Strona 1 z 1

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: czw wrz 10, 2026 3:02 pm
autor: Indie Caldwell
to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona
indie caldwell aka inka studnicka 🇵🇱
Nie, poważnie mówię, z ręką na sercu — obiecała, rzeczywiście unosząc przy tym dłoń i uroczyście kładąc ją na piersi, tuż po tym, jak skiepała szluga, którego w niej trzymała. Nigdzie nie mogła dopatrzeć się właściwej popielniczki, więc musiała zorganizować sobie w tym celu elegancką spiołę w postaci pustej puszki, w tym przypadku akurat po jakimś Kasztelanie. — Przysięgam, że nie tnę was teraz w chuja, Muzeum Ojca Mateusza naprawdę istnieje — zapewniła siedzące naprzeciwko znajome, które z jakiejś przyczyny nie wyglądały na przekonane.
Serio...? Gdzie niby?
No kurwa w Sandomierzu, A GDZIE? Zajebiste jest, serio, obie musicie się wybrać. — Reszta towarzystwa chyba nie do końca podzielała entuzjazm Inki na temat Ojca Mateusza, ale wszyscy i tak przytaknęli jej zgodnie głowami, mając świadomość, że w innym przypadku spędziłaby następne dziesięć minut nalegając, że woskowe figury Ojca Mateusza i Aspiranta Nocula naprawdę były warte wycieczki do Sandomierza. Wiedzieli to, bo wcześniej zrobiła dokładnie to samo ze "słynnym" (nikt inny tak nie myślał) Pomnikiem Chrząszcza w Szczebrzeszynie, kiedy w szczegółach wytłumaczyła całej grupie dlaczego jej zdaniem powinien on zostać wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zaraz za Pomnikiem Seksownego Konia w Koninie.
Dobra, stara, wyjebane w Sandomierz. Co z tym grillem?
No chuj z grillem, na chłopaków przecież czekamy. Pojechali do Żaby po blety i rozpałkę, bo debile oczywiście rano zapomnieli.
A to nie da się bez rozpałki...?
Wzruszyła ramionami. No pewnie się dało, ale nie bardzo miała ochotę się podnosić ani w jakikolwiek inny sposób wysilać, zwłaszcza, że do stolika za domem przysiadła się niedawno, zaledwie kilka minut temu. Przez ostatnie pół godziny odbywała rzetelny pochód po wszystkich nowoprzybyłych gościach i dopiero co rozsiadła się na plastikowym krześle z zimną Perełką Export w dłoni, więc umówmy się — niespecjalnie widziało jej się wstawanie.
Da!! Podobno można użyć suchych szyszek, tak kiedyś czytałam.
A co ja, kurwa, na obozie harcerskim jestem? — Popukała się w czoło. — Będę szyszki teraz zbierać? Pojebało Was?

mordo nie może cię nie być

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: pt wrz 11, 2026 9:43 pm
autor: Lucas Miller
to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona
lucas miller aka łukasz miler 🇵🇱, wnuk leszka milera
Mówię ci kurwa, weźmy to — powiedział po raz siódmy Morda, nachylając się nad uchem Łukasza. Stali w Żabce już dobre dwadzieścia minut, chociaż dziewczyny wysłały ich tylko blety i rozpałkę do grila. Ale przecież boys be boys i oczywiście Miler nie byłby sobą, gdyby z tyłu, tuż obok piwerek nie zauważył p r o m o c j i na sztuczne ognie. Cały się aż obślinił na ten widok, bo kurwa jakże by nie! Nawet zapakował kilka pod pachę, oczywiście te największe. Dopiero w drodze do kasy, kiedy łapał ustami paczkę orzechowych chrupków naszyły go wątpliwości.
No przecież ona mnie zapierdoli — rzucił w odpowiedzi, patrząc po kumplach. Morda (bo miał krzywy ryj) kręcił tylko głową, wciąż nieustępujący w namawianiu kolegi do złego, a zaś Wątróbka, który kiedyś cały się obrzygał po tym, jak matka dała mu wątróbkę do szkoły, chował nos w telefonie, energicznie coś googlując.
Czat mówi, że to się zajebiście prosto odpala i ofiary śmiertelne… nie no nie ma ich tak dużo, jak się spojrzy na to procentowo — wtrącił, jakby ktokolwiek potrzebował tych statystyk do podjęcia decyzji. Łukasz nawet bez tych danych wiedział, że żadne ofiary śmiertelne miały się nijak do wkurwionej Studnickiej. Nie chciał przecież ryzykować złamanymi jajami.
Jak weźmiecie trzy paczki, to dorzucę wam jeszcze fajki po starej akcyzie — wtrącił znudzony koleś za ladą, który przez cały czas przysłuchiwał się ich wymianie zdań. No i to był argument… z którym nie dało się dyskutować.
I chuj, przekonał — Miler kiwnął głową i razem z ziomkami złapali każdy po jednym pudełku fajerwerków. Obkupili się jak stare baby w znicze na Wszystkich Świętych, dokupili do tego trochę alkoholu i rozpałkę, oczywiście zapominając o bletkach, bo tak zakręcili się na sztucznych ogniach i wrócili na działkę. Morda wszedł pierwszy z alkoholem, zaraz za nim Wątróbka z rozpałką, a na końcu Miler z trzema wielkimi pudłami fajerwerk.
O JEZU A CO TO?! — krzyknęła krótkaś z dziewczyn, ale on już podchodził do drewnianych schodków tuż przed stolikiem, na którym wywalona była Inka i patrzył tylko na nią.
Zanim nie zapierdolisz… — odezwał się z cwaniackim uśmieszkiem, odstawiając pudła, całe obklejone jakimiś napisami BUM BUM, UWAGA i zarzucił ręce na biodra. — Wiedz, że zrobiłem zajebiście dobrego deala.
Zajebiście dobrego — potworzył po nim Morda, jak na dobrego kumpla przystało i jego personalnego hypemana.

Inka <3

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: sob wrz 12, 2026 7:51 pm
autor: Indie Caldwell
Może to jej wina, że po raz drugi zgodziła się powierzyć tak ważne zadanie ekipie zmontowanej wyłącznie z samych gamoni. Mogła się spodziewać, że właśnie takie miały być rezultaty wysłania do sklepu Jednostki Specjalnej składającej się z Mordy, Milera i Wątróbki, ale do ostatniej chwili naiwnie łudziła się, że panowie mimo wszystko podołają wyzwaniu. Sam fakt, że wycieczka do Żaby zajmowała im podejrzanie długo sugerował, że widoki na to były nędzne, no i Inka nie pomyliła się wcale — jej przeczucia potwierdziły się w tej samej sekundzie, w której cała Święta Trójca wreszcie pojawiła się na horyzoncie.
Ochujał jeden z drugim — skwitowała, posyłając dziewczynom wymowne spojrzenie i kręcąc krótko głową z dezaprobatą. Zaraz jednak obróciła się z powrotem w stronę chłopaków, których już z daleka powitała pytaniem, a właściwie dwoma: — Co to ma kurwa być, Sylwester z Polsatem? Na łeb upadliście? — Znów popukała się w czoło. — Tylko Maryli Rodowicz i Ibisza brakuje.
Może z Marylką i Ibiszem w komplecie byłaby skłonna spróbować zrozumieć decyzję o obkupieniu się w fajerwerki, ale w tym momencie nie potrafiła sobie wyobrazić żadnego dobrego powodu do zakupu tego gówna, jeszcze w jakichś chorych ilościach. Stąd też argument Łukasza nie był dla Studnickiej specjalnie przekonujący, toteż wieść o tym, że zrobił na tych nieszczęsnych fajerwerkach zajebisty deal skwitowała ciężkim, teatralnym westchnięciem. Miał farta, że tylko tym — od porządnej zjeby w wykonaniu Inki uchronił go tylko fakt, że postanowił przy okazji zarzucić ręce na jej biodra, bo ten drobny gest zdawał się zadziałać na nią pacyfikująco. No, trochę, bo i tak nie omieszkała trzepnąć go lekko w ten pusty łeb, tak dla zasady, dydaktycznie.
Zajebisty deal? Za darmo dali? Bo jak nie to chujowy — oceniła fachowo, ale finalnie postanowiła nie tracić na ten temat więcej energii i nie podnosić sobie niepotrzebnie ciśnienia. — A blety kupiliście? — spytała. Nawet nie musiała czekać na odpowiedź — już po minie Łukasza widziała, że chuj nie kupili. — Miler, no kurwa — stęknęła, ewidentnie głęboko tą nowiną niepocieszona. — Znów będę musiała z Pisma Świętego skręcać? No weźcie... Babcia Jadzia to się przecież w grobie przewraca — poskarżyła się, rzucając każdemu z trzech bałwanów pełne wyrzutu spojrzenie, tak, żeby każdy poczuł się osobiście odpowiedzialny za naruszanie wiecznego spoczynku Babci Jadzi, która na pewno nie byłaby dumna z tego, że jej wnuczka regularnie kręciła gibony ze Starego Testamentu. No kurwa herezja przecież. — Chuj, jak nic będę się przez was w piekle smażyć.
No to może po prostu nie jarajmy dziś, co? — zaproponował życzliwie Morda, pewnie dlatego, że starzy nadal ciągali go ze sobą do kościoła i regularnie musiał słuchać o wiecznym potępieniu.
Nie no, już bez przesady, aż tak to nie — wtrąciła pospiesznie, machając ręką i upijając kilka łyków Perełki. Już przeniosła spojrzenie na Łukasza, jakby z zamiarem powiedzenia czegoś jeszcze, ale nie zdążyła — chuj bombki strzelił, bo Inka kompletnie straciła wątek, kiedy zwróciła uwagę na dobiegającą z głośnika muzykę i zorientowała się, że był to Kamień z Serca Bedoesa. — CICHO KURWA, BO BEDI LECI — poleciła wszystkim bezwzględnie, bo wiadomo, że potrzebowała dobrze słyszeć podkład, żeby dotrzymać Bediemu kroku i napierdalać razem z nim: — ...WIĘC CZAS OBUDZIĆ TEN KRAJ, JA I TAK SKURWIELE DAŁEM WAM POSPAĆ!!! — Dopiero po pierwszej zwrotce zgodziła się przymknąć (chwilowo) i przypomniała sobie, do czego zmierzała przedtem. — Sami słyszeliście, panowie, jest robota do zrobienia — i parę ciał do wyniesienia — odpalajcie tego jebanego grilla.

łukasz, wnuk leszka

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: ndz wrz 13, 2026 1:56 pm
autor: Lucas Miller
Od razu ochujał! — oburzył się Wątróbka, odkładając przy okazji reklamówki z alkoholem na trawę gdzieś przy jednym z plastikowych krzeseł. — A skąd wiesz, że nie ogarnęliśmy Marylki i Krzysia, co? — odpyskował jej, zarzucając reda na biodra, a Łukasz momentalnie ryknął śmiechem. Nie wiedział, co go bardziej bawiło — wkurw Inki, czy może nieświadomość Wątróbki, jak bardzo zaraz będzie mieć przejebane, kiedy Studnicka walnie mu kolejną ze swoich złotych ripost. On by się z nią nie kłócił. Ta laska miała odpowiedź na w s z y s t k o.
Dlatego też Miler w pierwszej kolejności zaczął nawijać o dealu, jaki zrobił z gościem z żabki. I chociaż nie było to za darmo, tak wciąż uważał, że w negocjacjach poszło im całkiem nieźle. Sięgnął do kieszeni tuż przed twarzą Inki.
Dyszka za sztukę!! — powiedział dumnie, przy okazji wrzucając na stół przed Studnicką cały wagon starych, dobrych złotych Malborro w miękkim opakowaniu. Teraz te pety chodziły po siedemnaście złotych, więc jeśli jego kumepla umiała w matme, to mogła sobie wyobrazić jak ŚWIETNY deal to był w perspektywie całego weekendu, jaki mieli spędzić na działce. Nachylił się w jej kierunku, ręce opierając na deskach stołu i zaglądając w jej piękne, jasne oczy. — Prościutko spod lady — dodał zaczepnie. Czekał aż go pochwali. Miler może i był pewnym siebie debilem człowiekiem, ale jednak jakiegoś tam potwierdzenia swojej zajebistości zawsze szukał u innych. A może tylko u Inki? Szkoda tylko, że kupno fajek po starej akcyzie przysłonił brak bletek, o których zapomnieli.
Kurwa — tylko tyle miał na swoje usprawiedliwienie. Nic więcej. — Jaki pismem świętym, co ty pierdolisz — spojrzał na nią z niedowierzaniem, chociaż nie tak wielkim, z jakim popatrzył na Mordę. — A tobie to już w ogóle mózg wyparował — bo jak to nie palić? Nie po to załatwiali tyle zielska, żeby teraz tak po prostu siedziało sobie w opakowaniu i go nawet nie wyciągnąć. — Butle jebniemy — zarządził pewnym siebie głosem, jakby to był najbardziej błyskotliwy pomysł, jaki padł na tej działce kiedykolwiek. Ale co, nie miał racji? Przecież wystarczyło tylko butelkę, trochę sreberka i już! Nawet był gotowy podjąć się przygotowania cacka, już chciał spytać Inkę o sreberko, ale wtedy z głośnika poleciał Bedi i oczywiście kazała się wszystkim zamknąć. Miler wiec tylko posłała jej rozbawione spojrzenie, a potem walnął się na krześle przy stole, nie spuszczając z niej wzroku. Sięgnął sobie jeszcze przy okazji po złote Malborro (to kurwa po starej akcyzie) i odpalił, uśmiechając się pod nosem, jak pięknie Studnicka bujała się do Bedoesa, a potem jeszcze zagoniła chłopaków do grila. Ich, bo przecież Miler miał już inne zadanie bojowe w planach. Poprosił jedną z dziewczyn o sreberko, spod stołu zabrał mała butelkę wody, która co prawda była do połowy pełna, ale chuj, podlał Studnickiej trochę kwiatków i jebnął ją przed sobą puściutką.
Pięknie — rzucił do kumpeli, gdy wróciła do stolika z perłą. — Myślałaś kiedyś o karierze raperki? — dopytał, jak zreszta za każdym razem, kiedy leciała wszystkie teksty z pamięci, ani razy się nie wypierdalając po drodze. — Mógłbym być twoim hype manem — mruknął z pędem w ustami, którego zaraz wyciągnął, żeby wypalić dwie dziurki w plastiku. Jedną na górze, drugą niżej, raz po raz zaglądając na Inkę. — ZRÓBCIE KURWA HAŁAS!!!! — zaprezentował jej swoje umiejętności, wydzierając się do ekipy przy grillu, a oni faktycznie zakwiczeli w eter. Nie brzmiało to dobrze, ale przynajmniej zareagowali.
Trzymaj, Łukasz — Beatka wyrosła tuż za jego plecami, układając mu jedną dłoń na ramieniu, a drugą pomachała folią aluminiową. — Jakbyś mnie jeszcze do czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać — dodała przesłodzonym głosem, a Miler tylko puścił jej oczko.
Dzięki, Beti, na ciebie to kurwa można liczyć — skinął głową i przejął sreberko. Urwał kawałek, po czym złożył go w pół i zaczął umieszczać przy w miejscu, gdzie normalnie był korek.
INKA!!! — wydarł się Morda. — A masz taką dmuchawę, żeby rozbujać ogień? — nawet jej pokazał jaką, machając rękami w powietrzu.
Własnych płuc użyj, debilu! — warknął Miler nim Studnicka zdążyła cokolwiek powiedzieć, ale coś czuł, że akurat w tym przypadku odpowiedz mieliby podobną, bo już widział, jakby jej się chciała wstawać z miejsca i szukać teraz jakieś d m u c h a w y.

Inka!