Ready, steady, go!
: sob wrz 12, 2026 12:35 am
Kawa i ciastko, które Lucien i Zoya kupili jej po drodze, w ogóle jej nie pomogły. Jeszcze w aucie na tylnym siedzeniu wygrzebała ze swojej torebeczki oba telefony i oddała Zoi ten jej, z nadzieją, że nie zalała ich za bardzo, żeby nadal miały kontakt ze światem.
Chociaż z drugiej strony… nadal uważała, że nie miała po co do Toronto wracać. Pamiętała rozmowę telefoniczną z Ree, w której wspominała mu, że zamierza tu zostać, ale nie zamierzała dłużej zatrzymywać na tym myśli w obawie przed zalęgnięciem się w niej wyrzutów sumienia. Nie, nie, nie mogła do nich dopuścić.
— W razie, jakby dzwonił Ree, pod żadnym pozorem nie odbieraj. Nie mam ochoty ani go słyszeć, ani widzieć. Nigdy więcej — zastrzegła Zoi, kiedy dotarły do swojego pokoju hotelowego.
Była tak zmęczona, że musiała zdrzemnąć się jeszcze trochę, dlatego jak stała, tak rzuciła się na łóżko i szybko zasnęła, śniąc o wydarzeniach z poprzedniej nocy.
Wejście na tor od strony padoku było fascynującym przeżyciem nawet dla Ady. Ubrana w czarną mini sukienkę i klapki od Luciena, z wejściówką przewieszoną przez szyję i ciemnymi okularami, które podwędziła z auta mężczyzny, prezentowała się wręcz nienagannie. I tak właśnie zamierzała się trzymać przez całe popołudnie.
Na miejscu było już naprawdę sporo osób, ale udało im się znaleźć miejsce na lunch przed kwalifikacjami. Kuchnia serwowała włoskie dania, z których oczywiście musiała spróbować carbonary, którą popijały, dla odmiany, białym winem w myśl zasady — czym się strułeś, tym się lecz. A przynajmniej tak właśnie planowała czynić Adeline, której już pierwsze łyki powoli zaczęły uśmierzać frustrujący ból głowy.
— Brakowało mi dobrego makaronu, tym w Toronto zawsze czegoś brakuje — westchnęła przeciągle, wkładając sobie kolejną porcję jedzenia do buzi. — Pewnie towarzystwa Włochów — zauważyła zaraz, przesuwając spojrzeniem po przechodzącym obok przystojniaku. Popatrzeć przecież mogła zawsze. — Nigdzie nie smakuje tak dobrze, jak tutaj. Tak samo, jak wino — uśmiechnęła się łobuzersko w jej stronę i upiła kolejny łyczek, czując, jak na nowo zaczyna się rozluźniać.
— Muszę przyznać, że zajebiście trafiłaś z Lucienem. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale w gruncie rzeczy powinnaś być wdzięczna losowi za tamten incydent — powiedziała beztroskim głosem, nakładając sobie kolejną porcję makaronu na widelec. Obecnie żałowała tylko tyle, że już się kończył, bo miała ochotę na więcej. Tego dnia czuła ogromną gastrofazę.
Późno dotarły na miejsce, więc zdążyły jedynie rozeznać się pobieżnie po obiekcie i zwrócić uwagę na to, gdzie był garaż Spencera, ale jeszcze nie zdążyły go spotkać. Tymczasem czas uciekał i ludzie zaczynali opuszczać restaurację i kierować się na balkony, skąd rozciągał się widok na garaże, z których kierowcy zaraz mieli wyjeżdżać na pierwsze pomiary.
Co prawda, Adeline nie miała takiego parcia na oglądanie kwalifikacji, ale widząc minę Zoi i jej zniecierpliwienie, przewróciła z rozbawieniem oczami.
— No dobra, już dobra, idziemy — uległa pod wpływem Zoi, w pośpiechu dojadając swój makaron, by zaraz złapać za kieliszek wina i pomknąć za przyjaciółką na taras. Na szczęście ich naturalny urok sprawił, że udało im się przedostać do barierek, skąd mogły już podziwiać całą okolicę i auta na dole, przygotowujące się do startu.
— Który numer ma Spencer? — zapytała, zakładając na nos jego okulary.
Zoya Weasley
Chociaż z drugiej strony… nadal uważała, że nie miała po co do Toronto wracać. Pamiętała rozmowę telefoniczną z Ree, w której wspominała mu, że zamierza tu zostać, ale nie zamierzała dłużej zatrzymywać na tym myśli w obawie przed zalęgnięciem się w niej wyrzutów sumienia. Nie, nie, nie mogła do nich dopuścić.
— W razie, jakby dzwonił Ree, pod żadnym pozorem nie odbieraj. Nie mam ochoty ani go słyszeć, ani widzieć. Nigdy więcej — zastrzegła Zoi, kiedy dotarły do swojego pokoju hotelowego.
Była tak zmęczona, że musiała zdrzemnąć się jeszcze trochę, dlatego jak stała, tak rzuciła się na łóżko i szybko zasnęła, śniąc o wydarzeniach z poprzedniej nocy.
Wejście na tor od strony padoku było fascynującym przeżyciem nawet dla Ady. Ubrana w czarną mini sukienkę i klapki od Luciena, z wejściówką przewieszoną przez szyję i ciemnymi okularami, które podwędziła z auta mężczyzny, prezentowała się wręcz nienagannie. I tak właśnie zamierzała się trzymać przez całe popołudnie.
Na miejscu było już naprawdę sporo osób, ale udało im się znaleźć miejsce na lunch przed kwalifikacjami. Kuchnia serwowała włoskie dania, z których oczywiście musiała spróbować carbonary, którą popijały, dla odmiany, białym winem w myśl zasady — czym się strułeś, tym się lecz. A przynajmniej tak właśnie planowała czynić Adeline, której już pierwsze łyki powoli zaczęły uśmierzać frustrujący ból głowy.
— Brakowało mi dobrego makaronu, tym w Toronto zawsze czegoś brakuje — westchnęła przeciągle, wkładając sobie kolejną porcję jedzenia do buzi. — Pewnie towarzystwa Włochów — zauważyła zaraz, przesuwając spojrzeniem po przechodzącym obok przystojniaku. Popatrzeć przecież mogła zawsze. — Nigdzie nie smakuje tak dobrze, jak tutaj. Tak samo, jak wino — uśmiechnęła się łobuzersko w jej stronę i upiła kolejny łyczek, czując, jak na nowo zaczyna się rozluźniać.
— Muszę przyznać, że zajebiście trafiłaś z Lucienem. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale w gruncie rzeczy powinnaś być wdzięczna losowi za tamten incydent — powiedziała beztroskim głosem, nakładając sobie kolejną porcję makaronu na widelec. Obecnie żałowała tylko tyle, że już się kończył, bo miała ochotę na więcej. Tego dnia czuła ogromną gastrofazę.
Późno dotarły na miejsce, więc zdążyły jedynie rozeznać się pobieżnie po obiekcie i zwrócić uwagę na to, gdzie był garaż Spencera, ale jeszcze nie zdążyły go spotkać. Tymczasem czas uciekał i ludzie zaczynali opuszczać restaurację i kierować się na balkony, skąd rozciągał się widok na garaże, z których kierowcy zaraz mieli wyjeżdżać na pierwsze pomiary.
Co prawda, Adeline nie miała takiego parcia na oglądanie kwalifikacji, ale widząc minę Zoi i jej zniecierpliwienie, przewróciła z rozbawieniem oczami.
— No dobra, już dobra, idziemy — uległa pod wpływem Zoi, w pośpiechu dojadając swój makaron, by zaraz złapać za kieliszek wina i pomknąć za przyjaciółką na taras. Na szczęście ich naturalny urok sprawił, że udało im się przedostać do barierek, skąd mogły już podziwiać całą okolicę i auta na dole, przygotowujące się do startu.
— Który numer ma Spencer? — zapytała, zakładając na nos jego okulary.
Zoya Weasley