Losing track of time, losing track of people...
: śr wrz 09, 2026 9:00 pm
Co drugi weekend Jamie zostawał ze swoją mamą, dzisiaj był co-drugi-weekend, tylko Bryce zapomniał. Czuł, że w wiadomości tekstowej, którą dostał od Melissy, swojej byłej partnerki, było coś na rodzaj przekonania, że tak będzie.
‘’Będę za pół godziny, mały już gotowy?’’
Oczywiście, że mały nie był gotowy. Wczoraj zaczęli układać puzzle z Torozaurusem, Jamie był w swojej fazie dinozaurów a jego pasja zaostrzyła się tylko po wizycie w muzeum w którym zresztą właśnie kupili ten ciekawy okaz puzzli. Nie mogli przecież układanki zostawić na później, zaczęli od razu wieczorem, a gdy chłopiec tylko otworzył swoje paczałki następnego dnia już mówił o kontynuacji. Bryce przekonał go, żeby zjadł płatki śniadaniowego nawet nie musząc przerywać swojej misji. Razem więc wcinali kukurydziane, jeszcze chrupkie płatki gdy telefon podświetlił się, a wiadomość wyskoczyła na ekranie.
Szlag, myślał, że już opanował ten grafik, sprawdził przecież swój kalendarz kilka dni temu i miał nawet w swojej głowie to małe przypomnienie Nie zapomnij, że młody jest w ten weekendy u Melissy.
‘’Jasne, jesteśmy już gotowi’’, odpisał i szybko dokończył swoją porcję płatków.
Musieli się spieszyć, a pośpiech z pięciolatkiem, który niekoniecznie chciał się gdziekolwiek wybierać nie był najłatwiejszy. Jeszcze kilka kawałków do dopasowania, a to skarpetki nagle są interesujące, i wzroki na jego piżamie, a kiedy mieli kolejny plan pójść do muzeum? Rozmowy kontynuowały się aż do windy do której dotarli mniej więcej pół godziny po wysłanym smsie. To był dobry czas, nie najlepszy, ale dobry.
Melissa oczekiwała, że będą w lobby kiedy ona przyjedzie, takie miała oczekiwania, ale jednocześnie przez osiem lat związku z Brycem nauczyła się, żeby oczekiwać spóźnień. To ona czekała na nich w lobby. Opierała się o ścianę spoglądając na swój telefon. Włosy miała upięte w luźny kok, a grzywka wpadała jej trochę w oczy czym zdawała się nieprzejęta. Wiedział, że z czasem po prostu nauczyła się to ignorować. Wyglądała tak ładnie w porannym świetle uderzającym w jej profil, przypominając mu o wielu wspólnych porankach, że przez bardzo krótki moment zapomniał, że złamała mu serce.
Jamie puścił jego dłoń i pobiegł w stronę mamy, co ocuciło Bryce’a.
Mama! – Pokonał długość korytarza z zaskakuącą prędkością i wtulił się w nogi Melissy. Kobieta zaraz przykucnęła, żeby objąć go ciasno w swoich ramionach. -Jamie, kochanie, jak było w muzeum? – Zapytała z ciekawością w głosie.
Bryce dołączył do nich z lekkim opóźnieniem, dając im chwilę na wymianę kilku zdań.
-Jesteście prawie na czas. – Zerknęła na swój zegarek.
-Staraliśmy się. – Bryce uśmiechnął się krzywo. Chciał wyglądać bardziej nonszalancko, ale mu to w żadnym wypadku nie wychodziło. Nie wiedział jak ma się przy kobiecie zachowywać, miał w sobie nadal tyle emocji, a musiał udawać, jakby nic się nie zdarzyło. Byli przecież odpowiedzialnymi rodzicami, byli cywilizowani.
Słyszałaś… – Zerknął na swoją komórkę. - Słyszałaś może coś od Claire? – Zagadnął, bo przechodzenie do rzeczy to jedyne co mógł teraz zrobić.
Kobieta zastanowiła się przez chwilę.
-Zapukałem do niej we... – Dzisiaj była sobota, pukał na początku tygodnia, czyli...-We wtorek. Chciałem zostawić u niej Jamie na chwilę. Później w środę puściłem jej smsa, ale do tej pory nie odpowiedziała. – Nie wydawało mu się, że w jakiś sposób podpadł. Starał się nie być natrętny i nie pozwolić by kobieta przypadkiem poczuła się jak niepłatna opiekunka, więc miał nadzieję, że nie ignorowała go umyślnie. -Nie zmieniła numeru…?
-Nie… – Odblokowała swoją komórkę. -Nie. – Powiedziała pewniej. -Dałaby mi znać gdyby zmieniała numer. Ale…szczerze mówiąc, nie rozmawiałam z nią ostatnio, wiesz… z nowym mieszkaniem… mam pełne ręce roboty. – Dla pewności przejrzała swoje wiadomości.
Bryce pokiwał głową. To było dziwne, trochę dziwne. Miał wrażenie, że nie mijał się z Claire nawet w korytarzu przez ostatnie kilka dni… może dłużej? Nie zastanowił się nad tym dłużej przenosząc uwagę na wzmiankę o nowym mieszkaniu. Wypadało o nie spytać?
-A właśnie, jak z mieszkaniem?
-No wiesz… – Melissa wzruszyła ramionami, nie wydawała się nosić tej samej niezręczności co Livingston. -Jak to z mieszkaniem, niby wszystko było ładnie, ale planuję kolory ścian, zbieram pomysły na meble. Będziemy wybierać tapetę do pokoju Jamiego, prawda? – Uśmiechnęła się spoglądając na swojego syna, który wyszczerzył się w odpowiedzi.
-Tak, będzie super kolorowo!
Bryce też się uśmiechnął. Przypomniało mu się, jak sam dobrze wspominał dekorowanie pokoju dla syna, robili to rodzinnie, to był dobry czas…
-No dobra, to my będziemy jechać. – Melissa uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń do synka.
Jamie pomachał do taty na odchodne.
Bryce pomachał w odpowiedzi i przyglądał się im przez chwilę gdy odchodzili. Jedyne co w tym wszystkim dodawało mu otuchy to, że Jamie nadal był wesołym chłopcem, że mimo iż jego rodzice nie byli razem wydawał się być szczęśliwy tu gdzie był. To było ważne dla nich obojga, wiedzieli, że będzie to dla niego duża zmiana, ale nie chcieli, żeby myślał, że to była czyjakolwiek wina, czy że rodzice się nagle nie znosili. Nadal miał swoją rodzinę, po prostu teraz miał dwa domy, a rodzice nie dawali już sobie całusów. To przecież tylko tyle…
Ginny Wheeler
‘’Będę za pół godziny, mały już gotowy?’’
Oczywiście, że mały nie był gotowy. Wczoraj zaczęli układać puzzle z Torozaurusem, Jamie był w swojej fazie dinozaurów a jego pasja zaostrzyła się tylko po wizycie w muzeum w którym zresztą właśnie kupili ten ciekawy okaz puzzli. Nie mogli przecież układanki zostawić na później, zaczęli od razu wieczorem, a gdy chłopiec tylko otworzył swoje paczałki następnego dnia już mówił o kontynuacji. Bryce przekonał go, żeby zjadł płatki śniadaniowego nawet nie musząc przerywać swojej misji. Razem więc wcinali kukurydziane, jeszcze chrupkie płatki gdy telefon podświetlił się, a wiadomość wyskoczyła na ekranie.
Szlag, myślał, że już opanował ten grafik, sprawdził przecież swój kalendarz kilka dni temu i miał nawet w swojej głowie to małe przypomnienie Nie zapomnij, że młody jest w ten weekendy u Melissy.
‘’Jasne, jesteśmy już gotowi’’, odpisał i szybko dokończył swoją porcję płatków.
Musieli się spieszyć, a pośpiech z pięciolatkiem, który niekoniecznie chciał się gdziekolwiek wybierać nie był najłatwiejszy. Jeszcze kilka kawałków do dopasowania, a to skarpetki nagle są interesujące, i wzroki na jego piżamie, a kiedy mieli kolejny plan pójść do muzeum? Rozmowy kontynuowały się aż do windy do której dotarli mniej więcej pół godziny po wysłanym smsie. To był dobry czas, nie najlepszy, ale dobry.
Melissa oczekiwała, że będą w lobby kiedy ona przyjedzie, takie miała oczekiwania, ale jednocześnie przez osiem lat związku z Brycem nauczyła się, żeby oczekiwać spóźnień. To ona czekała na nich w lobby. Opierała się o ścianę spoglądając na swój telefon. Włosy miała upięte w luźny kok, a grzywka wpadała jej trochę w oczy czym zdawała się nieprzejęta. Wiedział, że z czasem po prostu nauczyła się to ignorować. Wyglądała tak ładnie w porannym świetle uderzającym w jej profil, przypominając mu o wielu wspólnych porankach, że przez bardzo krótki moment zapomniał, że złamała mu serce.
Jamie puścił jego dłoń i pobiegł w stronę mamy, co ocuciło Bryce’a.
Mama! – Pokonał długość korytarza z zaskakuącą prędkością i wtulił się w nogi Melissy. Kobieta zaraz przykucnęła, żeby objąć go ciasno w swoich ramionach. -Jamie, kochanie, jak było w muzeum? – Zapytała z ciekawością w głosie.
Bryce dołączył do nich z lekkim opóźnieniem, dając im chwilę na wymianę kilku zdań.
-Jesteście prawie na czas. – Zerknęła na swój zegarek.
-Staraliśmy się. – Bryce uśmiechnął się krzywo. Chciał wyglądać bardziej nonszalancko, ale mu to w żadnym wypadku nie wychodziło. Nie wiedział jak ma się przy kobiecie zachowywać, miał w sobie nadal tyle emocji, a musiał udawać, jakby nic się nie zdarzyło. Byli przecież odpowiedzialnymi rodzicami, byli cywilizowani.
Słyszałaś… – Zerknął na swoją komórkę. - Słyszałaś może coś od Claire? – Zagadnął, bo przechodzenie do rzeczy to jedyne co mógł teraz zrobić.
Kobieta zastanowiła się przez chwilę.
-Zapukałem do niej we... – Dzisiaj była sobota, pukał na początku tygodnia, czyli...-We wtorek. Chciałem zostawić u niej Jamie na chwilę. Później w środę puściłem jej smsa, ale do tej pory nie odpowiedziała. – Nie wydawało mu się, że w jakiś sposób podpadł. Starał się nie być natrętny i nie pozwolić by kobieta przypadkiem poczuła się jak niepłatna opiekunka, więc miał nadzieję, że nie ignorowała go umyślnie. -Nie zmieniła numeru…?
-Nie… – Odblokowała swoją komórkę. -Nie. – Powiedziała pewniej. -Dałaby mi znać gdyby zmieniała numer. Ale…szczerze mówiąc, nie rozmawiałam z nią ostatnio, wiesz… z nowym mieszkaniem… mam pełne ręce roboty. – Dla pewności przejrzała swoje wiadomości.
Bryce pokiwał głową. To było dziwne, trochę dziwne. Miał wrażenie, że nie mijał się z Claire nawet w korytarzu przez ostatnie kilka dni… może dłużej? Nie zastanowił się nad tym dłużej przenosząc uwagę na wzmiankę o nowym mieszkaniu. Wypadało o nie spytać?
-A właśnie, jak z mieszkaniem?
-No wiesz… – Melissa wzruszyła ramionami, nie wydawała się nosić tej samej niezręczności co Livingston. -Jak to z mieszkaniem, niby wszystko było ładnie, ale planuję kolory ścian, zbieram pomysły na meble. Będziemy wybierać tapetę do pokoju Jamiego, prawda? – Uśmiechnęła się spoglądając na swojego syna, który wyszczerzył się w odpowiedzi.
-Tak, będzie super kolorowo!
Bryce też się uśmiechnął. Przypomniało mu się, jak sam dobrze wspominał dekorowanie pokoju dla syna, robili to rodzinnie, to był dobry czas…
-No dobra, to my będziemy jechać. – Melissa uśmiechnęła się i wyciągnęła dłoń do synka.
Jamie pomachał do taty na odchodne.
Bryce pomachał w odpowiedzi i przyglądał się im przez chwilę gdy odchodzili. Jedyne co w tym wszystkim dodawało mu otuchy to, że Jamie nadal był wesołym chłopcem, że mimo iż jego rodzice nie byli razem wydawał się być szczęśliwy tu gdzie był. To było ważne dla nich obojga, wiedzieli, że będzie to dla niego duża zmiana, ale nie chcieli, żeby myślał, że to była czyjakolwiek wina, czy że rodzice się nagle nie znosili. Nadal miał swoją rodzinę, po prostu teraz miał dwa domy, a rodzice nie dawali już sobie całusów. To przecież tylko tyle…
Ginny Wheeler