Strona 1 z 1

thirty-five seconds – you're my new bestie

: pn wrz 14, 2026 12:58 am
autor: Autumn Ashford
2019.


Tydzień.

Dokładnie tyle minęło od jej przylotu do Toronto. Nieco lepiej wyobrażała sobie swoje zaaklimatyzowanie się tutaj, a jednak już od początku napotykała na przeszkody. Pierwszą okazało się znalezienie lokum; dalej ciągnęła kasę za hotel, bo wynajęcie mieszkania bądź chociażby pokoju, okazało się być nie lada wyzwaniem. Nikt nie chciał zaufać dwudziestoletniej Szkotce, że była grzeczna i po prostu chciała ruszyć na nowo ze swoim rozsypanym życiem. Poza tym, ciężko było wypatrzyć ofertę, która nie była podejrzana i która nie wyglądała jak tani nocleg u ćpunów czy innych podejrzanych typów, którzy w nocy wbiliby jej heroinę przez sen — no dobra, z tym to może już przesadzała. Nie zmieniało to jednak faktu, że od początku nie czuła się komfortowo. Brakowało jej miejsca, które mogłaby nazywać jej. Domem, mieszkaniem, pokojem, czterema ścianami, w których po cały dniu mogłaby znaleźć chwilę wytchnienia.

Dokładnie po tygodniu miała już dosyć. Potrzebowała poznać inne uroki Toronto oprócz ciągłego ogarniania swojej nowej rzeczywistości. Poszła do baru karaoke, żeby nieco się zrelaksować. Podrzeć się do ulubionych hitów i może nawet wyrwać komuś mikrofon z dłoni, jeśli emocje i alkohol całkiem nią zawładną. Wypiła już trochę, zadowolona wyśpiewała Dangerous women od Ariany Grande i zaraz miało lecieć Shallow od Lady Gagi. Nikt się nie zgłaszał, ktoś krzyknął w tłumie, że to smęty i niech bierze kolejne zamówienie, kiedy Autumn wyrwała się do DJ-ki, stając na palcach. — Skoro właściciel się nie zgłasza, to ja chcę to śpiewać — krzyknęła, wywołując wywracanie oczami przez chłopaka. Co za głupi chu-- — Śpiewałaś przed chwilą — oznajmił z powagą, jakby pilnowanie porządku było teraz najważniejszą sprawą. — No i co z tego? Jest zamówione, to nie może się zmarnować. No proszę! — jęknęła już zdesperowana, bo gdyby wcześniej ta piosenka przyszła jej na myśl, to z pewnością zrezygnowałaby z darcia się do Ariany i zamówiła ten utwór, który teraz lepiej oddawał jej stan emocjonalny.

Bo minął nie tylko tydzień od jej przeprowadzki do Toronto, ale również półtora tygodnia, od kiedy wystawiła Maggio i nie zjawiła się na ich umówionym spotkaniu. Ile razy kusiło ją odblokować jego numer i pewnie zderzyć się z dziesiątkami wiadomości, które musiał jej wysłać. Nie mogła tego zrobić. Nie, jeśli nawet wymieniła numer na kanadyjski, symbolicznie wyrzucając swoją starą kartę sim do jeziora Ontario, jako zapowiedź nowego początku.

— Dobra, blondyna, masz trzydzieści pięć sekund, żeby znaleźć kogoś do duetu — rzucił mężczyzna, który skończył z byciem gburem, zupełnie jakby usłyszał jej myśli. — Co?! — krzyknęła z entuzjazmem, kiedy on zaczął liczyć na głos. Puściła się w tłum, wzrokiem szukając kogoś, kto mógłby ją uratować, aż natrafiła wzrokiem na dziewczynę, która wśród kilku znajomych (a może nieznajomych?) śpiewała refren tej piosenki i wcale nie potrzebowała melodii, aby najwyraźniej zrobić to całkiem dobrze. — Zaśpiewaj to ze mną — rzuciła, dobiegając do niej i patrząc w nią swoimi dużymi, ciemnymi oczami. — Proszę, proszę, proszę. — Zaczęła dreptać w miejscu, widząc, jak DJ na palcach odmierzał jej czas. — Mamy jakieś piętnaście sekund. Proszę, proszę, proszę — wyrzuciła dalej z siebie i teraz nie czekając na jej werbalną zgodę, chwyciła ją za nadgarstek, ciągnąc za sobą i mając nadzieję, że w połowie drogi nie zdecyduje się wyrwać, niwecząc jej plany oraz marzenia. Jeśli nie zaśpiewa tego tutaj, to zaraz wyjdzie na ulice i zacznie śpiewać do podkładu puszczanego z telefonu!

Cassandra Wildbird