Strona 1 z 1

We come from completely different worlds—maybe that's the key to what's going on?

: czw wrz 10, 2026 6:14 pm
autor: Sarin Rattanakosin
Powoli dochodził do siebie po tym cholernym postrzale. Nie spodziewał sie, że tyle czasu mu to zajmie. Co prawda jeszcze trochę utykał, przy postawieniu źle nogi bolało i wtedy nie było tak super. Dlaczego jeszcze przez jakiś czas nie jest w stanie wrócić do pracy na pełen etat, ale nie ma co ukrywać, że taki odpoczynek mu sie przyda, bo miał wiele zaległości, jeśli chodzi o obowiązki domowe. Nie chciał też nikogo prosić o ogarnięcie mu mieszkania czy gotowanie. Tak, jest typem człowieka Zosia samosia i jak sam nie może to zostawi, chociaż go wtedy szlak trafia przez bezczynność. Lubił wykonywać domowe obowiązki, tym bardziej, że jego biuro znajduje sie w jego mieszkaniu, jednak zrobił to tak, że przyszli czy obecni klienci nie maja dostępu do jego przestrzeni prywatnej. Nie ma takiej opcji, to miejsce, w którym odpoczywa od tego wszystkiego. To jego azyl. Nie chce też, aby obcy ludzie mieli kontakt z jego zwierzakami. Dla nich to za wiele i nie chciał ich dodatkowo denerwować. Założył specjalną bramkę, aby nikt nie mógł wejść, a one wyjdą. Ludzie są różni, a on bardzo dba o komfort – swój i swoich pupili, bo gdzie ma sie człowiek czuć bezpieczniej i komfortowo jak nie we własnym domu. To on powinien być naszą ostoją i miejscem, gdzie czujemy sie bezpiecznie i możemy odpocząć. Tak uważa Sarin, nikomu tego nie narzuca, jednak jego dom to jego zasady, prawda? Jak komuś coś nie odpowiada to może wyjść, tak samo jak kto mówi źle o jego zwierzakach. W kiedy ktoś do niego przychodzi jest informowany o tym kto jeszcze z nim mieszka, jak ktoś tego nie akceptuje to po prostu nie przychodzi, on nie ma zamiaru zamykać swoich pupili w sypialni, to ich dom.
Dzisiaj jednak miał randkę. Tak dawno się z nikim nie spotykał, że czasem czuł się jak taki nastolatek. Od czasu do czasu z kimś się widział i po prostu była to relacja czysto fizyczna – seks i tyle. Nie angażował się emocjonalnie, jednak z Harrym wyszło coś innego, mały romansik, wspólne spędzanie czasu ze sobą. Każdy człowiek tego potrzebuje, nie ważne kim jest.
Cieszył się, że może wyjść z domu i miło spędzić czas, bo w zasadzie tylko pracuje, nic więcej, więc spokojnie można go nazwać pracoholikiem i będzie to prawda.
Wiedział czym się zajmuje Harry, więc podjechał po niego pod kościół w którym chłopak pracuje. Bawiło go, że w zasadzie pochodzą z zupełnie różnych światów – on kościelny, a Inn praktycznie nie wierzący.
Zaparkował samochód, wysiadł i kiedy zobaczył znajomą sobie sylwetkę uśmiechnął się.
- Chyba oboje cierpimy na pracoholizm - uśmiechnął się podchodząc.

Harry Dillion