Gibbin' in, dude
: ndz wrz 13, 2026 7:35 pm
Na co dzień Erika raczej nie interesowała się szczególnie tym, co działo się na mieście, ale czegoś takiego jak ucieczka zwierząt z pobliskiego zoo to nawet ona nie mogła przeoczyć. W końcu newsy na ten temat znajdowały się praktycznie wszędzie. Facebook, twitter, tiktok, instagram... Wszędzie pojawiały się posty na ten temat, bo mimo wszystko było to wydarzenie jakim żyło sporo osób. Lindberg jednak nie przypuszczała, że sama również stanie się częścią tej historii.
To miało być zwyczajne wyjście. Pogoda dalej sprzyjała, chociaż był już wrzesień, który przynosił już powoli ochłodzenie. Należało zatem korzystać z odpoczynku na świeżym powietrzu póki jeszcze było to w ogóle możliwe.
Znajdowała się właśnie w jednym z pobliskich parków, w którym zatrzymała się po powrocie z mieszkania swojego znajomego. Postanowiła kupić sobie lody w jednej ze stojących tam budek i usiąść na ławce w pobliżu chwilowo pustego placu zabaw.
Nie spieszyło jej się nigdzie. Przejrzała garść powiadomień oraz wiadomości, które jej znajomi wrzucali na wyjątkowo żywy groupchat i nawet nie zauważyła tego, kiedy podkradł się do niej pewien jegomość, który zszedł z drzewa i przysiadł na oparciu ławki tuż za nią. Dopiero w momencie, gdy jego ręka znalazła się na jej ramieniu, Lindberg odwróciła głowę i spojrzała wprost w małpi pyszczek sympatycznego gibona.
Zdecydowanie nie spodziewała się takiego widoku. Na chwilę zamarła, a następnie wzdrygnęła się na tyle mocno, że trzymany w dłoni rożek z resztkami czekoladowej gałki wypadł jej z ręki i upadł wprost na buty przechodzącego w pobliżu jegomościa, który musiał być zajęty swoimi sprawami.
- O, kurwa jasna... - wykrztusiła, a jej spojrzenie wędrowało od sympatycznego gibona do nieszczęsnego przechodnia.
Przez moment zastanawiała się czy przejść do automatycznych przeprosin czy może... Nie no, ta sytuacja była zdecydowanie zbyt absurdalna i nie mogła uwierzyć, że działo się to rzeczywiście.
- Przepraszam, też go widzisz czy może za bardzo się ujarałam? - zapytała, wskazując na małpę, która siedziała wciąż tuż obok niej i wydawała się być równie skołowana tą sytuacją, co sama Erika.
Jeśli naprawdę nie była realna to... Zapewne nie powinna wypalać zioła z tym jednym konkretnym przyjacielem.
Diego Sullivan
To miało być zwyczajne wyjście. Pogoda dalej sprzyjała, chociaż był już wrzesień, który przynosił już powoli ochłodzenie. Należało zatem korzystać z odpoczynku na świeżym powietrzu póki jeszcze było to w ogóle możliwe.
Znajdowała się właśnie w jednym z pobliskich parków, w którym zatrzymała się po powrocie z mieszkania swojego znajomego. Postanowiła kupić sobie lody w jednej ze stojących tam budek i usiąść na ławce w pobliżu chwilowo pustego placu zabaw.
Nie spieszyło jej się nigdzie. Przejrzała garść powiadomień oraz wiadomości, które jej znajomi wrzucali na wyjątkowo żywy groupchat i nawet nie zauważyła tego, kiedy podkradł się do niej pewien jegomość, który zszedł z drzewa i przysiadł na oparciu ławki tuż za nią. Dopiero w momencie, gdy jego ręka znalazła się na jej ramieniu, Lindberg odwróciła głowę i spojrzała wprost w małpi pyszczek sympatycznego gibona.
Zdecydowanie nie spodziewała się takiego widoku. Na chwilę zamarła, a następnie wzdrygnęła się na tyle mocno, że trzymany w dłoni rożek z resztkami czekoladowej gałki wypadł jej z ręki i upadł wprost na buty przechodzącego w pobliżu jegomościa, który musiał być zajęty swoimi sprawami.
- O, kurwa jasna... - wykrztusiła, a jej spojrzenie wędrowało od sympatycznego gibona do nieszczęsnego przechodnia.
Przez moment zastanawiała się czy przejść do automatycznych przeprosin czy może... Nie no, ta sytuacja była zdecydowanie zbyt absurdalna i nie mogła uwierzyć, że działo się to rzeczywiście.
- Przepraszam, też go widzisz czy może za bardzo się ujarałam? - zapytała, wskazując na małpę, która siedziała wciąż tuż obok niej i wydawała się być równie skołowana tą sytuacją, co sama Erika.
Jeśli naprawdę nie była realna to... Zapewne nie powinna wypalać zioła z tym jednym konkretnym przyjacielem.
Diego Sullivan