you've got a friend in me
: pt wrz 11, 2026 7:14 pm
5
Kiedy rok wcześniej licealista zapisywał się do programu uczelnianego oferującego otwarte wykłady oraz przebywanie na kampusie w ramach przygotowania na studia i zebrania dodatkowych punktów, nie przewidział, że to właśnie ta decyzja rozpocznie lawinę zmian w jego życiu. Dość szybko złapał kontakt z jednym ze studentów i jak się okazało to starczyło by wszystko poszło z górki. Jedna felerna impreza, kilka spokojniejszych spotkań i zebrał grupkę osób, z którymi łączyła go szczera chęć przebywania w swoim towarzystwie, w odróżnieniu od przyzwyczajenia czy więzi sytuacyjnej tworzonej w ławce szkolnej.
Jedną z tych nowych, bardziej świadomych znajomości była Missy. Aktualnie pospiesznie wspinał się po schodach do jej mieszkania, niosąc prowiant w materiałowej torbie w lamy przewieszonej przez ramię, z deskorolką pod pachą i kontrolnie ściskając inhalator upchnięty w kieszeni zdecydowanie za dużej, czarnej bluzy.
- Hej! Wybacz, prawie zabiłem się na jednym krawężniku i bardzo miła starsza pani chciała dzwonić po karetkę - zaśmiał się nerwowo w ramach wytłumaczenia swojego kilkuminutowego spóźnienia na umówiony maraton filmowy, kiedy wchodził do mieszkania Powell. Od wejścia odstawił deskę przy ścianie, skopał błękitne trampki i ustawił je równo by nie przeszkadzały w przejściu, po czym przekazał gospodyni torbę z darami. - Mam ciastka czekoladowe i chipsy, chyba przeżyły tę mini kraksę - rzucił, wyraźnie nieprzejęty samym wspomnianym wypadkiem. Obyło się bez większych urazów, jego jeansy nosiły na kolanach ślady po bliskim spotkaniu z chodnikiem, a lekkie zaczerwienienie na czole zapowiadało guza, więc był to dla niego dzień jak co dzień.
- Coś już wybrałaś? - dopytał w temacie planów filmowych, czmychając na chwilę do łazienki by przemyć z pyłu drobne otarcia na dłoniach.
Missy Powell