your breathing is shallow
: sob wrz 12, 2026 8:29 pm
świt, kac, twarz, ryj
Był na Tinderze od jakichś dwóch tygodni, a tak naprawdę dopiero tego wieczora zdecydował się odpalić apkę i przekonać na własnej skórze, jak bardzo zdesperowani byli mieszkańcy Toronto. Jakieś piętnaście minut po tym, odkąd zaczął przesuwać palcem raz w lewo, raz w prawo, jego oczom ukazał się cholernie przystojny mężczyzna. Starszy, co może przez jakąś milisekundę sprawiło, że Levi poczuł się trochę i n t i m i d a t e d. Zainteresował go jeszcze bardziej, kiedy Levi pobieżnie przejrzał jego bio i odkrył, że przynajmniej jedno mieli wspólne. Zamiłowanie do gadów.
No nic. Słajpnął w prawo, ale matcha nie było, więc jego serduszko, które zazwyczaj biło w rytmie samouwielbienia, przez moment maciupeńko ucierpiało. Jakieś pół godzinki później, po wymianie kilku wiadomości z kobietami, które zaszczyciły jego brązowe tęczówki roznegliżowanymi zdjęciami, oraz mężczyznami chwalącymi się sporymi wybrzuszeniami w bokserkach, chociaż o takie fotki wcale nie prosił, istg, zobaczył nowe powiadomienie.
Na ekranie ponownie pojawił się przystojny mężczyzna, który wcześniej mignął mu przed oczami, więc Levi oczywiście od razu musiał do niego napisać. Nie żeby był zdesperowany czy coś. Odczekał pełne sześćdziesiąt siedem sekund, okej? Po wymianie kilku wiadomości szybko jednak zauważył, że jego podejście do randkowania i one night standów zostało wystawione na próbę. A mianowicie, przegrał z Jude’em we własną grę. Nawet nie godzinę później jechał już pod wskazany przez niego adres, w połowie drogi uśmiechając się pod nosem i kręcąc głową z niedowierzaniem, że pozwolił się tak łatwo podpuścić. Zanim dotarł na miejsce, zatrzymał się jeszcze w kwiaciarni, żeby kupić mu bukiet kwiatów, których mężczyzna przecież kompletnie nie potrzebował. Tak o. Po prostu. Was it some kind of vendetta? maybe? not sure.
Jakaś staruszka wpuściła go do bloku, dzięki czemu bez większego problemu dostał się do windy i wcisnął odpowiedni przycisk, a kiedy znalazł się na właściwym piętrze, wyszedł na korytarz, trzymając w jednej dłoni bukiet, i zapukał do drzwi. Po kilku długich chwilach otworzył mu wyższy mężczyzna, a Levi uśmiechnął się na jego widok i wszedł do środka, unosząc kwiaty niemal pod sam jego nos. - Dla ciebie, żebyś miał co później wyrzucić do śmieci. - oznajmił, po czym uniósł brązowe spojrzenie ku jego niebieskoszarym tęczówkom i tak po prostu czekał na kolejny ruch. Spojrzenie samo uciekło na usta Jude’a, zatrzymując się tam o kilka wymownych sekund za długo. Cholera, wyglądał jeszcze lepiej na żywo niż na zdjęciach, więc automatycznie przez głowę przemknęło mu chyba z milion myśli. Wszystko, co chciał z nim zrobić, i wszystko, co chciałby, żeby Jude zrobił z nim. Był jednak gościem i do tego nie był u siebie, więc postanowił choć przez chwilę udawać, że potrafił się zachować.
✿