Strona 1 z 1

pigeon politics & questionable substances

: śr wrz 09, 2026 8:36 pm
autor: Joyce Smythe
Kilka chwil wcześniej wyszła z imprezy, zostawiając za sobą muzykę, rozmowy i ludzi, których głosy po przekroczeniu progu zaczęły mieszać się w jeden odległy szum. Dwie tabletki, które dostała wcześniej od jakiegoś chłopaka w łazience, zdążyły już porządnie wejść, przez co siedzenie na chłodnym placu wydawało się jej aktualnie jednym z rozsądniejszych pomysłów, jakie tego wieczoru mogła mieć. Myśli zaczynały płynąć trochę wolniej, czasem gubiła wątek w połowie zdania, a dźwięki dochodzące z imprezy wydawały się dziwnie rozciągnięte i odległe. Światła odbijające się od szyb i mokrego chodnika przyciągały jej uwagę zdecydowanie bardziej, niż powinny, a ciało zrobiło się cięższe i przyjemnie rozluźnione, przez co nawet zwykłe przesunięcie dłoni po kolanie wymagało od niej odrobinę więcej czasu. Siedziała po turecku, ze skrzyżowanymi nogami, łokcie opierając na kolanach, i patrzyła przed siebie z miną osoby, która właśnie odkryła bardzo poważny problem społeczny wymagający natychmiastowego rozwiązania. Problemem tym były oczywiście gołębie. Kilka z nich kręciło się niedaleko, szukając czegoś na chodniku, a Joy od paru minut prowadziła im wykład, którego nikt poza nią nie zamierzał słuchać.
Dobra. Zanim zaczniemy, chciałabym ustalić jedną rzecz. Nie jestem przeciwko wam.— uniosła palec, jakby chciała od razu zaznaczyć najważniejszy punkt —To bardzo ważne, bo jak ktoś później powie, że byłam przeciwko gołębiom, to nie chcę, żebyście zaczęli rozsiewać plotki. Ludzie i tak mają o was bardzo złe zdanie, a ja uważam, że to niesprawiedliwe.— jeden z ptaków zatrzymał się i spojrzał na nią, przekrzywiając głowę. Joy odwzajemniła spojrzenie, choć po chwili musiała zmrużyć oczy, jakby nagle zapomniała, dlaczego właściwie na niego patrzy —Właśnie. Ty rozumiesz.
Przez chwilę milczała, po czym wyprostowała się trochę bardziej. —Natomiast musicie przestać udawać, że niczego nie rozumiecie. To jest wasz największy błąd. Wszyscy myślą, że jesteście głupi, bo chodzicie po ziemi i jecie rzeczy, których normalny człowiek nie powinien nawet dotykać, ale przecież to jest idealna przykrywka.— zrobiła krótką pauzę, jakby dawała im czas na przyswojenie tej informacji —Nikt nie podejrzewa ptaka o spisek. To genialne. Gdybym chciała przejąć miasto, prawdopodobnie też zaczęłabym od tego, że wszyscy myśleliby, że jestem idiotką.— kolejny gołąb podszedł bliżej, dziobiąc coś niewidocznego przy krawężniku —Nie, ty akurat nie możesz jeść teraz. Słuchasz. To jest wykład.— ptak oczywiście nie przestał. Joy westchnęła, ale nie wyglądała na szczególnie zirytowaną —Dobrze, jedz. Tylko mnie nie rozpraszaj.— przesunęła wzrok na całą grupę —Pierwsza zasada: żadnych pochopnych ruchów. Nie możecie nagle zacząć zachowywać się podejrzanie, bo wtedy ludzie się zorientują. Żadnego chodzenia w jednej zwartej grupie, żadnego patrzenia na człowieka przez pięć minut bez mrugania i przede wszystkim żadnego gromadzenia się pod kamerami. Kamery są problemem.— zmarszczyła nos —Chociaż z drugiej strony możecie mieć swoich ludzi przy kamerach. Albo swoich gołębi. Nie wiem, czy kamery są obsługiwane przez ludzi, czy przez inne kamery. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.— Pokiwała głową, uznając najwyraźniej, że jest to temat na później. —Druga zasada: jedzenie. Jeśli chcecie przejąć Toronto, musicie mieć zapasy. Nie możecie polegać wyłącznie na frytkach. Frytki są dobre, ale mają za dużo soli.— Zerknęła na jednego z gołębi z lekkim wyrzutem. —Tak, wiem, że ci smakują. Mnie też smakują. To nie znaczy, że są zdrowe.— Ptak dziobnął chodnik. —I przestań udawać, że mnie nie słuchasz.— Głos Joy stał się odrobinę bardziej konspiracyjny, kiedy pochyliła się do przodu. —Trzecia zasada jest najważniejsza. Jeśli naprawdę macie jakieś zebrania, musicie przestać organizować je w tych samych miejscach. To jest podstawowy błąd logistyczny. Ludzie zauważają wzorce. Ja zauważam wzorce.— Przerwała i przez moment wyglądała na bardzo zadowoloną z własnej dedukcji. —Właściwie właśnie dlatego was obserwuję.— Wskazała brodą na ptaka siedzącego trochę dalej. —Ty pojawiasz się tutaj często. Ty też. Tego wcześniej nie widziałam, więc albo jesteś nowy, albo bardzo dobrze się ukrywałeś. Jedna z tych rzeczy jest zdecydowanie bardziej podejrzana.— Oparła dłonie na kolanach i westchnęła ciężko, jak wykładowczyni, która powoli traci cierpliwość do wyjątkowo trudnej grupy. —I jeszcze jedna sprawa. Ludzie. Nie możecie ich wszystkich traktować jak wrogów. Niektórzy są pożyteczni. Czasami mają jedzenie. Czasami mają samochody. Czasami mają mieszkania.— Zastanowiła się chwilę. —Czasami mają też narkotyki, ale tego akurat nie wpisujcie do oficjalnego programu, bo to brzmi źle.— Zerknęła na nich podejrzliwie. —Poza tym nie zabijajcie ludzi. Naprawdę. Nie dlatego, że jestem przeciwko przemocy, tylko dlatego, że potem przyjeżdża policja, są syreny, robi się głośno i wszyscy zaczynają panikować. To jest bardzo niepraktyczne.— Na moment zamilkła, a potem dodała zupełnie poważnie: —Jeśli już kiedyś będziecie rządzić, pamiętajcie o jednym. Nie zmieniajcie nazw ulic. Ludzie się wtedy gubią i robią się nerwowi.— Jeden z gołębi nagle poderwał się i przeleciał kilka metrów dalej. Joy śledziła go wzrokiem, po czym pokręciła głową. —No i właśnie. Zero szacunku do edukacji.— Spojrzała na pozostałe ptaki. —Dobra, robimy przerwę. Potem porozmawiamy o tym, kto jest waszym liderem, bo nadal tego nie ustaliliśmy, a bez lidera nie da się przejąć miasta. Chyba że macie demokrację.— Zamyśliła się, a jej wzrok na moment zatrzymał się na migającym świetle po drugiej stronie placu. —To byłoby nawet lepsze. Gołębia demokracja. Brzmi stabilnie.


Neia Delacroix

pigeon politics & questionable substances

: ndz wrz 13, 2026 6:51 pm
autor: Neia Delacroix
Kolejny tydzień i kolejna impreza. Potrzebowała tego bardziej, niż dotychczas. Po tym, co stało się na jachcie wykorzystywała każdą chwilę żeby zapomnieć. Kompletnie nie miała pojęcia co z tym wszystkim zrobić, więc po prostu nie robiła nic i przekładała to na później, dla jej wersji z przyszłości, która na pewno ją za to kiedyś znienawidzi. Nie potrafił się jednak skupić, kiedy to do niej docierało znowu i znowu. Poza tym Aster wyglądał na takiego nieszczęśliwego. Może to jakieś beznadziejne nieporozumienie? Może po prostu wina alkoholu? Nie chciała myśleć o tym, że on żałował albo że może się zmusił albo… pomylił? A już na pewno nie chciała myśleć, że zostawił w jej ciele pamiątkę, która za chwilę urośnie i zacznie mówić do niej mamo.
Dlatego nie myślała.
W ogóle.
Dlatego dalej chodziła na imprezy, chlała, i generalnie robiła wszystko tak, jak wcześniej, nie myśląc o konsekwencjach. Jedyna konsekwentność była taka, że była nieodpowiedzialna i nie uczyła się na błędach. Zgarnęła językiem jedną z tabletek, które znajomy rozdawał przed kiblem i w podzięce dała mu buziaka w policzek, a potem na odchodne puściła jeszcze oczko. Lubił ją, więc tyle mu wystarczyło.
Impreza miała temat przewodni latynoski, więc Neia ubrała się jak Shakira podczas występu na VMAs w 2023 roku, prezentując piosenkę Whenever, Wherever. Lubiła małe topy i krótkie spódniczki, a ta miała w dodatku frędzle i wszystko było złote i błyszczące. Nawet sobie zrobiła burzę loków i przykleiła kilka diamencików przy oczach. Wyglądała pięknie, ale chyba wcale się tak nie czuła. Dobrze, że prochy zaczęły działać, bo wtedy uciekła od niej znaczna część ciężaru.
Musiała zaczerpnąć świeżego powietrza, więc wyszła z imprezy nie przejmując się nikim i niczym, po czym ruszyła przed siebie, stukając wysokimi obcasami o chodnik. Na placu zobaczyła znajomą postać. Kojarzyła ją z imprez, z tej również. Spontanicznie ruszyła w jej kierunku, a słysząc że ta gada do siebie, po prostu zbliżyła się i klapnęła pupą na beton, siadając również po turecku za jej plecami i opierając się swoimi o jej.
Słuchała wywodu, co chwilę zerkając na pałętające się w pobliżu gołębie. Nie przerywała oczywiście, bo miała szacunek do osób, które akurat przemawiały, a wydawało się jej, że wywód był ważny, że miał coś wnieść. Zmrużyła oczy, widząc błyszczące drobinki w powietrzu i uznała, że to musiał być brokat. Mienił się na złoto, a może na czerwono? Zerknęła w prawo, a potem w lewo i dojrzała w oddali czerwoną poświatę, jakby gdzieś ktoś zapalił mocne światło. Zmarszczyła brwi, a potem znowu spojrzała na gołębie, zerknęła kątem oka na sylwetkę Joyce i podrapała się po nosie. Robiła to zawsze, kiedy intensywnie nad czymś myślała. Nad czymś niezwykle istotnym.
A co powiesz na… gołębią demonizacje? — zapytała rzeczowo krótko po tym, jak dziewczyna skończyła mówić, uprzednio zarządzając przerwę. To dobry czas na naradę, zanim wrócą te szczury z piórami. Szybko połączyła fakty czerwonej poświaty i tego, co mówiła Joy. Była prawie pewna swojej teorii, oczywiście pozostawiając przestrzeń na błędy, ale to zawsze można było później skorygować.
Portal do piekła — oznajmiła takim tonem, jakby dziewczyna miała od razu zrozumieć o co jej chodzi. Poruszyła się i zmieniła pozycję, podciągając kolana i opierając na nich dłonie z zaciętą miną, jakby próbowała skupić się jeszcze bardziej. — To taka rzecz, przez którą można wejść albo wyjść… z piekła. Myślę, że to stamtąd przybyły. Najpierw przeszedł ich lider… Wiesz, taki portal mógł być wszędzie; w pralni, kawiarni, stolarni — zaczęła wymieniać, starając się jednak nie zgubić wątku.
Wyciągnęła ze stanika e-papieros o smaku truskawki i cytryny i zaciągnęła się słodkim dymem.
No i on znalazł jakiegoś frajera i kazał mu zdobywać ludzkie dusze, za które wymieniał swoje gołębie… Bo wszędzie musi być zachowana równowaga, nawet w piekle, wiesz? — rzuciła, znowu zbaczając trochę z tematu i wydmuchała chmurę dymu przez nos. — I tak powoli ludzi ubywa, wiesz? A gołębi przybywa. Przyzwyczailiśmy się do nich, dajemy im frytki, chipsy i okruchy. Okruchy życia — kontynuowała, mrużąc oczy, jakby była bardzo zniesmaczona tym wszystkim, a jednocześnie super podejrzliwa.

Joyce Smythe

pigeon politics & questionable substances

: pn wrz 14, 2026 11:32 am
autor: Joyce Smythe
Joy przez kilka sekund w ogóle się nie odzywała. Nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia, tylko dlatego, że właśnie dostała informację, która wymagała bardzo dokładnego przemyślenia. Gołębia demonizacja. Portal do piekła. Wymiana dusz. Wszystko zaczynało się ze sobą łączyć, chociaż kilka elementów uciekało jej gdzieś po drodze, zanim zdążyła je złapać. Czuła za plecami czyjąś obecność, dopiero teraz orientując się, że nie siedzi już sama, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, plecy oparte o drugie plecy były całkiem wygodne, a skoro ktoś najwyraźniej też miał coś ważnego do powiedzenia na temat gołębi, to tym bardziej nie zamierzała narzekać. Powoli przekręciła głowę, żeby zerknąć na dziewczynę, po czym znowu spojrzała przed siebie.
To jest bardzo dobre.— przyznała z pełną powagą —Naprawdę bardzo dobre. Myślałam, że to ja mam dzisiaj najlepszą teorię, ale jednak nie.— przez chwilę patrzyła na czerwone światło w oddali, które teraz wydawało jej się jeszcze bardziej podejrzane niż wcześniej —Portal do piekła wyjaśnia bardzo dużo. Na przykład skąd one się biorą. Bo nie mogą się po prostu rozmnażać tak szybko. To by było biologicznie podejrzane.— zmarszczyła nos i podrapała się po policzku, próbując sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widziała małego gołębia. Przez kilka sekund naprawdę intensywnie szukała tego wspomnienia, aż w końcu zmrużyła oczy —Właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek widziałam małego gołębia.— zamilkła. —Czy ty widziałaś kiedyś małego gołębia?— pytanie padło z taką powagą, jakby właśnie znalazły pierwszy naprawdę twardy dowód w sprawie. Joy powoli odwróciła się w stronę kilku ptaków. —Bo jeśli nie, to znaczy, że one się nie rodzą. One przychodzą z portalu.— pokiwała głową, coraz bardziej przekonana do własnego toku rozumowania —To by też tłumaczyło, dlaczego zawsze wyglądają tak samo. Żaden nie jest mały. Żaden nie jest dzieckiem. Po prostu nagle jest gołąb.— przez moment siedziała cicho, a potem uniosła palec —Chociaż nie. Widziałam kiedyś pisklę gołębia. Chyba. Było brzydkie.— zawahała się, najwyraźniej niepewna własnych wspomnień —Dobra, to komplikuje sprawę. Wykreślamy rozmnażanie z głównych dowodów.
Przesunęła dłonie po kolanach i przeciągnęła się odrobinę, czując przy tym, że jej ciało reaguje z niewielkim opóźnieniem. Głowa nadal była przyjemnie ciężka, a myśli miały tendencję do odpływania w zupełnie niepotrzebne strony. Przez moment obserwowała dym z e-papierosa, który rozchodził się przed nimi w świetle latarni, i prawie zapomniała, o czym rozmawiały. Dopiero słowo „dusze” wróciło do niej jak brakujący element układanki.
Czekaj. Dusze.— powiedziała nagle, prostując się —To też ma sens.— spojrzała na gołębia, który właśnie dziobał coś przy jej bucie —Bo popatrz na niego. Wygląda, jakby już nie miał duszy.— ptak nawet na nią nie spojrzał —Nie obrażaj się. To nie jest personalne.— zmarszczyła brwi —Jeżeli jednak wymieniają ludzkie dusze na gołębie, to potrzebują ludzi, którzy będą te dusze dostarczać. I tutaj pojawia się problem, bo powiedziałaś, że jakiś frajer miał je zdobywać.— odwróciła głowę w stronę rozmówczyni —To znaczy, że istnieje człowiek pracujący dla gołębi.— zrobiła pauzę —Człowiek.— kolejna pauza —Dla gołębi.— pokręciła głową z autentycznym niedowierzaniem —To jest upokarzające stanowisko pracy. Mam nadzieję, że przynajmniej dobrze mu płacą.— przez moment wyglądała na zamyśloną. —Chociaż czym płacą? Okruchami?
Spojrzała na grupę ptaków i nagle wskazała jednego z nich —Ten może być księgowym.— wskazała drugiego —Ten jest ochroniarzem. Ten wygląda na ochroniarza.— zatrzymała palec na kolejnym, który przechadzał się po chodniku z charakterystycznym dla gołębi brakiem pośpiechu —A ten… ten jest zdecydowanie liderem.— przechyliła głowę —Nie wiem dlaczego. Po prostu ma twarz człowieka, który wie za dużo.— zamilkła na chwilę, po czym nachyliła się trochę do przodu, jakby właśnie przechodziły do najważniejszej części śledztwa.
Musimy sprawdzić, gdzie jest portal.— jej wzrok ponownie uciekł do czerwonej poświaty. —Tylko nie możemy podejść za blisko. Jak to naprawdę jest portal do piekła, to może nas wciągnąć.— zastanowiła się —Chociaż jeśli nas wciągnie, będziemy miały odpowiedź.— pokiwała głową, po czym sama sobie zaprzeczyła —Nie. To głupi pomysł. W piekle pewnie jest gorąco.— zsunęła dłonie po betonowym podłożu, jakby chciała upewnić się, że nadal znajduje się po właściwej stronie rzeczywistości —Poza tym nie mam odpowiednich butów do piekła.— spojrzała na wysokie obcasy rozmówczyni, a potem na własne obuwie —Ty też nie.— przez moment analizowała ten problem —Musimy przygotować sprzęt. Wodę. Jedzenie. Latarkę. Jakąś linę. I coś przeciwko gołębiom.— zmarszczyła brwi —Nie wiem co. Miotła?— zawahała się —Nie. Miotła byłaby obraźliwa.
Oparła głowę o siedzącą za nią osobę i westchnęła cicho, wyraźnie zadowolona z kierunku, w którym poszła rozmowa.
Wiesz co? Podoba mi się twoja teoria.— jej głos zrobił się nieco bardziej senny, choć nadal mówiła z absolutnym przekonaniem —Tylko musimy ją dopracować, bo jeśli mamy oskarżyć gołębie o handel ludzkimi duszami, potrzebujemy dowodów. Nie wystarczy powiedzieć policji: „ten wygląda podejrzanie”.— zerknęła na ptaka, który właśnie odwrócił się do nich tyłem —Chociaż akurat ten naprawdę wygląda podejrzanie.— wyciągnęła rękę i wskazała go palcem —Widzisz? Nawet teraz ucieka wzrokiem.— zrobiła krótką pauzę —To znaczy głową. Gołębie nie mają normalnego ruchu szyi. To też jest podejrzane.— powoli pokiwała głową, a potem dodała ciszej, jakby właśnie powierzała jej największy sekre: —Jak jutro będę pamiętać tę rozmowę, to znaczy, że naprawdę coś odkryłyśmy.

Neia Delacroix