The day fate whispered your name
: ndz wrz 13, 2026 11:12 pm
Wyjazd z Toronto był ucieczką; nowym początkiem, którego potrzebował by całkowicie nie utracić siebie. Z dala od apodyktycznego ojca, który siłą próbował narzucić mu ścieżkę, którą Maggio powinien podążyć w przyszłości; z dala od obowiązków, którymi próbowano go przytłoczyć, a które z wolna sprawiały, że chlopak porzucał marzenia o własnej przyszłości. Nie chciał tego w obawie, że kiedy tylko kolejne fragmenty zaczną odpadać i zgubią się niczym rozrzucone puzzle, nie będzie w stanie ich wszystkich odnaleźć sprawiając, że przyszłość, której pragnął nie będzie kompletna. nie chciał na to pozwolić ostatecznie buntując się i uciekając zarówno przed rodzicami, jak i przed zapachem środka dezynfekującego, którym pachniały szpitalne korytarze. Wielu nazwałoby go tchórzem, że ucieka. On widział siebie jako bohatera, który walczył o siebie.
Pierwsze tygodnie nie były łatwe - bo chociaż język z pozoru podobny, tak różnił się znacznie bardziej, niż Winters podejrzewał. Dodatkowo istniało sporo różnic kulturowych, jak również podejście do życia, które w wykonaniu Szkotów było raczej luźne i lekkie. Ach, właśnie takiego potrzebował, by oczyścić umysł. Liczył, że któregoś dnia zaabsorbuje to na tyle, by móc powiedzieć, że w końcu jest w pełni szczęśliwy i spokojny na duchu, wiedząc, że robi wszystko, by urzeczywistnić własne marzenia.
Pierwszym etapem do ich zrealizowania było ukończenia uniwersytetu w Glasgow, na który się dostał. Oczarował go już na wstępie, ledwie przekroczył jego próg. Wyglądał niczym Hogwart, mając w sobie równie sporo magii. Jak miałby to porzucić na rzecz akademii wojskowej? Nie widział się w roli żołnierza, stawiając na rozwój intelektualny. Chciał być naukowcem, co jego zdaniem idealnie komponowało z poezją, którą tak wielbił!
Uśmiechnął się, wciągając powietrze, które pachniało kolorowymi liśćmi opadającymi z drzew oraz deszczem, który jeszcze nie spadł. Zbliżała się jesień - ulubiona pora roku Maggio. Miała w sobie tyle piękna, tyle ponadprzeciętnego uroku, który aż prosił się o wysławianie w kolejnych linijkach wierszy układających się w głowie studenta. Gdyby o niego chodziło takie dni mogłyby trwać cały rok!
Przymknął oczy po raz kolejny pozwalając, by jego nozdrza wypełniły się upragnionym zapachem. Tylko ten nagle gdzieś zniknął, zastąpiony nowością, która przeniosła chłopaka w wyobraźni zupełnie gdzie indziej. Rozkoszował się zapachem świeżych pomarańczy pieszczonych ciepłym słońcem oraz zapachem słodkich róż, które rozpalały zmysły. Miał wrażenie, że przez jedną sekundę został zamknięty w ogrodzie, który pachniał latem.
Otworzył oczy i zdążył jedynie dostrzec złociste pukle włosów mieniące się w popołudniowym świetle, które minęły go bez słowa. Czy ich właścicielka wiedziała, jak wiele w nim poruszyła? Nie powinna, ale niestety Maggio był na to podatny bardziej, niż inni. Dostrzegał piękno w zapachach, w kolorach i wszystkim, co tylko pobudzało jego artystyczną duszę.
Chciał krzyknąć, chciał ją zatrzymać, ale głos uwiązł mu w gardle. To byłoby niestosowne, tak atakować biedną niewiastę. Już miał odejść, kiedy zobaczył, że torba, którą trzymała na ramieniu, zerwała się, rozsypując jej rzeczy na około. Los jednak mu sprzyjał, o niebiosa wspaniałe!
Podszedł do niej bez zastanowienia, schylając się po ciemnoniebieski zeszyt w kwieciste wzory. Wyciągnął go w stronę właścicielki i zdał sobie sprawę, że teraz pozostało najtrudniejsze - rozmowa. Co powiedzieć, by nie wyjść na prostaka? Takich było na około zbyt wielu.
-Proszę - uśmiechnął się do niej, zerkając na zeszyt. - Szkoda byłoby, gdyby ktoś obcy przeczytał coś, co powinno należeć tylko do ciebie - dodał, nie mając nawet pewności, co takiego się tam znajdowało. Nawet, jeśli były to zaledwie notatki z wykładów, nadal należały do niej, pisane jej ręką.
Autumn Ashford
Pierwsze tygodnie nie były łatwe - bo chociaż język z pozoru podobny, tak różnił się znacznie bardziej, niż Winters podejrzewał. Dodatkowo istniało sporo różnic kulturowych, jak również podejście do życia, które w wykonaniu Szkotów było raczej luźne i lekkie. Ach, właśnie takiego potrzebował, by oczyścić umysł. Liczył, że któregoś dnia zaabsorbuje to na tyle, by móc powiedzieć, że w końcu jest w pełni szczęśliwy i spokojny na duchu, wiedząc, że robi wszystko, by urzeczywistnić własne marzenia.
Pierwszym etapem do ich zrealizowania było ukończenia uniwersytetu w Glasgow, na który się dostał. Oczarował go już na wstępie, ledwie przekroczył jego próg. Wyglądał niczym Hogwart, mając w sobie równie sporo magii. Jak miałby to porzucić na rzecz akademii wojskowej? Nie widział się w roli żołnierza, stawiając na rozwój intelektualny. Chciał być naukowcem, co jego zdaniem idealnie komponowało z poezją, którą tak wielbił!
Uśmiechnął się, wciągając powietrze, które pachniało kolorowymi liśćmi opadającymi z drzew oraz deszczem, który jeszcze nie spadł. Zbliżała się jesień - ulubiona pora roku Maggio. Miała w sobie tyle piękna, tyle ponadprzeciętnego uroku, który aż prosił się o wysławianie w kolejnych linijkach wierszy układających się w głowie studenta. Gdyby o niego chodziło takie dni mogłyby trwać cały rok!
Przymknął oczy po raz kolejny pozwalając, by jego nozdrza wypełniły się upragnionym zapachem. Tylko ten nagle gdzieś zniknął, zastąpiony nowością, która przeniosła chłopaka w wyobraźni zupełnie gdzie indziej. Rozkoszował się zapachem świeżych pomarańczy pieszczonych ciepłym słońcem oraz zapachem słodkich róż, które rozpalały zmysły. Miał wrażenie, że przez jedną sekundę został zamknięty w ogrodzie, który pachniał latem.
Otworzył oczy i zdążył jedynie dostrzec złociste pukle włosów mieniące się w popołudniowym świetle, które minęły go bez słowa. Czy ich właścicielka wiedziała, jak wiele w nim poruszyła? Nie powinna, ale niestety Maggio był na to podatny bardziej, niż inni. Dostrzegał piękno w zapachach, w kolorach i wszystkim, co tylko pobudzało jego artystyczną duszę.
Chciał krzyknąć, chciał ją zatrzymać, ale głos uwiązł mu w gardle. To byłoby niestosowne, tak atakować biedną niewiastę. Już miał odejść, kiedy zobaczył, że torba, którą trzymała na ramieniu, zerwała się, rozsypując jej rzeczy na około. Los jednak mu sprzyjał, o niebiosa wspaniałe!
Podszedł do niej bez zastanowienia, schylając się po ciemnoniebieski zeszyt w kwieciste wzory. Wyciągnął go w stronę właścicielki i zdał sobie sprawę, że teraz pozostało najtrudniejsze - rozmowa. Co powiedzieć, by nie wyjść na prostaka? Takich było na około zbyt wielu.
-Proszę - uśmiechnął się do niej, zerkając na zeszyt. - Szkoda byłoby, gdyby ktoś obcy przeczytał coś, co powinno należeć tylko do ciebie - dodał, nie mając nawet pewności, co takiego się tam znajdowało. Nawet, jeśli były to zaledwie notatki z wykładów, nadal należały do niej, pisane jej ręką.
Autumn Ashford