blast from the past
: pn wrz 14, 2026 12:28 pm
Miesiąc minął powoli, jakby czas poruszał się ostrożnie, nie chcąc dotknąć jej zbyt gwałtownie. Aoife zaczynała wracać do równowagi, choć nie była to równowaga pełna a raczej krucha, delikatna, zbudowana na codziennych próbach uspokojenia własnych myśli. Ostatnie tygodnie przyniosły jej coś, co przypominało normalność. Pracowała, wracała do domu, spała lepiej niż wcześniej. Nawet wspomnienie Magnusa, choć wciąż obecne, nie wywoływało już tak gwałtownego ścisku w klatce piersiowej.
Tego wieczoru wracała późno, ale spokojnie. Ulica przed jej apartamentowcem była prawie pusta, mokra po krótkim deszczu, a światła latarni odbijały się w kałużach jak rozciągnięte, drżące smugi. Aoife lubiła ten moment ciszę, chłód, zapach mokrego betonu. Miała wrażenie, że wreszcie zaczyna oddychać normalnie. Do chwili, w której usłyszała kroki. Najpierw nie zwróciła na nie uwagi. Ktoś mógł wracać do domu, ktoś mógł skręcić w boczną uliczkę. Ale te kroki nie skręciły. Zbliżały się. Były ciężkie, zdecydowane, jakby ktoś szedł dokładnie za nią.
Aoife przyspieszyła, nie chcąc panikować. Wmawiała sobie, że to przypadek, że nie ma powodu do strachu. Jednak jej ciało reagowało inaczej,napięciem, drżeniem, tym znajomym uczuciem, które pojawiało się zawsze, gdy coś było nie tak. Odwróciła się, ale nikogo nie zobaczyła. Latarnia zaświeciła ostrzej, jakby chciała ją ostrzec. Aoife zacisnęła palce na pasku torby i ruszyła szybciej. Jeszcze kilka metrów, jeszcze dwa, już prawie była przy wejściu do budynku. Ktoś chwycił ją od tyłu. Silna ręka zacisnęła się na jej ramieniu, druga zakryła jej usta. Aoife wciągnęła gwałtownie powietrze, próbując krzyknąć, ale dźwięk ugrzązł w jej gardle. Napastnik był wysoki, poruszał się z pewnością kogoś, kto robił to już wcześniej. Nie próbował jej okraść. Nie próbował jej uderzyć. On ją ciągnął, zdecydowanie, bez wahania w stronę bocznej, ciemnej alejki obok budynku. Aoife walczyła, ale jego siła była przytłaczająca. Serce biło jej tak szybko, że prawie bolało. To nie był przypadek. To nie był impuls. Ktoś chciał ją zabrać.
Wtedy poczuła zimny metal na skórze. Przy jej gardle. Tak blisko, że wystarczyłby jeden drżący ruch, jedno potknięcie, jedno jej źle wykonane wdechnięcie i ostrze przecięłoby jej skórę. Napastnik nachylił się do jej ucha. Jego oddech był gorący, obcy, przesiąknięty chemicznym zapachem.
- Cicho - syknął - Idziesz ze mną. Aoife poczuła, jak jej ciało zamiera. Strach był tak intensywny, że prawie paraliżował. Próbowała zebrać siły, ale jej dłonie drżały, nogi były jak z waty, a ostrze przy gardle zmuszało ją do bezruchu. Napastnik pociągnął ją mocniej, a nóż przesunął się o milimetr, tak blisko, że poczuła jego chłód na skórze. Chciała krzyczeć...ruszyć się..Ale nie mogła.
Jej napastnik chwilowo zamarł w miejscu, nadal trzymając nóż przy jej gardle, jednak na tyle by Aoife otworzyła oczy szerzej,próbując dopatzryć się sooby która ewidentnie zamurowałą w miejscu jej napastnika.
Na końcu alejki stał Magnus. Stał tam jak cień, który wyszedł z mroku. Jakby noc sama go przyprowadziła. Jego spojrzenie było lodowate, skupione, pełne gniewu, ale nie na nią...chyba? Napastnik zacisnął mocniej uścisk, ostrze znów przesunęło się niebezpiecznie blisko jej gardła. Aoife poczuła, jak jej oddech się rwie.
- To jeszcze nie koniec. Zapłacisz za niewykonanie zadania. – warknął do jej ucha przesuwając nóż po jej szyi, gdy ją popchnął do przodu, końcówka noża nieznacznie zachaczyła o jej skórę. Aoife upadła na kolana a napastnik się ulotnił jakby go w ogóle nie było.
Magnus Grimstad
Tego wieczoru wracała późno, ale spokojnie. Ulica przed jej apartamentowcem była prawie pusta, mokra po krótkim deszczu, a światła latarni odbijały się w kałużach jak rozciągnięte, drżące smugi. Aoife lubiła ten moment ciszę, chłód, zapach mokrego betonu. Miała wrażenie, że wreszcie zaczyna oddychać normalnie. Do chwili, w której usłyszała kroki. Najpierw nie zwróciła na nie uwagi. Ktoś mógł wracać do domu, ktoś mógł skręcić w boczną uliczkę. Ale te kroki nie skręciły. Zbliżały się. Były ciężkie, zdecydowane, jakby ktoś szedł dokładnie za nią.
Aoife przyspieszyła, nie chcąc panikować. Wmawiała sobie, że to przypadek, że nie ma powodu do strachu. Jednak jej ciało reagowało inaczej,napięciem, drżeniem, tym znajomym uczuciem, które pojawiało się zawsze, gdy coś było nie tak. Odwróciła się, ale nikogo nie zobaczyła. Latarnia zaświeciła ostrzej, jakby chciała ją ostrzec. Aoife zacisnęła palce na pasku torby i ruszyła szybciej. Jeszcze kilka metrów, jeszcze dwa, już prawie była przy wejściu do budynku. Ktoś chwycił ją od tyłu. Silna ręka zacisnęła się na jej ramieniu, druga zakryła jej usta. Aoife wciągnęła gwałtownie powietrze, próbując krzyknąć, ale dźwięk ugrzązł w jej gardle. Napastnik był wysoki, poruszał się z pewnością kogoś, kto robił to już wcześniej. Nie próbował jej okraść. Nie próbował jej uderzyć. On ją ciągnął, zdecydowanie, bez wahania w stronę bocznej, ciemnej alejki obok budynku. Aoife walczyła, ale jego siła była przytłaczająca. Serce biło jej tak szybko, że prawie bolało. To nie był przypadek. To nie był impuls. Ktoś chciał ją zabrać.
Wtedy poczuła zimny metal na skórze. Przy jej gardle. Tak blisko, że wystarczyłby jeden drżący ruch, jedno potknięcie, jedno jej źle wykonane wdechnięcie i ostrze przecięłoby jej skórę. Napastnik nachylił się do jej ucha. Jego oddech był gorący, obcy, przesiąknięty chemicznym zapachem.
- Cicho - syknął - Idziesz ze mną. Aoife poczuła, jak jej ciało zamiera. Strach był tak intensywny, że prawie paraliżował. Próbowała zebrać siły, ale jej dłonie drżały, nogi były jak z waty, a ostrze przy gardle zmuszało ją do bezruchu. Napastnik pociągnął ją mocniej, a nóż przesunął się o milimetr, tak blisko, że poczuła jego chłód na skórze. Chciała krzyczeć...ruszyć się..Ale nie mogła.
Jej napastnik chwilowo zamarł w miejscu, nadal trzymając nóż przy jej gardle, jednak na tyle by Aoife otworzyła oczy szerzej,próbując dopatzryć się sooby która ewidentnie zamurowałą w miejscu jej napastnika.
Na końcu alejki stał Magnus. Stał tam jak cień, który wyszedł z mroku. Jakby noc sama go przyprowadziła. Jego spojrzenie było lodowate, skupione, pełne gniewu, ale nie na nią...chyba? Napastnik zacisnął mocniej uścisk, ostrze znów przesunęło się niebezpiecznie blisko jej gardła. Aoife poczuła, jak jej oddech się rwie.
- To jeszcze nie koniec. Zapłacisz za niewykonanie zadania. – warknął do jej ucha przesuwając nóż po jej szyi, gdy ją popchnął do przodu, końcówka noża nieznacznie zachaczyła o jej skórę. Aoife upadła na kolana a napastnik się ulotnił jakby go w ogóle nie było.
Magnus Grimstad