Strona 1 z 1

ducks over pigeons

: śr wrz 09, 2026 6:33 pm
autor: Joyce Smythe
Nad jeziorem znalazła się właściwie bez większego powodu, co w jej przypadku było wystarczającym powodem, żeby uznać wyprawę za udaną. Szła przed siebie tak długo, aż asfalt zaczął ustępować ścieżce, ścieżka trawie, a trawa wilgotnemu brzegowi, przy którym woda poruszała się leniwie pod wpływem lekkiego wiatru. Przez chwilę stała bez ruchu, przyglądając się tafli, jakby spodziewała się, że zaraz wydarzy się na niej coś interesującego. Nie wydarzyło się nic. Było całkiem spokojnie, dopóki z boku nie dobiegło ją charakterystyczne człapanie, po którym pojawiła się pierwsza kaczka, a zaraz za nią następne, najwyraźniej prowadzące jakieś bardzo ważne zebranie dotyczące sytuacji żywnościowej. Widok od razu poprawił jej humor. Kaczki miały zdecydowanie więcej sensu niż gołębie. Pływały, nurkowały, miały śmieszne łapy i przede wszystkim nie łaziły po chodnikach z miną, jakby właśnie przejęły kontrolę nad całym miastem. Gołębie nadal uważała za podejrzane. Kaczki natomiast były w porządku. Nawet bardzo w porządku. Przykucnęła przy brzegu i przez chwilę obserwowała, jak jedna z nich patrzy na nią z wyraźnym zainteresowaniem.
Ty jesteś głodna, prawda?— mruknęła, sięgając do kieszeni, choć już po sekundzie przypomniała sobie, że nie ma tam niczego, co nadawałoby się do jedzenia dla kaczki. Znalazła za to kilka drobnych okruszków, które najwyraźniej przeżyły w kieszeni zdecydowanie dłużej, niż powinny. Nie wyglądały szczególnie zachęcająco, więc przez chwilę rozważała, czy kaczki posiadają własne standardy sanitarne, czy po prostu zjedzą wszystko, co nie próbuje przed nimi uciec. Ostatecznie rozsądek wygrał z eksperymentem. Zamiast rzucać im stare okruszki, zaczęła przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby okazać się bardziej odpowiedniego, aż w końcu wyprostowała się z miną człowieka, który właśnie rozwiązał wyjątkowo trudny problem. Niedaleko ktoś zostawił mały pojemnik z ziarnem dla ptaków. Nie miała pojęcia, czy to część jakiegoś oficjalnego karmienia, czy po prostu kolejny dowód na to, że ludzie zostawiają rzeczy w dziwnych miejscach, lecz skoro ziarno było dla ptaków, a kaczki były ptakami, sprawa wydawała się całkiem logiczna. Kilka ziaren wylądowało więc na ziemi, a reakcja była natychmiastowa. Kaczki ruszyły w jej stronę z taką determinacją, jakby właśnie otwarto darmową restaurację. Uśmiechnęła się pod nosem, cofając dłoń przed najbardziej zdeterminowanym osobnikiem.
Spokojnie. Każdy dostanie. Nie jesteśmy na zawodach.— kiedy ostatnia kaczka zdążyła pochłonąć swoją porcję, Joy jeszcze przez chwilę trzymała dłoń nisko nad ziemią, przyglądając się temu, jak ptaki przepychają się między sobą z godnością właściwą tylko komuś, kto bardzo chce dostać jedzenie, ale absolutnie nie zamierza się do tego przyznać. Najbardziej bezczelna z całej grupy dziobnęła ją w palce, po czym odsunęła się o krok i spojrzała na nią tak niewinnie, jakby przed chwilą wcale nie próbowała odgryźć jej kawałka dłoni. Joy zmrużyła oczy. —Widzicie? Właśnie dlatego jesteście lepsze od gołębi.— zrobiła krótką pauzę, jakby kaczki rzeczywiście potrzebowały chwili na przyswojenie tak poważnego oświadczenia. —Gołębie są podejrzane. Wszystkie. Mają za dużo informacji.— jedna z kaczek przechyliła głowę, a Joy potraktowała ten gest jak pełne skupienie na rozmowie.
Serio. Widzieliście kiedyś gołębia, który po prostu sobie siedzi? Nie. One zawsze gdzieś patrzą. Na ludzi. Na okna. Na samochody. Czasami na mnie.— zmarszczyła nos, po czym rzuciła kolejną garść ziaren przed siebie. Kaczki natychmiast ruszyły w ich stronę, przez co rozmowa została na moment przerwana przez energiczne kwakanie.
Wy przynajmniej macie zajęcia. Pływacie, jecie, robicie swoje. Nie stoicie pod sklepem i nie oceniacie człowieka.— przyjrzała się jednej z kaczek, która właśnie próbowała przepchnąć pozostałe, żeby dorwać największe ziarno —Chociaż ty trochę oceniasz.— Odpowiedzią było kolejne dziobnięcie w ziemię. Joy pokiwała głową z powagą, jakby właśnie otrzymała bardzo przekonujący argument —No dobrze. To wyjątek. Ty możesz.

pixie fontaine

ducks over pigeons

: śr wrz 09, 2026 10:30 pm
autor: pixie fontaine
#
005.
Niektóre pasikoniki mają uszy na nogach. Narządy słuchowe znajdują się na goleniach przednich odnóży 🦗
O ile Joy nie miała większych powodów, żeby znaleźć się nad jeziorem, to Pix znalazła się tutaj z jednego, bardzo konkretnego powodu - musiała przeprowadzić badania nad pasikonikami. I nie, nie mogła już dłużej udawać, że zrobi to później, bo wakacje powoli dobiegały końca, a rok akademicki był już praktycznie za pasem. Miała na to przecież całe lato. Calutkie! Tylko że, jakimś kompletnie niezrozumiałym zrządzeniem losu, przez większość tego czasu działo się coś, co skutecznie odciągało ją od książek. A to obozowanie w dystrykcie Muskoka, a to jakieś imprezy w akademiku, a to spędzanie czasu z dziewczyną brata. Dobra, to ostatnie brzmiało trochę dziwnie, ale mogła przysiąc, że poza zwykłym koleżeństwem nic jej z Perry nie łączyło. Kompletnie nic. Ani trochę. To, że przy Perry jej żołądek odpierdalał jakieś niezrozumiałe akrobacje, nie miało absolutnie żadnego znaczenia. To mogła być kwestia stresu. Albo upału. Albo tego, że ostatnio jadła trochę nieregularnie.
W każdym razie pasikoniki nie zamierzały czekać, aż Pixie łaskawie przestanie zajmować się wszystkim innym. Badania same się nie przeprowadzą, obserwacje nie zrobią, a notatki tym bardziej nie zapiszą. W dodatku wrzesień to był praktycznie koniec cyklu ich życia! Dlatego teraz trochę pluła sobie w brodę, że zostawiła ten projekt na ostatnią chwilę.
Miała już prawie wszystko, czego potrzebowała. Notes pękał w szwach od naniesionych informacji, więc w domu musiała jedynie przepisać je na laptopa. Najbardziej podjarała się, że udało jej się cyknąć z bliska zdjęcie Microcentrum rhombifolium – dużemu, zielonemu pasikonikowi z szerokimi skrzydłami przypominającymi liść. Znalazła go na klonie i o mały włos przeoczyła! Bardzo zadowolona ze swoich dzisiejszych osiągnięć ruszyła wzdłuż brzegu, gdzie kaczki zaczęły gromadzić się w jakieś chorej ilości. Dopiero wtedy dostrzegła, że ktoś ewidentnie je dokarmiał. A pośród nich była sama Joyce Smythe, niczym ta baba od gołębi w Home Alone 2. Tylko tym razem otaczały ją kaczuchy.
Mam nadzieję, że nie rzucasz im chleba? — zapytała i podeszła bliżej, ściągając podejrzliwie brwi. Gdyby żyły w Polsce, zespół Lej mi Pół zaśpiewałby jej przesz ty głupia kurwo tu nie wolno karmić zwierząt, przecież jest tabliczka, wszyscy o niej wiedzą. Niestety w Kanadzie nie znali tak wybitnych utworów. A szkoda! — Przerzuciłaś się z gołębi na kaczuchy? Tego się po tobie nie spodziewałam — dodała żartobliwie, ale zaraz zarejestrowała, że Joy trzyma w dłoni garść ziaren. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Czy coś.
Przestąpiła z nogi na nogę, przyglądając się jej poczynaniom. Smythe była jak jakaś jebana zaklinaczka ptactwa. Aż trudno uwierzyć, że jej stosunki z gołębiami były takie ambiwalentne. Pixie to gołębi nic nie miała. Mogłyby tylko nie srać gdzie popadnie i byłyby całkiem spoko.

Joyce Smythe