Strona 1 z 2

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: czw wrz 10, 2026 3:02 pm
autor: Indie Caldwell
to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona
indie caldwell aka inka studnicka 🇵🇱
— Nie, poważnie mówię, z ręką na sercu — obiecała, rzeczywiście unosząc przy tym dłoń i uroczyście kładąc ją na piersi, tuż po tym, jak skiepała szluga, którego w niej trzymała. Nigdzie nie mogła dopatrzeć się właściwej popielniczki, więc musiała zorganizować sobie w tym celu elegancką spiołę w postaci pustej puszki, w tym przypadku akurat po jakimś Kasztelanie. — Przysięgam, że nie tnę was teraz w chuja, Muzeum Ojca Mateusza naprawdę istnieje — zapewniła siedzące naprzeciwko znajome, które z jakiejś przyczyny nie wyglądały na przekonane.
— Serio...? Gdzie niby?
— No kurwa w Sandomierzu, A GDZIE? Zajebiste jest, serio, obie musicie się wybrać. — Reszta towarzystwa chyba nie do końca podzielała entuzjazm Inki na temat Ojca Mateusza, ale wszyscy i tak przytaknęli jej zgodnie głowami, mając świadomość, że w innym przypadku spędziłaby następne dziesięć minut nalegając, że woskowe figury Ojca Mateusza i Aspiranta Nocula naprawdę były warte wycieczki do Sandomierza. Wiedzieli to, bo wcześniej zrobiła dokładnie to samo ze "słynnym" (nikt inny tak nie myślał) Pomnikiem Chrząszcza w Szczebrzeszynie, kiedy w szczegółach wytłumaczyła całej grupie dlaczego jej zdaniem powinien on zostać wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, zaraz za Pomnikiem Seksownego Konia w Koninie.
— Dobra, stara, wyjebane w Sandomierz. Co z tym grillem?
— No chuj z grillem, na chłopaków przecież czekamy. Pojechali do Żaby po blety i rozpałkę, bo debile oczywiście rano zapomnieli.
— A to nie da się bez rozpałki...?
Wzruszyła ramionami. No pewnie się dało, ale nie bardzo miała ochotę się podnosić ani w jakikolwiek inny sposób wysilać, zwłaszcza, że do stolika za domem przysiadła się niedawno, zaledwie kilka minut temu. Przez ostatnie pół godziny odbywała rzetelny pochód po wszystkich nowoprzybyłych gościach i dopiero co rozsiadła się na plastikowym krześle z zimną Perełką Export w dłoni, więc umówmy się — niespecjalnie widziało jej się wstawanie.
— Da!! Podobno można użyć suchych szyszek, tak kiedyś czytałam.
— A co ja, kurwa, na obozie harcerskim jestem? — Popukała się w czoło. — Będę szyszki teraz zbierać? Pojebało Was?

mordo nie może cię nie być Obrazek

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: pt wrz 11, 2026 9:43 pm
autor: Lucas Miller
to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona
lucas miller aka łukasz miler 🇵🇱, wnuk leszka milera
— Mówię ci kurwa, weźmy to — powiedział po raz siódmy Morda, nachylając się nad uchem Łukasza. Stali w Żabce już dobre dwadzieścia minut, chociaż dziewczyny wysłały ich tylko blety i rozpałkę do grila. Ale przecież boys be boys i oczywiście Miler nie byłby sobą, gdyby z tyłu, tuż obok piwerek nie zauważył p r o m o c j i na sztuczne ognie. Cały się aż obślinił na ten widok, bo kurwa jakże by nie! Nawet zapakował kilka pod pachę, oczywiście te największe. Dopiero w drodze do kasy, kiedy łapał ustami paczkę orzechowych chrupków naszyły go wątpliwości.
— No przecież ona mnie zapierdoli — rzucił w odpowiedzi, patrząc po kumplach. Morda (bo miał krzywy ryj) kręcił tylko głową, wciąż nieustępujący w namawianiu kolegi do złego, a zaś Wątróbka, który kiedyś cały się obrzygał po tym, jak matka dała mu wątróbkę do szkoły, chował nos w telefonie, energicznie coś googlując.
— Czat mówi, że to się zajebiście prosto odpala i ofiary śmiertelne… nie no nie ma ich tak dużo, jak się spojrzy na to procentowo — wtrącił, jakby ktokolwiek potrzebował tych statystyk do podjęcia decyzji. Łukasz nawet bez tych danych wiedział, że żadne ofiary śmiertelne miały się nijak do wkurwionej Studnickiej. Nie chciał przecież ryzykować złamanymi jajami.
— Jak weźmiecie trzy paczki, to dorzucę wam jeszcze fajki po starej akcyzie — wtrącił znudzony koleś za ladą, który przez cały czas przysłuchiwał się ich wymianie zdań. No i to był argument… z którym nie dało się dyskutować.
— I chuj, przekonał — Miler kiwnął głową i razem z ziomkami złapali każdy po jednym pudełku fajerwerków. Obkupili się jak stare baby w znicze na Wszystkich Świętych, dokupili do tego trochę alkoholu i rozpałkę, oczywiście zapominając o bletkach, bo tak zakręcili się na sztucznych ogniach i wrócili na działkę. Morda wszedł pierwszy z alkoholem, zaraz za nim Wątróbka z rozpałką, a na końcu Miler z trzema wielkimi pudłami fajerwerk.
— O JEZU A CO TO?! — krzyknęła krótkaś z dziewczyn, ale on już podchodził do drewnianych schodków tuż przed stolikiem, na którym wywalona była Inka i patrzył tylko na nią.
— Zanim nie zapierdolisz… — odezwał się z cwaniackim uśmieszkiem, odstawiając pudła, całe obklejone jakimiś napisami BUM BUM, UWAGA i zarzucił ręce na biodra. — Wiedz, że zrobiłem zajebiście dobrego deala.
— Zajebiście dobrego — potworzył po nim Morda, jak na dobrego kumpla przystało i jego personalnego hypemana.

Inka <3

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: sob wrz 12, 2026 7:51 pm
autor: Indie Caldwell
Może to jej wina, że po raz drugi zgodziła się powierzyć tak ważne zadanie ekipie zmontowanej wyłącznie z samych gamoni. Mogła się spodziewać, że właśnie takie miały być rezultaty wysłania do sklepu Jednostki Specjalnej składającej się z Mordy, Milera i Wątróbki, ale do ostatniej chwili naiwnie łudziła się, że panowie mimo wszystko podołają wyzwaniu. Sam fakt, że wycieczka do Żaby zajmowała im podejrzanie długo sugerował, że widoki na to były nędzne, no i Inka nie pomyliła się wcale — jej przeczucia potwierdziły się w tej samej sekundzie, w której cała Święta Trójca wreszcie pojawiła się na horyzoncie.
— Ochujał jeden z drugim — skwitowała, posyłając dziewczynom wymowne spojrzenie i kręcąc krótko głową z dezaprobatą. Zaraz jednak obróciła się z powrotem w stronę chłopaków, których już z daleka powitała pytaniem, a właściwie dwoma: — Co to ma kurwa być, Sylwester z Polsatem? Na łeb upadliście? — Znów popukała się w czoło. — Tylko Maryli Rodowicz i Ibisza brakuje.
Może z Marylką i Ibiszem w komplecie byłaby skłonna spróbować zrozumieć decyzję o obkupieniu się w fajerwerki, ale w tym momencie nie potrafiła sobie wyobrazić żadnego dobrego powodu do zakupu tego gówna, jeszcze w jakichś chorych ilościach. Stąd też argument Łukasza nie był dla Studnickiej specjalnie przekonujący, toteż wieść o tym, że zrobił na tych nieszczęsnych fajerwerkach zajebisty deal skwitowała ciężkim, teatralnym westchnięciem. Miał farta, że tylko tym — od porządnej zjeby w wykonaniu Inki uchronił go tylko fakt, że postanowił przy okazji zarzucić ręce na jej biodra, bo ten drobny gest zdawał się zadziałać na nią pacyfikująco. No, trochę, bo i tak nie omieszkała trzepnąć go lekko w ten pusty łeb, tak dla zasady, dydaktycznie.
— Zajebisty deal? Za darmo dali? Bo jak nie to chujowy — oceniła fachowo, ale finalnie postanowiła nie tracić na ten temat więcej energii i nie podnosić sobie niepotrzebnie ciśnienia. — A blety kupiliście? — spytała. Nawet nie musiała czekać na odpowiedź — już po minie Łukasza widziała, że chuj nie kupili. — Miler, no kurwa — stęknęła, ewidentnie głęboko tą nowiną niepocieszona. — Znów będę musiała z Pisma Świętego skręcać? No weźcie... Babcia Jadzia to się przecież w grobie przewraca — poskarżyła się, rzucając każdemu z trzech bałwanów pełne wyrzutu spojrzenie, tak, żeby każdy poczuł się osobiście odpowiedzialny za naruszanie wiecznego spoczynku Babci Jadzi, która na pewno nie byłaby dumna z tego, że jej wnuczka regularnie kręciła gibony ze Starego Testamentu. No kurwa herezja przecież. — Chuj, jak nic będę się przez was w piekle smażyć.
— No to może po prostu nie jarajmy dziś, co? — zaproponował życzliwie Morda, pewnie dlatego, że starzy nadal ciągali go ze sobą do kościoła i regularnie musiał słuchać o wiecznym potępieniu.
— Nie no, już bez przesady, aż tak to nie — wtrąciła pospiesznie, machając ręką i upijając kilka łyków Perełki. Już przeniosła spojrzenie na Łukasza, jakby z zamiarem powiedzenia czegoś jeszcze, ale nie zdążyła — chuj bombki strzelił, bo Inka kompletnie straciła wątek, kiedy zwróciła uwagę na dobiegającą z głośnika muzykę i zorientowała się, że był to Kamień z Serca Bedoesa. — CICHO KURWA, BO BEDI LECI — poleciła wszystkim bezwzględnie, bo wiadomo, że potrzebowała dobrze słyszeć podkład, żeby dotrzymać Bediemu kroku i napierdalać razem z nim: — ...WIĘC CZAS OBUDZIĆ TEN KRAJ, JA I TAK SKURWIELE DAŁEM WAM POSPAĆ!!! — Dopiero po pierwszej zwrotce zgodziła się przymknąć (chwilowo) i przypomniała sobie, do czego zmierzała przedtem. — Sami słyszeliście, panowie, jest robota do zrobienia — i parę ciał do wyniesienia — odpalajcie tego jebanego grilla.

łukasz, wnuk leszka

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: ndz wrz 13, 2026 1:56 pm
autor: Lucas Miller
— Od razu ochujał! — oburzył się Wątróbka, odkładając przy okazji reklamówki z alkoholem na trawę gdzieś przy jednym z plastikowych krzeseł. — A skąd wiesz, że nie ogarnęliśmy Marylki i Krzysia, co? — odpyskował jej, zarzucając reda na biodra, a Łukasz momentalnie ryknął śmiechem. Nie wiedział, co go bardziej bawiło — wkurw Inki, czy może nieświadomość Wątróbki, jak bardzo zaraz będzie mieć przejebane, kiedy Studnicka walnie mu kolejną ze swoich złotych ripost. On by się z nią nie kłócił. Ta laska miała odpowiedź na w s z y s t k o.
Dlatego też Miler w pierwszej kolejności zaczął nawijać o dealu, jaki zrobił z gościem z żabki. I chociaż nie było to za darmo, tak wciąż uważał, że w negocjacjach poszło im całkiem nieźle. Sięgnął do kieszeni tuż przed twarzą Inki.
— Dyszka za sztukę!! — powiedział dumnie, przy okazji wrzucając na stół przed Studnicką cały wagon starych, dobrych złotych Malborro w miękkim opakowaniu. Teraz te pety chodziły po siedemnaście złotych, więc jeśli jego kumepla umiała w matme, to mogła sobie wyobrazić jak ŚWIETNY deal to był w perspektywie całego weekendu, jaki mieli spędzić na działce. Nachylił się w jej kierunku, ręce opierając na deskach stołu i zaglądając w jej piękne, jasne oczy. — Prościutko spod lady — dodał zaczepnie. Czekał aż go pochwali. Miler może i był pewnym siebie debilem człowiekiem, ale jednak jakiegoś tam potwierdzenia swojej zajebistości zawsze szukał u innych. A może tylko u Inki? Szkoda tylko, że kupno fajek po starej akcyzie przysłonił brak bletek, o których zapomnieli.
— Kurwa — tylko tyle miał na swoje usprawiedliwienie. Nic więcej. — Jaki pismem świętym, co ty pierdolisz — spojrzał na nią z niedowierzaniem, chociaż nie tak wielkim, z jakim popatrzył na Mordę. — A tobie to już w ogóle mózg wyparował — bo jak to nie palić? Nie po to załatwiali tyle zielska, żeby teraz tak po prostu siedziało sobie w opakowaniu i go nawet nie wyciągnąć. — Butle jebniemy — zarządził pewnym siebie głosem, jakby to był najbardziej błyskotliwy pomysł, jaki padł na tej działce kiedykolwiek. Ale co, nie miał racji? Przecież wystarczyło tylko butelkę, trochę sreberka i już! Nawet był gotowy podjąć się przygotowania cacka, już chciał spytać Inkę o sreberko, ale wtedy z głośnika poleciał Bedi i oczywiście kazała się wszystkim zamknąć. Miler wiec tylko posłała jej rozbawione spojrzenie, a potem walnął się na krześle przy stole, nie spuszczając z niej wzroku. Sięgnął sobie jeszcze przy okazji po złote Malborro (to kurwa po starej akcyzie) i odpalił, uśmiechając się pod nosem, jak pięknie Studnicka bujała się do Bedoesa, a potem jeszcze zagoniła chłopaków do grila. Ich, bo przecież Miler miał już inne zadanie bojowe w planach. Poprosił jedną z dziewczyn o sreberko, spod stołu zabrał mała butelkę wody, która co prawda była do połowy pełna, ale chuj, podlał Studnickiej trochę kwiatków i jebnął ją przed sobą puściutką.
— Pięknie — rzucił do kumpeli, gdy wróciła do stolika z perłą. — Myślałaś kiedyś o karierze raperki? — dopytał, jak zreszta za każdym razem, kiedy leciała wszystkie teksty z pamięci, ani razy się nie wypierdalając po drodze. — Mógłbym być twoim hype manem — mruknął z pędem w ustami, którego zaraz wyciągnął, żeby wypalić dwie dziurki w plastiku. Jedną na górze, drugą niżej, raz po raz zaglądając na Inkę. — ZRÓBCIE KURWA HAŁAS!!!! — zaprezentował jej swoje umiejętności, wydzierając się do ekipy przy grillu, a oni faktycznie zakwiczeli w eter. Nie brzmiało to dobrze, ale przynajmniej zareagowali.
— Trzymaj, Łukasz — Beatka wyrosła tuż za jego plecami, układając mu jedną dłoń na ramieniu, a drugą pomachała folią aluminiową. — Jakbyś mnie jeszcze do czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać — dodała przesłodzonym głosem, a Miler tylko puścił jej oczko.
— Dzięki, Beti, na ciebie to kurwa można liczyć — skinął głową i przejął sreberko. Urwał kawałek, po czym złożył go w pół i zaczął umieszczać przy w miejscu, gdzie normalnie był korek.
— INKA!!! — wydarł się Morda. — A masz taką dmuchawę, żeby rozbujać ogień? — nawet jej pokazał jaką, machając rękami w powietrzu.
— Własnych płuc użyj, debilu! — warknął Miler nim Studnicka zdążyła cokolwiek powiedzieć, ale coś czuł, że akurat w tym przypadku odpowiedz mieliby podobną, bo już widział, jakby jej się chciała wstawać z miejsca i szukać teraz jakieś d m u c h a w y.

Inka!

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: wt wrz 15, 2026 8:26 pm
autor: Indie Caldwell
— Skąd wiem? — podjęła bez mrugnięcia okiem, krzywiąc się ze skonfundowaniem tak głębokim, jakby zapytano ją właśnie o największą oczywistość pod słońcem. — Bo nie jestem głupia, cepie. Myślicie że Marylę Rodowicz można ściągnąć tak na ostatnią chwilę? Przecież muszą ją za każdym razem najpierw rozmrozić, to swoje też zajmuje. Nie ma szans że zdążyliby na dziś — wytłumaczyła koledze grzecznie (bardzo nawet, bo wyjątkowo jakoś bez bluzgów), nie dość, że ze śmiertelnie poważną miną, to jeszcze z pełnym przekonaniem w głosie. — Nie wkurwiaj mnie, dobrze? — No i tyle było z grzecznej rozmowy. Całe szczęście Wątróbka dobrze wiedział, że Inka mówiła zupełnie poważnie i tym razem już tylko pomruczał coś pod nosem, ale ostatecznie pokiwał od niechcenia głową. — Fenomenalnie.
Niekoniecznie miała ochotę słuchać o tym całym zajebistym dealu chłopaków, więc słów Łukasza słuchała z krzywą miną i mało przekonanym spojrzeniem, ale co tu dużo mówić... jednak prostym człowiekiem była. Aż jej się oczy zaświeciły na widok tego pełnego wagonu złotych Marlborasów (miękkich!) na stole, a jeszcze bardziej na wieść o tym, że kosztowały panów tylko dychę od sztuki.
— No to mogliście kurwa od tego zacząć — skwitowała, kręcąc głową. — Niech ci będzie, Miler. — Swoją aprobatę wyraziła bardzo zdawkowo, od niechcenia. Tak na wszelki wypadek, żeby sobie czasem nie pomyślał.
— Raczej, że myślałam. Ostatnio na bombie nawet wysłałam Fagacie DMa z pytaniem czy pozwoli mi coś nawinąć na swoim następnym kawałku — odparła po powrocie do stolika. W końcu już od dawna marzyła o tym, żeby zarapować z Fagatą Miłość Boli na scenie, a potem w jej imieniu wykrzyczeć "czy są tu jakieś seksi cipki spod Konina!?" w tłum. — Co prawda jeszcze nie odpisała, ale może akurat jest zajęta kolejnym disem na Leosię czy coś, nie wiadomo — dodała, wzruszając ramionami. Bardzo podobał jej się Łukasz w roli jej osobistego hypemana, doceniła również fakt, że ekipa przy grillu rzeczywiście ten hałas zrobiła, nawet jeśli zabrzmiała przy tym odrobinę żałośnie. Luźno, nad tym się popracuje.
Na widok łapy Beatki na ramieniu Łukasza tylko wymieniła z kumpelą znaczące spojrzenia, ale nie planowała jakkolwiek reagować ani na to, ani na jej słodkopierdzące zapewnienia pod jego adresem. No i tak by zrobiła, na tym by poprzestała, bo tak wypadało, zwłaszcza w towarzystwie, ale Inka tym razem jakoś nie potrafiła być subtelna i nie wywrócić oczami, nie, kiedy ten jełop miał czelność dwa metry od niej puszczać byle bździągwie oczko i jeszcze mówić jej przy tym Beti.
Miler znów miał farta, bo za jego grzechy oberwało się głównie Mordzie, który miał nieszczęście po tym wszystkim odezwać się do Inki jako pierwszy. Nie przeszkodził jej fakt, że Łukasz już raz go pogonił, nie zamierzała sobie czegokolwiek z tego powodu odmawiać.
— No Morda, jak potrzebna dmuchawa to dzwoń po swoją starą, nie? — odkrzyknęła mu bez większych skrupułów.
— Ej!! Ale nie o Mam...
— Poradzicie sobie — weszła Mordzie w słowo, po czym obróciła się w stronę Łukasza. — A Ty długo jeszcze będziesz tak kurwa dłubał w tej butelce? — warknęła dla odmiany w jego kierunku. Na szczęście Ida była zajebistą ziomalką i dobrze wiedziała, żeby wówczas jak na zawołanie podmienić pustą Perełkę w łapie Studnickiej na nową i skutecznie trochę ją udobruchać. Trochę. — Bo mnie już przez was ciśnie... wkurwiacie mnie jeden z drugim — wyjaśniła, oczywiście tuż po tym, jak pociągnęła sobie porządnie z tej nowej butelki, skoro po coś już się w jej dłoni znalazła. Musiała sobie przy okazji policzyć w myślach do dziesięciu, bo tak to właśnie kurwa jest być Gawronem gospodarzem... no ciężkie to było brzemię, zwłaszcza kiedy miało się tak mało cierpliwości jak Inka.

kolega gawrona

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: sob wrz 19, 2026 3:13 pm
autor: Lucas Miller
— Co ty pierdolisz? — Łukasz nawet nie krył swojego zaskoczenia słowami Inki. Poderwał głowę w górę, otworzył szeroko oczy i spojrzał na nią, jakby faktycznie urwała się z choinki. — Gdzie ty kurwa żyjesz, pod kamieniem? Internetu tu nie masz? — pokręcił głową, bo jak można było nie wiedzieć, że Fagata już jest kompletnie zcancellowana. — Od tygodnia ci wysyłam tiktoki, jak po niej jadą w necie — aż pokręcił głową, bo nie dość, że Inka nigdy nie odpowiadała mu na zajebiscie śmieszne filmiki na toku, to jeszcze była na tyle bezczelna, że przez pięćdziesiąt procent czasu na drugi dzień wysyłała mu dokładnie to samo, co on jej wcześniej. Wkurwiał się wtedy niemiłosiernie, chociaż doceniał tym samym fakt, że bawiły ich podobne rzeczy. Oboje lubili czarny humor i dużo ironii, a tego akurat często brakowało dziewczynom, dlatego Miler jeszcze bardziej doceniał to, że miał obok siebie taką Studnicką. A co do Agatki… — Drama jest, bo wyszło, że jak kilka lat temu była z Maszą, tą influ co nie żyje, na jakimś wyjeździe na kontrakcie i tam ich agent, czy jakiś tam manager się do niej dobierał i ją zgwałcił, a Fagata wszystko widziała, o wszystkim wiedziała i nie dość, że nie zareagowała, to jeszcze potem wyobraź sobie wkręcała tej Maszy jakieś dziwne korby. No pierdolnięta — Miler aż złapał w płuca więcej powietrza przy nakreślaniu tej całej historii. Oczywiście zrobił to w wielkim skrócie, bo ta afera była w chuj obszerna. No może nie tak bardzo jak pandora Gate, ale swoje człony też miała i pewnie siedzieliby do rana, gdyby miał jej wszystko odpowiednio streścić, a przecież nie było na to czasu.
Nie kiedy nawet debile przy grillu nie potrafili go odpowiednio odpalić.
Łukasz prychnął głośno, słysząc uwagę Inki o starej Mordy. Akurat ten tekst był podwójnie trafny, bo jego matka miała już piątego męża, więc dmuchawę miała pewnie nie z tej ziemi, biorąc pod uwagę, że tak dobrze trafiła się ustawić. Zawsze się śmiali wśród ziomków, że za kilka lat któregoś z nich będzie pewnie próbowała wyrwać. Miał nawet coś do tego dodać, ale wtedy Inka postanowiła przenieść na niego swój gniew i niedoczekanie.
— Studnicka, a ty nie wiesz, że na dobre rzeczy trzeba poczekać? — rzucił powoli, przenosząc na nią spojrzenie i zaglądając jej w oczy. Nawet na moment nachylił się w jej kierunku, ale prawie przypalił sobie palucha petem, którym wypalał drugą dziurę, wiec musiał wrócić na miejsce. Całe szczęście Ida, złota kobieta, zjawiła się w porę i podmieniła Gawronkowi pustą pucha na pełną z piwkiem, co na moment uciszyło panią tego przybytku. Nie powstrzymało ją to jednak przed oznajmieniem, jak bardzo ją wkurwiali.
— A co ty taka spięta? — zaczepił ją, poprawiając folię na butelce, którą po chwili nabił wykałaczką, robiąc maleńki otworki na całej długości, raz po raz podnosząc na nią jasne spojrzenie. — Znam jeden sposób na rozładowanie napięcia — dodał bezczelnie, uśmiechając się przy tym wymownie. Nie pierwszy nie ostatni raz kończyli w takich dwuznacznych rozmowach. Dynamika ich duetu zawsze była specyficzna. Niby nic do siebie nie mieli, ale jednak wszyscy dookoła widzieli te ich wydłużone spojrzenia i zaczepki. To jak Łukasz zawsze kręcił się gdzieś blisko niej, jak jako pierwszą wrzucał ją do wody i nosił na baranach, kiedy nie chciało się jej iść o własnych nogach. Kręciła go. Ale przecież była ziomalką. A ziomali były off limit!
Zsunął się z krzesła i przykucnął tuż przy niej, zadzierając głowę w górę, po czym umieścił wolną dłoń na jej kolanie. Przesunął nią wyżej na udo, w pełni intencjonalnie, a następnie odwrócił wewnętrzną stronę w jej kierunku.
— Daj zioło — poprzenosił grzecznie. W końcu to ona zawsze załatwiała towar. Uśmiechnął się, gdy samarka wylądowała między jego palcami. Otworzył ją i jeszcze zaciągnął się zajebistym zapachem. A potem zajął się rozdrabnianiem i układaniem wszystkiego we wnętrzu sreberka tuż przy gwincie butelki. Dosypał trochę tytoniu z pata, a potem zamieszał jeszcze paluchem.
— Kto jara?! — krzyknął głośniej, żeby oznajmić ekipie, że palenie było gotowe i oczywiście jak na zawołanie, zbiegły się hieny. Z całego towarzystwa chyba tylko Beti i Wątróbka nie jarali. Wątróbka bo ostatnio miał dziwnie złego trupa, a Beti… to była kurwa Beti, ona ogólnie wolała nie tykać się tego typu rzeczy. Morda wyrwał się do przodu, sięgając po butelkę, ale Łukasz go ubiegł. — Gdzie kurwa te łapska — skarcił kumpla i wyciągnął butle w stronę Inki. — Gospodarz czyni honory, jełopie — przysunął się bliżej Studnickiej i złapał za zapalniczkę, żeby jak na gentlemana przystało, podpalić jej zielone.
— A co tego tak mało? — wtrącił się Morda, kręcąc coś pod nosem i próbując ramieniem objąć Ide. Ten to dopiero robił podchody, chyba od dwa tysiące dwudziestego trzeciego. — To może po studencku? Żeby było ekonomicznie?

Inka <3

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: ndz wrz 20, 2026 4:03 pm
autor: Indie Caldwell
— ŻEBYŚ WIEDZIAŁ, ŻE NIE MAM. Tydzień temu skończyły mi się dane, a na tym pożal się Boże wifi to chuj idzie załadować... — wtrąciła pospiesznie na swoje usprawiedliwienie. — Jebać Światłowód i jebać Justynę z Orange, serio, pies by ich wszystkich w tym Orendżu jebał — pożaliła się Łukaszowi, kręcąc głową z dezaprobatą na samą myśl o swoich niekończących się bataliach z dostawcami internetu. — Nigdy nie daj sobie wcisnąć promki na "Internet i Telewizję", Miler. Chuj nie internet, o kant dupy potłuc takie coś — podsumowała pouczająco, ale na tym poprzestała, chcąc dać Łukaszowi szansę na wytłumaczenie, o co to jego wielkie poruszenie. Po stopniu jego zaaferowania wnioskowała, że cokolwiek miał jej do powiedzenia musiało być warte uważnego wysłuchania, więc wyjątkowo zgodziła się w miarę sprawnie stulić dziób, jak się zresztą okazało bardzo słusznie. — Coś Ty... pierdolisz? — Przyjaciela słuchała przejęta, w pełnej koncentracji i niemal z zapartym tchem, na żywo przechodząc przez wszystkie pięć etapów żałoby kiedy przybliżał jej w skrócie przewinienia Agaty. — Nie no, to jebać ją totalnie, Fagata do wora, wór do jeziora, ZAPOMNIJ. Jak znów będę miała internet to usunę tego DMa, wysrane w to!! Może do Leosi trzeba było napisać… — Co prawda miała mieszane odczucia co do Młodej Leokadii, jej kariery oraz twórczości, ale ich dwójkę z pewnością łączyło jedno: podobnie jak Leosia, Inka też chciała dostać ordery królowej imprezy, a potem królowej afterów, czemu — bo jej się należy (tak jest!), wiedział każdy, kto kiedykolwiek coś z nią przeżył.
Na dźwięk dwuznacznej zaczepki uniosła lekko brew, ale nie dała zbić się nią z tropu, przechylając nieznacznie głowę i zaraz podejmując rzuconej między wierszami rękawicy: — Tak? — zagaiła z zaciekawieniem w głosie, nawet na moment nie spuszczając z kumpla zaintrygowanego spojrzenia. — Tylko jeden? Trochę słabo — odbiła w końcu, równie (jeśli nie bardziej) bezczelnie co on, kręcąc krótko głową w wyrazie politowania. — Może pora poszerzyć horyzonty — rzuciła niewinnie, po czym wzruszyła ramionami. Niespiesznie podążyła wzrokiem za sunącą w górę jej uda dłonią Łukasza, zupełnie jakby przez chwilę próbowała zdecydować, na ile wart jej uwagi był ten chyba niekoniecznie przypadkowy gest, ale finalnie nie poświęciła mu jej wiele więcej ponad ten krótki moment zastanowienia, bo tak było najprościej.
— Nie daj, tylko, nie wiem... — musiała dobrze się wytężyć i zastanowić, zanim w końcu dokończyła: — tylko proszę, o. Maniery kurwa, co nie? — upomniała go karcąco, jak zawsze świecąc w kwestii rzeczonych manier przykładem, ale na tym skończyło się domniemane kazanie. Pół sekundy później już pokornie i bez większych zastrzeżeń wobec Łukasza przekazywała samarę w jego ręce, co znaczyło, że najwyraźniej była to tylko jednorazowa, szybko puszczona w niepamięć reprymenda. — Ma — mruknęła przekazując Milerowi towar i pozwoliła mu działać.
Szczęśliwie ze swoim zadaniem Łukasz uwinął się całkiem sprawnie i na przystąpienie do zaszczytów gospodarza nie musiała czekać długo. Idiotyczną propozycję Mordy zbyła tylko machnięciem ręki (bo co to za żałowanie towaru na samym początku imprezy? bez komentarza), bardzo doceniając fakt, że Miler sam z siebie stanął w obronie jej praw jako Pani Domu, ale nie miała sposobności mu za to podziękować, bo trzy mrugnięcia później już miała butlę pod nosem i szalenie ważne honory do poczynienia, więc... no więc po prostu ów honory poczyniła, oficjalnie otwierając weekend ceremonialnym pierwszym zaciągnięciem, oczywiście adekwatnym do okazji, czyli głębokim w chuj. Nie było co się w tańcu pierdolić.
— Mmm-hmm — zatwierdziła pierwszorzędną jakość towaru krótkim, pełnym uznania mruknięciem, pokasłując pod nosem. Spod przymrużonych powiek niemalże w ostatniej chwili zauważyła, że Panowie już mieli przekazywać butlę kolejnej osobie, na co, naturalnie, pozwolić nie mogła, jeszcze nie. — Hola, hola... a na drugą nóżkę? — No i z tym się kłócić nikt ani nie potrafił, ani tym bardziej nie chciał, ale Inka nadal jeszcze odkasływała sobie pierwszego bucha, więc drugi raz sztachnęła się już tylko symbolicznie, to znaczy równie mocno i głęboko co za pierwszym razem, bo Państwo Studniccy nie wychowali swojej jedynej córki na żadnego Pizdeusza. Nic tam, że musiała kilka sekund się trochę pokrztusić, najważniejsze, że nie narobiła świętej pamięci rodzicom wstydu i obroniła honoru rodziny. — No ładnie zmontowałeś, ładnie — pochwaliła Łukasza od serca, szczerze wdzięczna za jego znaczący, niepodważalny wkład w stan totalnego wyjebania, który osiągała zapijając takiego perfidnego tłoka zimną Perełką. No kurwa, jebane El Dorado przecież. — Nie no, daj se teraz ty, się przecież kurwa należy jak psu buda — poleciła mimo niezadowolonych pomruków reszty towarzystwa, która w międzyczasie przecież już ustalała między sobą, które z nich miało przejąć po niej pałeczkę butlę.

łukasz ᥫ᭡.ִֶָ𓂃

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: pn wrz 21, 2026 8:30 pm
autor: Lucas Miller
trigger warning
przekleństwa i cringe
Fagata była kurwą.
Koniec posta.
To nawet nie podlegało jakiekolwiek dyskusji i Łukasz aż uśmiechnął się pod nosem, kiedy Studnicka podzieliła jego oburzenie. Może i był facetem, może czasami nie rozumiał kobiet, ale akurat w sytuacjach jak ta potrafił stać twardo z pokrzywdzoną płcią piękną. Sam uważał, że każdy typ, który wykorzystywał dziewczyny w jakikolwiek sposób bez zgody był cwelem i należał mu się wpierdol, a każdy kto był tego światkiem i nie reagował, jak Fagata, powinien zostać porażony prądem.
Amen.
Zdania nie miał zamiaru zmieniać i zaraz kiwnął głową w ramach pełnej zgody z Inką, gdy ta oznajmiła, że jak tylko jej wróci internet to cofnie swojego DMa do Agatki. I dobrze. Chociaż Young Leosia to wcale taka lepsza chyba nie była.
— Weź kurwa może do Oliwki Brasil podbij — ta to przynajmniej umiała coś nawinąć, rasowo z pazurem, a nie tylko kręcić tyłkiem. No chyba, że mówimy o tej nucie, w której śpiewała, że jej sutki były jak salami, a ciało jak butelka coca-coli, to też się jakoś bardzo nie popisała. A oni może nawet dyskutowaliby o tym jeszcze przez dobre dwie godziny, zachodząc w głowę, jaka polska raperka zasługiwałaby w ogóle na rozmowę ze Studnicką, gdyby nie fakt, ze trzeba było spalić bongo przygotowane przez Milera.
Może nie do końca w formie, jakiej z początku wszyscy oczekiwali — w końcu blanta paliło się najprościej — jednak butelka też robiła robotę, jak nie lepszą! A już na pewno kopała bardziej i to było sprawdzone info (proszę nie pytać), a że Miler wiedział co robił, to wszystko pięknie przygotował i nawet Studnickiej o d p a l i ł z góry, jak na prawdziwego gentelmana przystało.
— Mocniej ciągnij, co tak lekko? — zaczepił ją w pełni intencjonalnie, przypalając jeszcze bardziej zielsko, żeby dym mógł porządnie wypełnić butelkę. Chociaż kiedy Inka zaczęła się krztusić, Miler odsunął zapalniczkę i już się odsuwał, żeby zrobić miejsce dla Idy i Mordy, który już wyciągał łapska do przodu, tylko wtedy pani Gawron stwierdziła, że jeszcze na drugą nóżkę. — Na drogą nóżkę powiedziała, jełopie — powtórzył, strzelając go po paluchach jak facetka na matmie, aż pewnie Morda flashbacki z Wietnamu dostał, bo faktycznie zabrał rączkę i postanowił poczekać na swoją kolej. Która jak się okazało wcale nie było dużo po Ince.
— No raczej, że mi się należy — machnął ręką, przejmując od niej butelkę. Chciał usiąść na swoim krześle, ale tam już siedział Wątróbka, więc okręcił się dookoła, by uświadomić sobie, że wszystkie miejsca siedzące były już zajęte. — Weź wstań na chwile — poprosił Studnicką, bo akurat ją miał pod ręką, a kiedy faktycznie to zrobiła z wielką łaską zapewne, to usiadł sobie wygodnie na fotelu i szarpnął ją do siebie na kolana. — Patrz, teraz nawet poduszki nie potrzebujesz — wyszczerzył się, prezentując swoją nienaganną argumentacje i przy okazji przytrzymując ją przy sobie, kiedy sam odchylał głowę by sztachnąć się butlą.
Znajomy dym od razu dostał się do płuc i zapiekł charakterystycznie, gdy Miler wstrzymał powietrze. Drapało go i piekło, ale przecież jeśli chciał, żeby zadziałało, trzeba było trochę pocierpieć. A potem jeszcze trochę pokaszleć, chowjaąc usta w brzeg rękawa bluzy z merchem Lidla, który miał na sobie. Nawet klapeczki miał pasujące!
— Dobra kurwa, dawaj to — Morda wyrwał się do przodu, przejmując butle w końcu dla siebie i rozsiadł się wygodnie. — Dobra, dawajcie… trzy sławne osoby, które byście przelecieli… — zarządził, spoglądając w pierwszej kolejności po dziewczynach. — Dla mnie to kurwa tak, Jessica Alba na pewno, Pamela Anderson i… DODA — wtrącił, a Miler aż spojrzał na niego z niedowierzaniem.
— Doda kurwa? — czy on naprawdę ze wszystkich możliwych do wyboru gwiazd naprawdę wybrał Rabczewską?
— Stary, widziałeś jej dupe?! — Morda trzymał się swego. — Zresztą, zaraz ty będziesz mówić mądralo, ale najpierw dziewczyny.

Inka

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: pt paź 02, 2026 11:57 pm
autor: Indie Caldwell
— Twoja stara niech mocniej ciągnie — odkasłała Łukaszowi gdzieś pomiędzy jednym buchem a drugim, bo nawet pełne dymu płuca nie mogły przeszkodzić jej w natychmiastowym wyjaśnieniu przyjaciela. — Wiem co robię chyba, nie? — oburzyła się, ale tak naprawdę to wcale nie, bo już ten pierwszy jebitny buch w zupełności wystarczył, żeby ulżyć jej dotychczasowej frustracji.
W teorii na rzeczonym buchu spokojnie mogłaby poprzestać, ale Bogu dzięki, że jednak nie odmówiła sobie sztachnięcia na drugą nóżkę, bo mogłaby przysiąc, że to właśnie tylko za jego sprawą osiągała właśnie prawdziwe pierdolone Zen. Serio, Inka była tymi dwoma tłokami tak bajecznie i skutecznie spacyfikowana, że nawet nie zakwestionowała słów Łukasza, pokornie (jak kurwa nigdy) wstając, kiedy za chwilę ją o to poprosił. Minę miała co prawda niezbyt przekonaną, raczej skonfundowaną, bo za chuj nie miała pojęcia jakie Miler miał w tym wszystkim zamiary, ale fakt, że nie rozumiała jego intencji jak widać w niczym jej nie przeszkadzał, skoro finalnie podniosła się i tak. Zresztą, zaledwie dwa mrugnięcia później i tak już znów siedziała, choć tym razem nie na krześle, a kolanach Milera, na które wciągnął ją zanim zdążyła nawet pomyśleć o jakimkolwiek proteście. W normalnych warunkach z pewnością miałaby o tym wszystkim sporo do powiedzenia, ale w swoim obecnym stanie Inka jakoś nie miała ani siły, ani ochoty buntować się przeciwko okolicznościom, w których się znalazła, więc...
— Aha, no ok — skwitowała bardzo błyskotliwie, po prostu godząc się ze swoją nową sytuacją. Szczęśliwie nie potrzebowała dużo czasu na to, żeby się z nią pogodzić — zaraz odchylała się do tyłu i rozciągała wygodnie na kolanach Łukasza, co najmniej tak, jakby miała pod sobą czteroosobową rodzinną kanapę z Ikei, a nie swojego dobrego kumpla.
— MAJA, PODAJ TORBĘ — wyrzuciła z siebie automatycznie na hasło "Doda" (tylko tyle zarejestrowała z całej wypowiedzi Mordy), oczywiście właściwym tonem, tym samym co Dorotka w oryginale. W okolicy akurat nie było żadnej dobrej torby — z wyjątkiem tej z zielonym, znaczy się — ale Ida dla podtrzymania dramaturgii musiała przecież podać Studnickiej COŚ, cokolwiek, więc rekwizytem została reklamówka z Biedry, która akurat walała się pod stołem. — Jest to Guczi — zacytowała klasyka, prezentując wszystkim pustą siatkę tak, jakby rzeczywiście wyłożyła na nią grube tysiące, a nie 25 groszy.
— Ale weź się kurwa skup, Studnicka — upomniał ją Morda, który najwyraźniej poczuwał się do roli wodzireja tak bardzo, że aż został samozwańczym moderatorem rozgrywki. — Trzy sławne osoby miały być. No, dawaj.
— No chyba kurwa myślę przecież, tak?
— Ida? Masia?
— Jezuuu, nie wiem!! Dałbyś się zastanowić...
— Ja pierdolę, cały wieczór tak będziemy przecież siedzieć...
— No bo szeroka w chuj ta kategoria, Ty wiesz, ile jest ładnych sławnych ludzi!?
— Kurwa, dobra, no to może trzech sławnych, ale rodaków? — zaproponował Wątróbka, któremu najwyraźniej też zaczynała kończyć się cierpliwość do namysłów dziewczyn. — Skoro Doda już padła... — rzucił Mordzie krzywe spojrzenie — ...to już chuj, można w to iść.
— O, TO JA MAM JEDEN POMYSŁ — wyrwała się do odpowiedzi Ida, zaledwie chwilę po tym, jak ceremonialnie przekazano jej butlę. — Hear me out... Michał Wiśniewski. — Zero presji i pół bucha — tylko tyle potrzebowała, żeby bez wstydu powiedzieć to na głos. Wyglądała na szczerze zszokowaną tym, że nie miała pełnego, natychmiastowego poparcia całej grupy. — Co, a nie!? No co Wy... Inka?
— Stara... kocham cię, ale nie. — Hear me out Idy było tak kontrowersyjne, że Studnicka aż poczuła się zobowiązana przejąć dowodzenie i zabrać głos. — Dobra, tera ja — zarządziła więc. — Posłuchajcie mnie teraz uważnie... Maciej Musiał, ALE!!! Nie tak ogółem, kiedykolwiek, tylko konkretnie Maciej Musiał po wysprzątaniu za mnie całej mojej chaty w rytm Explosion... no wiecie, WOŚP style — wytłumaczyła, bo to były wiążące i zarazem kluczowe dla całej wizji detale. — Kogo jeszcze... — zaczęła kminić na głos, chyba z obawy, że w innym przypadku Ida znów zabierze głos i powie coś jeszcze gorszego niż Wiśniewski. — O, wiem kurwa kogo. Ewa Swoboda, co nie? — W końcu zawsze miała słabość do sportowców, a Ewka nie dość, że była lekkoatletyczną chlubą narodu, to jeszcze miała fenomenalne gadane. Przecież Inka nie mogłaby nie być taką postacią oczarowana.
— Że kto?
— No Ewka... — odpowiedziała elokwentnie. — Olimpijka? Ta co biega szybko w chuj, wydziarana?
— A numer trzy? — Morda pospieszył, co było Studnickiej trochę nie na rękę, bo więcej pomysłów już nie miała.
— A numer trzy.... — Musiała niesamowicie się wytężyć, żeby coś wymyślić, ale po kilku sekundach w końcu wyrzuciła z siebie bez przekonania: — Nie wiem, kurwa, Magik może...?

łukasz <3

to jest grill u gawrona, psy to kręcą z drona

: wt paź 06, 2026 7:13 pm
autor: Lucas Miller
trigger warning
przekleństwa
On też doskonale wiedział, co robił.
Szczególnie kiedy kazał Ince wstać tylko po to, by wziąć ją na swoje kolana. Każdy w końcu musiał mieć miejsce przy stole, prawda? Prawda. I to był jedyny powód, dla którego Łukasz nie przytargał sobie chociażby krzesła stojącego dwa metry dalej. Jedyny.
Zaciągnął się butlą, mimowolnie przy tym muskając ramiona Studnickiej. I jak pierwsze buch wszedł mu gładko, a dym odbił od ciemnych włosów koleżanki, tak drugim prawie się zadławił, biorąc pod uwagę, że Ince nagle zachciało bawić się w influencerke na obrotach. Gucci, które sobie sprawiła, wyglądało zajebiście. Szczególnie kiedy Łukasz w tym czasie rychał jej do ucha, a Morda pogadaniał, żeby dawała swoje top trzy do pieprzenia.
— A gdzie ci się kurwa, śpieszy? Dobranocka dopiero za dwie godziny — wtrącił się, patrząc na kumpla z politowaniem. Oczywiście, że wstawił się za Studnicką i dziewczynami. Przecież to nie były proste wybory, tak? W końcu niecodziennie ktoś mógł wybrać trzy osoby ze świata showbiznesu, z którymi chciałby pójść do łózka. Trzeba było przemyśleć temat, rozważyć za i przeciw, kurwa, przypomnieć sobie w ogóle kto tam by, szczególnie, że zaraz kryteria zmniejszyły się do tylko polskiego podwórka. — A czemu polskie? Jak ja bym chciał przelecieć Billie Eilish na przykład, co? — oburzył się, bo co to kurwa było za zmienianie zasad w połowie gry? Miler miał już prawie całą late w głowie, wszystko zagraniczne, a teraz na nowo będzie musiał główkować. Oby z lepszym skutkiem niż Ida, bo…
— Wiśniewski? — prychnął głośno, wywalając głowę w tył. Aż musiał przytrzymać się Inki, żeby nie wykurwić orła do tyłu, tak ją rozbawił ten absurdalny pick. — Aż tak cię kręcą milfy? Przecież on ma ze sto lat — wyśmiał koleżankę, może mało kulturalnie, ale kurwa, co to był za wybór? Tyle zajebistych aktorów chodziło po ich Polskim podwórku, a ona wybierała jakiegoś ognistego smerfa.
Skinął głową z uznaniem na wybór Studnickiej. Maciek Musiał tańczący do Explosion to faktycznie był świetny pick. Nawet Miler by nie narzekał, jakby mu wysprzątał cały dom, a potem jeszcze chciał go zaliczyć. Może nawet nawet Łukasz nagiąłby swoją orientację i poszedł w tango z Musiałem jakby MUSIAŁ, hehe.
— Kurwa, Swoboda jest zajebiście seksowna — wtrącił, kiwając głową, bo akurat z tym musiał się zgodzić. — Chociaż z nią to mógłbym się ożenić, a nie tylko zaliczyć — dodał, grzebiąc gdzieś w kieszeni za paczką fajek. Trochę popodrzucał Inkę, żeby tam wcisnąć łapę, pewnie macnął ją w tyłek ale finalnie wyciągnął i nawet ją poczęstował, o! Akruat w momencie, w którym Morda spojrzał na niego podejrzanie. — No co kurwa? Nie dość, że ma dojebane ciało, to jeszcze jest prze zabawna — czego by chcieć więcej w związku? Może jego kumple mieli inny wytyczne, ale dla Łukasza jednak zawsze na pierwszym miejscu była dobra zabawa. Zrozumienie wzajemnych żartów. Bo kurwa, jak można było być z kimś, przy kim się człowiek nie śmiał? Kto miał chujowe żarty? Kto nie umiał rozbawić? On by nie mógł. Zawsze powtarzał, że nawet najbrzydszą laskę by wziął z krzywymi zębami, ale żeby miała poczucie humoru. Nawet miał o tym powiedzieć, ale wtedy Inka wspominała swój trzeci wybór.
— Magik? — mruknął odpalając peta. — Dobrze, że nie kurwa Magical — oh jaki zabawny. Jeszcze mógł dodać, że będzie jego Nikitą i razem będą mogli sobie robić pato-streamy i nagrywać tiktoczki.
— A ty Łukasz jak jesteś taki mądry…. To kto?? — wtrąciła Beti, patrząc na nie wyczekująco i… jakoś się wypinając w jego stronę? A może po prostu jej piersi już żyli własnym życiem, czy wielkim dekolcie, jaki miała na sobie. Miler jednak nie zwrócił na to za bardzo uwagi, tylko poprawił się na krześle i tak niby przypadkiem, niby przy rozciąganiu, umieścił wolną dłoń na udzie Inki.
— Daria Zawiałow — odpowiedział, zaciągając się pętem. Nie dość, że hot, to jeszcze pięknie śpiewała. — Ewka też — przesunął ręką po nodze Studnickiej, nieznacznie mocniej dociskając ją do materiału jej spodni. — A trzecie… a chuj niech będzie Beata — tak pierdolnął, dla beki, ale Wątróbka to aż się zadławił zielskiem i zaniósł się kaszlem.
— Kozidrak?! — spytał zaskoczony, a Miler tylko przewrócił oczami.
— Nie kurwa, Tyszkiewicz — rzucił, a Wątróbka aż się wyprostował. — No żartuje jełopie, wiadomo, że Kozidrak! Wzięłaby nie na przejażdżkę po zero siedem i tak to można żyć.

Inka