Strona 1 z 2
go, shawty, it's your birthday
: ndz wrz 13, 2026 7:02 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Trzynasty września... Nie lubiła tego całego zamieszania, które pojawiało się każdego roku w związku z tym, że miała urodziny. Rodzina zawsze upierała się przy tym, że trzeba to jakoś uczcić, bo przecież im na niej zależy i był to jej wyjątkowy dzień, ale Ruelle jakoś tego nie czuła. W dodatku za każdym razem, gdy ta data wypadała w piątek była tylko dodatkowo zła na to, że rodzinne plany stają jej na przeszkodzie w rozkoszowaniu się pizzą przy jakimś horrorze oglądanym w pokoju. Nie potrzebowała nic więcej.
Ten rok jednak zdecydowanie miał być inny. Tylko ze względu na to, że River zdecydowała się przyjść i uświetnić to przyjęcie swoją obecnością, co na pewno wzbudzi ogromne poruszenie wśród całej rodziny solenizantki. Po raz pierwszy w końcu zdawała się mieć kogoś, a to było wielkie wydarzenie dla kogoś, kto przez prawie ćwierćwiecze wydawał się wyjątkowo niezainteresowany podobnymi sprawami.
Przygotowania były naprawdę męczące. Całe szczęście, że Rue nie musiała zbytnio się zastanawiać nad tym, co chciała na siebie ubrać. Co prawda zarówno Isabel, jak i Jonathan nie wyglądali na przekonanych i zapytali czy na pewno nie obawia się tego, że doprowadzi biedną ciotkę Luisę do palpitacji serca, ale zamierzała to zignorować. Dobrała do tego delikatne jasne buty na obcasie oraz lekką srebrną biżuterię. Nie chciała też przesadzić z makijażem, aby całość nie stała się nagle zbyt ciężka. Zależało jej na uzyskaniu odpowiedniej harmonii, a nie na kontraście z łagodnym charakterem wybranego outfitu.
Skropliła się jeszcze wyrazistymi perfumami, które raczej nie miały zbyt wiele wspólnego z delikatną kobiecą elegancją, ale dla niej nie miało to aż tak wielkiego znaczenia. Najważniejsze, że była już gotowa do tego, aby zejść na dół.
Przestrzeń na parterze była już przygotowana na to, aby powitać całkiem sporą liczbę gości, ale póki pogoda dopisywała to wszystko miało odbywać się na otwartej przestrzeni za domem, gdzie już stały udekorowane jedzeniem i piciem długie stoły. Z ustawionego w altanie sprzętu grającego sączyła się muzyka, a goście już powoli kręcili się w pobliżu. Została zaczepiona przez kilka ciotek, wujków oraz kuzynów, którzy musieli złożyć jej życzenia oraz zagadnąć.
Policzki bolały ją od podtrzymywania wymuszonego uprzejmego uśmiechu. Ledwo się zaczęło, a ona już liczyła na to, że impreza szybko się zakończy. Najlepiej, gdy wypije już dostatecznie dużo alkoholu, aby się znieczulić.
Telefon zawibrował. Zobaczyła kolejną wiadomość od River. Uśmiechnęła się tym razem w jak najbardziej szczery sposób i ruszyła w kierunku, gdzie dostrzegła sylwetkę swojej artystki.
- Jesteś już - powiedziała, stwierdzając największą oczywistość.
Niezależnie od tego, co Cross miała na sobie to zawsze wyglądała cudownie... oraz tak, że chciało się to z niej zerwać, ale to była już zupełnie inna kwestia.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: ndz wrz 13, 2026 8:23 pm
autor: River Cross
Impreza urodzinowa Ruelle, na której będzie większość jej rodziny, to ostatnie miejsce, w jakim widziałaby się jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz natomiast nie mogła się doczekać. Ekscytacja z powodu tego wszystkiego, co Prescott obiecała z nią zrobić po imprezie, to jedno. Nie było to jednak jej jedyną motywacją. Naprawdę cieszyła się na spędzenie z nią czasu w ten sposób. Chciała dowiedzieć się o niej czegoś więcej i zobaczyć ludzi, wśród których się wychowywała. Było jej naprawdę miło, że Isabel uznała, że zasłużyła, by się na tym spotkaniu pojawić, a Rue przyznała jej rację. Może i ostatnia rozmowa z panią Prescott nie poszła idealnie, ale przecież będą mogły to dzisiaj nadrobić. Nie chciała zakładać od razu, że Isabel jest złem wcielonym i nie będą potrafiły rozmawiać. Chciała dać jej szansę. Może uda im się jednak zakumplować? Przecież River miała jakieś tam zalety! Nie wszystkie sprowadzały się do seksu i talentu artystycznego. Chyba. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie miała zamiaru się powstrzymywać, jeżeli Isabel czy ktokolwiek z tej pokręconej bandy przegnie, nie będzie siedziała cicho.
Zaczęła stresować się dopiero w drodze. A może jednak to był kiepski pomysł? A co, jeśli zrobi z siebie kretynkę przed tymi wszystkimi ludźmi? Normalnie miałaby to gdzieś, ale przecież Ruelle zależało na zdaniu tych osób. Naprawdę nie była wymarzonym materiałem na partnerkę dla czyjegokolwiek dziecka i niejednokrotnie miała okazję to odczuć. Co jeżeli ta rodzina pomyśli tak samo? Co, jeżeli palnie coś głupiego i to Rue będzie nią zawiedziona? Nie chciała zepsuć jej tego dnia i nie chciała znowu się z nią pokłócić, a ich dotychczasowa historia jasno wskazywała na to, że dzisiaj powinno do tego dojść. A może jednak przesadziła ze strojem? Nie chciała doprowadzić żadnej babci do nerwówki. We własnej opinii wybrała coś wyjątkowo stosownego i stonowanego. Oversizowa marynarka w drobną kratę sięgała jej przecież prawie do połowy uda! I nawet miała pod spodem coś poza majtkami, no halo! Nikt nie powinien też mieć czegoś przeciwko długim, czarnym kozakom ponad kolano, prawda? To chyba pruderyjne buty. A może ten obcas był niepotrzebny? Łańcuch z kłódką na szyi powinien docenić każdy wuja o buntowniczym sercu. A te uprzęże na udach, które skutecznie przyciągały wzrok do jedynego nagiego fragmentu jej nóg? Cóż, to też wujkowie powinni docenić, ale dopiero wtedy, gdy ich żony odwrócą wzrok. Jak mogłaby jednak odmówić harnesów swojej muzie w jej urodziny?
Wszystkie nerwy odeszły jak ręką odjął, gdy tylko zobaczyła Ruelle. Wsadzona do komiksu pewnie teraz zamieniłaby się w mokrą plamę. A może skóra zaczęłaby jej parować? W oczach pojawiłyby się serduszka? Albo zaczęłaby lewitować. Miała wrażenie, że robi wszystkie te rzeczy jednocześnie. Nie była w stanie objąć rozumem tego, co widziała. Nie potrafiła też powstrzymać uśmiechu.
— Jestem już — zgodziła się z tą niezwykle bystrą uwagą. Czy mówiła jej kiedyś, jak cholernie kręci ją jej intelekt? Na pewno mówiła. Objęła ją jedną ręką w pasie, bo drugiej trzymała prezenty i złożyła na jej wargach krótki, delikatny pocałunek. Dałaby sobie głowę uciąć, że między ich wargami pojawiły się iskry. Naprawdę smakowała jak bateria.
— Jeszcze raz wszystkiego najlepszego — powiedziała z uśmiechem. Ćwierćwiecze to nie przelewki. Cross wiedziała przecież, co mówi. Nachyliła się w taki sposób, jakby chciała ucałować ją w policzek.
— Kurwa, jak ty wyglądasz. Przecież mnie popierdoli do wieczora — wymruczała jej cicho do ucha i zacisnęła mocniej palce na jej tali. Zawsze robiła się strasznie wulgarna, gdy pożądanie mroczyło jej myśli. Musnęła wargami jej policzek, zanim znów się wyprostowała.
— To dla ciebie — wyjaśniła i wręczyła jej prostokątny, nieduży pakunek starannie owinięty w matowy czarny, elegancki papier. — A to dla Isabel — dodała, podnosząc rękę, w której trzymała butelkę rumu Don Q 151. Uznała, że portorykański alkohol powinien być niezłą formą wyciągnięcia ręki na zgodę.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: ndz wrz 13, 2026 10:32 pm
autor: Ruelle I. Prescott
To położenie, w którym się obecnie znajdowały było z pewnością niespodziewane. W życiu nie przypuszczałaby, że River Cross znajdzie się na jej urodzinach. W dodatku urządzanych przez rodzinę. Chciała ją trzymać z daleka od tego wszystkiego i nie przenosić tej relacji na jakikolwiek grunt rodzinny... Po tym wszystkim chyba też nie będzie miała żadnego dobrego argumentu, aby opierać się tej kolacji, na którą Georgia wciąż ją zapraszała. To na pewno było przedsięwzięcie na dużo mniejszą skalę niż poznawanie wszystkich ciotek, wujków oraz kuzynów.
Czy się denerwowała? Oczywiście, że tak. Starała się jednak manifestować, że wszystko będzie dobrze oraz wyczekiwać uparcie tego, co się zadzieje, gdy już znajdą okazję do tego, aby się wymknąć i nacieszyć się sobą. Takie świętowanie swoich urodzin mogła zrozumieć. Było o wiele lepsze niż niezręczne rozmowy, jeszcze bardziej nieręczne wysłuchiwanie śpiewanego sto lat oraz zdmuchiwanie świeczek z ogromnego tortu.
Całe szczęście, że Cross była obok i mogła jej zagwarantować nieco ciekawsze urodziny niż te spędzane w towarzystwie rodziny. Nie mogła też oderwać w żaden sposób od niej wzroku, gdy tylko zobaczyła to jak jej artystka postanowiła się ubrać. Doceniała z pewnością ten harness. Uwielbiała uprzęże wszelkiego rodzaju, a przyglądanie się River w takim wydaniu sprawi, że nie będzie mogła się skupić na niczym innym niż na myśli, że chciała ją mieć jak najszybciej i tylko dla siebie. Do diabła z tym, co mogły sądzić o tym stare ciotki czy inni bardziej konserwatywni, czy raczej sztywni, członkowie rodziny. Ruelle po prostu przyglądała jej się roziskrzonymi oczami jakby właśnie zobaczyła najlepszy możliwy prezent.
Przylgnęła do niej od razu i nie wyraziła, ani słowa sprzeciwu, gdy tylko dziewczyna pocałowała ją delikatnie w ramach przywitania. Niech sobie gadają, co chcą. Tak czy siak plotkowaliby na temat ich relacji, a w ten sposób rozwieją chociaż część wątpliwości. Przez chwilę nawet miała wrażenie, że słyszy podszepty ciotki Luisy oraz ciotki Antonii. Niech sobie gadają. One zawsze musiały musiały wszystkich obgadać z góry na dół.
- Dzięki. Chociaż, serio, nie musiałaś - zapewniła ją, bo przecież nie oczekiwała od niej ani życzeń, ani fizycznego prezentu.
Uśmiechnęła się jeszcze, gdy tylko usłyszała ten cichy pomruk tuż obok swojego ucha. Oczywiście, że to na nią działało. W końcu miała na sobie sukienkę jej autorstwa, która idealnie podkreślała jej sylwetkę i opinała się dokładnie tam, gdzie trzeba.
- I ty to mówisz? Nie wiem jak zniosę widok tych ud - odmruknęła, przysuwając się do niej odrobinę bliżej, gdy tylko artystka zacisnęła mocniej palce na jej talii.
Przygarnęła wciśnięte jej do rąk pudełko prezentowe i spojrzała na swoją rysowniczkę, która nie tylko pomyślała o tym, aby coś jej kupić, ale także, aby zadbać jakoś o Isabel, z którą ostatnio nie poszło jej najlepiej.
- Już się jej podlizujesz? - zapytała po czym uniosła pudełko ze swoim prezentem. - Powinnam go otworzyć teraz czy lepiej zrobić to na osobności?
Nie miała pewności, co właściwie mogło jej krążyć po głowie. Wolała zatem upewnić się czy na pewno mogła rozpakować prezent, a dopiero później objęła ją w pasie ramieniem, aby zaprowadzić ją w stronę, gdzie znajdowali się państwo Prescott.
- Mami, papi - odezwała się, podnosząc głos na tyle, aby ją usłyszeli przez panującą dookoła lekką wrzawę. - River przyszła.
Oboje odwrócili się w stronę córki i zmierzyli zarówno ją, jak i jej towarzyszkę wyjątkowo uważnym spojrzeniem. Przez chwilę Jonathan wydawał się być nieco zaszokowany ubiorem stojącej przed nią Cross, ale szybko się panował.
- Miło cię widzieć. Wybacz, że ostatnio nie mieliśmy zbytniej okazji porozmawiać - powiedział, wyciągając do niej rękę w geście powitania. - Nie miałem pojęcia, że ty i Ruelle się spotykacie.
Tanatopraktorka sama zdecydowała się na używanie takiego określenia, które wydawało się być idealnym neutralnym pojęciem na to, co znajdowało się między nią, a artystką. Isabel zdawała się również jakoś przetworzyć wszystkie te informacje i porozmawiać z córką w międzyczasie, bo również zdawała się spoglądać na Cross przyjaźniejszym okiem.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: ndz wrz 13, 2026 11:19 pm
autor: River Cross
Powinna jej zaproponować, żeby spotkały się rano u niej i dotarły na imprezę razem. Może przez te kilkanaście godzin udałoby im się sobą nacieszyć i teraz cierpiałyby dużo mniej. Domyślała się jednak, że rodzina nie wypuściłaby jej stąd bez pomagania w przygotowaniach. Trudno. Będzie musiała uzbroić się w cierpliwość. Prawdopodobnie czekało na nią największe wyzwanie ze wszystkich, które rzucała jej do tej pory Ruelle. W tym otoczeniu miały naprawdę mało opcji na chociaż minimalne ulżenie swoim emocjom. Na szczęście nie uważała, by szansa była zerowa.
Pocieszała ja myśl, że dla Presoctt to będzie równie duże wyzwanie. Ucieszyła się, że jednak udało jej się zbalansować strój w taki sposób, by nikt jej nie mógł jej stąd wyrzucić za bezczelność, a przy okazji żeby wzbudziła w swojej modelce tak silne emocje. Po kręgosłupie przemknął jej przyjemny, ciepły dreszcz. Uwielbiała, kiedy Rue patrzyła na nią w ten sposób. Bycie pożądaną akurat przez nią pobudzało jej ego wielokrotnie mocniej niż ktokolwiek inny.
— Głupia bym była, gdybym nie spróbowała się wkupić — prychnęła zaskoczona, że tanatopraktorka w ogóle brała pod uwagę, że mogłaby tu przyjść z pustymi rękami. Lubiła obdarowywać swoją muzę prezentami nawet bez okazji, a co dopiero dzisiaj. Szczerze liczyła też na to, że państwo Prescott byli ludźmi, których taki prezent nie urazi, a nawet wzbudzi dodatkową sympatię. Nie dość, że zrobiła research, to jeszcze się wykosztowała. Musi się opłacić.
— Otwórz śmiało — uspokoiła ją. W prezencie nie było absolutnie niczego zdrożnego... jak na ich realia. W środku znajdowała się książka. Miała czarną, skórzaną okładkę. Wyglądała na bardzo starą i prawdopodobnie odrestaurowaną przez jakiegoś zdolnego introligatora. Żłobiony i pozłacany tytuł głosił Carmilla - Sheridana Le Fanu.
River od razu zachęciła dziewczynę, by przekartkowała egzemplarz. Oprócz tekstu wewnątrz znalazły się ilustracje. Czarno-białe ryciny były narysowane cienką kreską, tworząc pełne cienia kadry. Zostały wystylizowane tak, żeby wyglądały jak stare tablice wszyte między rozdziały. Wszystkie były na papierze odrobinę innym niż reszta książki, ewidentnie nowszym. Dodatkowe strony zostały w jakiś sposób wszystkie w oryginalny egzemplarz. Nietrudno było się domyślić, że wszystkie wyszły spod rąk River. Wszystkie nawiązywały do treści książki. Znalazła się tam ilustracja, która przedstawiała ciemną sypialnie oświetlaną tylko przez księżyc. Na łóżku leżała Laura River, z odsłoniętą szyją i jedną ręką zaciśniętą na prześcieradle. Nad nią pochylała się Carmilla Ruelle, której dłon zawisła w połowie ruchu tuż nad gardłem leżącej. Kolejna była portretem Ruelle z rodu Karnsteinów. Dziewczyna wpatrywała się intensywnie spod ciężkich powiek w czytelnika. Jeszcze inna ilustracja przedstawiała nagą River stojącą w wielkim oknie jakiegoś pokoju. Za szybą widoczny był nocny ogród i Ruelle stojącą między drzewami. A może to było odbicie w szybie albo jakiś cień? Trudno było powiedzieć. Nie zabrakło również rysunku dwóch kobiecych dłoni leżących na jasnej poduszce tuż obok plamy krwi. Na ostatniej River siedziała na zdobionym krześle z głową lekko odchyloną. Ruelle obejmowała ją od tyłu, jedną rękę opierając na jej tali, drugą tuż przy mostku.
Uśmiechnęła się do Prescottów, gdy tylko przed nimi stanęły. Miała wrażenie, że Johnatan przyglądał jej się o sekundę za długo. Jednak przesadziła z tymi uprzężami? Cholera. Trudno. Trzeba iść w zaparte.
— Bardzo mi miło. Cieszę się, że będziemy mogli to dzisiaj nadrobić. — Uśmiechnęła się raz jeszcze starając się zgrywać pozory naprawdę miłej dziewczyny. Uścisnęła dłoń mężczyzny, po czym wyciągnęła w ich stronę alkohol. No dobra, w stronę Isabel, nie oszukujmy się.
— To dla państwa. Mam nadzieję, że trafiłam w gusta. A jak nie to najwyżej zniszczę biznes tej kobiety, która mi doradzała, w wyjątkowo brutalny sposób — dodała i uśmiechnęła się po raz trzeci, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to był tylko żart. A był? Załóżmy, że był. Zasłabnie w końcu od tego nadmiaru uśmiechania.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: pn wrz 14, 2026 8:13 am
autor: Ruelle I. Prescott
Zdecydowanie powinny to zaplanować inaczej, ale czy na pewno by im to wyszło? To była już zupełnie inna kwestia. W końcu na pewno nie mogłaby się tak łatwo uwolnić od swoich obowiązków solenizantki i wyparować na parę godzin. To zdecydowanie by nie przeszło. Musiałaby się wykraść z domu, a potem czekałyby ją liczne telefony oraz wyrzuty, że tak po prostu wszystko ignorowała.
Już od samego początku wiedziała, że będzie się męczyć i wyczekiwać momentu, gdy zwyczajnie się ulotnią z miejsca przyjęcia, aby móc się zająć sobą. To miała być przecież jej główna atrakcja. Już wcześniej prawie skręcało ją z niecierpliwości, a teraz? W momencie, gdy obaczyła jak cudownie dziewczyna się dla niej wystroiła? Nie mogła oderwać od niej oczu. Miała nadzieję, że wkrótce jej dłonie będą mogły się w pełni nasycić miękkością jej skóry oraz odcinającym się na niej kształtem bielizny oraz uprzęży.
- Całkiem rozsądne zagranie - pochwaliła, przytakując jej na to wkupne.
Być może powinna się spodziewać tego wszystkiego. W końcu River miała zrobić jak najlepsze wrażenie i wiedziała mniej więcej jak powinna do tego wszystkiego podejść. W gruncie rzeczy to jednak przy poprzednim spotkaniu Prescottów nie poszło jej tak źle. Teraz z kolei miała czas na to, aby się odpowiednio do wszystkiego przygotować.
Zachęcona słowami rysowniczki odpakowała jej prezent i przez chwilę wpatrywała się jedynie w okładkę wyjątkowo starego wydania opowiadania irlandzkiego mistrza grozy. Z pewnością River wiedziała, co znajdowało się w kręgu jej zainteresowań. Wybrała akurat klasyczną saficką opowieść o wampirach. Nie przypuszczała jednak, że gdy tylko otworzy wnętrze tomiku jej oczom ukażą się dodatkowe wstawki z rycinami, które nie wyglądały na oryginalne. Potrzebowała krótkiej chwili, aby rozpoznać w nich styl River oraz domyślić się, że ten nowszy papier został przez nią wstawiony do książek specjalnie z myślą o tanatopraktorce.
Czyż to nie cudowne, że River zdecydowała się jej podarować akurat podobny tomik i umieścić ją w roli wampirzycy, która manipulowała i próbowała doprowadzić do ruiny młodą dziewczynę spragnioną towarzystwa? Pewnie powinna się uważnie zastanowić nad ich relacją. Zamiast tego jednak zamknęła książkę i spojrzała raz jeszcze na swoją artystkę. Tym razem z pewnym wzruszeniem.
- River... - zaczęła, ale przez moment nie mogła odnaleźć odpowiednich słów, więc tylko raz jeszcze przytuliła się do dziewczyny. - Jest cudowna... Dziękuję.
Na razie nie była w stanie dać swojej artystce bardziej wyszukanej oraz rozbudowanej recenzji. Chwilowo musiało jej to wystarczyć. Później jednak na pewno zadba o to, aby Cross poczuła się odpowiednio doceniona oraz dostała swoją garść komplementów związanych z jej wyjątkowo ujmującą sztuką. Nawet jeśli była w niej ujmowana jako okrutna wampirzyca.
Można było łatwo dojść do wniosku, że jednak River nieco przesadziła, ale przynajmniej dzięki temu pozostała sobą, a nie jakąś ugrzecznioną wersją, która w gruncie rzeczy nie miała kompletnie nic wspólnego z jej właściwym charakterem.
- Och, jestem tego pewien - przytaknął z delikatnym uśmiechem.
- Ostatnia nasza rozmowa nie poszła najlepiej. Przepraszam - wtrąciła jeszcze Isabel, przenosząc spojrzenie na córkę. - Zabolało mnie to, że Ru nic nam nie powiedziała na twój temat.
Zabolało faktycznie, a jak potężną rozmowę młoda Prescott odbyła ze swoimi rodzicami po wyjściu rysowniczki to już wiedziała tylko ich trójka. Na pewno jednak było tam dużo emocji oraz nieco krzyków.
- Dziękujemy, ale naprawdę nie trzeba było - zaoponowała jeszcze Portorykanka, przyjmując prezent od rysowniczki. - Z pewnością nie ma potrzeby, aby komukolwiek rujnować biznes.
Ruelle chciała wtrącić jeszcze coś od siebie, ale nie bardzo miała ku temu okazję, bo nagle za jej plecami rozległ się podekscytowany dziecięcy krzyk.
- Ciocia RuRu!
Tanatopraktorka odwróciła się akurat w momencie, gdy dopadł do niej radosny kilkulatek. Tuż za nim znajdowała się dwójka dorosłych, która zdawała się być jego rodzicami.
- Wszystkiego najlepszego ciociu! Fajnych prezentów, dużo słodyczy... - kilkulatek trajkotał jak najęty. - Zrobiłem ci laurkę!
Faktycznie. W dłoni trzymał nieco już wymiętą kartkę, na której znajdował się prosty rysunek autorstwa dziecka. Postać lekko patykowatej tanatopraktorki nie mogła się równać ze szkicami River, ale ewidentnie włożono w nią sporo serca.
- Jest cudowna. Dziękuję, Leo - odpowiedziała, ściskając malucha.
- Sto lat, Ruelle - odezwał się jeszcze ojciec małego Leo, wręczając jej mały pakunek owinięty w papier odzdobny, a żona zaraz zawtórowała jego życzeniom.
- Dzięki - odpowiedziała i zanim zdołała dodać coś jeszcze, zauważyła zdecydowanie zbyt ciekawskie spojrzenia posyłane w stronę artystki. - Ach, to River. Spotykamy się od jakiegoś czasu. Mój kuzyn Jacob i jego żona, Amelia.
- Wreszcie ktoś! Nawet nie wiesz jak miło cię poznać - zaczął Jacob i oboje z Amelią wyciągnęli w jej kierunku dłonie w geście przywitania.
Pewnie wszyscy mogliby sobie tak stać zbitą grupką, gdyby nie mały Leo, który zaczął z podekscytowaniem ciągnąć młodą Prescott za rękę.
- Ciociu, chodź! Muszę ci coś pokazać! - upierał się.
- Jasne, koleżko - odpowiedziała z uśmiechem, posyłając River przepraszające spojrzenie.
Wkrótce bowiem chłopiec odciągnął ją gdzieś na bok, zostawiając Cross samą z państwem Prescott, gdyż rodzice kilkulatka podążyli za uprowadzoną solenizantką.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: pn wrz 14, 2026 1:34 pm
autor: River Cross
Miała nadzieję, że trafi z prezentem. Naprawdę nie było w nim zbyt wiele dwuznaczności. Prezenty, które podarowała jej ostatnio bez żadnej okazji, nie były przecież tak czyste. A już na pewno nie jeden z nich. Mogła też oczywiście narysować lub namalować coś specjalnie dla niej, ale znów trudno byłoby jej się powstrzymać od przekazywania w tej sztuce czegoś poza pożądaniem. Poza tym – co miałaby jej niby namalować? Ruelle nie sprawiała wrażenia osoby, która tak po prostu powiesiłaby w sypialni portret samej siebie, nawet taki zwyczajny. Starała się więc to wszystko wypośrodkować. Trafić w jej gust, ale przy okazji dodać coś od siebie. Takim podarunkiem mogła się nawet pochwalić rodzicom! Cross powinna być z siebie dumna. Właściwie po zobaczeniu reakcji swojej modelki, naprawdę była.
— Cieszę się, że ci się podoba. Nie spodziewałam się, że będę kiedyś dla kobiety biegać po miejscowych introligatorach. Dasz wiarę, że ten zawód jeszcze nie umarł? — zażartowała, zaczesując ciemne kosmyki włosów za ucho solenizantki. To nie do końca był jej klimat. Tonięcie w książkach, a już szczególnie takich, bardziej pasowało do Ruelle. Nie mogła jej jednak poprosić o radę, to miała być niespodzianka. Ważne, że się udała. O tę część prezentu się trochę martwiła. Do pozostałych części nie miała wątpliwości, Rue na pewno będzie zachwycona.
Skinęła tylko głową na przeprosiny Isabel. Wyglądało na to, że problemów z tymi słowami Rue nie odziedziczyła po mamusi. Przeszły jej przez gardło wyjątkowo łatwo. Cross była wręcz zaskoczona, że w ogóle otrzymała jakiekolwiek przeprosiny. Gdyby Isabel teraz traktowała ją z dodatkowym dystansem albo wrogością, miałoby to pewnie więcej sensu. Wyglądało na to, że kobieta naprawdę ma w sobie całą masę ciepła. To plus. Może dzięki temu łatwiej będzie im nawiązać relację. No i Prescottom spodobał się alkohol, co też napawało ją optymizmem.
Chciała jeszcze wyjaśnić coś w kwestii rumu, kiedy nagle obok nich zjawił się mikro człowiek. River spojrzała na kilkulatka, zastanawiając się, czy powinna uciekać już teraz czy dopiero za moment Na szczęście dziecko było nią kompletnie niezainteresowane. Kiepsko radziła sobie w kontaktach z maluchami. Nic do nich nie miała, po prostu odnosiła wrażenie, że dzieci się jej boją. Spojrzała też na laurkę i odruchowo zaczęła oceniać talent chłopaka, a raczej jego kompletny brak. Gówniarz musi się jeszcze sporo nauczyć. Tak to jest, jak przychodzi się z nożem na strzelaninę, dzieciaku. Nie, chwila. Nie powinna porównywać własnych rysunków do laurki, przecież to debilizm.
— Mam nadzieję, że nie będę jak ten klasyczny pierwszy naleśnik — zażartowała, ściskając dłonie Amelii i Jacoba. Od razu też poczuła absolutne zażenowanie własnymi słowami. Chyba trochę za bardzo się starała, powinna być sobą, a nie tak pajacować. Ludzie zazwyczaj lubili skromność, więc uznała, że porównanie się do pierwszego koślawego testu zda egzamin. Ale przecież ona wcale nie była skromna.
Uniosła zaskoczona brwi, gdy Rue posłała jej przepraszający uśmiech. Ona chyba nie ma zamiaru... dokładnie taki miała zamiar. Poszła gdzieś z tą trójką zostawiając ją na pastwę własnych rodziców. O bogini.
— No dobrze, przyznam szczerze, że potrzebuję małych podpowiedzi. Nigdy nie byłam na tak dużej imprezie rodzinnej, bo w mojej rodzinie są tylko mamy – zwróciła się do Prescottów, przyjmując odwrotną strategię niż przed chwilą. Żadnego pajacowania, tylko szczerość.
— Ach, no właśnie. One też serdecznie państwa pozdrawiają. Szczerze mówiąc Georgia była już na etapie planowania wspólnego weekendu, ale nieco ostudziłam jej zapał — dodała. Przekazanie informacji matkom poszło mniej więcej tak jak się spodziewała.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: pn wrz 14, 2026 5:56 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Z pewnością nie miała w swojej kolekcji żadnej równie równie cennej książki. Zwłaszcza, że dodatkowo była wzbogacona o ilustracje autorstwa swojej artystki. Zapewne niektórzy mogliby uznać, że ingerując w oryginalny tom popełniła jakieś świętokradztwo, ale Ruelle się tym teraz nie przejmowała. W końcu dziewczyna pragnęła tylko stworzyć dla niej jak najbardziej unikalny prezent. Powinna zatem jej za to podziękować wyjątkowo gorąco, gdy już tylko zostaną same. Chociaż czy nie planowała czegoś podobnego już od początku całej imprezy? Teraz jedynie umacniała się w swoim postanowieniu.
- Aż trudno uwierzyć, ale postaram się wynagrodzić ci cały ten trud - zamruczała jeszcze tuż przy jej ustach, postanawiając skraść jej jeszcze jeden pocałunek.
Naprawdę żałowała tego, że cały czas miała gdzieś z tyłu głowy myśl o tym, że zapewne połowa rodziny patrzy w ich kierunku. Zero prywatności. Będą musiały to naprawić za jakiś czas, bo nie mogła nawet porządnie pocałować swojej dziewczyny. Musiała zamiast tego wycofać się wyjątkowo szybko, przygryzając jedynie lekko jej dolną wargę.
Można było zaryzykować stwierdzeniem, że tanatopraktorka odziedziczyła w pewien sposób temperament po matce, ale na pewno nie były do siebie, aż tak podobne pod względem charakteru. Albo też Rue zwyczajnie dobrze to maskowała na co dzień. Isabel zdawała się mieć w sobie naprawdę ogromne pokłady ciepła, a jako rodzinna osoba poczuła się dotkliwie dotknięta tym, że jej córka zdawała się ją dystansować od siebie w dość wyraźny sposób i odcinać od spraw, które wydawały się być dla niej ważne. Zdecydowanie źle to znosiła. Może więc naprawdę miały spore szanse na to, aby się zaprzyjaźnić?
Kolejną rzeczą, która mogła z pewnością zaskoczyć River był fakt, że znajdujące się na imprezie dzieci wcale się jej nie bały w żaden sposób. Może i mały Leo był całkowicie pochłonięty swoją ciocią i kompletnie nie zwracał na nią uwagi, ale gdzieś w pobliżu znajdowała się również kilkuletnia dziewczynka o jasnych włosach, która wpatrywała się jak zaczarowana w Cross, pochłaniając całą jej postać z wyjątkowym zaciekawieniem. Być może niektóre przywykły do nieco mroczniejszej i wyrazistszej estetyki ze względu na obecność Ruelle w ich życiu. Ewentualnie mogła to być zwyczajna dziecięca fascynacja wszystkim, co inne. W końcu większość dorosłych tak nie wyglądała i to stawiało artystkę na równie z fajnymi postaciami z bajek.
- W naszej rodzinie pierwsze naleśniki się zjada, więc... - Jacob wyraźnie chciał zażartować, ale ostrzegawcze spojrzenie, które posłała mu żona uświadomiło mu, że jednak powinien uważać na to, aby nie rzucić jednego słowa za dużo przy dziecku.
- Liczymy na to, że zostaniesz z nami na dłużej - dodała Amelia, ujmując dłoń Jake'a. - A teraz wybacz, ale idziemy się upewnić, że nasz syn nie zamęczy twojej dziewczyny.
Leo wydawał się naprawdę uwielbiać tanatopraktorkę i ta zapewne nie miała innego wyjścia niż podążyć za nim, aby zapewnić sobie spokój na jakiś czas, bo inaczej chłopiec zamęczałby ją jeszcze przez długi czas tym, że musi jej coś koniecznie pokazać.
To jednak stawiało River w wyjątkowo kłopotliwej sytuacji, gdzie została pozostawiona sama sobie ze swoimi, potencjalnymi, przyszłymi teściami. Przynajmniej będzie miała szansę na to, aby zaliczyć pierwszą niezręczność, a potem... Może jakoś to będzie.
- To proste. Traktuj większość rzeczy, które tu usłyszysz z lekkim przymrużeniem oka. Mamy tutaj osoby, które zdecydowanie lubią przesadzać i kolorować fakty - zaczęła Isabel, spoglądając głównie w kierunku jakiejś starszej kobiety w w rogowych okularach i szklanką kolorowego napoju w ręce, która zawzięcie dyskutowała ze swoją rozmówczynią.
- Uważałbym też na to, kto cię poprosi do tańca. Niektórzy krewni Isy są... khem... wyjątkowo żywotni jeśli chodzi o taniec i potrafią się zapomnieć - poradził jej jeszcze Jonathan, a rysowniczka zapewne, gdyby przyjrzała się fragmentowi podwórka wydzielonemu na parkiet to bez problemu dostrzegłaby sugestywne ruchy biodrami czy dłonie wędrujące w miejsca, które na pewno nie znajdowały się w standardowym ułożeniu.
Z pewnością rysowniczka była wystawiona na ogromny chaos. Taki natłok osób generował swój osobliwy hałas, barwne stroje mieszały się ze sobą, podobnie jak głosy rozmów, a alkohol zdawał się płynąć w miarę swobodnie. Część osób podchodziła też do zawieszonego nad ogniskiem kotła, w którym coś gotowało się lub podgrzewało, emanując silny i przesycony przyprawami zapach.
- To naprawdę miło z ich strony - Isabel wydawała się być autentycznie poruszona słowami rysowniczki. - Nie wiem jak z weekendem, ale myślę, że kolacja byłaby jak najbardziej osiągalna. Prawda, Nathan?
Spojrzała jeszcze w kierunku męża, który przytaknął na jej słowa. Może nie wydawał się tak podekscytowany tym pomysłem jak Portorykanka, ale nie miał nic przeciwko. Najwyraźniej przywykł do ekstrawertyzmu małżonki, która gościnność zdawała się mieć we krwi.
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: pn wrz 14, 2026 8:28 pm
autor: River Cross
Miała szczerą nadzieję, że nie wzbudzi aż takiej sensacji. Starała się przecież zachowywać i wyglądać w dość stonowany sposób – jak na siebie. Nie żeby nagle zaczęła jej przeszkadzać cudza uwaga. Wiadomo, że nie. Wszystko wynikało wyłącznie z troski o Ruelle. Domyślała się, że tak czy siak zostanie napadnięta przez wszystkich wokół, więc jeżeli mogła jakkolwiek zmniejszyć intensywność tych ataków, to powinna się postarać. Na pewno miałaby łatwiejsze zadanie, gdyby głównym celem dzisiaj było wywołanie jak największej boruty. Niedouczony artysta zniknął zanim w ogóle zdążyła mu się porządnie przyjrzeć, ale River szybko odkryła, że zaskarbiła sobie jeszcze czyjąś uwagę. Kilkuletnia dziewczynka faktycznie nie sprawiała wrażenie przerażonej, a raczej zaciekawionej. Może ma lepszy gust niż jej potencjalny kuzyn czy... w sumie River nawet nie znała nazw na te wszystkie stryjostwa i inne cholerstwa. Nieważne. Puściła do małej oczko, nie chcąc chwilowo wchodzić z nią w głębsze interakcje. Technika małych kroczków.
— Czyli jednak zostanę tu pożarta. Tak czułam — rzuciła im jeszcze na odchodne, starając się nadal brzmieć tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, że żartowała. Zazwyczaj się tym nie przejmowała, pozostawiając wokół siebie niedopowiedzenia, ale to chyba był zły pomysł. Może ta familia po prostu okaże serce i nie zeżre jej na dzień dobry? Oby. Wolałaby być teraz pożerana przez Ruelle, ale o tym zdecydowanie nie powinna w tym momencie myśleć.
Podążyła wzrokiem za Isabel w stronę wyjątkowo charakterystycznej starszej kobiety. River lubiła takie osobowości. Były jak wyciągnięte prosto z kreskówki albo komiksu. Od razu miała wrażenie, że w jakimś stopniu ją rozumie, kimkolwiek była. Oby to się tylko źle nie skończyło.
— Och, czyli tutaj się tańczy? Ruelle mnie nie ostrzegała. Mogłam wybrać lepsze buty. — Spojrzała w stronę gibającego się wujostwa. A może to byli obcy ludzie, którzy się tu napatoczyli przypadkiem, bo byli już najebani i uznali, że wykorzystają fakt, że toczy się impreza? Wszystko jednio. Biorąc pod uwagę, że miała okazję zatańczyć z Rue po raz pierwszy zaledwie kilka dni temu, to nie miała pewności, czy przenoszenie dalszych doświadczeń od razu przed oczy rodziny to najlepszy pomysł na świecie. A w ogóle powinna angażować się w tańce z kimkolwiek innym? Może i potrafiła się ruszać, ale przecież spora część tej rodziny to Latynosi. Nie miała z nimi szans. Nie mogli urządzić jakichś zawodów matematycznych, żeby się wykazała? Nie, to też by się nie udało. Tej części koreańskości nie odziedziczyła po żadnym z rodziców.
— Serio pani mówi? — Spojrzała na nią z mieszanką rozbawienia i zaskoczenia. Przekazała uwagę o Georgii ze zwykłej kurtuazji i dla podtrzymania rozmowy. Nie spodziewała się, że faktycznie mogłoby dojść do takiego spotkania.
— Nie wiem, kto się bardziej ucieszy – Ruelle czy Minju. — Uśmiechnęła się szeroko, setnie rozbawiona tą wizją. Jej biologiczna matka bez problemu znosiła Georgię, bo bo przecież jej żona, ale czy od towarzystwa Isabel nie wybuchnie jej mózg? I jakim cudem Rue miała znieść nerwowo obecność obu matek River? To będzie ciekawe.
— A jak się tym poczęstuję, to przeżyję? — zapytała jeszcze, gdy ruszyli w głąb ogrodu, żeby nie sterczeń jak te kołki. Ruchem głowy wskazała w stronę wielkiego gara. Jak Ruelle spróbuje jej jeszcze kiedykolwiek wmówić, że nie jest wiedźmą, to ją totalnie wyśmieje. Zaczęła się też rozglądac po stole w poszukiwaniu wolnego szkła i jakiegoś dobrego alkoholu. To na pewno jej pomoże.
Ruelle I. Prescott
go, shawty, it's your birthday
: pn wrz 14, 2026 10:55 pm
autor: Ruelle I. Prescott
Młoda Prescott ostrzegała ją już zawczasu. Niezależnie od tego w jaki sposób dziewczyna by się ubrała to i tak wzbudziłaby ogromną sensację. Od niej zależało jedynie w jaki sposób by tego dokonała. Jakby nie patrzeć to jednak była pierwszą osobą, którą Ruelle przyprowadziła na jakąkolwiek rodzinną uroczystość. Jasne, że wszyscy będą zainteresowani tym, kim właściwie tanatopraktorka mogła się zainteresować na tyle, aby wprowadzić ją do swojego towarzystwa.
Kilkulatka, gdy tylko podłapała spojrzenie River zachichotała i uśmiechnęła się do niej promiennie. Nawet uniosła małą łapkę, aby pomachać jej w ramach powitania nim odbiegła gdzieś dalej, aby pobawić się z kuzynostwem, które ją nawoływało. W końcu dla niej było tu naprawdę sporo atrakcji dla dzieciaków, które mogły w końcu się wyszaleć w swoim towarzystwie.
- Cóż, trochę zostałaś rzucona lwom na pożarcie, ale chyba sobie z tym poradzisz - stwierdził Jonathan, uśmiechając się lekko.
Patrząc na część towarzystwa, która bawiła się dobrze przy muzyce to nie można było posiadać wątpliwości, co do tego, że faktycznie w tym towarzystwie się tańczyło. Każdy robił to po swojemu, dopasowując się zarówno do współczesnych przebojów, jak i hitów minionych dekad.
- Powiedz jaki masz rozmiar, a może znajdziemy ci coś na zmianę - zaproponowała Isabel, która była wyraźnie rozbawiona komentarzem partnerki swojej córki.
Na razie wszystko wydawało się toczyć swoim torem w wyjątkowo pomyślny sposób i to pomimo nieobecności samej solenizantki, która została gdzieś odciągnięta przez swojego małego bratanka. Trudno było powiedzieć, co właściwie robiła, ale na pewno zatrzymało ją to na tyle, że River zyskała szansę na poznanie swoich przyszłych teściów.
- Oczywiście, że mówię poważnie - potwierdziła Isabel, a w jej głosie pojawiła się lekka nuta oburzenia, że rysowniczka śmiała w ogóle poddać w wątpliwość jej gotowość do ugoszczenia rodziny Crossów.
- Isa nie żartuje w takich sprawach - uświadomił ją jeszcze pan Prescott. - Także twoje matki mogą poczuć się zaproszone, a co do Ruelle... Zapewne będzie próbowała znaleźć dziesiątki sposobów na to, aby się z tego wykręcić.
Co do tego nie było wątpliwości. Jednak Jonathan znał doskonale swoją córkę i wiedział, że podobne spotkania nie były czymś za czym przepadała. Jeśli tylko miała ku temu okazję to starała się znaleźć jakiś powód do tego, aby jednak nie brać w tym wszystkim udziału. Tylko, że rodzina starała się jej uniemożliwiać takie wybiegi jak tylko mogła.
- Oczywiście, że przeżyjesz. To pollo guisado... Gulasz z kurczaka. Rodzinny przepis - podpowiedziała niemal od razu gospodyni.
Zresztą na stołach poza alkoholem znajdowało się sporo innych dań, które były typowe zarówno dla kuchni kanadyjskiej, jak i latynoskiej. Na pewno w powietrzu wyczuć można było mnogie przyprawy, które zostały użyte w kuchni do przyrządzenia całych tych zapasów jedzenia.
River mogła bez trudu znaleźć sporo butelek różnych alkoholi, które kusiły swoimi etykietkami i błyszczącym szkłem. Ledwie jednak zdołała sobie coś nalać, gdy wokół jej talii znalazły się ramiona pewnej tanatopraktorki, która nagle odnalazła się w całym tym zamieszaniu.
- Tu jesteś - mruknęła tonem, który sugerował, że miała już za sobą co najmniej jednego lub dwa drinki. - Potrzebujemy cię na chwilę.
Nie rozwijała dalej swojej wypowiedzi. W czasie swojego zniknięcia jakimś cudem zdążyła się dorobić wianka, który teraz znajdował się na jej głowie. Spleciony był z całkiem niepozornych delikatnych kwiatków. Pewnie robota kogoś z licznego kuzynostwa. W końcu czy kogoś dziwił fakt, że Latynoska posiadała całkiem sporą rodzinę, która musiała być zaproszona na jej urodziny?
River Cross
go, shawty, it's your birthday
: wt wrz 15, 2026 12:24 am
autor: River Cross
Tyle dobrego, że Prescottowie zdawali sobie sprawę, w jakiej sytuacji była postawiona River. Właściwie to należał jej się jakiś medal za odwagę. Kto normalny zgodziłby się na taką formę poznania rodziny swojego situationshipa? No nikt. Ale River nie była normalna. Liczyła też trochę, że może jak Ruelle nasłucha się dzisiaj, że tworzą fajny związek, to sama w to uwierzy i zacznie ją tak traktować z własnej woli. Cóż, artystka była gotowa chwytać się niekonwencjonalnych środków, byle tylko się udało.
— Dziękuję, na razie będę improwizować — zapewniła. Chyba powinna zacząć bardziej uważać na słowa. Isabel podłapywała każdy temat, jaki jej tylko rzuciła. Faktycznie wykręcanie się głupimi wymówkami nie miało przy niej racji bytu. Trzeba było albo się postawić albo po prostu uciec z sytuacji. Na ten moment nie chciała robić żadnej z tych rzeczy. Da sobie radę – w tańcu i poza nim.
— Georgia postara się urobić Minju, a ja spróbuję z Ruelle — zaproponowała. Nie była pewna, czy próba sugerowania, że dotrze do ich córki szybciej niż oni, to dobry pomysł, ale trudno. Powinni zdawać sobie sprawę z tego, że miała rację, no bądźmy poważni. Takie spotkanie rodzinne nawet dla niej brzmiało nieco przerażająco, ale jednocześnie zbyt intrygująco, żeby sobie tak całkowicie to odpuszczać.
— Cudownie — czyli umrę jak chuj. Żołądek River nie był przyzwyczajony do domowego jedzenia, a już na pewno nie do takiego latynoskiego. Za dużo zdrowych składników i przypraw na pewno zrobi jej jakąś krzywdę. Istniało spore prawdopodobieństwo, że było to też cholernie ostre. Na razie wolała unikać kociołka, choć spodziewała się, że w którymś momencie jakaś porcja zostanie jej wciśnięta do rąk tak czy siak.
Sięgnęła po jakiś alkohol i szklankę, chcąc trochę się znieczulić. To stresowanie się w ogóle jej się nie podobało, musi się tego pozbyć. Wolała być w pełni sobą, choćby taką podpitą. Za to albo ją pokochają, albo znienawidzą. Żadnych półśrodków. Nie zdążyła jednak zrobić niczego więcej poza nalaniem alkoholu do szklanki. Poczuła oplatające ją ramiona i od razu zrobiło jej się lepiej. Odstawiła szkło z powrotem na stół, prostując się. Obróciła się przodem do swojej modelki i uśmiechnęła się na widok modyfikacji w jej stroju. Potrafiła ją rozczulić momentalnie. W spojrzeniu River od razu pojawiła się ta sama czułość, z jaką przyglądała jej się kilka dni temu. Tym razem była jednak trzeźwa i nie próbowała się skupiać na liczeniu jej piegów.
— My? — dopytała od razu, nie bardzo rozumiejąc, kogo miała na myśli. Przejechała kciukiem wzdłuż linii jej szczęki od strony ucha aż do podbródka. Uniosła go i skradła dziewczynie drobny pocałunek. Z niespotykaną dzielnością powstrzymała się od pogłębienia pocałunku.
Ruelle I. Prescott