a little bit of peace
: wt wrz 15, 2026 12:58 pm
Dawno tego nie robił. Nie pamiętał, kiedy ostatnio poszedł spotkać się ze znajomym. Już od dłuższego czasu jedyne spotkania, jakie miał to te dotyczące jego pracy, gdy spotykał się z inwestorami, krawcami i doradcami albo takie, które polegały jedynie na szybkim skończeniu w czyimś łóżku. Po powrocie do Toronto, z bólem serca zdał sobie sprawę z tego, że w sumie n ie miał przyjaciół. Owszem, posiadał znajomości, jednak większość z nich nie była szczera. W sensie nie były to osoby, do których mógłby zadzwonić i umówić się na szybką kawę. A takich właśnie ludzi potrzebował.
Layonella poznał przypadkowo siedząc w barze. Z jakiegoś powodu nie spodziewał się, że zastanie policjanta w barze, bo najzwyczajniej w świecie nie docierało do niego, że policjanci mogą przebywać w takich miejscach. Coś jak widok księdza poza kościołem. Po prostu mu się to nie spinało. Niemniej jednak okazało się, że Stones był całkiem towarzyskim facetem. A Simon nie potrzebował wiele, by nawiązać z kimś kontakt. Lata pracy w branży mody, gdzie miało się kontakt z tak wieloma ludźmi, że nie sposób było nie nauczyć się otwartości i towarzyskości. Była to taktyka, która pozwalała na osiągnięcie sukcesu, bo w branży było tak wielu ludzi, że trzeba było się nauczyć z nimi rozmawiać. Umiejętność ta nauczyła go więc rozmawiania i poznawania.
Oczywiście fakt, że Layonell sam był dość przystępny, dużo ułatwiała. Szybko znaleźli wspólny język i naprawdę dobrze im się rozmawiało. Grali nawet w rzutki, ściskając w drugiej ręce butelki z piwem. Simon nigdy nie był fanem picia piwa, bo nie przepadał za gazowanymi napojami, niemniej jednak nie wyobrażał sobie, że w barach można było pić coś innego niż piwo.
Teraz jednak, była połowa dnia, ta pierwsza połowa, więc nie można było jeszcze decydować się na picie alkoholu. To nie była Europa. To nie były Włochy. To nie była przyjemna knajpka, w której można było pić aperolle jakby były gorzką oranżadką. Umówili się więc do kawiarni. Obaj mieli wolne. Znaczy, Layonell miał, bo Simon wolne miał od ponad trzech lat. Ciężko więc było mówić o tym, żeby musiał dostosowywać swój grafik pod kogoś innego. Był dość elastyczny.
Kawiarenka w której się spotkali była całkiem przyjemna – dość przestronna i uspokajająco zielona. Było tu też cicho, bo w środku nie było zbyt dużo osób. Mogli więc komfortowo porozmawiać.
– Dziwnie iść z kimś na kawę jak zwykły człowiek – powiedział, nieco nietaktownie zwracając uwagę na to, że nie uważał się za zwykłego człowieka. No ale nie powinno to nikogo dziwić, skoro był znanym na świecie projektantem.
Layonell Stones
Layonella poznał przypadkowo siedząc w barze. Z jakiegoś powodu nie spodziewał się, że zastanie policjanta w barze, bo najzwyczajniej w świecie nie docierało do niego, że policjanci mogą przebywać w takich miejscach. Coś jak widok księdza poza kościołem. Po prostu mu się to nie spinało. Niemniej jednak okazało się, że Stones był całkiem towarzyskim facetem. A Simon nie potrzebował wiele, by nawiązać z kimś kontakt. Lata pracy w branży mody, gdzie miało się kontakt z tak wieloma ludźmi, że nie sposób było nie nauczyć się otwartości i towarzyskości. Była to taktyka, która pozwalała na osiągnięcie sukcesu, bo w branży było tak wielu ludzi, że trzeba było się nauczyć z nimi rozmawiać. Umiejętność ta nauczyła go więc rozmawiania i poznawania.
Oczywiście fakt, że Layonell sam był dość przystępny, dużo ułatwiała. Szybko znaleźli wspólny język i naprawdę dobrze im się rozmawiało. Grali nawet w rzutki, ściskając w drugiej ręce butelki z piwem. Simon nigdy nie był fanem picia piwa, bo nie przepadał za gazowanymi napojami, niemniej jednak nie wyobrażał sobie, że w barach można było pić coś innego niż piwo.
Teraz jednak, była połowa dnia, ta pierwsza połowa, więc nie można było jeszcze decydować się na picie alkoholu. To nie była Europa. To nie były Włochy. To nie była przyjemna knajpka, w której można było pić aperolle jakby były gorzką oranżadką. Umówili się więc do kawiarni. Obaj mieli wolne. Znaczy, Layonell miał, bo Simon wolne miał od ponad trzech lat. Ciężko więc było mówić o tym, żeby musiał dostosowywać swój grafik pod kogoś innego. Był dość elastyczny.
Kawiarenka w której się spotkali była całkiem przyjemna – dość przestronna i uspokajająco zielona. Było tu też cicho, bo w środku nie było zbyt dużo osób. Mogli więc komfortowo porozmawiać.
– Dziwnie iść z kimś na kawę jak zwykły człowiek – powiedział, nieco nietaktownie zwracając uwagę na to, że nie uważał się za zwykłego człowieka. No ale nie powinno to nikogo dziwić, skoro był znanym na świecie projektantem.
Layonell Stones