a meeting of former lovers
: ndz wrz 13, 2026 1:28 pm
Aurora wyszła z mieszkania trochę wcześniej, niż planowała. Nie dlatego, że wyjątkowo zależało jej na punktualności. Po prostu od kilku dni miała wrażenie, że im szybciej znajdzie się poza domem, tym szybciej przestanie zerkać na telefon w oczekiwaniu na kolejne wiadomości z pracy. Ostatnie dni w zoo skutecznie odebrały jej ochotę na siedzenie wieczorami przed laptopem. Raporty, telefony, pytania zarządu, kolejne informacje o zwierzętach, które wciąż trzeba było odnaleźć. Wszystko mieszało się ze sobą w jeden wielki bałagan, a najgorsze było to, że nadal nie wiedziała, co właściwie będzie dalej z jej stanowiskiem. Mogła sobie powtarzać, że sytuacja jest już opanowana, że ludzie robią wszystko, żeby doprowadzić sprawę do końca i że przecież nie wszystko zależało od niej. Problem polegał na tym, że Aurora wyjątkowo nie lubiła rzeczy, na które nie miała wpływu.
Dlatego dzisiejszego wieczoru nawet nie próbowała udawać, że ma ochotę być sama. Umówiła się z Teddy i właściwie już samo napisanie do niej wiadomości przyniosło jej odrobinę ulgi. Z Darling zawsze było jakoś łatwiej. Może dlatego, że obie doskonale rozumiały, czym jest praca po godzinach i jak łatwo zapomnieć, że poza nią istnieje jeszcze jakieś życie. Ich związek nie przetrwał właśnie przez to, ale przyjaźń została i chyba z czasem stała się nawet wygodniejsza. Bez oczekiwań, bez pretensji, bez pytania, dlaczego jedna nie odpisała przez sześć godzin, bo była na zmianie, a druga siedziała po uszy w dokumentach. Po prostu Teddy. Człowiek, przy którym Aurora nie musiała niczego specjalnie tłumaczyć.
Tego dnia ubrała się zdecydowanie inaczej niż do zoo. Jasne jeansy, wygodne białe sneakersy i miękki, jasny sweter wpuszczony niedbale z przodu w spodnie. Włosy zostawiła rozpuszczone, makijaż ograniczyła do absolutnego minimum, a na ramieniu zawiesiła niewielką torebkę. Wyglądała zwyczajnie. Nawet trochę słodko. Chyba właśnie o to jej chodziło. Nie chciała dzisiaj wyglądać jak Aurora Swan, która za chwilę ma wejść na spotkanie z zarządem i przekonać wszystkich, że sytuacja jest pod kontrolą. Chciała być po prostu Aurorą, która idzie napić się herbaty z kobietą, którą kiedyś kochała, a dzisiaj nadal cholernie lubi.
Dojechała do centrum bez większych przygód, zostawiając samochód kawałek dalej i ostatni odcinek pokonując pieszo. Wieczorne Toronto było dokładnie takie, jakie lubiła najbardziej - trochę głośne, trochę chaotyczne i pełne ludzi, którzy najwyraźniej mieli znacznie ciekawsze życie niż ona w ostatnim tygodniu. Zatrzymała się przed wejściem do lokalu na kilka sekund, zerknęła przez szybę do środka i uśmiechnęła się pod nosem. Ciepłe światła, półki pełne pudełek z grami, niewielkie stoliki i ludzie pochylający się nad planszami. Zero raportów. Zero telefonów od zarządu. Zero zwierząt biegających po Toronto. Brzmiało idealnie.
Weszła do środka kilka minut przed umówioną godziną. Zamówiła dla siebie bubble tea, a dla Teddy coś, co pamiętała, że lubiła, dorzucając do obu napojów dodatki bez większego zastanowienia. Potem przeszła między stolikami i znalazła wolne miejsce w spokojniejszym kącie. Na stole położyła telefon ekranem do dołu, jakby tym jednym gestem mogła symbolicznie odciąć się od całego świata. Z półki obok wyciągnęła pudełko Colt Express i postawiła je na środku stolika.
Przez chwilę patrzyła na planszę, po czym parsknęła cicho pod nosem. Colt Express. Oczywiście. Jeśli Teddy zamierzała dzisiaj wygrać, Aurora przynajmniej zamierzała sprawić, żeby musiała na to cholernie ciężko zapracować. Gra była raczej niszowa, może popularna w innych krajach, bo opakowanie, karty i przedmioty były prawie niezniszczone.
Oparła łokcie na stole i upiła trochę herbaty, a potem spojrzała w stronę wejścia. Tym razem na jej twarzy pojawił się już prawdziwy, spokojny uśmiech. Czekała na Teddy i chyba pierwszy raz od kilku dni naprawdę cieszyła się na spotkanie z kimś.
teddy darling
Dlatego dzisiejszego wieczoru nawet nie próbowała udawać, że ma ochotę być sama. Umówiła się z Teddy i właściwie już samo napisanie do niej wiadomości przyniosło jej odrobinę ulgi. Z Darling zawsze było jakoś łatwiej. Może dlatego, że obie doskonale rozumiały, czym jest praca po godzinach i jak łatwo zapomnieć, że poza nią istnieje jeszcze jakieś życie. Ich związek nie przetrwał właśnie przez to, ale przyjaźń została i chyba z czasem stała się nawet wygodniejsza. Bez oczekiwań, bez pretensji, bez pytania, dlaczego jedna nie odpisała przez sześć godzin, bo była na zmianie, a druga siedziała po uszy w dokumentach. Po prostu Teddy. Człowiek, przy którym Aurora nie musiała niczego specjalnie tłumaczyć.
Tego dnia ubrała się zdecydowanie inaczej niż do zoo. Jasne jeansy, wygodne białe sneakersy i miękki, jasny sweter wpuszczony niedbale z przodu w spodnie. Włosy zostawiła rozpuszczone, makijaż ograniczyła do absolutnego minimum, a na ramieniu zawiesiła niewielką torebkę. Wyglądała zwyczajnie. Nawet trochę słodko. Chyba właśnie o to jej chodziło. Nie chciała dzisiaj wyglądać jak Aurora Swan, która za chwilę ma wejść na spotkanie z zarządem i przekonać wszystkich, że sytuacja jest pod kontrolą. Chciała być po prostu Aurorą, która idzie napić się herbaty z kobietą, którą kiedyś kochała, a dzisiaj nadal cholernie lubi.
Dojechała do centrum bez większych przygód, zostawiając samochód kawałek dalej i ostatni odcinek pokonując pieszo. Wieczorne Toronto było dokładnie takie, jakie lubiła najbardziej - trochę głośne, trochę chaotyczne i pełne ludzi, którzy najwyraźniej mieli znacznie ciekawsze życie niż ona w ostatnim tygodniu. Zatrzymała się przed wejściem do lokalu na kilka sekund, zerknęła przez szybę do środka i uśmiechnęła się pod nosem. Ciepłe światła, półki pełne pudełek z grami, niewielkie stoliki i ludzie pochylający się nad planszami. Zero raportów. Zero telefonów od zarządu. Zero zwierząt biegających po Toronto. Brzmiało idealnie.
Weszła do środka kilka minut przed umówioną godziną. Zamówiła dla siebie bubble tea, a dla Teddy coś, co pamiętała, że lubiła, dorzucając do obu napojów dodatki bez większego zastanowienia. Potem przeszła między stolikami i znalazła wolne miejsce w spokojniejszym kącie. Na stole położyła telefon ekranem do dołu, jakby tym jednym gestem mogła symbolicznie odciąć się od całego świata. Z półki obok wyciągnęła pudełko Colt Express i postawiła je na środku stolika.
Przez chwilę patrzyła na planszę, po czym parsknęła cicho pod nosem. Colt Express. Oczywiście. Jeśli Teddy zamierzała dzisiaj wygrać, Aurora przynajmniej zamierzała sprawić, żeby musiała na to cholernie ciężko zapracować. Gra była raczej niszowa, może popularna w innych krajach, bo opakowanie, karty i przedmioty były prawie niezniszczone.
Oparła łokcie na stole i upiła trochę herbaty, a potem spojrzała w stronę wejścia. Tym razem na jej twarzy pojawił się już prawdziwy, spokojny uśmiech. Czekała na Teddy i chyba pierwszy raz od kilku dni naprawdę cieszyła się na spotkanie z kimś.
teddy darling