—
Od razu ochujał! — oburzył się Wątróbka, odkładając przy okazji reklamówki z alkoholem na trawę gdzieś przy jednym z plastikowych krzeseł. —
A skąd wiesz, że nie ogarnęliśmy Marylki i Krzysia, co? — odpyskował jej, zarzucając reda na biodra, a Łukasz momentalnie ryknął śmiechem. Nie wiedział, co go bardziej bawiło — wkurw Inki, czy może nieświadomość Wątróbki, jak bardzo zaraz będzie mieć przejebane, kiedy Studnicka walnie mu kolejną ze swoich
złotych ripost. On by się z nią nie kłócił. Ta laska miała odpowiedź na
w s z y s t k o.
Dlatego też Miler w pierwszej kolejności zaczął nawijać o
dealu, jaki zrobił z gościem z żabki. I chociaż nie było to
za darmo, tak wciąż uważał, że w negocjacjach poszło im całkiem nieźle. Sięgnął do kieszeni tuż przed twarzą Inki.
—
Dyszka za sztukę!! — powiedział dumnie, przy okazji wrzucając na stół przed Studnicką cały wagon starych, dobrych złotych Malborro w miękkim opakowaniu. Teraz te pety chodziły po siedemnaście złotych, więc jeśli jego kumepla umiała w matme, to mogła sobie wyobrazić jak ŚWIETNY deal to był w perspektywie całego weekendu, jaki mieli spędzić na działce. Nachylił się w jej kierunku, ręce opierając na deskach stołu i zaglądając w jej
piękne, jasne oczy. —
Prościutko spod lady — dodał zaczepnie. Czekał aż go pochwali. Miler może i był pewnym siebie
debilem człowiekiem, ale jednak jakiegoś tam potwierdzenia swojej zajebistości zawsze szukał u innych. A może tylko u Inki? Szkoda tylko, że kupno fajek po starej akcyzie przysłonił brak bletek, o których zapomnieli.
—
Kurwa — tylko tyle miał na swoje usprawiedliwienie. Nic więcej. —
Jaki pismem świętym, co ty pierdolisz — spojrzał na nią z niedowierzaniem, chociaż nie tak wielkim, z jakim popatrzył na Mordę. —
A tobie to już w ogóle mózg wyparował — bo jak to nie palić? Nie po to załatwiali tyle zielska, żeby teraz tak po prostu siedziało sobie w opakowaniu i go nawet nie wyciągnąć. —
Butle jebniemy — zarządził pewnym siebie głosem, jakby to był najbardziej błyskotliwy pomysł, jaki padł na tej działce
kiedykolwiek. Ale co, nie miał racji? Przecież wystarczyło tylko butelkę, trochę sreberka i już! Nawet był gotowy podjąć się przygotowania cacka, już chciał spytać Inkę o
sreberko, ale wtedy z głośnika poleciał Bedi i oczywiście kazała się wszystkim zamknąć. Miler wiec tylko posłała jej rozbawione spojrzenie, a potem walnął się na krześle przy stole, nie spuszczając z niej wzroku. Sięgnął sobie jeszcze przy okazji po złote Malborro (to kurwa po starej akcyzie) i odpalił, uśmiechając się pod nosem, jak pięknie Studnicka bujała się do Bedoesa, a potem jeszcze zagoniła chłopaków do grila.
Ich, bo przecież Miler miał już inne zadanie bojowe w planach. Poprosił jedną z dziewczyn o sreberko, spod stołu zabrał mała butelkę wody, która co prawda była do połowy pełna, ale chuj, podlał Studnickiej trochę kwiatków i jebnął ją przed sobą puściutką.
—
Pięknie — rzucił do kumpeli, gdy wróciła do stolika z perłą. —
Myślałaś kiedyś o karierze raperki? — dopytał, jak zreszta za każdym razem, kiedy leciała wszystkie teksty z pamięci, ani razy się nie wypierdalając po drodze. —
Mógłbym być twoim hype manem — mruknął z pędem w ustami, którego zaraz wyciągnął, żeby wypalić dwie dziurki w plastiku. Jedną na górze, drugą niżej, raz po raz zaglądając na Inkę. —
ZRÓBCIE KURWA HAŁAS!!!! — zaprezentował jej swoje umiejętności, wydzierając się do ekipy przy grillu, a oni faktycznie zakwiczeli w eter. Nie brzmiało to dobrze, ale przynajmniej zareagowali.
—
Trzymaj, Łukasz — Beatka wyrosła tuż za jego plecami, układając mu jedną dłoń na ramieniu, a drugą pomachała folią aluminiową. —
Jakbyś mnie jeszcze do czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać — dodała przesłodzonym głosem, a Miler tylko puścił jej oczko.
—
Dzięki, Beti, na ciebie to kurwa można liczyć — skinął głową i przejął sreberko. Urwał kawałek, po czym złożył go w pół i zaczął umieszczać przy w miejscu, gdzie normalnie był korek.
—
INKA!!! — wydarł się Morda. —
A masz taką dmuchawę, żeby rozbujać ogień? — nawet jej pokazał jaką, machając rękami w powietrzu.
—
Własnych płuc użyj, debilu! — warknął Miler nim Studnicka zdążyła cokolwiek powiedzieć, ale coś czuł, że akurat w tym przypadku odpowiedz mieliby podobną, bo już widział, jakby jej się chciała wstawać z miejsca i szukać teraz jakieś
d m u c h a w y.
Inka!