Strona 1 z 1

a meeting of former lovers

: ndz wrz 13, 2026 1:28 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora wyszła z mieszkania trochę wcześniej, niż planowała. Nie dlatego, że wyjątkowo zależało jej na punktualności. Po prostu od kilku dni miała wrażenie, że im szybciej znajdzie się poza domem, tym szybciej przestanie zerkać na telefon w oczekiwaniu na kolejne wiadomości z pracy. Ostatnie dni w zoo skutecznie odebrały jej ochotę na siedzenie wieczorami przed laptopem. Raporty, telefony, pytania zarządu, kolejne informacje o zwierzętach, które wciąż trzeba było odnaleźć. Wszystko mieszało się ze sobą w jeden wielki bałagan, a najgorsze było to, że nadal nie wiedziała, co właściwie będzie dalej z jej stanowiskiem. Mogła sobie powtarzać, że sytuacja jest już opanowana, że ludzie robią wszystko, żeby doprowadzić sprawę do końca i że przecież nie wszystko zależało od niej. Problem polegał na tym, że Aurora wyjątkowo nie lubiła rzeczy, na które nie miała wpływu.
Dlatego dzisiejszego wieczoru nawet nie próbowała udawać, że ma ochotę być sama. Umówiła się z Teddy i właściwie już samo napisanie do niej wiadomości przyniosło jej odrobinę ulgi. Z Darling zawsze było jakoś łatwiej. Może dlatego, że obie doskonale rozumiały, czym jest praca po godzinach i jak łatwo zapomnieć, że poza nią istnieje jeszcze jakieś życie. Ich związek nie przetrwał właśnie przez to, ale przyjaźń została i chyba z czasem stała się nawet wygodniejsza. Bez oczekiwań, bez pretensji, bez pytania, dlaczego jedna nie odpisała przez sześć godzin, bo była na zmianie, a druga siedziała po uszy w dokumentach. Po prostu Teddy. Człowiek, przy którym Aurora nie musiała niczego specjalnie tłumaczyć.
Tego dnia ubrała się zdecydowanie inaczej niż do zoo. Jasne jeansy, wygodne białe sneakersy i miękki, jasny sweter wpuszczony niedbale z przodu w spodnie. Włosy zostawiła rozpuszczone, makijaż ograniczyła do absolutnego minimum, a na ramieniu zawiesiła niewielką torebkę. Wyglądała zwyczajnie. Nawet trochę słodko. Chyba właśnie o to jej chodziło. Nie chciała dzisiaj wyglądać jak Aurora Swan, która za chwilę ma wejść na spotkanie z zarządem i przekonać wszystkich, że sytuacja jest pod kontrolą. Chciała być po prostu Aurorą, która idzie napić się herbaty z kobietą, którą kiedyś kochała, a dzisiaj nadal cholernie lubi.
Dojechała do centrum bez większych przygód, zostawiając samochód kawałek dalej i ostatni odcinek pokonując pieszo. Wieczorne Toronto było dokładnie takie, jakie lubiła najbardziej - trochę głośne, trochę chaotyczne i pełne ludzi, którzy najwyraźniej mieli znacznie ciekawsze życie niż ona w ostatnim tygodniu. Zatrzymała się przed wejściem do lokalu na kilka sekund, zerknęła przez szybę do środka i uśmiechnęła się pod nosem. Ciepłe światła, półki pełne pudełek z grami, niewielkie stoliki i ludzie pochylający się nad planszami. Zero raportów. Zero telefonów od zarządu. Zero zwierząt biegających po Toronto. Brzmiało idealnie.
Weszła do środka kilka minut przed umówioną godziną. Zamówiła dla siebie bubble tea, a dla Teddy coś, co pamiętała, że lubiła, dorzucając do obu napojów dodatki bez większego zastanowienia. Potem przeszła między stolikami i znalazła wolne miejsce w spokojniejszym kącie. Na stole położyła telefon ekranem do dołu, jakby tym jednym gestem mogła symbolicznie odciąć się od całego świata. Z półki obok wyciągnęła pudełko Colt Express i postawiła je na środku stolika.
Przez chwilę patrzyła na planszę, po czym parsknęła cicho pod nosem. Colt Express. Oczywiście. Jeśli Teddy zamierzała dzisiaj wygrać, Aurora przynajmniej zamierzała sprawić, żeby musiała na to cholernie ciężko zapracować. Gra była raczej niszowa, może popularna w innych krajach, bo opakowanie, karty i przedmioty były prawie niezniszczone.
Oparła łokcie na stole i upiła trochę herbaty, a potem spojrzała w stronę wejścia. Tym razem na jej twarzy pojawił się już prawdziwy, spokojny uśmiech. Czekała na Teddy i chyba pierwszy raz od kilku dni naprawdę cieszyła się na spotkanie z kimś.

teddy darling

a meeting of former lovers

: ndz wrz 13, 2026 5:31 pm
autor: teddy darling
074.
Pracując w straży pożarnej, trudno było utrzymywać relacje. Teddy mimo wszystko starała się traktować wszystkich sprawiedliwie. Musiała dzielić swój czas między remizę, narzeczoną i spotkania ze znajomymi, a przy dwudziestoczterogodzinnych zmianach nie zawsze było to łatwe. Mimo tego zawsze była tym całym golden retrieverem, który lgnął do ludzi i jakoś dziwnie łatwo przywiązywał się do innych. Lubiła mieć wokół siebie znajomych, lubiła pogadać, pośmiać się i wyskoczyć gdzieś po pracy. Nie potrafiła też wykreślać ludzi ze swojego życia tylko dlatego, że coś między nimi nie wyszło. Zresztą nawet z byłymi partnerkami zazwyczaj utrzymywała dobre stosunki. Rozstawały się bez wielkich awantur i wzajemnego obrzucania się wyzwiskami. Kłótnie zdecydowanie nie były jej mocną. Konflikty ją męczyły, a krzyki stresowały. Najchętniej w ogóle żyłaby w świecie, w którym wszyscy po prostu mówili sobie wprost, o co im chodziło, zamiast urządzać sobie ciche wojny i oczekiwać, że druga osoba sama domyśli się, co zrobiła źle. Bo w domysłach też nie była najlepsza. Ale miała dużo innych zalet!
Po konsultacji z April i upewnieniu się, że nie miały żadnych wspólnych planów na wieczór, odpisała Aurorze, że w sumie chętnie gdzieś wyskoczy. Nie miała ochoty wlewać w siebie alkoholu, skoro rano znowu musiała stawić się w jednostce, ale przecież potrafiła dobrze bawić się również bez krążących w żyłach procentów. Zamieniła mundur na jeansy i lużną bluzę, związała włosy w niedbałego koka i stawiła się w lokalu o umówionej godzinie. Ani trochę nie zaskoczył ją fakt, że Swan była tutaj pierwsza. Zawsze tak robiła, a potem miała pretensje do Teddy, że tak jest nie o czasie, chociaż wcale się nie spóźniała. Zazwyczaj. No dobra, czasami tak, ale to tylko dlatego, że coś ją zatrzymało. Na przykład praca. Albo April. Albo milion innych, losowych zdarzeń.
Niezły bajzel mieliście w tym twoim zoo — rzuciła na wstępnie, kiedy tylko dotarła na miejsce i ujrzała Aurorę przy stoliku. — Wiesz, kto później musiał po tobie sprzątać? Ja — przycisnęła sobie palec do piersi. Oczywiście, że po ucieczce zwierząt, to wszystkie jednostki straży pożarnej zostały postawione na nogi. — Ale wcześniej widziałam na deptaku orangutana, pandę czerwoną i emu. Wiadomo, kto za tym stał? Faktycznie to sprawka tych eko świrów z Wild Exit? — zarzuciła Swan serią pytań, a potem nachyliła się, żeby cmoknąć ją w policzek i usiadła naprzeciwko, od razu łapiąc za napój o smaku kiwi. To miłe, że Aurora pamiętała, co strażaczka piła, kiedy już zdarzało jej się pić bubble tea. Normalnie wybrałaby energetyka, ale chyba tutaj nie mieli takiego połączenia. Może to i lepiej? Na zmianie wypiła dzisiaj chyba ze trzy, więc jeszcze jeden i zaczęłaby łazić po ścianach. Albo - co gorsza - stanęłaby jej pikawa. Wielka szkoda, bo była taka zakochana i jej serce biło w rytmie bau chiki bau bau.

Aurora B. Swan

a meeting of former lovers

: ndz wrz 13, 2026 8:15 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora przez chwilę patrzyła na Teddy z rozbawieniem, słuchając jej wyrzutów dotyczących zoo. Właściwie trudno było się na nią złościć, zwłaszcza kiedy Darling potrafiła wejść do lokalu po kilku dniach pracy i pierwsze, co zrobić, to przypomnieć jej, że strażacy musieli sprzątać po jej zwierzętach. Kącik ust Swan uniósł się wyżej, a kiedy Teddy nachyliła się, żeby pocałować ją w policzek, Aurora odruchowo objęła ją na moment ramieniem i przyciągnęła bliżej, zanim pozwoliła jej usiąść naprzeciwko.
- Tęskniłam za tym
Rzuciła z lekkim śmiechem, zerkając na nią znad własnego kubka.

- Nie za tym, że musisz po mnie sprzątać, oczywiście. Za tobą.
Brzmiało to zaskakująco prosto. Bez drugiego dna, bez próby nadania temu większego znaczenia. Aurora naprawdę cieszyła się, że Teddy przyszła. Przy niej nie musiała zastanawiać się, jak coś zabrzmi, czy wygląda wystarczająco profesjonalnie albo czy przypadkiem nie powinna zachować większego dystansu. Darling znała ją z czasów, kiedy zoo nie było jeszcze centrum całego jej życia. Znała tę wersję Aurory, która potrafiła siedzieć do późna przy planszówkach, śmiać się z kompletnych głupot i obrażać się na cały świat, kiedy ktoś próbował ją oszukać w grze. Dzisiejszy wieczór zdecydowanie będzie cudowny.

Swan sięgnęła po pudełko stojące na środku stołu i przesunęła je w stronę Teddy. Niech pomoże rozkładać mapę, śmieszne, kartonowe kaktusy. I pociąg. On był najważniejszy, bo w końcu stanowił centrum akcji gry.
- Nie wiem, czy to oni. Nie mam jeszcze wszystkich odpowiedzi. Wszystko wskazuje na nich, tak też mówią śledczym, ale znasz mnie że bez faktów nikogo nie oskarżę.
Z pracownikami nie miała takiego problemu. Kradła pomysły, przypisywała sobie zasługi, ale w bardzo poważnych sprawach była sprawiedliwa. Szczególnie przy Darling. Przy okazji, oparła się wygodniej na krześle i po prostu oglądała swoją „byłą”. Nie zmieniła, nadal miała ten błysk w oku.

- Nadal nie wiem, czy w ogóle będę miała do czego wracać. Zwierzęta są już ogarniane, sytuacja jest spokojniejsza, ale wiesz, jak to jest. Jak coś pójdzie dobrze, to wszyscy wzruszają ramionami. Jak coś pójdzie źle, nagle każdy chce wiedzieć, kto był za to odpowiedzialny.
Nie chciała jednak pozwolić, żeby rozmowa od początku zamieniła się w kolejną sesję narzekania. Z drugiej strony przydałaby się jej sesja terapeutyczna, ktoś komu mogłaby się wygadać. Komu jak nie Teddy?

- Ale nie po to cię tutaj ściągnęłam, żeby urządzać ci briefing. Chciałam cię zobaczyć, odreagować. Też tego potrzebujesz, prawda?
Uśmiechnęła się szerzej, a w jej spojrzeniu pojawiło się coś zdecydowanie bardziej znajomego.

- Uprzedzam. Nie zamierzam ci odpuszczać. Kim grasz? Czy losujemy?
Zapytała, rozkładając przed sobą postacie. We dwójkę gra była inna niż przy większej liczbie. Grało się dwoma postaciami. Aurora miała swoich ulubieńców, chociaż tak naprawdę dałaby radę wygrać każdym z nich. Chyba! Oparła przedramiona na stole i naprawdę odetchnęła. Po raz pierwszy od kilku dni nie czuła potrzeby sprawdzania telefonu. Mogła przez chwilę siedzieć tutaj, z Teddy naprzeciwko, rozłożyć przed sobą planszę i udawać, że największym problemem tego wieczoru jest to, kto pierwszy przejmie „walizkę”, zbierze najwięcej diamentów i kto komu zabawniej „da w mordę”.


teddy darling

a meeting of former lovers

: ndz wrz 13, 2026 10:06 pm
autor: teddy darling
Tęskniłaś za mną? Och, słodka jesteś — odparła, ale bez żadnej złośliwości. Naprawdę uważała taką tęsknotę za uroczą. Wolała już, żeby po rozstaniu komuś jej brakowało, niż żeby obie udawały, że nigdy się nie znały. Przecież można było się rozstać i nadal mieć do siebie jakieś ciepłe uczucia. To zdecydowanie lepsze niż sytuacja, w której ich drogi w związku trochę się rozminęły, a razem z nimi kończyła się cała relacja.
Od zawsze uważała Aurorę za fajną dziewczynę. Wiedziała, że pod tą całą, chłodną fasadą kryje się ktoś dobry i troskliwy. Doświadczyła przecież tego na własnej skórze. Miały za sobą dużo wspaniałych momentów i Teddy właściwie nie pamiętała tych przykrych, chociaż pewnie i takie się zdarzały. Swan była dość impulsywna, w przeciwieństwie do Darling, która unikała kłótni jak, heh, ognia.
Zasmuciła się na wieść, że dalej nie wiadomo było, kto dokładnie stał za wypuszczeniem zwierząt z zoo. Nie chciała, żeby Aurora miała przez to jakieś nieprzyjemności. Jeszcze tego brakowało, żeby beknęła za coś, co nie było jej winą.
Hej, nawet tak nie mów — ostrzegawczo wymierzyła w nią papierową słomką. — Jestem pewna, że w końcu wszystko się wyjaśni. To nie mógł być nikt z wewnątrz, prawda? Żaden z twoich pracowników nie wpadłby na taki durny pomysł? — zapytała ostrożnie, bo ludziom różne rzeczy wpadały do łba. Może ktoś uznał, że to będzie świetny żart albo chciał dać Swan nauczkę, bo zwróciła mu uwagę?
Była gotowa przyjąć wszystkie narzekania na klatę. Nie bez powodu ludzie uważali ją za wspaniałą przyjaciółkę. Potrafiła słuchać i dawać bardziej lub mniej sensowne rady. A czasami zamknąć mordę i po prostu być obok, kiedy ktoś tego potrzebował. Teddy nie była najlepszą mówczynią na świecie, ale coś tam wiedziała. Niewiele, ale jednak!
Tego właśnie potrzebuję. Ostatnie dni służby to był jakiś kosmos. I tak, to przez ciebie— wypomniała jej w żartach i uniosła swój kubek z bubble tea w geście toastu. — Masz szczęście, że przyniosłaś planszówkę, którą znam i lubię, bo jakby to było coś nowego z instrukcją dłuższą niż na dwie strony, to siedziałybyśmy tutaj do rana — zaśmiała się krótko. Czy ten lokal był w ogóle czynny do tak późnych godzin? A raczej wczesnych? Na pewno nie. To nie klub, w którym balowało się do świtu. — Biorę Cheyenne i Belle — powiedziała z myślą o zielonej i różowej figurce. Jeśli wśród nich była jakaś, którą upatrzyła sobie Swan, to Darling mogła się wymienić. Ale nie ma nic za darmo! Ładny uśmiech załatwił sprawę. — Jestem skłonna negocjować — dodała i skrzyżowała ręce na piersiach, czekając ja jakąś sensowną ofertę. Właściwie mogła grać każdą z tych drewnianych figurek, bo nie miała żadnych ulubionych. Trzeba jednak przyznać, że najczęściej wybierała zielonego bandytę i dodatkowo dobierała sobie jakąś randomową.

Aurora B. Swan

a meeting of former lovers

: pn wrz 14, 2026 3:04 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora prychnęła cicho, kiedy Teddy wycelowała w nią papierową słomką, ale zamiast się obrazić, pokręciła tylko głową z rozbawieniem. Ten drobny gest był tak bardzo w stylu Darling, że przez chwilę Swan po prostu patrzyła na nią z uśmiechem. Właśnie takich rzeczy jej brakowało. Kogoś, kto potrafił jednym zdaniem sprowadzić ją na ziemię, nawet jeśli Aurora miała akurat ochotę dramatyzować nad swoim losem.
- Wiem. Po prostu... czasami łatwiej mi przygotować się na najgorsze, niż liczyć, że wszystko samo się dobrze skończy.
Przez moment przesunęła palcem po krawędzi kubka, zastanawiając się nad pytaniem Teddy. Nie chciała jej okłamywać, ale też nie zamierzała bez powodu rzucać podejrzeń na ludzi, z którymi pracowała. W końcu sama przed chwilą powiedziała, że bez faktów nikogo nie oskarży.

- Nie mam powodów, żeby tak myśleć. Dlatego nie chcę wskazywać palcem na żadnego z nich tylko dlatego, że komuś coś nie pasuje. Jakkolwiek to zabrzmi, ufam swoim pracownikom.
Westchnęła cicho i wzruszyła ramionami.

- Jasne, czasami ktoś jest niezadowolony. Czasami ktoś uważa, że jestem suką. Ma pełną rację w tym, ale to jeszcze nie znaczy, że postanowiłby wypuścić pół zoo na miasto.
Sama myśl o tym wywołała u niej krótkie rozbawienie. Pracownicy mogli narzekać na jej wymagania, mogli przewracać oczami, kiedy pojawiała się z kolejną listą rzeczy do poprawienia, ale Aurora znała swoich ludzi. Przynajmniej chciała wierzyć, że zna. Perspektywa, że ktoś z nich mógłby celowo doprowadzić do całego chaosu, była dla niej wyjątkowo nieprzyjemna. I niemożliwa! Szybko jednak odsunęła od siebie tę myśl. Nie po to przyszła tutaj z Teddy, żeby znowu siedzieć z głową w zoo.
Swan uniosła brwi, słysząc wybór Teddy, a potem spojrzała na zieloną i różową figurkę, jakby właśnie próbowała rozszyfrować wyjątkowo skomplikowany plan strategiczny. Kącik ust znowu powędrował jej do góry. Tym razem już zdecydowanie łatwiej było jej się uśmiechać.

- Cheyenne i Belle? Czyli jednak przyszłaś tutaj, żeby mnie okraść.
Sięgnęła po swoje figurki i bez większego namysłu wybrała Ghosta oraz Doca. Ukryty ruch i dodatkowa karta zawsze dają przewagę w rachunku prawdopobieństwa. Doc był praktycznym wyborem. Ghost dawał jej trochę więcej możliwości kombinowania, a Aurora zdecydowanie lubiła mieć asa w rękawie. Właściwie trudno było znaleźć lepszy zestaw dla kogoś, kto potrafił planować trzy kroki naprzód, a potem i tak zmienić wszystko w ostatniej chwili, kiedy sytuacja przestawała jej odpowiadać. Finalnie pewnie skończy się na śmiechu, bo ruchy będą zdecydowanie niecelne!

Kiedy Teddy wspomniała o negocjacjach, Aurora spojrzała na nią z udawanym niedowierzaniem.
- I nie, nie dostaniesz nic za ten uśmiech. Znam cię. Za chwilę spróbujesz mnie rozbroić tym swoim unikalnym spojrzeniem, rozkleisz, a potem pierwsza ukradniesz mi pół pociągu.
Układanie planszy szło jej niemal automatycznie. Wagoniki, lokomotywa, elementy potrzebne do rozpoczęcia gry. Wszystko trafiało na swoje miejsce, a Aurora co jakiś czas zerkała na Teddy. Za każdym razem miała wrażenie, że napięcie, które przez ostatnie dni siedziało gdzieś pod żebrami, odrobinę odpuszcza.

Telefon nadal leżał ekranem do dołu. Jeszcze niedawno nie potrafiłaby wytrzymać kilku minut bez sprawdzania wiadomości. Teraz nawet nie miała ochoty po niego sięgać. Co prawda wibrował co kilka sekund. Liczyła, że to pogoda albo jakieś powiadomienie dotyczące informacji ze świata. NIC WAŻNEGO.
Upiła łyk bubble tea i spojrzała na nią znad kubka.
- Ale możemy ponegocjować w inny sposób. Na przykład możesz mnie przekupić opowieścią o tym, co działo się u ciebie ostatnio. Bo skoro ja mam ci tutaj urządzać wieczór narzekania na zoo, to chcę wiedzieć, czym ty się męczyłaś w pracy. Poza interwencjami ze zwierzakami. To już wiem.
Oparła przedramiona na stole i uśmiechnęła się cieplej.

- Bez ściemy, bejb. Chcę wersję dla mnie, nie tę, którą opowiadasz ludziom, żeby udawali, że wszystko jest w porządku. Szczegóły, twarde szczegóły i lejąca się krew.
Zachichotała. Przez chwilę po prostu na nią patrzyła. Bez pośpiechu. Bez zawodowej maski. Teddy znała ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, kiedy Aurora naprawdę pytała, a kiedy tylko prowadziła rozmowę.

- A potem możemy się wzajemnie okradać. Jak za starych, dobrych czasów.
Oparła się wygodniej i wreszcie pozwoliła sobie naprawdę odetchnąć. Problemy nadal tam były. Jutro pewnie znowu będą telefony, raporty, pytania i kolejne rzeczy, których nie dało się przewidzieć. Ale przez ten jeden wieczór nie musiała się nimi zajmować. Miała przed sobą Teddy, planszę i bardzo konkretne zadanie. Ograć swoją byłą. Aurora zamierzała potraktować to wyjątkowo poważnie. Pytanie jeszcze jakie pozostawało – jakie scenariusze? Tunele? Otwarte przestrzenie?


teddy darling

a meeting of former lovers

: pn wrz 14, 2026 3:36 pm
autor: teddy darling
W przeciwieństwie do byłej partnerki Teddy zawsze kipiała optymizmem na sto trzydzieści procent. Zdecydowanie wolała spodziewać się najlepszego, niż z góry zakładać, że coś pójdzie nie tak. Nie znaczyło to oczywiście, że była aż tak naiwna i nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wygląda jej praca. Widziała wystarczająco dużo, żeby mieć świadomość, że czasami nawet najlepsze przygotowanie i największe chęci nie wystarczały. Robiła ciężką robotę, oglądała rzeczy, których większość ludzi nigdy nie chciałaby zobaczyć, wracała do domu zmęczona, poobijana i czasami z głową pełną cudzych tragedii, a mimo wszystko pozostawała tym wesołym słoneczkiem. Kilka razy bardzo konkretnie otarła się o śmierć i powinna więc chyba po takich doświadczeniach zacząć patrzeć na życie trochę ostrożniej, ale nic z tego. Teddy nadal potrafiła entuzjastycznie patrzeć w przyszłość i planować kolejne rzeczy, jakby miała przed sobą co najmniej sto lat życia!
Dobrze, że ufasz swoim pracownikiem. Zaufanie to bardzo ważna sprawa — pokiwała głową, totalnie popierając podejście Aurory. Jakby to wyglądało, gdyby sama Darling nie ufała swojemu szefostwu albo współpracownikom? W jednostce zaufanie to była podstawa. Bez tego nie mogłaby odbyć się żadna akcja. — Jesteś dla siebie zbyt surowa, Rory — pokręciła z rozbawieniem głową, kiedy Swan określiła się mianem suki. Ona nigdy jej za taką nie uważała, ale może jej podwładni mieli powody, żeby tak myśleć? Czasami nie lubiło się swojego szefostwa tak dla zasady. Poza tym pamiętała z doświadczenia, że Aurora potrafiła przyczepić się do czegoś bez jakiegoś konkretnego powodu. W ich związku też tak było.
No jasne, że przyszłam cię okraść. Chyba na tym polega ta gra, co nie? — wskazała podbródkiem na rozłożoną na stoliku planszę. Przecież dokładnie o to chodziło, żeby spuszczać łomot innym bandytom i zabierać im łupy! — Chwila, chwila. Nic z tego nie rozumiem. Próbujesz mi powiedzieć, że mój uśmiech już na ciebie nie działa, czy działa aż za dobrze? — ściągnęła w zamyśle brwi. Jak jednak nie działał, to lipa, bo Teddy nie miała nic innego do zauferowania.
Szybko jednak okazało się, że Swan chce po prostu usłyszeć, co u niej. Takie przekupstwo bardzo jej odpowiadało!
Dlaczego od razu zakładasz, że w moim życiu wydarzyły się same paskudztwa? — obruszyła się lekko. Oczywiście, że miała w pracy kilka przykrych akcji, w których nie wszystkich dało się uratować, ale większość z nich kończyła się sukcesem! — Nie wolisz posłuchać o czymś przyjemny? Na przykład o tym, że byłyśmy ostatnio z April w sanktuarium w Vermont, żeby poznać krowę, którą moja narzeczona zaadoptowała dla mnie w ostatnie urodziny? Albo że kot, którego uratowałyśmy, został z nami jednak na stałe? — uśmiechnęła się na samo wspomnienie tych wydarzeń. To było o wiele lepsze od opowiadania o zgliszczach i ludzkich nieszczęściach.
Dostrzegając, że Swan zastanawia się nad czymś intensywnie, postanowiła ją wyręczyć.
Otwarta przestrzeń — podsunęła jej scenariusz przebiegu rundy, w którym bandyci na dachu mogą wykonywać dodatkowe ruchy. — Nie mam ostatnio zbyt miłych wspomnień z tunelami. Słyszałaś o tym, który zawalił się ostatnio w centrum? Wracałyśmy tamtędy do domu. Nic nam się nie stało, ale mam kolejną bliznę do kolekcji po tym, jak próbowała pomóc pasażerom wydostać się z wraku autobusu — podwinęła rękaw i zaprezentowała znamię. Dzięki szwom wszystko ładnie się zrosło, jednak ślad pozostał.

Aurora B. Swan

a meeting of former lovers

: pn wrz 14, 2026 9:15 pm
autor: Aurora B. Swan
Aurora uśmiechnęła się pod nosem, słysząc, że Teddy nadal uważa ją za zbyt surową dla samej siebie. „Rory” zabrzmiało przy tym tak znajomo, że przez krótką chwilę Swan poczuła ten sam rodzaj ciepła, który pojawiał się zawsze, kiedy Darling trafiała w coś, czego inni nawet nie zauważali. Dawno nikt jej tak nie nazwał. Nie zamierzała jednak przyznawać jej racji. To byłoby zdecydowanie zbyt łatwe.
- Nie jestem surowa. Po prostu mam standardy.
Mruknęła z rozbawieniem, choć sama wiedziała, że w jej przypadku granica między jednym a drugim dawno się zatarła. Dopiero po chwili wróciła myślami do kolejnej części wypowiedzi Teddy. Uśmiech. Aurora uniosła na nią wzrok i przez moment wyglądała tak, jakby naprawdę rozważała odpowiedź. Prawda była niestety dość niewygodna. Uśmiech nadal działał. Może nawet trochę za dobrze. Nie w taki sposób, który wymagałby wielkich deklaracji czy ponownego otwierania zamkniętych drzwi, ale wystarczająco, żeby Teddy wciąż potrafiła jednym głupim komentarzem wyciągnąć z niej reakcję, której Aurora nie dawała prawie nikomu.

- Niestety działa. Nie wykorzystuj tego.
Odpowiedziała w końcu, wskazując na nią ostrzegawczo palcem. Kącik ust nadal miała uniesiony, kiedy Teddy wspomniała o April. Sanktuarium w Vermont, krowa zaadoptowana na urodziny, a później jeszcze kot, który zamiast znaleźć nowy dom postanowił najwyraźniej zostać u nich na stałe. Wszystko brzmiało tak bardzo w stylu Teddy, że Aurora mimowolnie pokręciła głową z rozbawieniem. Oczywiście, że właśnie tak wyglądało jej życie. Oczywiście, że dostała w prezencie krowę. I oczywiście, że po drodze przygarnęła jeszcze kota.

Tylko przy imieniu April coś w niej nieprzyjemnie zgrzytnęło. Nie było w tym niczego racjonalnego. Finch nie zrobiła jej przecież nic złego. Wręcz przeciwnie - Aurora naprawdę chciała, żeby Teddy była szczęśliwa. Chciała, żeby miała przy sobie kogoś, z kim mogła planować kolejne lata, wyjazdy, wspólne mieszkanie, może kiedyś ślub i wszystko to, czego Aurora sama nie potrafiła jej zapewnić, kiedy były razem. Rozstanie nie wyniknęło przecież z braku uczuć. Obie po prostu pozwoliły, żeby praca zjadła im zbyt dużą część wspólnego życia. Mimo to wizja April jako tej osoby, z którą Teddy układała sobie przyszłość, była dla Aurory dziwnie trudna do przełknięcia. Nie chciała jej. Nie chciała wracać do tego związku. Nie zamierzała nawet przez sekundę udawać przed sobą, że powinno być inaczej. A jednak jakaś mała, zdecydowanie mniej dojrzała część jej głowy potrafiła pomyśleć, że ta rola kiedyś należała do niej.
Swan odsunęła tę myśl równie szybko, jak się pojawiła. Zamiast tego sięgnęła po kubek i upiła łyk bubble tea.
- Krowa na urodziny to chyba najbardziej „Teddy” prezent, jaki mogłaś dostać.
Uśmiechnęła się szerzej, tym razem już szczerze. Naprawdę cieszyła się z tego, co słyszała. Nawet jeśli gdzieś pod spodem pojawiło się to krótkie ukłucie, nie zamierzała pozwolić, żeby odebrało jej przyjemność ze słuchania. Darling była szczęśliwa. To powinno wystarczyć.

Kiedy jednak podwinęła rękaw i pokazała bliznę, rozbawienie Aurory wyraźnie przygasło. Przez kilka sekund patrzyła na ślad, potem na Teddy, jakby próbowała zdecydować, czy powinna ją za to opieprzyć, czy po prostu udawać, że wcale jej to nie ruszyło. Ostatecznie wygrała ta druga opcja, choć tylko częściowo.
- Naprawdę masz jakiś problem z wracaniem do domu w jednym kawałku. Uważaj na siebie, okej?
Nie było w tym wyrzutu. Bardziej znajoma troska przykryta żartem, żeby żadna z nich nie musiała robić z tego poważnej rozmowy. Aurora pamiętała aż za dobrze, jak wyglądała Teddy po ciężkich akcjach. Pamiętała zmęczenie, siniaki, drobne urazy i to charakterystyczne „nic mi nie jest”, które zwykle oznaczało, że oczywiście coś było. Sama nie była wcale lepsza, więc może właśnie dlatego tak bardzo ją to irytowało.

Jeszcze raz zerknęła na bliznę, po czym pokręciła głową.
- Powinnaś kolekcjonować magnesy z podróży. Nie blizny.
Tym razem sama się zaśmiała, żeby ostatecznie wyrzucić cięższy temat z głowy. Nie po to spotkały się tutaj po kilku trudnych dniach, żeby przez cały wieczór rozmawiać o zawalonych tunelach, wypadkach i wszystkim tym, czego obie miały zdecydowanie za dużo w swoich zawodach. Tutaj miała rację.

Jej wzrok wrócił do planszy. Otwarta przestrzeń. Swan przesunęła wzrokiem po wagonach, figurkach i kartach, już automatycznie zaczynając układać sobie w głowie kilka możliwych wariantów pierwszych ruchów. Ghost dawał jej możliwość ukrycia pierwszej akcji, Doc z kolei zapewniał większy wybór kart na początku rundy. Przy dwóch bandytach takie drobiazgi mogły szybko zacząć robić różnicę. A przynajmniej tak jej się wydawało.
Aurora poprawiła położenie jednej z figurek i spojrzała na Teddy z tym charakterystycznym błyskiem w oczach, który pojawiał się u niej zawsze, kiedy przestawała traktować coś jako zwykłą zabawę, a zaczynała traktować to jako wyzwanie.
- Dobra. Walizka w pierwszym wagonie, szeryf też. Gramy.
Oparła się wygodniej na krześle, przez chwilę przyglądając się swojej drużynie. Ghost. Doc. Cheyenne i Belle po drugiej stronie. Już teraz miała kilka pomysłów, jak dobrać się Teddy do łupów, chociaż rozsądek podpowiadał jej, żeby nie odsłaniać wszystkich kart od samego początku. W końcu to miała być wojna. Mała, plastikowa i rozgrywana przy bubble tea, ale jednak wojna. Zagrała pierwszą ukrytą kartę, czekała na ruch Teddy, a gdy to zrobiła rzuciła kartę Doc'a.


teddy darling

a meeting of former lovers

: wt wrz 15, 2026 12:16 am
autor: teddy darling
Oczywiście, że Aurora miała standardy. Zawsze mierzyła wysoko i nie zadowalała się byle czym. Wymagała dużo zarówno od siebie, jak i od swoich pracowników. Ale czy nie każdy przełożony taki był? Kapitan Whitman, który dowodził ich jednostką, pomimo sędziwego wieku, zachowywał się bardzo podobnie. Gość już dawno mógł spokojnie przejść na emeryturę, odpoczywać w domu i narzekać na młodzież, ale najwyraźniej nadal miał ochotę sprawować pieczę nad swoją ekipą. I wcale nie był dla nich łaskawy, bo zawsze znalazł coś, do czego mógł się przyczepić, uważając, że każde zadanie można było wykonać lepiej.
Niczego nie wykorzystuję! — uniosła ręce w obronnym geście. — Przecież to nie moja wina, że ciągle masz do mnie taką słabość — westchnęła teatralnie, ewidentnie robiąc sobie podśmiechujki. Bo to były tylko żarty, prawda? Prawda??? Urok strażaczki na pewno już dawno przestał działać na Swan. W końcu od ich rozstania minęło już trochę czasu.
O nie, krowa na urodziny. To jest akurat bardzo w stylu April. Ja nie wpadłabym na taki szalony pomysł — zaśmiała się, pociągając przez słomkę kilka łyków bubble tea. Kiwi było tak kwaśne, że aż wykrzywiało jej gębę. Co prawda miała w głowie mnóstwo oryginalnych pomysłów na randki, bo naprawdę lubiła zaskakiwać narzeczoną, ale chyba w życiu nie pomyślałaby o takim certyfikacie. A przecież kiedy Finch wręczała jej ten prezent, były wtedy wyłącznie przyjaciółkami, które znały się od piętnastu lat.
Spojrzeniem dała Rory do zrozumienia, że zawsze na siebie uważała. Czasami mniej, bo emocje brały górę, a adrenalina robiła swoje, ale nie była już tak narwana, jak na początku pracy w straży. Przez te osiem lat zdążyła się nauczyć, że odwaga nie polegała na tym, żeby bezmyślnie wyrywać się przed szereg. Teraz zazwyczaj trzymała się poleceń przełożonych, słuchała dowódcy i nie próbowała udowadniać wszystkim dookoła, że sama najlepiej wie, co należy zrobić.
Nie mam czasu na podróże — zaznaczyła, bo faktycznie nieczęsto zdarzało jej się gdzieś wyjechać. W tym roku zaliczyła już jednak Hawaje i SPA w Stanach, więc to i tak był całkiem niezły progres. — Ty zdajesz sobie sprawę z tego, jak trudno przy moim zawodzie wyprosić o kilka dni urlopu? No właśnie — machnęła ręką. Jeśli Darling gdzieś już wyjeżdżała, to zazwyczaj służbowo. Na przykład jako wsparcie przy gaszeniu wielkich pożarów poza Toronto. Zresztą Aurora dobrze o tym wiedziała. Przez kilka miesięcy żyła przecież z kobietą, której grafik potrafił zmienić się z dnia na dzień i której telefon mógł zadzwonić o każdej porze.
Skupiła wzrok na planszy. Przyjrzała się uważnie układowi wagonów, a potem zerknęła na leżące przed nią karty. Musiała dobrze przemyśleć kolejny ruch, bo nie zamierzała oddać jej łupu bez wcześniejszej walki!
No to jazda — sięgnęła po kartę Ruchu i położyła ją zakrytą na stosie, po czym przesunęła różową figurkę do sąsiedniego wagonu. Nie mogła jeszcze dorwać się do walizki, ale przynajmniej znalazła się o krok bliżej. A to zawsze coś!

Aurora B. Swan