the "p" in my name stand for patience... that's why it's not there
: sob wrz 12, 2026 9:17 pm
Sprawy między nim a Eliana układały się lepiej niż dobrze. I Lance mógł powiedzieć, że dzięki temu był naprawdę s z c z ę ś l i w y. W życiu nie spodziewał się, że mógłby powiedzieć o sobie, iż cieszył go jego własny związek, ale tak właśnie było i wcale nie tęsknił za swoim dawnym życiem, ponieważ z brunetką było mu po prostu dobrze i niczego mu nie brakowało.
Nie ze wszystkimi, ale z wieloma zmianami, które ostatnio zaszły w jego życiu, godził się z zadziwiającą łatwością, gdy pomyślał o tym, czemu się na nie decydowały. Oczywiście były też takie rzeczy, od których było mu odejść trudniej, ale to nie znaczy, że tego nie robił.
Czasem trzeba iść w życiu na pewne kompromisy i tak starał się podchodzić do rzeczy, które nie do końca mu leżały, wiedząc, że w ostatecznym rozrachunku ten ruch mu się opłaci.
Była jednak jedna rzecz, a raczej jedno stworzenie, które też mu nie pasowało, ale jego za nic nie potrafił zaakceptować. I jak na złość był to kot Eliany, który Lance był pewny, że jego n i e n a w i d z i ł. Było coś w spojrzeniu tego stworzenia, co podpowiadało mu, że ten futrzak nie miał do niego grama sympatii. Ugryzienia też były dość wymowne, a te zdarzyły się już kilka razy podczas dzisiejszej wizyty u Broussard i Cortlandt nie wiedział, ile jeszcze wytrzyma.
Jej pupil był niestety n i e z n o ś n y.
W końcu jednak przyszedł czas się zbierać, Lance’owi i tak kończyła się cierpliwość do tej kupy futra i potrzebował od niej odpocząć, dlatego mimo że w innych okolicznościach może by kombinował, żeby posiedzieć z Elianą dłużej, to teraz tego nie robił. – Chyba będę się zbierał – rzucił w eter, by na razie zaznaczyć swoje plany, choć nie musiał wychodzić j u ż. Jeszcze chwilę mógł dotrzymać brunetce towarzystwa, tym bardziej, że choć jej kot działał mu na nerwy, to ona działała na niego zupełnie inaczej, dlatego teraz wychylił się do niej na kanapie i ułożył dłoń na jej policzku, aby zwrócić ku sobie jej twarz i móc zamknąć jej usta w nieco zachłannym pocałunku. Bez tego na pewno nie mógłby od niej wyjść, dlatego zadbał o to, by nie zapomnieć o tak ważnym szczególe.
Eliana Broussard
Nie ze wszystkimi, ale z wieloma zmianami, które ostatnio zaszły w jego życiu, godził się z zadziwiającą łatwością, gdy pomyślał o tym, czemu się na nie decydowały. Oczywiście były też takie rzeczy, od których było mu odejść trudniej, ale to nie znaczy, że tego nie robił.
Czasem trzeba iść w życiu na pewne kompromisy i tak starał się podchodzić do rzeczy, które nie do końca mu leżały, wiedząc, że w ostatecznym rozrachunku ten ruch mu się opłaci.
Była jednak jedna rzecz, a raczej jedno stworzenie, które też mu nie pasowało, ale jego za nic nie potrafił zaakceptować. I jak na złość był to kot Eliany, który Lance był pewny, że jego n i e n a w i d z i ł. Było coś w spojrzeniu tego stworzenia, co podpowiadało mu, że ten futrzak nie miał do niego grama sympatii. Ugryzienia też były dość wymowne, a te zdarzyły się już kilka razy podczas dzisiejszej wizyty u Broussard i Cortlandt nie wiedział, ile jeszcze wytrzyma.
Jej pupil był niestety n i e z n o ś n y.
W końcu jednak przyszedł czas się zbierać, Lance’owi i tak kończyła się cierpliwość do tej kupy futra i potrzebował od niej odpocząć, dlatego mimo że w innych okolicznościach może by kombinował, żeby posiedzieć z Elianą dłużej, to teraz tego nie robił. – Chyba będę się zbierał – rzucił w eter, by na razie zaznaczyć swoje plany, choć nie musiał wychodzić j u ż. Jeszcze chwilę mógł dotrzymać brunetce towarzystwa, tym bardziej, że choć jej kot działał mu na nerwy, to ona działała na niego zupełnie inaczej, dlatego teraz wychylił się do niej na kanapie i ułożył dłoń na jej policzku, aby zwrócić ku sobie jej twarz i móc zamknąć jej usta w nieco zachłannym pocałunku. Bez tego na pewno nie mógłby od niej wyjść, dlatego zadbał o to, by nie zapomnieć o tak ważnym szczególe.
Eliana Broussard