoncie nie pojawił się nawet cień niewłaściwości — chociaż wiedział, że to jest tylko kwestią czasu i nie opuszczał gardy nawet na minutę, kiedy był z nią — a po drugie Sawyer pocieszał się myślą, że dziewczyna miała przynajmniej wystarczająco rozumu, żeby nie próbować mu się wymykać.
Tylko jedno wciąż nie przestawało go dziwić. I mierzić.
Była kuratorem.
Cóż za pieprzona ironia, że płatnemu mordercy, którego w wielu Stanach chętnie zobaczono by na krześle elektrycznym — gdyby tylko potknął się na tyle nieostrożnie, żeby zostawić po sobie jakieś ślady — teraz kazano spędzać większość dnia właśnie w sądzie. W drugim najchętniej widzianym przez organy ścigania miejscu, gdzie chciano by go postawić z kajdankami skuwającymi kostki i nadgarstki. Trzecim, jeśli liczyć jeszcze . p ł y t k i . g r ó b . . Nie stresowało go to bynajmniej; raczej śmieszyła go przewrotność losu i fakt, że znajdując się tak blisko, właściwie pod samym nosem ważniaków w garniturach, wciąż pozostawał wolnym człowiekiem.
Z myślami błądzącymi swobodnie, Sawyer płynnie podjechał pod dom nad jeziorem i wyłączył silnik. Jak zwykle, kiedy odwoził ją wieczorem, tym razem jednak wyłamał się ze swojego zwykłego schematu. Zamiast rozejrzeć się czujnie po okolicy, Sawyer spojrzał prosto w środkowe lusterko, w którym znalazł odbicie twarzy dziewczyny siedzącej na tylnej kanapie Rolls-Royce’a.
Dzisiaj wchodzę z tobą — oświadczył bez cienia żenady czy wahania w głosie, nie odrywając wzroku od odbicia jej oczu. Te słowa mogły zabrzmieć jak propozycja, ale w rzeczywistości były tylko kolejnym ograniczeniem na wydłużającej się z każdym dniem liście Vivienne Adler. — Będę to robił raz w tygodniu, żeby sprawdzić, czy twój dom jest czysty od podsłuchów i kamer — dodał beznamiętnie, jakby prywatność była tylko niegodnym uwagi szczegółem, po czym strzelił spojrzeniem po okolicy, upewniając się, że drzwi są bezpieczne i wysiadł z samochodu jako pierwszy. Miał nadzieję, że ten gest wystarczy, żeby dziewczyna zrozumiała, że to nie propozycja, ale decyzja, która już została podjęta i przypieczętowana.
Jeśli miał szczęście, zdążył wysiąść, zanim Vivienne podniosła gwałtowny sprzeciw wobec tego pomysłu.
Mieli do przejścia tylko kilkaset jardów do bramki, ale Sawyer nawet w tak trywialnych sprawach nie porzucał napiętej czujności, czającej się w każdej komórce jego ciała. Zmierzch zapadł już dawno, ulicę rozświetlały jedynie punktowo żółte plamy światła padające z latarni, a wiatr poruszający drzewami sprawiał wrażenie, że cala okolica się porusza; w takim otoczeniu potencjalnemu napastnikowi bardzo łatwo było ukryć ruch, którego nie chciał pokazać. Sawyer zbyt wiele razy sam to wykorzystywał, żeby nie mieć tej świadomości. Dlatego otwierając tylne drzwi przed Vivienne — doprawdy jak szofer — i upewniając się, że atak nie nadejdzie od strony chodnika, jednocześnie potoczył spojrzeniem po odcinku drogi dzielącym ich od posesji. Natychmiast zauważył grupkę chłopaków, którzy znęcali się nad jakimś bezpańskim psem po drugiej stronie jezdni, ale poza tym było czysto.
Spojrzał w dół, na dziewczynę wysiadającą z samochodu.
Z jakiegoś powodu znowu usłyszał, odbijające się wewnątrz czaszki tembrem jej głosu, że nie ma, kurwa, szans.

Vivienne Adler