i'm your first drink, i'm your one too many
: pt wrz 11, 2026 9:10 pm
075.
Zaylee nie lubiła uciekać od problemów. Wolała je rozłożyć na czynniki pierwsze, przeanalizować, znaleźć przyczynę i najlepiej od razu rozwiązanie. Tyle że tym razem nie potrafiła nawet określić, co właściwie miała naprawić. Jak miała rozwiązać coś, czego nawet nie potrafiła określić? Dlatego znowu wybierała najprostsze rozwiązanie. Kilka głębszych i przynajmniej przez jakiś czas nie będzie musiała słuchać własnych myśli. Wypicie kilku kieliszków powinno pomóc. Chyba. Sama już nie była tego pewna, ale jak nie sprawdzić, to się nie przekona, prawda? W najgorszym wypadku następnego dnia będzie miała kaca i jeszcze więcej powodów, żeby mieć do siebie pretensje. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy podejmowała decyzje, których rozsądna część jej mózgu zdecydowanie nie popierała.
Wyjęła telefon z kieszeni, tylko po to, żeby zignorować część powiadomień i napisać do Navarro, że czeka już przy barze i że jak każe jej długo na siebie czekać, to spuści jej łomot. Oczywiście nie miała zamiaru tego robić. Miller nie potrafiła się bić. Właściwie jej umiejętności w tym zakresie kończyły się na bardzo zdecydowanym wymachiwaniu rękami i liczeniu na to, że przeciwnik przestraszy się samego wyrazu jej twarzy. Raz jednej dziennikarce przyłożyła z pięści w twarz i sama skończyła ze zdartymi knykciami. Pocieszające było jednak to, że Brenna Langford wyglądała po tym wszystkim zdecydowanie gorzej. Zaylee nie była więc pewna, czy można było nazwać to sukcesem, ale technicznie rzecz biorąc, to ona stała na końcu na własnych nogach. No dobra, to nie tak, że dziennikarkę wyjebało wtedy z butów, ale zachwiała się i zalała krwią. A to już coś!
— Coś mocnego, żeby klepało? — rzuciła na powitanie, kiedy Bianca łaskawie zmaterializowała się obok. To było powitanie. Ani me, ani be, ani pocałuj mnie w dupę. Chociaż to ostatnie mogłaby zrobić, Navarro miała przecież świetny tyłek.
Miller nawet nie próbowała udawać, że przyszła tutaj w dobrym humorze. Właściwie już od samego początku wieczoru miała w głowie jeden wielki rozpierdol, który najlepiej byłoby na chwilę wyciszyć czymś mocniejszym. Nie potrzebowała teraz pytań, współczującego spojrzenia ani tego całego co się stało? Sama jeszcze nie wiedziała, co właściwie miała odpowiedzieć.
— Nie pytaj, co u mnie. Zacznę gadać dopiero po szóstym kieliszku — zastrzegła natychmiast, zanim Navarro zdążyła otworzyć usta. Uśmiechnęła się przy tym do barmana, który przysłuchiwał się wszystkiemu z boku więc na pewno już wiedział, co powinien zrobić. A mianowicie zaserwować im coś mocnego i żeby klepało. A najlepiej takiego, co po kilku łykach sprawi, że Zaylee rozwiąże się jednak język. Oby tylko barman miał dobry słuch, bo Miller nie lubiła się powtarzać.
Bianca Navarro