big boss time
: pt wrz 11, 2026 4:41 pm
005.
Nie lubił w pracy wychodzić na takiego, co się rządzi. Nie lubił wychodzić na takiego, co uważa innych za roboli, który muszą wykonywać jego polecenia. Nienawidził wręcz jak ktokolwiek na niego patrzył tak, jakby się wywyższał.
Ale dziś - choć wiedział że wyjdzie na takiego, nie miał zamiaru pohamować się i nie zrobić takiego ruchu w kierunku kogoś z pracy. Szczególnie to dla niego trudne i niezbyt łatwe, gdy w grę wchodzi osoba, z jaką jest tak blisko, z jaką jest cholernie zżyty i z kim nie chciałby doprowadzać do ścięć jakichkolwiek, a już tym bardziej tych związanych z pracą.
A jednak będzie musiał się przełamać i zrobić to, co jest ważne. Jakby nie patrzeć, góra pewnie tego od niego na swój sposób oczekuje, aby potrafił panować nad ludźmi, których ma pod sobą. Nie sądził jednak, że to właśnie ona sprawi, że nie będzie przestrzegała pewnych zasad i nie będzie mu pomagała w tym wszystkim - i to w szczególności dlatego, że to ona sama pchała ku temu awansowi, aby o niego walczył i nie oglądał się na nikogo. No cóż, wtedy ani jedno ani drugie nie przeczuwało, że skończą w jednej jednostce, a to on będzie się znajdował nad nią w tej sferze.
Zjechali do bazy po niezbyt przyjemnej akcji, która miała miejsce na obrzeżach miasta, a inna jednostka potrzebowała wsparcia w gaszeniu pożaru, który zaczynał się rozprzestrzeniać. Samozapłon, zwarcie instalacji, podpalenie, nie było to wtedy istotne dla kogokolwiek, kiedy ważne były każde sekundy w ogarnięciu ów sytuacji. James wydawał polecenia,. Jak to zwykle bywało, niemniej również pomagał w wyprowadzaniu postronnych w dalsze miejsca, aby nie byli narażeni, a także w samej sobie akcji gaśniczej. Nie wiedział jednak czemu Riley, kiedy dostała odpowiednie zadanie, aby pozostała na zewnątrz i pełniła rolę asekuracyjną, kiedy to on i dwóch innych strażaków weszli dla wnętrza budynku, mogąc znaleźć te największe skupiska ognia, które mogłyby stanowić największe zagrożenie. W międzyczasie poprosił również ją o zabezpieczenie terenu, czego nie zrobiła; nie wiedział czemu, a dostrzegł iż ktoś inny to robił. Potem nie stała w miejscu, gdzie miała się znajdować. Pchała się może do budynku, a przecież nie chciał aby szła tam, gdzie nie było bezpiecznie… nie wiedział, o co jej chodziło. Ale czuł, że właśnie sprawia iż mógł wypaść w oczach innych na kogoś, kto nie nadaje się do roli jako ich przywódcy, a to akurat nie byłoby dla niego korzystne.
Gdy znajdowali się już w centrum, chłopaki się rozebrali z osprzętu, a on przeciągał swoją obecność w szatni, w międzyczasie składając gratulacje każdemu z osobna za świetną akcję i dobre zgranie. Na koniec chciał sobie zostawić wisienkę na torcie, czyli właśnie Davis, którą co jakiś czas obserwował z uwagą, z nadzieją że nie wyjdzie przedwcześnie. Nie wiedział czy robiła to specjalnie, czy może chciała znaleźć się sama w szatni aby przebrać, niemniej nim się obejrzeli, byli już sami. — Co się dziś z Tobą działo, Riley? — zapytał na początek, odrobinę bardziej surowym tonem niż zazwyczaj. Chyba to kwestia tego, że to właśnie ona go zawiodła najbardziej w tak trudnym momencie. — Nie słuchałaś się poleceń i w pewnym momencie doprowadzałaś do samowolki — wyjaśnił, widząc po jej minie że jakby nie rozumiała czego miała dotyczyć ta rozmowa. — Słuchaj, wiesz że nie lubię się z Tobą kłócić, nie lubię się w ogóle kimkolwiek rządzić, ale jestem na takim stanowisku jakim jestem i muszę mieć pewność, że każdy z kim jadę rozumie moje położenie oraz fakt tego, że gdy opracowywana jest strategia działania, to każdy robi to, co jest mu przydzielone — starał się być spokojny, niemniej jednocześnie jakaś migrena się u niego zadziała, przez co nie brzmiał dla niej zapewne niezbyt przyjemnie. — Więc dlatego chciałbym się dowiedzieć - co się dziś działo, hm? — nie wiedział jednak, czy uzyska odpowiedź jaka go usatysfakcjonuje.
riley davis
Nie lubił w pracy wychodzić na takiego, co się rządzi. Nie lubił wychodzić na takiego, co uważa innych za roboli, który muszą wykonywać jego polecenia. Nienawidził wręcz jak ktokolwiek na niego patrzył tak, jakby się wywyższał.
Ale dziś - choć wiedział że wyjdzie na takiego, nie miał zamiaru pohamować się i nie zrobić takiego ruchu w kierunku kogoś z pracy. Szczególnie to dla niego trudne i niezbyt łatwe, gdy w grę wchodzi osoba, z jaką jest tak blisko, z jaką jest cholernie zżyty i z kim nie chciałby doprowadzać do ścięć jakichkolwiek, a już tym bardziej tych związanych z pracą.
A jednak będzie musiał się przełamać i zrobić to, co jest ważne. Jakby nie patrzeć, góra pewnie tego od niego na swój sposób oczekuje, aby potrafił panować nad ludźmi, których ma pod sobą. Nie sądził jednak, że to właśnie ona sprawi, że nie będzie przestrzegała pewnych zasad i nie będzie mu pomagała w tym wszystkim - i to w szczególności dlatego, że to ona sama pchała ku temu awansowi, aby o niego walczył i nie oglądał się na nikogo. No cóż, wtedy ani jedno ani drugie nie przeczuwało, że skończą w jednej jednostce, a to on będzie się znajdował nad nią w tej sferze.
Zjechali do bazy po niezbyt przyjemnej akcji, która miała miejsce na obrzeżach miasta, a inna jednostka potrzebowała wsparcia w gaszeniu pożaru, który zaczynał się rozprzestrzeniać. Samozapłon, zwarcie instalacji, podpalenie, nie było to wtedy istotne dla kogokolwiek, kiedy ważne były każde sekundy w ogarnięciu ów sytuacji. James wydawał polecenia,. Jak to zwykle bywało, niemniej również pomagał w wyprowadzaniu postronnych w dalsze miejsca, aby nie byli narażeni, a także w samej sobie akcji gaśniczej. Nie wiedział jednak czemu Riley, kiedy dostała odpowiednie zadanie, aby pozostała na zewnątrz i pełniła rolę asekuracyjną, kiedy to on i dwóch innych strażaków weszli dla wnętrza budynku, mogąc znaleźć te największe skupiska ognia, które mogłyby stanowić największe zagrożenie. W międzyczasie poprosił również ją o zabezpieczenie terenu, czego nie zrobiła; nie wiedział czemu, a dostrzegł iż ktoś inny to robił. Potem nie stała w miejscu, gdzie miała się znajdować. Pchała się może do budynku, a przecież nie chciał aby szła tam, gdzie nie było bezpiecznie… nie wiedział, o co jej chodziło. Ale czuł, że właśnie sprawia iż mógł wypaść w oczach innych na kogoś, kto nie nadaje się do roli jako ich przywódcy, a to akurat nie byłoby dla niego korzystne.
Gdy znajdowali się już w centrum, chłopaki się rozebrali z osprzętu, a on przeciągał swoją obecność w szatni, w międzyczasie składając gratulacje każdemu z osobna za świetną akcję i dobre zgranie. Na koniec chciał sobie zostawić wisienkę na torcie, czyli właśnie Davis, którą co jakiś czas obserwował z uwagą, z nadzieją że nie wyjdzie przedwcześnie. Nie wiedział czy robiła to specjalnie, czy może chciała znaleźć się sama w szatni aby przebrać, niemniej nim się obejrzeli, byli już sami. — Co się dziś z Tobą działo, Riley? — zapytał na początek, odrobinę bardziej surowym tonem niż zazwyczaj. Chyba to kwestia tego, że to właśnie ona go zawiodła najbardziej w tak trudnym momencie. — Nie słuchałaś się poleceń i w pewnym momencie doprowadzałaś do samowolki — wyjaśnił, widząc po jej minie że jakby nie rozumiała czego miała dotyczyć ta rozmowa. — Słuchaj, wiesz że nie lubię się z Tobą kłócić, nie lubię się w ogóle kimkolwiek rządzić, ale jestem na takim stanowisku jakim jestem i muszę mieć pewność, że każdy z kim jadę rozumie moje położenie oraz fakt tego, że gdy opracowywana jest strategia działania, to każdy robi to, co jest mu przydzielone — starał się być spokojny, niemniej jednocześnie jakaś migrena się u niego zadziała, przez co nie brzmiał dla niej zapewne niezbyt przyjemnie. — Więc dlatego chciałbym się dowiedzieć - co się dziś działo, hm? — nie wiedział jednak, czy uzyska odpowiedź jaka go usatysfakcjonuje.
riley davis